Możliwości pobudzenia gospodarki polskiej

kamyckiJerzy_Zdziechowski

Tradycyjne, XIX-wieczne pojmowanie szans dla gospodarki każe nam ich poszukiwać w obrębie bogactw naturalnych. Pamiętamy euforię związaną z zasobami gazu łupkowego. Nie przeczę, że są to czynniki ważne, ale czy najważniejsze?

 

Polska nie ma powodów do narzekania. Jesteśmy przez naturę zaopatrzeni szczodrze. Jednak nie ustrzegło to nas ani przed powszechną biedą, ani przed wyludnianiem się kraju. Nasze bogactwa naturalnie nie zostały przekute na życie godne, nie mówiąc już o życiu dostatnim. To, że w polskich rękach znajduje się niewiele ponad 12% gospodarki, powinno bić na trwogę. Powinno mobilizować nas do przeszukiwania faktycznych możliwości odniesienia sukcesu.

Nie ulega wątpliwości, że gospodarka nie obejdzie się bez kapitału. Jednak, gdy mówimy o źródłach pozyskania niezbędnego kapitału, zamiast wpadać w rozpacz, powinniśmy się dokładnie rozejrzeć dokoła.

Kompletnie niedocenianym w naszej myśli gospodarczej kierunkiem jest poszukiwanie form prowadzenia działalności zamieniającej pracę z „bożego przekleństwa” w radość tworzenia. Bez przedsiębiorstw pracujących z pasją możemy być tylko nędzarzami. Jeśli nasza inwencja organizatorska ograniczy się do przysłowiowego „szrotu, szmateksu, montowni i hurtowni”, to tylko to w Polsce będziemy mieli. Cudów nie ma.

Chciałbym przekazać Państwu słowa otuchy, że nie jesteśmy skazani na status kolonii gospodarczej, że zaczyna się budzić polska myśl gospodarcza znaczona takimi nazwiskami jak Xawery Drucki-Lubecki, Stanisław Staszic, Jerzy Zdziechowski czy Marian Wieleżyński. Któż z nich – za wyjątkiem może Staszica – jest dziś pamiętany? Ich dorobek został pokryty mgłą zapomnienia. Jeśli wrócimy do ich myśli, okaże się, że nie będzie problemu ani z pozyskaniem kapitału, ani z przedsiębiorstwami pracującymi z pasja.

Źródła naszego sukcesu będą tkwiły w pewnych zawiłościach ustroju monetarnego i ustroju gospodarczego. Z mozołem będziemy rozluźniać gorset duszących nas złogów myślowych, krępujących nasze pracowite ręce. Jeśli początkowo coś będzie nie tak oczywiste, proszę o cierpliwość. Czasem na olśnienia trzeba chwilę poczekać. Tak działa nasz umysł. Zacznę od tego, że naprawdę mamy z czego sfinansować nasze ambitne projekty społeczne.

Kiedyś minister skarbu z lat 1925-1926 Jerzy Zdziechowski obserwował zatory płatnicze w gospodarce i doszedł do prostego wniosku: wystarczy zrobić coś, co by zlikwidowało te zatory, a gospodarka ruszy. Tak powstała, rewelacyjna na tamte czasy, doktryna monetarna, która weszła do historii jako koncepcja monetyzacji parytetu gospodarczego. Przedsiębiorcom potrzebne były pieniądze i kompletnie nie interesowali się tym, jaki za tym idzie parytet złota. Zdziechowski obniżył go zatem do poziomu zapewniającego równowagę towarowo-pieniężną, a bank emisyjny mógł wypuścić do gospodarki zwiększoną ilość banknotów . Gospodarka na ten fakt zareagowała błyskawicznie. Gospodarka przyspieszyła i zaczęto tworzyć nowe miejsca pracy.

Nie wszystkim się to jednak podobało. Zdziechowski został zdymisjonowany i pobity w swym mieszkaniu przez nieznanych, ale umundurowanych sprawców. Wtedy to stracił oko. Tam gdzie chodzi o pieniądze, tam z „banksterskim syndykatem zła” nie ma żartów. Prasa piała z zachwytu nad tym, jak to odebrano gospodarkę szaleńcom. Powróciliśmy do „gold standard”. Po wybuchu wojny 60 warszawskich autobusów wywoziło nasze złoto na przedmoście rumuńskie a nasza armia pojechała na wojnę na kobyłach. Tak dla Polski skończył się „mit złotej waluty”. Tę książkę Jerzego Zdziechowskiego polecam dla przypomnienia, że nie wypadliśmy przysłowiowej sroce spod ogona.

Co ciekawe, nikt tego nigdzie nie napisał, ale polityka monetarna Narodowego Banku Polskiego za „komuny” była oparta o myśl Jerzego Zdziechowskiego: pieniądza w gospodarce powinno być tyle, aby zapobiegać tworzeniu się zatorów płatniczych między przedsiębiorcami. Ani za dużo, ani za mało. W tym okresie NBP emitował, czyli dodrukowywał tę konieczną ilość pieniędzy (o pieniądzu elektronicznym nikt wtedy nie słyszał) i rozpraszał je do gospodarki, choć za pośrednictwem budżetu. Innego pomysłu wtedy być nie mogło, bo mieliśmy przedsiębiorstwa państwowe.

Przez stosunkowo długi czas udawało się utrzymywać równowagę towarowo-pieniężną (a zatem wartość nabywczą złotówki) dzięki surowo przestrzeganym formułom emisyjnym. Jednak był to pieniądz fiducjarny (opary o zaufaniu) i na taki pieniądz łatwo można było przeprowadzić atak. Zagraniczna agentura wykorzystała to w sposób bezwzględny angażując do tego autorytety Lecha Wałęsy i Karola Wojtyły. Pomijając fakt, że mieliśmy wtedy przedsiębiorstwa porażone „solidarnym poczuciem bezpieczeństwa w bylejakości”, które z trudem broniły „parytetu gospodarczego” złotówki, to wywołane akcje strajkowe należy traktować jako inspirowaną z zewnątrz akcję przeciwko polskiej walucie, a w konsekwencji jako totalne ograbianie społeczeństwa. Kto tego nie rozumie, nie jest w stanie pojąć niczego z tego, co obecnie dzieję się na Ukrainie i w Rosji.

Inflacja ograbiła nas nawet z przysłowiowego „wdowiego grosza”. Ostateczna utrata naszej suwerenności monetarnej nastąpiła w 1997 roku wraz z przyjęciem nowej ustawy o Narodowym Banku Polski. W Art.4 tej ustawy ograniczono suwerenność NBP jedynie do „emitowania znaków pieniężnych” (dokładne brzmienie: „NBP przysługuje wyłączne prawo emitowania znaków pieniężnych Rzeczypospolitej Polskiej”). Emisję pieniądza, rozumianą jako wyznaczanie ilości pieniądza krążącego w gospodarce, zastąpiono kreacją pieniądza dłużnego. Narodowemu Bankowi Polskiemu pozostała jedynie – dość kosztowana – operacja zamiany zużytych banknotów nowymi. Pieniądz elektroniczny mogliśmy sobie jedynie pożyczać u tych, którzy mieli licencję na jego kreację.

Brak rozumienia takich pojęć jak: emisja pieniądza, kreacja pieniądza, dodruk pieniądza, emisja znaków pieniężnych – kosztuje Polaków wyjątkowi drogo. Nasz okupant zawarł to w Art. 4 ustawy o NBP, który to w ewidentny sposób łamie Art. 227 konstytucji. O tym, ile zrobiono, aby zatrzeć ślady tej okrutnej grabieży Polaków, niech świadczy odpowiedź Prezydenta RP B. Komorowskiego na zapytanie dotyczące tego problemu w piśmie o sygnaturze akt: BPU 060-236-2016. W zapytaniu była zawarta sugestia, że Art. 4 ustawy o NBP łamie Art. 227 konstytucji przyznający NBP wyłączne prawo emisji pieniądza nie ograniczając go jedynie do jego papierowej formy. W odpowiedzi otrzymaliśmy, cytuję: „…W świetle powyższych regulacji wydaje się, że przyjęta przez Państwa supozycja, iż art.4 ustawy o NBP: „ogranicza kompetencje NBP do zmiany, wykreowanego pieniądza z formy elektronicznej na papierową” nie znajduje uzasadnienia…

Szanowni Państwo, jeśli na precyzyjne pytanie dotyczące naszej suwerenności monetarnej, Prezydent RP odpowiada, że jemu „wydaje się”, to co my, Polacy, mamy myśleć o takim prezydencie? Prezydent ma stosowne służby i może dysponować całym zapleczem intelektualnym państwa, aby odpowiedzieć jasno w kategoriach logicznych: tak lub nie. Pozostaje, zatem, otwarte pytanie: czyich interesów pilnuje obecny lokator pałacu namiestnikowskiego?

Trybut, jaki został narzucony naszemu społeczeństwu od 1998, roku można śmiało szacować na około 130 mld zł rocznie. To odpływa z naszej gospodarki w formie odsetek, a pieniądze wykreowane pod zastaw obligacji rządowych zasilają obce systemy bankowe i są używane niezgodnie z polskim interesem gospodarczym.

Społeczeństwu w żaden sposób nie był i nie jest rekompensowany spadek siły nabywczej na skutek inflacji oraz niedobór środków płatniczych na wykup wzrostu PKB. W przestrzeni publicznej już funkcjonuje pojęcie „podatku inflacyjnego”. Płacimy go wszyscy, ale nie do budżetu, lecz dla naszego międzynarodowego okupanta. To stwarza tzw. „głód monetarny”, który możemy zaspokajać tylko zaciągając kolejne pożyczki i płacić od nich lichwę.

Brak emisji pieniądza na pokrycie wykupu wzrostu PKB doprowadza „gospodarzenie” w Polsce do kompletnego absurdu. Aby się szybciej rozwijać skazani jesteśmy na coraz większe zadłużanie się.

Te absurdy trzeba przerwać. Trzeba powrócić do systemu emisji pieniądza fiducjarnego sprzed 1997 roku, z jedną jednak różnicą. Jeśli dojdziemy do wniosku, że ilość pieniądza w gospodarce powinna być uzupełniona o 54,235 mld zł – taki był, bowiem, wzrost agregatu pieniądza M3 („pieniądz dużej mocy”, ze sprawozdania NBP „Podaż pieniądza M3 i czynniki jego kreacji” za rok 2014) – to powinniśmy tę kwotę traktować jako rekompensatę utraty siły nabywczej społeczeństwa na skutek inflacji oraz na wyrównanie niedoboru środków pieniężnych na wykup wzrostu PKB. Tylko polskie społeczeństwo powinno mieć do tego prawo i dostęp.

Trzeba tu zaznaczyć, że musi nastąpić zasadnicza zmiana w sposobie rozproszenia tej dodatkowej emisji. „Za komuny” państwo przekazywało pieniądze na powiększenie „parytetu gospodarczego” waluty poprzez budżet: budowało fabryki, przekazywało dotacje na określone cele. Obecnie przedsiębiorstw państwowych prawie nie ma. Musimy, zatem, zebrać w sobie odwagę, i przełamać w naszych głowach myśl, że zaczniemy masowo dokapitalizowywać przedsiębiorstwa prywatne. To rozproszenie emisji musi mieć charakter powszechny. Należy wymyślić odpowiedni sposób.

Powiedzieliśmy sobie, że bogactwa i pieniądze to jeszcze nie wszystko. Musimy mieć przedsiębiorstwa pracujące z pasją. Przedsiębiorstwa pozbawione takich chorób pracy jak frustracja, sublimacja, agresja. Tu sięgamy do sprawdzonych rozwiązań zastosowanych przez Mariana Wieleżyńskiego w swojej „Gazolinie S.A.”. On wiedział jak zakończyć naszą wewnętrzną wojnę pomiędzy pracodawcami a pracobiorcami. Musimy powrócić do koncepcji spółek właścicielsko- pracowniczych. Spółek, w których pracownicy – spełniwszy pewne warunki – stawaliby się współwłaścicielami majątku. Ta zmiana ustroju gospodarczego, otwierająca nam drzwi do partnerskiego modelu stosunków przemysłowych, jest wartością samą w sobie, ale chwilowo skupmy się na aspektach technicznych. Państwo będzie realizowało powszechne dokapitalizowanie jedynie tych przedsiębiorstw, w których zafunkcjonowała własność pracownicza.

Wiemy, że w naszych środowiskach patriotycznych już trwają prace nad zmianą ustawy o NBP oraz prace związane z uzupełnieniem kodeksu spółek handlowych o rozdział poświęcony spółkom właścicielsko-pracowniczym. Wiemy także, że niektórzy kandydaci na urząd Prezydenta RP zapowiadają złożenie stosownych inicjatyw legislacyjnych. Perspektywa odbicia się od dna staje coraz bardziej realna. Jednak sukces może nastąpić jedynie pod warunkiem podniesienia na wyższy poziom naszej świadomości gospodarczej i monetarnej. Musimy zrozumieć, że:

  • przemiana ustrojowa miała na celu wciągnięcie nas w niewolę monetarną (niewolę odsetkową) i to bez względu na autorytety, jakie za tym stały. Teraz każdy młody Polak rodzi się z długiem kilkudziesięciu tys. zł. Od strony finansowej Polski już nie ma. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: czy pomimo ciepłej wody w kranie taki stan nam odpowiada?
  • Dług został nam narzucony podstępnie. Cała dotychczasowa klasa polityczna jest za to odpowiedzialna a my nie mamy żadnych zobowiązań wobec międzynarodowych instytucji finansowych.
  • Szansą dla Polski będą jedynie przedsiębiorstwa pracujące z pasją. Państwo ma obowiązek zadbać o naszą bazę podatkową. Może to zrobić obniżając ich potrzeby pożyczkowe. Musimy doprowadzić do sytuacji, w której przedsiębiorcy będą się rozwijali w oparciu o środki własne a nie kredyty.

Szanowni Państwo, przymknijcie teraz oczy i pomyślcie, jaka może być Polska, w której:

  • Każdy pracownik łącznie z właścicielem otrzyma rocznie około 10 tyś zł na doposażenie swojego miejsca pracy. Pomyślcie: państwo wyposaża miejsce pracy dla lekarza, prawnika, nauczyciela. Dlaczego nie może doposażyć miejsca pracy górnika czy stolarza??? To oni przecież płacą podatki !!!
  • Konsumentom zostanie w kieszeniach około 70 mld zł rocznie z tytułu obniżki stóp procentowych i będą je mogli wydać, na co zechcą. Lichwa nie jest jedynym sposobem zapewniania równowagi towarowo-pieniężnej!!!
  • Budżet zaoszczędzi około 50 mld zł na obsłudze długu publicznego przeznaczając te środki na ważne projekty społeczne. Nie jesteśmy skazani na płacenie opłat licencyjnych obcemu kapitałowi za używanie pieniędzy!!!

Kreśląc tę optymistyczną wizję dla Polsku trudno nie nawiązać do tego, co obecnie dzieje się z polskim górnictwem. Nasza gospodarka jest w kołowrocie ekonomicznego uboju rytualnego i jest sporo sił, które pilnują, abyśmy się z tego kołowrotu zbyt łatwo nie uwolnili. Proszę zauważyć, że pieniądze na likwidację naszej gospodarki znajdowały się szybko i duże. Tu zawsze mieliśmy gest. Dwuletnie odprawy dla zwalnianych pracowników, czy kolosalne zarobki dla syndyków masy upadłościowych – żaden problem. Nad tym nigdy nie dyskutował nikt. Możemy się spodziewać, ze zachodni spekulant potraktuje rozproszenie emisji przyrostowej do gospodarki jako „pomoc publiczną państwa” łamiącą zasady konkurencji (jednak stosując u siebie taką pomoc). Banksteria nigdy nie rozpaczała nad wielkościami oprocentowania pożyczek zaciąganych przez naszych przedsiębiorców. To było dla nich w porządku. To, ze zaatakują, jest rzeczą więcej niż pewną. Jeśli użyją tego argumentu powinniśmy zjednoczyć kraje skazane na pożarcie i podziękować za usługi Unii Europejskiej.

Polski przemysł energetyczny (i nie tylko ten) można uratować stwarzając warunki do integracji produktowej, często zwanej integracją pionową. Tymczasem nasz niby-rząd od kilku już dobrych lat blokuje wejście przepisów pozwalających stosowanie zarówno umowy wspólnie kontrolowanej jak i tworzenia się związków gospodarczych o integracji produktowej. Polscy przedsiębiorcy mają być zdezintegrowani i słabi. Tak łatwiej jest ich zagłodzić po kolei.

Powyżej opisane są nasze możliwości. To jest w zasięgu ręki i w zasięgu kartki wyborczej. Zamiast zatem oceniać mowę ciała i garnitur kandydata na urząd Prezydenta RP, proszę, pomyśl, czy jest on wyrazicielem polskiej racji stanu, czy podstawionym słupem do pilnowania agenturalnych interesów. Każdy kandydat może się wykazać wnosząc do laski marszałkowskiej stosowny pakiet ustaw przywracających nam suwerenność monetarną i gospodarczą. Naród go poprze.

za: http://fureus.neon24.pl/post/117740,mozliwosci-pobudzenia-gospodarki-polskiej

 

6 Komentarzy

Filed under Bez kategorii

6 responses to “Możliwości pobudzenia gospodarki polskiej

  1. paziem

    Marian Szołucha

    Jerzy Zdziechowski jako kontynuator reformy walutowej
    Władysława Grabskiego

    Jerzy Zdziechowski urodził się w 1880 r. we wsi Rozdół na Podolu, a zmarł w Krakowie w 1975 r. Był politykiem, działaczem gospodarczym i ekonomistą. Przed rokiem 1914, już jako członek Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, pracował i działał w południowej części Lubelszczyzny, organizując powiązania gospodarcze ze znajdującą się wówczas pod zaborem austriackim Małopolską Wschodnią. W 1915 r. wstąpił w szeregi tajnej Ligi Narodowej i zaangażował się w działalność polityczną na terenie Rosji. Wniósł duży wkład w stworzenie, walczącego od początku po stronie państw Ententy, polskiego korpusu na wschodzie. W latach 1917-1918 był jednym z przywódców Rady Politycznej Zjednoczenia Międzypartyjnego w Rosji. Po odzyskaniu niepodległości działał w Związku Ludowo-Narodowym. W styczniu 1919 r. wziął udział w zakończonej połowicznym sukcesem próbie zamachu stanu gen. Januszajtisa. W latach 1922-1927 Zdziechowski był posłem ZL-N, który miał wówczas najliczniejszą ze wszystkich sił politycznych reprezentację w parlamencie, a od 1923 r. generalnym referentem budżetu i przewodniczącym sejmowej Komisji Budżetowej. Pełniąc te funkcje, uczest­niczył w przygotowaniu reformy walutowej, a potem, po powołaniu Władysława Grabskiego na stanowisko Premiera i Ministra Skarbu, był jej współrealizatorem. Już po wprowadzeniu polskiego złotego 28 kwietnia 1924 r., Zdziechowski wskazywał na nadwartościowy poziom nowej waluty w stosunku do starej i walut zagranicznych. Potwierdzeniem jego obaw stał się kryzys, który pogłębił trudności zaistniałe na skutek szoku stabilizacyjnego i klęski nieurodzaju w 1924 r. Wystąpił spadek produkcji i eksportu, wzrost importu, odpływ rezerw złota i walut zagranicznych z kraju, a także deficyt budżetowy. Wiele przedsiębiorstw popadło w ruinę. Zdziechowski poparł wtedy Stanisława Karpińskiego, ówczesnego prezesa Banku Polskiego, który uważał, że jego podstawowym obowiązkiem jest obrona polskiej produkcji, a nie sztywnego kursu waluty, i wbrew stanowisku Grabskiego – ten był zwolennikiem ustawowego kursu złotego na poziomie 5,18 za jeden dolar amerykański – zdołał w drugiej połowie 1925 r., w oparciu o samoczynnie deprecjonującego się złotego, ewoluującego do realnego kursu, złagodzić skutki kryzysu. Zdziechowski opowiadał się też za stabilizacją gospodarczą dającą podstawy do wzrostu o włas­nych siłach i niedopuszczeniem do oddania gospodarki polskiej, w szczególności waluty i budżetu, pod kuratelę międzynarodową, na co naciskały m.in. Bank Anglii, Rezerwa Federalna USA oraz niemiecki Reichsbank. W tym zakresie zgadzał się z Grabskim, który również zdecydowanie bronił suwerenności ekonomicznej Polski. Proponował jednak inną drogę wyjścia z kryzysu, a swoją ocenę polityki finansowej prowadzonej przez rząd Grabskiego opisał w pracy pt. „Finanse Polski w latach 1924-25”. Opinia Zdziechowskiego była zbieżna ze stanowiskiem kół gospodarczych, w życie których, jako jeden z wice­prezesów Centralnego Związku Polskiego Przemyślu, Handlu i Finansów, był osobiście zaangażowany.

    Niedługo potem, bo już 14 listopada 1925 r., przybierający na sile konflikt między rządem a Bankiem Polskim został rozstrzygnięty przez prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. W rezultacie Władysław Grabski podał się do dymisji, a Zdziechowski objął stanowisko ministra skarbu w nowoutworzonym gabinecie Aleksandra Skrzyńskiego i natychmiast przystąpił do realizacji głoszonych przez siebie wcześniej postulatów. Wprowadził koncepcję tzw. „parytetu gospodarczego złotego”, czego wyrazem stało się odnalezienie kursu racjonalnego w wysokości ok. 9 zł/dolar. Faktycznie dokonał więc Zdziechowski dewaluacji złotego o 72% w stosunku do ustawowego kursu z 1924 r. i o ok. 27% w stosunku do notowań kursowych z dnia 20 listopada 1925 r., kiedy został powołany na stanowisko ministra skarbu. Złoty ulegał bowiem stałej deprecjacji od sierpnia 1925 r. w wyniku zaprzestania przez Bank Polski obrony ustawowego, oderwanego od rzeczywistości kursu.

    Zdziechowski, w wydanej wiele lat później pracy pt. Skarb i Pieniądz 1918-1939, napisał: „Pogląd, że dla kursu waluty trzeba znaleźć oparcie w życiu gospodarczym, wypowiadałem na rok przed spadkiem złotego. Dewaluacja polska była pierwszą na świecie po wojnie operacją obniżenia w walucie zawartości w niej złota. Mając za zadanie przeprowadzenie tej operacji nie mogłem nie dojrzeć całego związku między relacją walut i złota, a procesami gospodarczymi, tym bardziej, że na ten związek zawsze kładłem nacisk. Kurs waluty w stosunku do złota, zapewniający poziom cen, na którym mogła być zbudowana rentowność i konkurencyjność produkcji przemys­łowej na rynkach światowych, co określałem jako parytet gospodarczy pieniądza. Celem każdej operacji dewaluacyjnej jest odnalezienie tego kursu i stworzenie warun­ków dla utrzymywania waluty na tym kursie gospodarczo uzasadnionym”.

    Decyzje Zdziechowskiego spotkały się z dezaprobatą międzynarodowych kół finan­sowych, które naciskały na powrót do nominalnego kursu z 1924 r. i chciały wysłać do Polski swojego eksperta, męża zaufania prezesa amerykańskiego Banku Federalnego, prof. Edwina Kemmerera. Jego przybycie udało się jednak opóźnić do początku stycznia 1926 r., kiedy operacja dewaluacyjna Zdziechowskiego dawała już pozytywne rezultaty bilansowe i stabilizacyjne. Kemmerer stanął więc przed faktem dokonanym, a mimo tego, jeszcze 10 stycznia, proponował Polsce powrót do nominalnego kursu z 1924 r. i obiecywał w zamian przyznanie pożyczki w wysokości 15 milionów dolarów z przeznaczeniem na osłonę operacji deflacyjnej. Zdziechowski nie miał zamiaru schodzić z obranej przez siebie drogi, ale wiedział też, że pożyczka jest Polsce bardzo potrzebna. Postanowił więc zwlekać z ogłoszeniem decyzji aż do całkowitego opanowania sytuacji w kraju. Okazało się, że była to słuszna taktyka. W połowie 1927 r. konsorcjum zagranicznych banków, zgodnie z zaleceniem komisji ekspertów, której przewodniczył prof. Kemmerer, przyznało Polsce, na samą stabilizację, bez szoku odwrotowego, 62 mln dolarów i 2 mln funtów szterlingów, czyli łącznie ok. 72 mln dolarów.

    Niekwestionowanym osiągnięciem Zdziechowskiego było to, że udało mu się odnaleźć parytet gospodarczy złotego nie w drodze ustawowej dewaluacji – ta bowiem przyniosłaby ze sobą wiele problemów, zwłaszcza konieczność posiadania znacznych rezerw złota i dewiz, potrzebnych do obrony nowego kursu – ale w wyniku zastosowania szeregu sprzężonych działań mających odtworzyć rentowność produkcji, a gospodarkę zabezpieczyć przed falą inflacyjną, która mogłaby zniweczyć pozytywne rezultaty początkowego impulsu inflacyjnego. Poza tym, Zdziechowski, bez nadzwyczajnych pełnomocnictw sejmu, takich jak miał Grabski w 1924 r., potrafił błyskawicznie reagować w warunkach zmuszających do korzystania z drogi parlamentarnej. Przeciw niemu działały natomiast nie tylko czynniki spekulacyjne, chcące zarobić na procesie dewaluacyjnym przez operacje walutowe i windowanie cen powyżej poziomu parytetu gospodarczego, ale również czynniki polityczne, dążące do obalenia rządu Skrzyńskiego. Organizował je Józef Piłsudski, a wspierała nawet część wcho­dzącej do rządu Polskiej Partii Socjalistycznej. Zdziechowski jednak, skutecznie realizując program antydrożyźniany, inicjowany właśnie przez PPS, a zbieżny z jego programem antyinflacyjnym, zdołał wyeliminować polityczne niebezpieczeństwo dla swoich działań aż do ostatniej dekady kwietnia 1926 roku. Czynniki destabilizacyjne, wobec skonstruowanego przez Zdziechowskiego, sprężyście działającego mechanizmu finansowego, mogły więc jedynie sporadycznie windować kurs dolara do złotego ponad krystalizujący się parytet gospodarczy.

    Na rachunek sukcesów Jerzego Zdziechowskiego jako ministra skarbu należy również zapisać uchwalenie tzw. ustawy antydrożyźnianej (29 grudnia 1925 r.), która zapewniała podaż artykułów powszechnego użytku i upoważniała władze do bezpośredniej ingerencji w ceny podstawowych towarów żywnościowych, odzieżowych i innych artykułów pierwszego użytku. Było to zarazem działanie prospołeczne, jak i wspierające dla stabilizujących operacji walutowych. Kolejnym niewątpliwym osiągnięciem Zdziechowskiego było ograniczenie wydatków budżetowych na 1926 r. o ok. 25% (490 min zł). Utrzymujący się od okresu rządów Grabskiego deficyt budżetowy stwarzał bowiem poważne zagrożenie dla osiągniętej właśnie stabilizacji. Spirala deficytów mogła uruchomić kolejną spiralę inflacji. Poza tym, w sytuacji nakładających się na siebie negatywnych czynników, takich jak nieurodzaj 1924 roku i związany z nim dodatkowy import artykułów rolnych, wojna celna z Niemcami, a przede wszystkim błędny kurs złotego, przyjęty w 1924 roku przez Grabskiego, ciężar podatkowy nałożony na gospodarkę był zbyt wysoki. Należności podatkowe stawały się nieściągalne. Interwencja Zdziechowskiego radykalnie zmieniła ten stan rzeczy.

    Oszczędności w wydat­kach państwowych wzbudziły jednak również kontrowersje. 20 kwietnia 1926 roku, z inspiracji Piłsudskiego, Polska Partia Socjalistyczna przeszła do opozycji. Rząd Aleksandra Skrzyńskiego podał się do dymisji 5 maja.

    Do nowego gabinetu, utworzonego pięć dni później przez Wincentego Witosa, wszedł również, dla kontynuowania skutecznej polityki gospodarczej, Zdziechowski. Wspólnie z ambasadorem RP w Waszyngtonie Janem Ciechanowskim zamierzał on nawiązać współpracę z przychylnym Polsce guberna­torem Rezerwy Federalnej USA Benjaminem Strongiem. Jej celem miało być wzmocnienie międzynarodowej pozycji złotego i rozbicie dotychczasowej solidarności kół finansowych Waszyngtonu, Londynu i Berlina, zmierzającej do narzucenia Polsce międzynarodowej kurateli. Zdziechowski planował spotkać się ze Strongiem 15 maja w Paryżu, a następnie, już przy jego poparciu, omówić z Montagu Normanem, gubernatorem Banku Anglii, projekt pomocy pożyczkowej dla Polski, pozbawiony elementów dyskryminujących ją i oparty o osiągnięte przez nią wyniki gospodarcze. Stanowisko Normana było szczególnie ważne, ponieważ dotychczasowe wysiłki zmierzające do zainteresowania kapitału amerykańskiego rynkiem polskim natrafiały na opór właśnie ze strony Brytyjczyków. Kilka miesięcy wcześniej, na przełomie listopada i grudnia 1925 r., podczas wizyty premiera i ministra spraw zagranicznych Skrzyńskiego w Londynie, Foreign Office zadeklarowało swoje poparcie wobec koncepcji udzielenia Polsce pożyczki, ale pod warunkiem objęcia przez Ligę Narodów kontroli nad jej finansami i wprowadzenia zmian do rozpatrywanego wówczas budżetu. Już wtedy stało się jasne, że międzynarodowe koła finansowe chcą, by Polska przyjęła pozycję otwartą na niemiecki rewizjonizm i akceptującą, w stosunku do wschodu, próżnię gwarancyjną traktatu z Locarno. Część polityków brytyjskich twierdziła bowiem, że bezkompromisowy sprzeciw Polski wobec niemieckich dążeń do rewizji postanowień traktatu wersalskiego w zakresie granicy obu państw, zagraża pokojowi w Europie. Brytyjczycy zmienili swoje stanowisko dopiero w 1927 r., podczas spotkania przedstawicieli banków centralnych USA, Francji, Anglii i Niemiec, na którym, dzięki propolskiej postawie Amerykanów i Francuzów, uzgodniono wreszcie zasady udzielenia Polsce pożyczki stabilizacyjnej.

    Rząd Witosa został obalony podczas zorganizowanego przez Piłsudskiego zamachu stanu w dniach 12-13 maja 1926 roku. Krótko potem Zdziechowski został napadnięty we własnym mieszkaniu i dotkliwie pobity przez grupę oficerów [dokładnie: nieznanych sprawców ubranych w oficerskie płaszcze – przyp. m. J.A.R.]. Prze­wrót i związana z nim destabilizacja nie zdołały jednak zniweczyć jego dorobku. Polskiej gospodarce, wprowadzonej przez ministra Zdziechowskiego na pewną drogę rozwoju, udało się utrzymać na niej aż do kryzysu z 1929 r. Coraz wyższy, mimo nieudolnych rządów obozu sanacyjnego, poziom zatrudnienia, eksportu, dochodów budżetu państwa oraz wolumenu i konkurencyjności produkcji, a także napływ dewiz i złota, dowiodły ostatecznie, że idea parytetu gospodarczego była słuszna, a jej realizacja niezwykle pożyteczna. Ster polskiej polityki gospodarczej w roku 1926 objęli jednak ludzie wyznający monetarystyczną dok­trynę złotego pieniądza. Można zresztą śmiało powiedzieć, że poglądy ekonomiczne obozu sanacyjnego były pełne wewnętrznych sprzeczności. Rządy twardej ręki i lekkomyślne rozdawnictwo państwowych pieniędzy łączono bowiem, na przykład, ze skrajnym liberalizmem gospodarczym, w szczególności w zakresie polityki walutowej. Bank Polski zaczął tracić pozycję partnera rządu i korektora jego polityki, a sukces zrealizowanego przez Zdziechowskiego programu oszczędnościowego, który doprowadził do zamknięcia budżetu za rok 1926 i I kwartał roku 1927 nadwyżką 169 mln złotych, został zmarnotrawiony. Dochody natychmiast przekształcano w nowe wydatki administracyjne. Sam Zdziechowski tak o tym pisał: „Te półtora miliarda złotych wzrostu wydat­ków, z których znaczna część winna była zostać w życiu gospodarczym jako podstawa kapitalizacji, zostało (w latach tłustych – 1926-30 r.) u progu kryzysu wypompowa­nych przez wadliwy system podatkowy”. Szansę, jaką dały „tłuste lata”, bezpowrotnie zaprzepaszczono. W takiej sytuacji perspektywa klęski stała się nieuchronna.

    Tymczasem narodowcy, już w grudniu 1926 r., stworzyli kolejną szeroką formację o charakterze społeczno-politycznym – Obóz Wielkiej Polski. W skład jej kierownictwa, tzw. Wielkiej Rady, wszedł również Zdziechowski, którego zadaniem było stworzenie programu gospodarczego nowej organizacji. W rezultacie, już w 1927 r., OWP wydał zeszyt programowy jego autorstwa, zatytułowany Polityka Finansowa. W 1928 r., jako parlamentarna i samorządowa emanacja ruchu narodowego, powstało Stronnictwo Narodowe. Zastąpiło ono Związek Ludowo-Narodowy i stało się uzupełnieniem dla nastawionego na pełnienie roli wychowawczo-strategicznej OWP. Zdziechowski wstąpił naturalnie i do SN, w którym zajął się sprawami bieżącej polityki ekonomicznej, podczas gdy Roman Rybarski skupił się raczej na zagadnieniach teoretycznych. Opierając się na swoim doświadczeniu i znajomości problematyki gospodarczo-finansowej, rów­nież w skali światowej, jednocześnie analizował politykę gospodarczą sanacji oraz formułował zalecenia własnego programu, będącego wyrazem interesu narodowego Polski w ówczesnych warunkach.

    Wśród wielu różnych przyczyn ubóstwa i zacofania gospodarczego Polski, Zdziechowski wskazywał głównie na cztery:

    niskie oprocentowanie majątku narodowego znajdującego się pod zarządem państwa,
    rola żydów w handlu i kredycie,
    stopień opanowania przemysłu przez kapitał zagraniczny,
    stopień kartelizacji.

    Jeszcze 10 lipca 1939 r., a więc niecałe dwa miesiące przed wybuchem drugiej wojny światowej i druzgocącą wrześniową klęską zupełnie nieprzygotowanej do tego konfliktu Polski, Zdziechowski wręczył marszałkowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu ostatni memoriał dotyczący zmniejszenia niewydolności gospodarki przez odejście od polityki sztywnego parytetu złotego, powiększenie obiegu do granic potrzeb gospodarki i odpowiedzialne potraktowanie przez rządowe władze gospodar­cze potrzeb zbrojeniowych.

    Po przegranej wojnie obronnej, Jerzy Zdziechowski, nie mając innej możliwości wpływania na sprawy ekonomicznego kierowania państwem, zdecydował się na emigrację. Nie zaprzestał jednak aktywnej działalności politycznej w Stronnictwie Narodowym, a z jego ramienia w pozostających za granicą organach państwa polskiego. Do końca życia interesował się też sprawami polskiej gospodarki.

    Marian Szołucha

    za:http://www.rossakiewicz.pl/demokracja/Jerzy-Zdziechowski.html

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: Możliwości pobudzenia gospodarki polskiej | Pekok - antylichwiarz

  3. W nocy z 30 września na 1 października 1926 J.Zdziechowski został brutalnie pobity we własnym mieszkaniu w Warszawie, w wyniku pobicia stracił oko. Pobicia dokonali ludzie w mundurach, których tożsamość do dziś nie została ustalona. Zdziechowski był w opozycji względem rządów żydo-sanacji. Wielu ówczesnych publicystów obwiniało (choć nie bezpośrednio) J.Piłsudskiego o wydanie polecenia zastraszenia Zdziechowskiego.

    Polubienie

  4. Luk

    Wotyła i Wałęsa odpowiedzialni za inflację xDDDDDD A ja myślałem, że inflacja to drukowanie pieniędzy przez państwo i dawanie możliwości bankom na zwiększanie kredytów…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.