Polska buduje cywilizację wojny – Prof. A. Raźny

W świadomości Polaków sama nazwa NATO, podobnie jak transatlantyckiej opcji politycznej nabrała znaczenia słów – kluczy

o charakterze wręcz magicznym zaś amerykańskie koneksje stały się powodem do chluby w biografiach elity nie tylko politycznej, ale również intelektualnej i artystycznej.

W momencie upadku PRL społeczeństwo polskie było przekonane, że takie inwazje Polski, jak najazd na Czechosłowację w 1968 roku z wojskami Układu Warszawskiego w ramach tzw. bratniej pomocy został wprawdzie na nas wymuszony, jednak był i pozostanie powodem do wstydu. Polacy byli przekonani, że był to precedens, który w nowej rzeczywistości nigdy się już nie powtórzy.

I choć była to jedyna tego typu operacja wojskowa Układu Warszawskiego, która przyniosła śmierć około dwustu osób, zadecydowała o negatywnej jego konotacji i negatywnej roli w historii stanowiących go państw członkowskich. Nasze społeczeństwo, oczekujące od lat upadku komunizmu, przyjęło rozpad Układu Warszawskiego – noszącego oficjalną nazwę Układu o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej – z ulgą, radością i nadzieją, że Polska nie będzie więcej musiała uczestniczyć w żadnej inwazji na jakikolwiek kraj.

Polacy dumnie zwrócili się ku Zachodowi, bo przecież bez rozlewu krwi wydostali się spod sowieckiej okupacji – jak nazwali postsolidarnościowi politycy i historycy IPN zależność PRL od ZSRR. Wychodzili z imperium zła, jakim był Związek Radziecki, a wkraczali do świata Zachodu, któremu wielu – nie tylko polityków, ale również uczonych i różnych autorytetów – przypisało atrybuty dobra jako stałych danych. A zatem, jeśli w tym świecie zdarzać by się miały wojny, to tylko sprawiedliwe – w obronie najwyższych, absolutnych wartości i w interesie ludzkości.

Stany Zjednoczone – hegemon tego „ imperium dobra” – traktowane były wówczas przez Polaków z nabożną czcią jako gwarant ładu światowego, sprawiedliwości i demokracji. Tę ostatnią, zgodnie z życzeniem hegemona, Polacy przyjęli za cel i sens istnienia nie tylko państwowego, ale również narodowego. Nikt nie śmiałby nawet pomyśleć, że stacjonowanie wojsk USA w Europie – pół wieku od zakończenia II wojny światowej, w dodatku po rozpadzie nie tylko ZSRR, ale również Układu Warszawskiego – jest okupacją starego kontynentu.

Świadomość Polaków – podobnie zresztą jak wszystkich Europejczyków – została tak ukształtowana przez amerykańską propagandę, że wojska USA i stworzonego dla interesów tego mocarstwa Sojuszu Północnoatlantyckiego zapewniają pokój nie tylko Europie, ale również całemu światu, w przeciwieństwie do wojsk sowieckich, których pobyt w krajach bloku komunistycznego miał zawsze charakter okupacyjny.

Ta świadomość polskiego społeczeństwa z czasów zimnej wojny ani na jotę nie uległa zmianie. Co więcej, została po 1989 roku podbudowana drogą perswazji, argumentacji i propagandy amerykańskiej tak mocno, iż Polacy uwierzyli w paradoks: skoro nie ma już Układu Warszawskiego, to koniecznością jest przystąpienie do NATO. Znalazłszy się w obszarze wpływów upragnionego „imperium dobra”, mimo swej wiary w jego wielki mit, rezygnacji z obrony własnych interesów i przyjęcia amerykańskiego modelu reform ustrojowych, a nade wszystko gospodarczych w postaci terapii szokowej Jeffreya Sachsa – firmowanej przez Leszka Balcerowicza –Polska nie otrzymała żadnych gwarancji swego bezpieczeństwa.

Otrzymała natomiast propozycję wstąpienia do NATO jako sojuszu wojskowego, stworzonego (4.04.1949) pierwotnie dla obrony militarnej Zachodu przez Związkiem Radzieckim, a po jego rozpadzie utrzymującego „równowagę strategiczną” między Wschodem i Zachodem. Gdy w 1996 roku prezydent USA Bill Clinton zapowiedział rozszerzenie sojuszu i zaproszenie do niego trzech państw należących w przeszłości do Układu Warszawskiego – Polski, Węgier i Czech – Polaków ogarnęła euforia. Odebrali to jako nagrodę za ich wytrwałe dążenie do niepodległości, a nade wszystko za Solidarność.

To miała być dla nas nie tylko nagroda, ale również automatyczna nobilitacja – uzyskanie statusu równych w tym elitarnym gronie „wolnego świata”.

Od połowy lat 90. zakładano w Polsce różne stowarzyszenia oraz kluby na rzecz NATO i opcji transatlantyckiej, podejmowano szereg misji do USA jako decydenta w sprawach sojuszu i hegemona demokracji. Nawiązano wszystkie możliwe kontakty ze Stanami Zjednoczonymi i jego instytucjami jawnymi i niejawnymi. Pobyt w USA na szkoleniu, stażu, stypendium, a tym bardziej amerykański grant stały się przepustką nie tylko do świata polskiej polityki, ale również nauki i kultury.Profitenci tych relacji z „imperium dobra” utworzyli najsilniejsze w Polsce lobby pronatowskie, sterowane przez wytrawnych agentów amerykańskiego wpływu, mających do dyspozycji wszystkie bez wyjątku media.

W świadomości Polaków sama nazwa NATO, podobnie jak transatlantyckiej opcji politycznej nabrała znaczenia słów-kluczy o charakterze wręcz magicznym, zaś amerykańskie koneksje stały się powodem do chluby w biografiach elity nie tylko politycznej, ale również intelektualnej i artystycznej.

W tym naiwnym, graniczącym ze zdradą polskich interesów otwarciu na amerykańskie wpływy nikt nie upatrywał niczego zdrożnego. Oczywiste przecież było, że trzeba się strzec jedynie agentury moskiewskiej i tropić ją do upadłego. Dlatego walkę z nią zaplanowano na długo i na kilka etapów. Teraz już wiadomo, że między innymi po to, aby utrzymywać polskie społeczeństwo w przekonaniu, że nawet po wstąpieniu do NATO i UE najgroźniejsi są dla nas nadal agenci KGB i Rosja.

Nikt nie ośmielił się formułować pytania, jakie służby tzw. Zachodu (że amerykańskie, to oczywiste – zgodnie z umową między Reaganem i Gorbaczowem – ale jakie inne jeszcze?) stały za gremium umawiającym się przy okrągłym stole w sprawie przyszłych losów Polski. Nikt również nie przejmował się wówczas tym, że przed wstąpieniem Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego (8.08.1997.) jego władze podpisały w Paryżu z Moskwą Akt Stanowiący o Wzajemnych Stosunkach, Współpracy i Bezpieczeństwie między NATO a Federacją Rosyjską (27.05.1997). Akt ten regulował wzajemne relacje jako partnerskie i określał taki poziom ich potencjału militarnego, który hamował wyścig zbrojeń.

Warto przypomnieć istotny jego fragment z rozdziału Zasady:

Państwa członkowskie NATO i Rosja ponownie podkreślają, że państwa-strony powinny, indywidualnie lub wspólnie z innymi, zachować tylko taki potencjał militarny, jaki jest współmierny do ich indywidualnych lub wspólnych uzasadnionych potrzeb w dziedzinie bezpieczeństwa, z uwzględnieniem ich międzynarodowych zobowiązań, w tym także Traktatu CFE.

Każde państwo-strona oprze swą zgodę na postanowienia przekształconego Traktatu, dotyczące wszystkich narodowych pułapów sprzętu państw-stron, na swoich ocenach obecnej i przyszłej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa w Europie.

Ponadto, w rokowaniach na temat przekształcenia Traktatu CFE państwa członkowskie NATO i Rosja, wraz z innymi państwami-stronami, będą dążyć do wzmocnienia stabilności poprzez dalszy rozwój przedsięwzięć na rzecz zapobieżenia jakiemukolwiek potencjalnie zagrażającemu zwiększeniu sił konwencjonalnych w uzgodnionych regionach Europy, w tym w Europie Środkowej i Wschodniej.

NATO i Rosja sprecyzowały swoje zamiary co do stanu swych sił konwencjonalnch w nowych warunkach bezpieczeństwa europejskiego i są przygotowane do konsultacji dotyczących rozwoju tego stanu w ramach Stałej Wspólnej Rady.

NATO potwierdza, że w obecnych i dających się przewidzieć warunkach bezpieczeństwa Sojusz będzie realizował swe zadania w dziedzinie zbiorowej obrony oraz inne zadania poprzez zapewnianie niezbędnej interoperacyjności, integracji i zdolności do wsparcia, a nie poprzez dodatkowe stałe stacjonowanie znaczących sił bojowych” [1].

I wówczas i potem nikt z decydentów ani też ze środowisk opiniotwórczych w Polsce nie wiązał tych zapisów z państwami NATO, które było przecież wizytówką „wolnego świata” i ”imperium dobra”. Należało pilnować Rosji i jej patrzeć na ręce.

Wprawdzie przed przystąpieniem Polski do Sojuszu jego wojska dokonały kilkakrotnie interwencji zbrojnej w byłej Jugosławii, ale propaganda transatlantycka zrobiła wszystko, aby przedstawić je jako „operacje pokojowe oraz stabilizacyjne” i w ten sposób uśpić sumienie tzw. światowej opinii publicznej, również polskiej. Zaczęto także rugować z oficjalnego języka pojęcie wojny, zastępując je w perfidny sposób terminami: „stabilizacji” i „misji” i „operacji”.

W sprowokowanych przez USA i Niemcy konfliktach zbrojnych w Jugosławii słynne działania pokojowe sojuszu miały charakter „operacji powietrznych lotnictwa NATO” Ich pierwsza faza miała miejsce w latach 1993-1995 i powinna być przesłanką do konkluzji, iż sojusz zmienił swój charakter i z obronnego przeszedł na pozycję agresora.

Polska stojąca wówczas w poczekalni do NATO otrzymała czerwony sygnał, który zlekceważyła. Zlekceważyła również kolejny, którym była druga faza „operacji powietrznych wojsk NATO” w byłej Jugosławii – trwające od marca do czerwca bombardowanie Serbii. Stanowi ono szczególny rozdział haniebnej historii NATO w powojennej Europie – a jednak nie ostudziło pronatowskiej euforii w Polsce ani też nie zrodziło głębszej refleksji geopolitycznej. Co więcej, nie zrodziło też refleksji moralnej.

Przyjęto zasadę, że NATO – podobnie jak USA – ma zawsze rację, nigdy się nie myli. Ta bezkrytyczna postawa Polski wobec ewidentnego zła moralnego, społecznego, cywilizacyjnego była jednym z ważniejszych świadectw transformacji naszej mentalności i naszego charakteru narodowego. Cywilizacja łacińska stawała się w szybkim tempie pustym hasłem. Jej trwałym elementem jest przecież wypracowana przez św. Augustyna i rozwinięta przez św. Tomasza filozofia pokoju, dopuszczająca wojnę jedynie jako środek wyjątkowy i ostateczny.

W De civitate Dei św. Augustyn podkreśla, że wojna jako środek ostateczny prowadzić musi do pokoju, który jest dobrem najwyższym, ściśle związanym z naturą człowieka. Nikt bowiem – jak pisze – nie dąży do wojny poprzez pokój, lecz prowadzi wojnę dla osiągnięcia pokoju. Św. Tomasz uszczegółowił problem wojny w ramach filozofii pokoju, dopuszczając tzw. wojnę sprawiedliwą, nazywaną słuszną, jako taką, której jedynym uzasadnieniem jest nadzieja sprawiedliwego pokoju. To jest zbudowana na gruncie chrześcijańskich wartości moralnych uniwersalna koncepcja, która stała się jednym z ważniejszych filarów cywilizacji łacińskiej.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że ten najwybitniejszy chrześcijański filozof określił jednocześnie trzy warunki sprawiedliwej wojny: 1. decyzję o jej rozpoczęciu może podjąć jedynie prawowita władza publiczna 2. Sprawiedliwa wojna może toczyć się jedynie w imię słusznej sprawy, którą św. Tomasz określa za św. Augustynem jako: ukaranie agresora, naprawienie wyrządzonych krzywd, przywrócenie równowagi i zaprowadzenie porządku społecznego.

Ani jedna z wojen prowadzonych po II wojnie światowej przez USA – na Bliskim Wschodzie z udziałem Izraela jako strategicznego sojusznika – i NATO nie spełniała żadnego z tych warunków. Polskim piewcom cywilizacji łacińskiej nie przeszkadzał jednak i nie przeszkadza nadal ten antynomiczny wobec jej pokojowego charakteru wymiar Sojuszu Północnoatlantyckiego, który przekształcił się w światowego agresora.

Polska jako jego członek wzięła udział w sprzecznych z chrześcijańską moralnością i koncepcją pokoju wojnach USA w Iraku i Afganistanie, zgodziła się na bombardowanie Libii, a ostatnio Syrii. Nie zaprotestowała i nie protestuje, gdy w wyniku inicjowanych przez USA, Izrael i wspomaganych przez NATO krwawych rewolucji arabskich dokonywane jest ludobójstwo chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Milczą polscy katolicy, a nade wszystko katolickie media, które nie cofają się nawet przed propagowaniem amerykańsko-natowskich „racji”. Co najwyżej puszczą informację o tym, że w świecie islamu prześladowani są chrześcijanie i ginie cywilna ludność. Nie przepuszczą jednak żadnej analizy, której autor odważyłby się przedstawić rolę USA, Izraela i NATO w prowokowaniu wojen na Bliskim Wschodzie i w będącym ich skutkiem ludobójstwie chrześcijan.

Nie ma w mediach ludzi, nie mówiąc już o środowisku polityków i elit opiniotwórczych, którzy powiedzieliby jasno polskiemu społeczeństwu, że są to działania godzące w chrześcijańskie wartości moralne i cywilizację łacińską. Nie ma nikogo, kto powiedziałby stanowczo, że wojny USA i NATO przekształciły się w permanentną wojnę globalną, za którą ponosi odpowiedzialność również Polska. Że z wojną globalną koordynowana jest wojna ekonomiczna prowadzona poprzez różnego rodzaju embarga i sankcje oraz narzucanie suwerennym państwom demokracji w amerykańskim stylu, genderyzmu i reform ekonomicznym w interesie MFW, Banku Światowego i ponadnarodowych korporacji.

Że również wojna ekonomiczna, wypowiedziana m.in. Iranowi, a ostatnio Rosji, nie ma nic wspólnego z cywilizacją łacińską, na którą powołują się nade wszystko tzw. prawicowe środowiska w Polsce.

Ich luminarze wiedzą o tym dobrze, ale wolą siedzieć cicho albo koncentrować się na kłótniach między PO i PiS, bo to niczym nie grozi, a nade wszystko usypia sumienie Polaków. Bezpiecznie też jest nadal pisać i mówić o groźnym komunizmie, a w obliczu trzeciej wojny światowej uprawiać wyłącznie politykę historyczną, z której ma wynikać jedno: największym zagrożeniem dla Polski i światowego pokoju jest Rosja. To ona i tylko ona chce nas unicestwić, bo skoro zaanektowała Krym (nikt w wiodących mediach nie mówi o jego powrocie do Rosji), to już nikt i nic jej nie powstrzyma i dojdzie do Odry.

Uzasadnieniem dla tej manipulacji jest wsparcie Rosji dla Donbasu, który nie uznał zamachu stanu w Kijowie i zbuntował się przeciwko nielegalnej władzy, odmawiającej milionom żyjących tu Rosjan prawa do ich rodzimego języka. W ramach tej manipulacji udział Polski w przygotowaniu przewrotu w Kijowie, wsparcie dla działań prezydenta Poroszenki przeciwko Donbasowi, pomoc wojskowa i zaopatrzenie w broń wojsk rządowych Ukrainy, które wszczęły wojnę domową jest działaniem szczytnym, bo prowadzonym do poszerzenia UE i NATO.

Celem tej zmasowanej propagandy wojenno-natowskiej jest całkowita dezorientacja polskiego społeczeństwa i ubezwłasnowolnienie wobec perspektywy globalnego kataklizmu wojennego. W jej ramach rugowana jest ze świadomości Polaków koncepcja rozbudowy polskiego potencjału militarnego nade wszystko w interesie Polski i zgodnie z nauką św. Tomasza – dla pokoju.

W myśl wytycznych „kwatery głównej” Polska ma się zbroić w ramach NATO, dla NATO i dla jego przyszłych nowych członków, m.in. Ukrainy – w imię nowych wyzwań, stających przed tym największym w świecie sojuszem wojskowym.

Najnowszym dla niego wyzwaniem jest oczywiście Rosja. Kto pamięta czasy komunizmu, ten uczciwie przyzna, że jest to propaganda w jego stylu, podejmowana w przekonaniu, że Polacy nie zorientują się, kto ich pcha do nowej wojny światowej. Propaganda amerykańsko-natowska uśpiła też pamięć polskiego społeczeństwa o nadchodzącej 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej, aby nie zmobilizować „pacyfistów”, mogących pomieszać szyki strategom wojny permanentnej, której celem nie jest pokój, równowaga i sprawiedliwość, ale chaos, destrukcja, krzywda, poniżenie.

Wystarczy spojrzeć na skutki uderzenia na Afganistan i jego okupacji, na Irak, Libię, Syrię, którą zaatakowali najpierw uzbrojeni przez USA i członków NATO „bojownicy”- budujący obecnie na Bliskim Wschodzie Państwo Islamskie – a ostatnio bombardują samoloty amerykańskie. Znamienne, że w wyniku tych działań uległy zagładzie irackie i syryjskie enklawy chrześcijaństwa.

To, co jest skutkiem wojen USA i NATO trzeba nazwać cywilizacją wojny. Przerażające są jej świadectwa: śmierć setek tysięcy niewinnych ludzi, miliony uchodźców żyjące w obozach na cudzej ziemi, totalne zniszczenie, zapaść cywilizacyjna, a nade wszystko poczucie okrutnej krzywdy i poniżenia trawiące miliony ludzi – całe narody i społeczeństwa. Cywilizacja wojny jest hańbą XXI wieku i okryte nią polskie „elity” nie mają prawa odwoływać się do cywilizacji łacińskiej.

[1] http:/libr.sejm.gov.pl/txt/nato; 2014-11-17

Prof. Anna Raźny

 

za:http://neon24-wiadomosci.neon24.pl/post/117205,polska-buduje-cywilizacje-wojny-prof-a-razny

Reklamy

9 Komentarzy

Filed under Bez kategorii

9 responses to “Polska buduje cywilizację wojny – Prof. A. Raźny

  1. Jurek

    Zaczadzona duża część społeczeństwa polskiego nie zdaje sobie w ogóle sprawy dokąd prowadzą ich tzw. „elity”. Propaganda rodem z zachodu zrobiła swoje – spustoszyła i zaćmiła umysły Polaków, dzięki czemu możliwe jest pchanie Polaków na ścieżkę wojenną jako mięso armatnie. Czy ci Polacy ockną się dopiero będąc w lufie armatniej czy może trochę wcześniej – od tego zależy los nas wszystkich.

    Polubienie

  2. Z tym że „cywilizacja łacińska” wcale nie różni się od obecnej „cywilizacji zachodniej” to jedno i to samo gówno, właściwie obecna „cywilizacja zachodnia” jest zmodyfikowanym przedłużeniem tej „łacińskiej” w obu dominowały i dominują wojny, terror, pogromy, ucisk, wyzysk, chciwość, zazdrość itp, więc nie ma sensu przeciwstawiać jedną drugiej, bo jedna od drugiej nie lepsza.

    Polubienie

  3. AmerginMaCEeccit

    Problem zbytniej militaryzacji to akurat ostatni problem Polski, jakby się wydawało. Poza jednostką GROM na poziomie SAS czy NAVY SEALs i kilkunastoma myśliwcami o kwestionowanej wydolności operacyjnej nie ma się za bardzo czym pochwalić. Wydaje mi się, że nie po to tyle lat Polska walczyła z innymi o obalenie muru berlińskiego i przyłączenie do struktur zachodnich, aby ten wymęczony kraj spychać znowu na wschód mimo poważnych wyzwań infrastrukturalnych. Mieliśmy podobno nawet szansę na szefa generalnego NATO po generale z Danii 🙂
    Te kłótnie w internecie zaczynają wyglądać jak walka o władzę z pożytecznym idiotą z AK47… Ruska agentura zwyczajnie jawna i już nawet czasami nie kryjąca się ze swoim antysemityzmem (co jest dość komiczne znając fakty) są jak sny psychopatycznego cara o panowaniu nad światem wracające wraz typową dla KGB grą kłamstw i manipulacji polskich rusków co chcieliby być bardziej radzieccy niż Breżniew, chociaż malują się na Polaków… Przy tym najbardziej polskie to jest polactwo, które zajmuje się zarabianiem za granicą w tych „złych” krajach zachodnich, często bez opodatkowania, i inwestowania tego dalej w kraju… Himalaje hipokryzji wciąż trwają, a głupota wyniesiona wręcz na poziom psychopatii w przypadku niektórych jednostek przekroczyła już dawno absurd… Pożyczyłem ten termin używane jakoby chwalebnie dawno temu, aby opisać pewien sposób myślenia części społeczeństwa, a nie obrażając Polaków.

    Celowo naśmiewam się z tzw. agentury, ponieważ w internecie znajduję już wpisy a’la UPA albo rosyjscy nacjonaliści pt. „Chcieliśmy się humanitarnie pozbyć Żydów z Europy…”. Ci ludzie chyba nie wiedzą, czym jest cywilizacja i mentalnie żyją w średniowieczu, używając argumentów tych samych co Hitler, jakoby Żydzi byli zagrożeniem i dla religii i dla państwa… To ma tyle sensu co oskarżanie Żydów o to, że zabili Jezusa, dogma szczególnie pieczołowicie szerzona przez kościół rzymsko-katolicki przez wieki a przecież wiadomo, że zamęczenie człowieka na śmierć na krzyżu było tradycyjną karą rzymską. I ten poniewierany wiecznie naród przez nienawistników nie mógł zaznać spokoju przez wieki często musząc się podporządkować kompletnemu kretynizmowi reżimów i niektórych władców.
    Kiedyś nie pozwalano Żydom nabywać ziemi na własność, nie mogli być farmerami ani właścicielami ziemskimi przez długi czas. Zostali więc doskonałymi rzemieślnikami, artystami i kupcami, wreszcie opracowywali nowoczesne systemy bankowe i monetarne, które mimo wszystkich wstrząsów, niejednych złorzeczeń i pretensji wciąż są najmocniejszymi na świecie.

    Jeżeli ktoś chce wmówić komukolwiek, że cywilizacja łacińska nie znała wojny, nie była budowana na wojnach, wyprawach konkwistadorów, prześladowaniach i mordach mniejszości, indoktrynacji religijnej siłą i prześladowaniami i ostracyzmem oraz wszystkim tym o co oskarża autor strony innych, to ktoś musi poważnie zweryfikować swoje fakty…
    W wielu krajach cywilizacji łacińskiej panuje też niestety brak edukacji, bieda i ogromna korupcja.

    O ile można polemizować z polityką syjonizmu czy też rezultatami prowadzenia wojen na Bliskim Wschodzie to proszę nie wmawiać mi, że
    wytykanie tego przez stronę rosyjską jest poważne… Gdzie standardy NATO i ONZ, a gdzie Rosja, która z dumą posłała swoich marynarzy na dno mimo próśb krajów zachodnich o dopuszczenie ekip ratowniczych oraz rzezi w Czeczenii, gdzie zamiast profesjonalnej armii nasłano na ludność cywilną dzikich najemników??? To jest dopiero średniowiecze…
    Nie łączyłbym też bezwzględnie Izraela z tymi instytucjami, bo to kraj starający się zachować bardzo dużą niezależność i dość bezwzględnie wetujący na forum ONZ niekorzystne dla siebie rezolucje.

    Wydaje mi się, że poza ONZ i NATO nikt nie opracował takich standardów
    prowadzenia wojen, and którymi czuwa jeszcze trybunał ds. zbrodni przeciw ludzkości w Hadze…
    Polska uczestniczyła w operacji „Iraqi Freedom” i nikt nie ucieka przed faktem, że była to inwazja i wojna z reżimem. Terminologia wojskowa
    i słowa tam zawarte takie jak „operacja”, „misja” czy „cel” nie znikną z użytku przez naszą wrażliwość… Myślę, że szok i podziw nastąpił dopiero po
    świadomości jaką pułapką bez wyjścia może być tamten region, podobnie jak konflikt na pełną skalę w Wietnamie.
    Polska armia była tam w ramach dosyć szerokiej koalicji i można polemizować, czy to w ogóle była misja dla tej armii, która była w wielu przypadkach tragicznie niedoposażona w Afganistanie i Iraku. Słyszałem historie, że żołnierze często kupowali podstawowy ekwipunek za własne pieniądze, albo wymieniali swoje racje żywnościowe (podobno było to najlepsze co mieli przy sobie…) z Amerykanami i Anglikami na inne przedmioty.
    Osobiście podzielałem do wojny w Iraku i sposobu jej prowadzenia rezerwę i obawy podobne do obozu kandydata na prezydenta Johna Kerry, łącznie ze zbieraniem jak największej ilości krajów sojuszu o zupełnie różnych językach oraz standardach wojskowych często niekompatybilnych.

    Jeśli chodzi o stronę wschodnią, to jasne, że protestują, bo bezpardonowo walczą o kontrolę w regionie. Kiedyś budowali tam infrastrukturę i sprzedawali broń, m.in. Saddamowi. Odnośnie reżimu prezydenta Assada
    to nie mam zbyt wyrazistej opinii poza tym, że panuje tam bałagan niczym w rzeczywistości, gdzie wybory przeprowadza się za pomocą kałasznikowów poczynając od zamordowania sąsiadów… Jak nie siły rządowe krwawo tłumiące rebelię, to ISIS z drugiej strony wspomagający rebeliantów i każde źródło konfliktu i siejący terror.

    Co do Izraela i polityki pro-syjonistycznej, czyli zorientowanej na interesy i w krytycznych sytuacjach takich jak np. zagrożenie ISIS (znane egipskie bóstwo…) wręcz przetrwanie tego państwa jako kolebki narodu izraelitów, to temat jest trudny i skomplikowany. Cytując Howarda Sterna, gdzie Ci Żydzi mają się podziać? Prawdopodobnie państwa zachodnie są im najbliższe. Pominę fakt, że Izrael po początkowych wstrząsach i okresowych wojnach stał się krajem zadziwiająco tolerancyjnym i dziś mieszka tam bardzo duża mniejszość arabska o pełnych prawach obywatelskich. Hasła o „żydo-komunie” pominę, bo kojarzą mi się z tępymi trepami w glanach w wieku licealnym z gębami pełnymi frazesów i pseudointelektualistami z uczelni, o których słyszano tylko w Polsce… Myślę, że dla tych ludzi kacza komuna lub katolicki marksizm już jest OK, bo jest ichni. Dla nich duża firma to pewnie też komuna, przecież wszyscy muszą jakoś pracować na cele firmy przede wszystkim (co w Polsce „solidarnej” nie jest normalnością, bo tu jak wiadomo rząd ma wszystko dać i zapewnić, co już komuną nie jest, a szczególnie nie „żydo”, jak daje…). Im jednak nie warto przyznawać racji w żadnym punkcie, gdyż na siłę będą próbowali wylansować Cię na księdza lub nawet wyżej i zniszczą Ci życie. Ironia z poczuciem humoru byłaby zabawna, gdyby nie była tragiczna. Gdy niedawno dyrektor FBI z NY mówił, że Polacy mordowali Żydów, to trudno było nie protestować, że przecież też pomagali i w Izraelu najwięcej drzewek dla Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata jest polskich, ale kanalii morderców, denuncjatorów przecież też było pełno i takich AK traktowało odpowiednio… A pomoc niestety często odbywała się warunkowo i za słoną opłatą. Ludzie często tracili dorobek całego życia, żeby przetrwać.

    Prócz jawnie „wielko-rosyjskich” sympatii widzę tu też kresowo-ukraińskie sentymenty (nie moje klimaty)… Z tego co pamiętam, to próby reform Ukrainy podjął się m.in. George Soros wspomagając tam pomarańczową rewolucję, która skończyła się mimo wszystko korupcją i bezpardonową walką o władzę tego ledwo-kraju. Trudno zrobić cokolwiek przyszłościowego w kraju, który swój mit założycielski oparł na pogromach i najgorszych zbrodniach w czasach IIWŚ.
    Nadzieja leży pewnie jak zwykle w młodszym pokoleniu, które odrzuci taką podłą indoktrynację. Co będzie dalej, nie wiadomo. Ale już inwazja para-hitlerowska, bo oparta na podobnych argumentach, miała tam miejsce.
    Na czym z pewnością Rosji zawsze zależało, to trzymanie NATO jak najdalej od swoich granic, a że kawałek granicy mają jakimś żartem na północy Polski… Swoją drogą i zupełnie z ciekawości zastanawiam się co by było gdyby Polska tak wjechała w Obwód Kalingradzki używając podobnych argumentów, szczególnie w obliczu podejrzanych manewrów i militaryzacji tego regionu. Myślę, że carsko-imperialne sny wciąż są głęboko zakorzenione w wielu umysłach. Ktoś na zachodzie żartował kiedyś, że Rosja to bardziej stan umysłu niż kraj. Wszystko zależy od tego kto rządzi, ale do standardów zachodnich tam wciąż daleko biorąc pod uwagę np. obozy pracy dla prześladowanych biznesmenów. W Polsce widać „postęp”, np. Romana Kluskę wykończono wyłudzeniami łapówek i prześladowaniami…
    Póki co byłem bardziej zajęty obserwacją jak inny bardzo sympatyczny sojusz próbuje ostrzec Amerykę przed gospodarczą katastrofą i próbujący zniszczyć stagnację nową falą pionierskich reform.
    Zabrzmi to może naiwnie i zabawnie, ale jako dziecko widziałem stabilną przyszłość świata w innych barwach 🙂 Ale jak to mówią, nie jest źle, a będzie jeszcze „nieźlej”.

    Tak więc braciszkowie i siostry, jeżeli jesteście obecnie na fali odnowienia judaizmu i wielowiekowych tradycji żydowskich w Polsce i uzdrowicielskiej mocy dla kraju 🙂 To róbcie to z głową i bez zbędnych uprzedzeń ani też naiwnych sympatii. Toż to kiedyś Stalin skwitował polskie dążenia do niepodległości hasłem: „Żadnych złudzeń”… I taka mentalność może tkwić do dziś w niektórych po-KGBowskich łepetynach. Ogólnie rzecz biorąc, mam świadomość, że jest wielu konserwatywnych Żydów nie bardzo chcących się angażować w rządowe pomysły na naprawy świata licząc na własny zdrowy rozsądek.

    P.S. Na fali radykalizmu muszę się pochwalić, że nawet grożono mi mało sympatycznie 🙂 Nie pomogą żadne smsy wysyłane z groźbami do takich ludzi jak ja, że „przyjdą po mnie z nożami”, bo do tego potraficie się posunąć w swojej festynowej histerii ignorancji… Noc „kryształowych” noży już była i ostatecznie nie skończyła się najlepiej dla organizatorów terroryzmu…

    Polubienie

  4. AmerginMaCEeccit

    Nigdy nie zaprzeczę, że cierpienia ludności cywilnej podczas wojny to tragedia i klęska humanitarna oraz porażka armii, która ma ich chronić.
    Tam jest piekło i rzeczywistość, w której czasami trudno odróżnić wroga od sprzymierzeńca.
    My idziemy na wybory głosować, oni wyciągają broń i idą się pozarzynać w konfliktach plemiennych… Jak zwykle cierpią często zwykli ludzie, podobnie jak kiedyś w przypadku reżimu Talibów. Czy to nie jest hańba w XXI w., kiedy regularnie morduje się i okalecza kobiety pod pozorem jakiś fanatycznych bredni? To tylko jeden z wielu problemów.

    Ktoś nazwie mnie bezdusznym, jeśli powiem, że zawsze martwiły mnie głównie problemy zachodniego świata??? Nie chce mi się komentować
    też pretensji do III RP (po tylu latach życia pod sowieckim buciorem, mimo wszystko…) i jakości IV RP opartej głównie o próby arbitralnych rozliczeń, grę teczkami i wyjątkowo słabym zapleczu. Nie wystarczy zmienić numerek, by kraj „się zbudował”. Nie stanie się też tak, gdy na scenę wyjdzie jakiś jegomość i rzuci zainspirowany przez kogoś cytat Franklina lub powie, że geje są „tfu”… Krótko mówiąc, jeszcze tu wiele pracy, ale gryzienie swoich
    zachodnich sojuszników nie pomaga w niczym.
    Słyszałem kiedyś o Żydach-narodowcach przed i w trakcie II WŚ. No to państwo reformowani, ja spekuluję, że jeszcze długa droga dla Polski, żeby doścignąć zachodni poziom rozwoju.

    Osobiście uważam większość wypowiadających się za dorosłe dzieci bez doświadczeń życiowych, w tym jakiś „anty-lichwiarzy” i innych głąbów szerzących w internecie nienawistną propagandę wobec zwykłych ludzi…
    Nie będę podawał życiowych przykładów, bo nie chce mi się żalić…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s