Szczera rozmowa, jak Żyd z Żydem, o przyszłości, czyli o NWO

NWOZałączony artykuł ukazał się w GW, na otwartej nie objętej opłatą abonamentową stronie. Widać więc, że waga sprawy jaką się sączy jest większa niż abonamentowe zarobki. Dyskusja nie wiele wnosi nowego, bo zasady wprowadzanych przemian (NWO) są już znane. Wartością samą w sobie jest wyraźne potwierdzenie prowadzonych działań. W żaden sposób nie można się z taką wizją rozwoju ludzkości pogodzić.

MT  (z prywatnej poczty)

*              *              *

Od redakcji WPS
Jest to bardzo ważna publikacja. Wprowadza ona po raz pierwszy oficjalnie do publicznego dyskursu, a więc także do społecznej świadomości, termin: „zbędni ludzie”.
Nie przypadkowo autorami publikacji są Żydzi. To właśnie żydowsko-masońskie organizacje pracują od lat 1960. nad realizacją depopulacji społeczeństw na skalę globalną. To co wyciekało ze spotkań Grupy Bilderberg, Klubu Rzymskiego (już w latach 1970. przewidywał ograniczenie ludności Polski do liczby 17 mln), co nieśmiało określane było w nieoficjalnym obiegu informacji jako neomaltuzjanizm, przybrało dzisiaj nie tylko realną groźbę likwidacji znacznej części ludzkości, ale uzyskało przede wszystkim wszelkie możliwości techniczne, prawne i polityczne do realizacji tej zbrodniczej, syjonistycznej wizji (nie tylko aborcja, eutanazja).
Ten zbrodniczy postulat poprzedzało sformułowanie: zrównoważony rozwój. Przez wielu przyjmowane w dobrej wierze i kojarzone z nowoczesnością procesów społeczno-politycznego rozwoju. Niewielu jednak zdawało sobie sprawę, że rozwój społeczno-gospodarczy bazuje na relacji tzw. czynników produkcji (ekonomia żydowskiego kapitalizmu celowo zarzuciła termin: siły wytwórcze narodu), czyli: „ludzi”, „ziemi” i „kapitału” (istotą jest kapitał rzeczowy, nie finansowy). Posłużono się w sposób zakłamany szeroko pojętą ekologią (ochrona środowiska – ale nie człowieka, ocieplenie klimatu, itp.), co logicznie wskazuje na ograniczenie rozwoju poprzez niejako naturalną barierę intensywnego wykorzystania „ziemi” i „kapitału”. Zatem jedynym czynnikiem możliwy do „regulowania” są ludzie – „zbędni ludzie”. Oto zbrodnicze cele Międzynarodowego Żydostwa i ich syjonistycznych, ponadnarodowych organizacji.

D.Kosiur

*                                         *                                          *

Z iPadem w nowe średniowiecze. Nadciągają zbędni ludzie

za:  http://wyborcza.pl/1,75475,17705218,Z_iPadem_w_nowe_sredniowiecze__Nadciagaja_zbedni_ludzie.html

 

Kuhneman*Daniel Kahneman, ur. w 1934 r., laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2002 roku, odznaczony Prezydenckim Medalem Wolności w 2013 roku. Emerytowany profesor psychologii Uniwersytetu Princeton. Autor książki „Thinking Fast and Slow” (przekład polski: „O myśleniu szybkim i wolnym”).

 

 

historyk YuvalNoahHarari  **YuvalNoahHarari, ur. w 1976 r., wykładowca Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Autor książki „Sapiens: A BriefHistory of Mankind” („Sapiens: krótka historia ludzkości”).

 

Daniel Kahneman: Twoją książkę „Sapiens” przeczytałem dwukrotnie. „Odkrycie ignorancji”, rozdział o naukach ścisłych, jeden z moich ulubionych, zawiera koncepcję, że nauki ścisłe narodziły się wtedy, gdy ludzie odkryli, że istnieje ignorancja i że coś mogą z tym zrobić. Zachwycające!

YuvalNoahHarari: Obecnie głównym moim pytaniem jest to, jaki jest program ludzkości na XXI wiek. A to stanowi bezpośrednią kontynuację zajmowania się historią ludzkości od chwili pojawienia się gatunku Homo sapiens do dnia dzisiejszego. Nie usiłuję prognozować przyszłości, to niemożliwe. Nikt nie ma pojęcia, jak świat będzie wyglądał za, powiedzmy, 40 czy 50 lat. Możemy znać niektóre podstawowe zmienne: jeżeli jednak naprawdę rozumiesz, co się dzieje na świecie, to wiesz, że nie da się opracować żadnych dobrych prognoz na nadchodzące dziesięciolecia. Po raz pierwszy w historii znaleźliśmy się w takiej sytuacji.

Usiłuję robić coś, co jest przeciwieństwem prognozowania przyszłości. Próbuję rozpoznać, jakie są możliwości, jaki jest horyzont przyszłości, przed którym stajemy. I co spośród tych możliwości się wydarzy.

Jakie to są możliwości?

– Kiedy próbujesz przewidzieć pogodę na jutro, na początku masz wiele możliwości. Może padać deszcz, może padać śnieg, może być słonecznie. A według jednego z poglądów na nauki ścisłe dobry meteorolog to taki, który rozpatruje horyzont możliwości i zawęża go do jednej albo najwyżej dwóch z nich. Z pewnością będzie padać: może bardzo, może mniej. I tyle.

W tym rozumieniu, kiedy skończysz czytać książkę, gdy zakończysz program nauki albo zrobisz cokolwiek podobnego, twój pogląd na świat staje się węższy, bo masz mniej możliwości do rozpatrzenia. Wiesz, że będzie padać. Tak jest w ekonomii, w medycynie i w historii. Ludzie pytają: „Co się dalej stanie?”, a ty mówisz: „Chiny będą supermocarstwem”. I tyle. Ograniczasz zakres możliwości.

W określonych sytuacjach to jest potrzebne. Kiedy idę do lekarza, żeby dostać lekarstwo, chcę, by ograniczył możliwości, a nie wymieniał mi wszystkie opcje. Ale osobiście lubię ten rodzaj nauki, który rozszerza horyzonty. Studentom na uniwersytecie często mówię, że moim celem jest, żeby po trzech latach w zasadzie wiedzieli mniej niż wówczas, kiedy tu przyszli. Kiedy przyszli, wydawało się im, że wiedzą, jaki jest świat, co to jest wojna, co to jest państwo i tak dalej. Mam nadzieję, że po trzech latach zrozumieją, że w gruncie rzeczy wiedzą dużo, dużo mniej, choć ich pogląd na teraźniejszość i przyszłość znacznie się rozszerzył.

Doprowadzasz do tego, że ludzie rozważają możliwości, których poprzednio nie brali pod uwagę?

– To moje główne zadanie, bo nasze pole widzenia zostało ukształtowane i zawężone przez historię.

Posłużę się przykładem. Jesteśmy obecnie w trakcie rewolucji w medycynie. W XX wieku medycyna skupiała się na leczeniu chorych; teraz w coraz większym stopniu zajmuje się podnoszeniem jakości życia zdrowych. To coś zasadniczo odmiennego w kategoriach społecznych i politycznych. Leczenie chorych było bowiem projektem egalitarnym – zakłada się w nim, że istnieje norma zdrowia, a jeżeli ktoś jej nie spełnia, to dąży się do tego, by ją spełniał.

Tymczasem podnoszenie jakości życia jest z definicji projektem elitarnym. Nie ma jednej normy, którą dałoby się zastosować do każdego. To umożliwia powstawanie ogromnych różnic między bogatymi i ubogimi, różnic większych od tych, które istniały kiedykolwiek wcześniej. A wielu ludzi mówi: „Nie, tak się nie stanie” – bo w XX wieku też było wiele postępów w medycynie, które z bogatych, najbardziej zaawansowanych krajów stopniowo spływały do krajów biednych. Dzięki temu teraz wszyscy korzystają z antybiotyków, szczepień i tak dalej. A więc, wnioskują, tym razem będzie tak samo.

Moim zadaniem jako historyka jest mówić, że nie. Istniały bardzo szczególne przyczyny egalitarności medycyny w XX wieku, przyczyny tego, że odkrycia spływały na wszystkich. Te szczególne warunki mogą się nie powtórzyć w XXI wieku. Powinniśmy więc rozszerzyć swoje myślenie i wziąć pod uwagę możliwość, że medycyna w XXI wieku będzie elitarna i że w związku z tym różnice będą narastać. Biologiczne różnice między bogatymi a biednymi i między różnymi krajami.

Kiedy się spojrzy na XX wiek, to była to era mas – masowej polityki, masowej ekonomii. Z tym zaś wiązało się pojęcie wartości człowieka. Każdy człowiek ma wartość nie tylko dlatego, że jest istotą ludzką. Człowiek ma też wartość polityczną, ekonomiczną i militarną. To wynika ze struktury wojska i gospodarki, w której każda istota ludzka jest wartościowa jako żołnierz w okopie czy jako robotnik w fabryce.

Istnieje spore prawdopodobieństwo, że w XXI wieku większość ludzi utraci – zresztą wielu już traci – swoją wartość militarną i ekonomiczną. Epoka mas się skończyła. Nie jesteśmy już w trakcie I wojny światowej, w której bierze się miliony żołnierzy, daje im karabiny do ręki i każe biec naprzód. To samo dzieje się w gospodarce. Być może najważniejsze pytanie w ekonomii XXI wieku będzie brzmiało: jakie w roku 2050 będzie w gospodarce zapotrzebowanie na większość ludzi?

Jeżeli większość tak naprawdę nie będzie potrzebna ani w wojsku, ani w gospodarce, to nie jest już takie pewne, że masowa medycyna nadal będzie istnieć. To nie jest proroctwo. Ale opcję, że ludzie utracą swoją wartość ekonomiczną i militarną, a medycyna podąży tym śladem, należy traktować bardzo poważnie.

85 osób ma majątek taki jak pół świata. Bogaci zaczynają bać się biedy.

Kto urodził się w biednej rodzinie, pozostanie biedny. Od 1979 do 2007 r. realne dochody 1 proc. najbogatszych mieszkańców USA wzrosły o 275 proc.; dochody 20 proc. najbiedniejszych – tylko o 18 proc.http://wyborcza.biz/biznes/1,111866,15306622,85_osob_ma_majatek_taki_jak_pol_swiata__Bogaci_zaczynaja.html#ixzz3We2AQZft

A co sądzisz o planach, żeby skończyć ze śmiercią? Coś takiego zdecydowanie nie byłoby projektem masowym.

– Dziś odnosimy się do choroby, starczego wieku i śmierci jako w zasadzie do problemów technicznych. To rewolucja w ludzkim sposobie myślenia. W trakcie całej historii starość i śmierć zawsze traktowano jako problemy metafizyczne. To było coś, co dekretowali bogowie, coś podstawowego wobec tego, co definiuje warunki i rzeczywistość ludzką.

Jeszcze parę lat temu bardzo niewielu lekarzy i naukowców poważnie by mówiło, że próbują przezwyciężyć starość i śmierć. Mówiliby: „Nie, staram się przezwyciężyć tę konkretną chorobę, gruźlicę, raka, alzheimera. Pokonanie choroby i śmierci to nonsens, to fantastyka naukowa”.

Nowa postawa to traktowanie starości i śmierci jako problemów technicznych, w istocie nieróżniących się od jakichkolwiek innych chorób. Są jak alzheimer, jak gruźlica. Być może jeszcze nie znamy wszystkich mechanizmów i wszystkich lekarstw, jednak w zasadzie ludzie zawsze umierają z przyczyn technicznych, a nie metafizycznych. W średniowieczu mieliśmy obraz tego, jak ktoś umiera. Nagle pojawia się anioł śmierci, który dotyka twojego ramienia i mówi: „Chodź. Twój czas już nadszedł”. A ty odpowiadasz: „Nie, nie, nie. Daj mi jeszcze trochę czasu”. A śmierć: „Nie, już musisz iść”. W taki sposób umierałeś.

Dzisiaj tak nie myślimy. Ludzie nie umierają dlatego, że nadchodzi anioł śmierci. Dzisiaj umiera się dlatego, że serce przestało tłoczyć krew albo komórki rakowe rozprzestrzeniły się w wątrobie czy gdzieś tam. To są wszystko problemy techniczne i zasadniczo powinny mieć jakieś techniczne rozwiązanie. Taki sposób myślenia zaczyna zdecydowanie dominować w kręgach naukowych, a także wśród ultrabogatych, którzy rozumują tak: zaczekajmy, coś się tu zaczyna dziać. Po raz pierwszy w historii, jeżeli jestem dostatecznie bogaty, to być może nie będę musiał umrzeć.

Śmierć staje się sprawą wyboru.

– Tak. Jeżeli pomyśleć o tym z punktu widzenia biednych, to wydaje się to straszne, bo w całej historii śmierć była wielkim sprawiedliwym sędzią. W trakcie całej historii wielką pociechą dla biednych było myślenie: no dobrze, tym bogatym tak się wiedzie, ale umrą dokładnie tak samo jak ja.

A teraz pomyśl o świecie, powiedzmy, za 50 czy za 100 lat, w którym ci biedni ludzie nadal będą umierać, a bogaci oprócz dobrobytu, wygód itp. uzyskają także zwolnienie od śmierci. To wywoła wielki gniew.

Transhumanizm – nadzieja na życie wieczne czy nowoczesna eugenika promująca najbogatszych: Hollywood hoduje nadczłowiekahttp://wyborcza.pl/piatekekstra/1,137862,15817519,Hollywood_hoduje_nadczlowieka.html

Intryguje mnie zwrot „ludzie nie będą potrzebni”. Co będzie z ludźmi, którzy staną się zbędni ekonomicznie i militarnie? Do czego to doprowadzi?

– W trakcie całej historii inteligencja i świadomość były ze sobą połączone. Ludzie nie znali niczego, co byłoby inteligentne, lecz pozbawione świadomości – czyli co nie byłoby ludzkie.

Dzisiaj mówimy nie o tym, że komputery będą jak ludzie. Te wszystkie scenariusze z fantastyki naukowej, które zakładają coś takiego, są błędne. Komputerom jest bardzo, bardzo daleko do tego, żeby się stały jak ludzie, zwłaszcza jeżeli chodzi o świadomość. Problem jest inny. Chodzi o to, że system – militarny, ekonomiczny i polityczny – tak naprawdę nie potrzebuje świadomości.

Potrzebuje inteligencji.

Tak. A o inteligencję jest znacznie łatwiej niż o świadomość. Komputery mogą nie uzyskać świadomości albo mogą ją osiągnąć, powiedzmy, za 500 lat. Problemem jest to, że bardzo szybko mogą się stać równie inteligentne czy bardziej inteligentne niż ludzie w wykonywaniu określonych zadań. Jeżeli na przykład pomyślisz o tym samokierującym samochodzie Google’a i porównasz go z taksówkarzem, to taksówkarz jest o wiele bardziej złożony niż samokierujący samochód.

Są miliony rzeczy, które taksówkarz umie robić, a których samokierujący samochód zrobić nie potrafi. Problem jednak polega na tym, że z czysto ekonomicznego punktu widzenia nie potrzebujemy milionów rzeczy, które potrafi zrobić taksówkarz. Potrzebuję go tylko do tego, żeby mnie przewiózł z punktu A do punktu B możliwie szybko i tanio. A to jest coś, co samokierujący samochód może robić lepiej albo będzie mógł robić lepiej już wkrótce.

Do większości zadań, do których potrzeba ludzi, wymagana jest jedynie inteligencja – i to bardzo szczególny rodzaj inteligencji, bo od tysięcy lat przechodzimy proces specjalizacji, który ułatwia zastępowanie nas. Zbudowanie robota, który mógłby skutecznie działać jako łowca-zbieracz, byłoby czymś ogromnie złożonym. Trzeba wiedzieć tak wiele różnych rzeczy. Zbudowanie zaś samokierującego samochodu czy zbudowanie superkomputera Watson [superkomputer IBM, nazwany tak na cześć założyciela firmy], który potrafiłby zdiagnozować chorobę lepiej niż jakikolwiek lekarz, jest sprawą względnie prostą.

Dlatego musimy poważnie potraktować możliwość, że chociaż komputery wciąż jeszcze nie dorównują ludziom w wielu różnych sprawach, to w zadaniach, których potrzebuje od nas system, na ogół będą skuteczniejsze niż my. Znowu nie chcę prognozować, czy chodzi o 20 lat, o 50 czy o 100. Chodzi o to, że z każdym pokoleniem to się przybliża.

Tak samo będzie z obietnicami przezwyciężenia śmierci. Przypuszczam, że żyjący dzisiaj ludzie, którzy liczą na przezwyciężenie śmierci za 50 czy 60 lat, srogo się zawiodą. Czymś innym jest pogodzenie się z tym, że umrzesz, a czym innym myślenie o tym, że będziesz mógł oszukać śmierć i umrzeć dopiero po jakimś czasie.

Jednak chociaż ludzi czeka ogromne rozczarowanie w ich dążeniach do pokonania śmierci, osiągną rzeczy wielkie. Ułatwią to następnemu pokoleniu, a gdzieś po drodze fantastyka naukowa przekształci się w naukę.

Kto decyduje o tym, co robić ze zbędnymi ludźmi? I jakie będą społeczne konsekwencje technicznych czy technologicznych osiągnięć, które przewidujesz?

– Jestem historykiem, a nie biologiem czy informatykiem, nie jestem więc w stanie określić, czy te wszystkie pomysły są możliwe do zrealizowania czy nie. Mogę tylko patrzeć z punktu widzenia historyka i powiedzieć, jak to z tej perspektywy wygląda. Zatem konsekwencje społeczne, filozoficzne i polityczne są tym, co mnie najbardziej interesuje. A jeżeli którykolwiek z tych trendów się urzeczywistni, będę jedynie mógł zacytować Marksa i powiedzieć, że ulotni się wszystko to, co jest stałe.

Kiedy rozwiążemy problem stworzenia bezpośredniego interfejsu mózgu i komputera, kiedy mózgi i komputery będą mogły bezpośrednio się ze sobą kontaktować – będzie po wszystkim. Będzie to koniec historii i koniec biologii takiej, jaką znamy. Nie sposób sobie wyobrazić tego, co się stanie, jeżeli życie zdoła się wyrwać z królestwa organicznego do niezmierzonego królestwa nieorganicznego. Nie sposób, na razie nasza wyobraźnia jest organiczna. Jeżeli zatem istnieje punkt osobliwości, to z definicji nie mamy nawet sposobu, żeby sobie zacząć wyobrażać, co się będzie działo po jego przekroczeniu.

Jedno tylko możemy powiedzieć: jest możliwe powtórzenie tego, co się stało w XIX wieku w trakcie rewolucji przemysłowej, czyli pojawienie się ogromnych różnic między poszczególnymi klasami i krajami. XX wiek był okresem zmniejszania się tych różnic – różnic między klasami, płciami, grupami etnicznymi, krajami. Dziś widzimy, jak się odradzają.

W trakcie rewolucji przemysłowej w XIX wieku ludzkość w zasadzie nauczyła się, jak produkować rozmaite rzeczy, takie jak tkaniny, obuwie, broń i pojazdy. To wystarczyło bardzo nielicznym krajom, które przez tę rewolucję przeszły, by podporządkować sobie wszystkich innych. To, o czym teraz mówimy, przypomina drugą rewolucję przemysłową. Tyle że tym razem produktami nie będą tkaniny, maszyny, pojazdy, a nawet broń. Tym razem produktami będą same istoty ludzkie.

W zasadzie uczymy się produkować ciała i umysły. Ciała i umysły będą następnymi głównymi produktami kolejnej fali wszystkich tych zmian. A jeżeli powstanie przepaść między tymi, którzy wiedzą, jak produkować ciała i umysły, a tymi, którzy tego nie wiedzą, to będzie ona znacznie większa niż wszystko, co widzieliśmy w historii.

Ci, którzy dostatecznie szybko nie staną się częścią tej rewolucji, prawdopodobnie wymrą. Kraje takie jak Chiny spóźniły się na pociąg rewolucji przemysłowej, ale po 150 latach jakoś zdołały nadążyć, głównie, patrząc w kategoriach ekonomicznych, dzięki sile taniej robocizny. Tym razem jednak ci, którzy spóźnią się na pociąg, nie będą już mieli drugiej szansy – zwłaszcza dlatego, że tania siła robocza w ogóle nie będzie się liczyć. Kiedy będziesz już wiedział, jak produkować ciała, mózgi i umysły, tania siła robocza w Afryce, Azji Południowej czy gdziekolwiek indziej po prostu nie będzie miała znaczenia. A zatem w kategoriach geopolitycznych być może będziemy świadkami powtórzenia się XIX wieku, tyle że na znacznie większą skalę.

Bogaci i potężni mają zysk bez ryzyka, słabi i biedni – ryzyko bez zysku: Manifest antykapitalistyczny http://wyborcza.pl/magazyn/1,143550,17370332,Manifest_antykapitalistyczny.html

Zwiększanie się liczby ludzi zbędnych będzie się przekładało na masowe bezrobocie, które oznacza niepokoje społeczne. W społeczeństwie będą zachodzić różne procesy wskutek tego, że ludzie będą stawać się zbędni. Być może już teraz dostrzegamy początki tego, o czym mówisz.

– Być może największym pytaniem w ekonomii i polityce w nadchodzących dziesięcioleciach będzie pytanie o to, co zrobić z tymi wszystkimi bezużytecznymi ludźmi. Nie sądzę, byśmy mieli do tego odpowiedni model ekonomiczny. Przypuszczam, że żywność nie będzie stanowiła problemu; dzięki nowoczesnej technologii będziemy mogli produkować dostatecznie dużo jedzenia, żeby nakarmić wszystkich. Problemem będzie nuda i to, co robić z ludźmi bez zajęcia. W jaki sposób odnajdą jakiś sens życia, kiedy w zasadzie nie będą mieli znaczenia, nie będą mieli wartości?

Tę pustkę większość ludzi będzie zagłuszać kombinacją narkotyków i gier komputerowych, zresztą już tak się dzieje. Kiedy zaczyna się rewolucja przemysłowa, obserwujemy pojawianie się nowych klas ludzi. Teraz widzimy pojawienie się nowej klasy proletariatu miejskiego, co jest nowym zjawiskiem społecznym i politycznym. Nikt nie wie, co z nim zrobić. Stare rozwiązania utraciły znaczenie.

Dzisiaj wszyscy mówią o Państwie Islamskim, o fundamentalizmie islamskim, o odnowie chrześcijaństwa i tym podobnych sprawach. Powstają nowe problemy, a ludzie wracają do starożytnych tekstów, myśląc, że znajdą odpowiedź w szariacie, w Koranie, w Biblii. Tak samo działo się w XIX wieku. Nastąpiła rewolucja przemysłowa, a wraz z nią ogromne problemy społeczno-polityczne na całym świecie. Mnóstwo ludzi sądziło, że odpowiedź znajdą w Biblii lub w Koranie. Na przykład w Sudanie Mahdi ustanowił teokrację muzułmańską na zasadach szariatu. Pojawiła się armia angielsko-egipska, żeby stłumić bunt, ale została pokonana, a generałowi Charlesowi Gordonowi ścięto głowę. W zasadzie to samo obecnie widzimy w PI. Nikt dzisiaj nie pamięta o Mahdim, bo zawarte w Koranie i szariacie rozwiązania problemu industrializacji okazały się bezużyteczne.

W Chinach za największą wojnę XIX wieku uznawano nie wojny napoleońskie ani wojnę domową w USA, lecz powstanie tajpingów, które rozpoczęło się w 1850 roku, gdy nieudolny naukowiec Hong Xiuquan miał wizję, że jest młodszym bratem Jezusa Chrystusa, a Bóg zlecił mu misję ustanowienia na ziemi Królestwa Niebiańskiego Pokoju oraz rozwiązania wszystkich problemów związanych z przybyciem Brytyjczyków i pojawieniem się nowoczesnego przemysłu. Wzniecił powstanie, w którym zginęło 20 milionów ludzi, stłumione dopiero po 14 latach. Hong nie ustanowił Królestwa Niebiańskiego Pokoju i nie rozwiązał problemów uprzemysłowienia.

Z czasem ludzie wysunęli nowe koncepcje – nie z szariatu, nie z Biblii, nie z jakiejś wizji. Badali przemysł, badali kopalnie węgla, badali elektryczność, badali maszyny parowe, koleje, patrzyli na to, w jaki sposób te rozwiązania przekształcały gospodarkę i społeczeństwo, i wysuwali nowe koncepcje. Te nowe koncepcje niekoniecznie wszystkim się podobały, ale przynajmniej było z czym dyskutować.

Nie sądzę, byśmy dysponowali dzisiaj wiedzą umożliwiającą rozwiązanie problemów roku 2050. Powinniśmy poszukiwać nowej wiedzy i nowych rozwiązań, zaczynając od zdania sobie sprawy z tego, że według wszelkiego prawdopodobieństwa nic, co istnieje obecnie, nie jest tych problemów rozwiązaniem.

To, co opisujesz, jest scenariuszem, w którym praca większości jest niepotrzebna. Jest klasa ludzi, którzy pracują, bo im to sprawia przyjemność i są do tego zdolni, ale jest też większość, dla której praca już nie istnieje. Tyle że ta masa ludzi nie może pracować, lecz nadal może zabijać innych.

– Ale z chwilą, kiedy stajesz się zbędny, nie masz siły. Przyzwyczailiśmy się do ery mas, do XIX i XX wieku, kiedy widzieliśmy te wszystkie zwycięskie powstania, rewolucje, bunty, a więc przyzwyczailiśmy się myśleć o masach jako o dysponujących siłą. Tyle że jest to w zasadzie zjawisko z XIX i XX wieku.

W średniowieczu wszystkie powstania chłopskie zakończyły się klęską. Bo masy nie miały siły. Kiedy już staniemy się zbędni militarnie i gospodarczo, to oczywiście wciąż jeszcze będziemy mogli sprawiać kłopoty, ale nie będziemy mieli już siły, by doprowadzić do rzeczywistych zmian.

W siłach zbrojnych liczba żołnierzy staje się nieistotna w porównaniu z technologią. Nadal potrzeba żołnierzy, ale już nie milionów, z których każdy miałby karabin. Potrzeba znacznie mniejszej liczby ekspertów umiejących wyprodukować i wykorzystać nowe technologie. Przeciw takim potęgom militarnym masy, nawet jeżeli zdołają się jakoś zorganizować, nie mają wielkich szans. Nie jesteśmy w Rosji z 1917 roku czy w Europie z XIX wieku.

Jeszcze raz zaznaczam: nie prorokuję. Być może to wszystko rozwinie się inaczej. Jednak dla historyka najważniejszą rzeczą jest zdać sobie sprawę, że potęga mas, do której tak się przyzwyczailiśmy, jest zakorzeniona w określonych warunkach historycznych – ekonomicznych, militarnych, politycznych – a te cechowały XIX i XX wiek. Dziś nie mamy już żadnych podstaw, by być pewnym, że masy zachowają swoją siłę.

Podróże bez paszportów i wiz: 1913. Świat taki jak nasz http://wyborcza.pl/alehistoria/1,133662,14638770,1913__Swiat_taki_jak_nasz.html

Kiedy cię słucham, przychodzi mi na myśl wniosek, że między gwałtowną zmianą techniczną a całkiem sztywnymi układami społecznymi i kulturowymi, które za nią nie nadążają, istnieje głęboki rozziew.

– To jeden z wielkich problemów: technologia rozwija się znacznie szybciej niż społeczeństwo i moralność, a to wywołuje wielkie napięcia. Jednak i tu możemy się starać nauczyć czegoś z rewolucji przemysłowej z XIX wieku. Doszło wtedy do załamania się rodziny oraz bliskiej wspólnoty i zastąpienia ich przez państwo i rynek. W zasadzie w trakcie całej historii ludzie żyli jako część tych małych i bardzo ważnych jednostek, rodziny i bliskiej wspólnoty, obejmującej, powiedzmy, 200 osób składających się na twoją wieś, twoje plemię, twoje sąsiedztwo. Znasz każdego, oni znają ciebie. Możesz ich nie lubić, ale twoje życie zależy od nich. Dostarczają ci niemal wszystkiego, czego potrzebujesz, żeby przeżyć. Są twoją opieką zdrowotną. Nie ma żadnego funduszu emerytalnego – masz dzieci, i to one są twoim funduszem emerytalnym. Ludzie ze wspólnoty są twoim bankiem, szkołą, policją, wszystkim. Jeżeli utracisz rodzinę i bliską wspólnotę, jesteś martwy. Albo musisz znaleźć sobie rodzinę zastępczą.

Taka sytuacja trwała przez setki tysięcy lat ewolucji. Nawet kiedy rozpoczęła się historia, powiedzmy 70 tys. lat temu, choć dostrzegamy wszystkie zmiany – rolnictwo, miasta, imperia i religie – nie widzimy istotnych zmian na tym poziomie. W roku 1700 większość ludzi na świecie żyła jako część rodzin i bliskich wspólnot, które zapewniały większość tego, co jest potrzebne, by przeżyć. Na początku rewolucji przemysłowej łatwo więc można sobie było wyobrazić, że sytuacja pozostanie taka sama.

Gdybyś był, powiedzmy, ewolucyjnym psychologiem w roku 1800 i zobaczyłbyś początki rewolucji przemysłowej, mógłbyś z dużą pewnością siebie stwierdzić, że wszystkie te zmiany w technologii są bardzo dobre, ale nie wpłyną na podstawową strukturę społeczeństwa. Społeczeństwo ludzkie jest zbudowane z tych małych klocków, rodziny i bliskiej wspólnoty, bo to jest w jakiś sposób dane przez ewolucję. Istoty ludzkie muszą to mieć. Nie mogą żyć w żaden inny sposób.

A teraz spoglądasz na ostatnie 200 lat i widzisz, jak po milionach lat ewolucji to wszystko się załamuje. Nagle, w ciągu dwóch stuleci, rodzina i bliska wspólnota się zapadają. Większość ról odgrywanych przez dziesiątki tysięcy lat przez rodzinę i bliską wspólnotę bardzo szybko przenosi się do nowych sieci udostępnianych przez państwo i rynek. Nie potrzeba ci dzieci, możesz mieć fundusz emerytalny. Nie potrzeba ci kogoś, kto by się tobą opiekował. Nie potrzeba ci sąsiadów, sióstr czy braci, żeby się tobą zajęli, kiedy zachorujesz. Państwo troszczy się o ciebie. Państwo zapewnia ci policję, edukację, opiekę zdrowotną, wszystko.

Możesz powiedzieć, że dzisiaj pod pewnymi względami żyje się gorzej niż w roku 1700, bo w tak dużym stopniu utraciliśmy łączność z otaczającą nas wspólnotą. Wielu ludzi potrafi dziś żyć jako odizolowane, wyalienowane jednostki. W najbardziej zaawansowanych społeczeństwach ludzie żyją bez jakiejkolwiek godnej uwagi wspólnoty, w bardzo małych rodzinach. Taka rodzina to może być tylko współmałżonek, może jedno lub dwoje dzieci. Jej członkowie mogą mieszkać w różnych miastach albo w różnych krajach, widując się raz na kilka miesięcy. Zdumiewające, że ludzie mogą z tym żyć. A minęło zaledwie 200 lat.

Co mogłoby się stać w ciągu następnych stu lat na tym poziomie codziennego życia, bliskich związków? Wszystko jest możliwe. Spójrzmy na dzisiejszą Japonię – Japonia we wszystkim wyprzedza świat o jakieś 20 lat. Widzimy nowe zjawiska społeczne: ludzi utrzymujących relacje z wirtualnymi współmałżonkami. Ludzi, którzy nigdy nie wychodzą z domu, żyją jedynie poprzez komputery. Widocznie Homo sapiens jest nawet bardziej elastyczny, niż bylibyśmy skłonni sądzić.

Możemy się też czegoś nauczyć z rewolucji agrarnej. Niektórzy eksperci uważają, że rolnictwo było największym błędem w historii człowieka. Błędem w kategoriach tego, co zrobiło jednostce ludzkiej, bo jest przecież oczywiste, że na poziomie zbiorowym w zdumiewający sposób zwiększyło potęgę ludzkości. Bez niego nie mogłyby istnieć miasta, królestwa, imperia i tak dalej. Jednak życie wielu chłopów w starożytnym Egipcie prawdopodobnie było znacznie gorsze niż życie łowców- -zbieraczy 20 czy 30 tysięcy lat wcześniej. Chłopi musieli znacznie ciężej pracować. Ciało i umysł Homo sapiens ewoluowały przez miliony lat, dostosowując się do włażenia na drzewa, zbierania owoców czy grzybów, biegania za gazelami. A tu nagle zaczynamy cały dzień kopać kanały, nosić kubły wody z rzeki, zbierać zboża i mleć je, co jest znacznie trudniejsze dla ciała, no i bardziej nudne dla umysłu.

W zamian za całą tę ciężką pracę większość chłopów otrzymywała znacznie gorszą dietę niż łowcy-zbieracze, którzy korzystali z dziesiątków gatunków zwierząt, roślin, grzybów czy czegoś tam, co zapewniało im wszystkie potrzebne środki odżywcze i witaminy. A chłopi musieli polegać na monouprawach, takich jak pszenica, ryż czy ziemniaki. Na to nakładały się te wszystkie nowe hierarchie społeczne i początki masowego wyzysku, w których małe elity wykorzystywały wszystkich innych.

Można więc uznać, że z punktu widzenia jednostki ludzkiej rolnictwo było być może największym błędem w historii.

Jaka z tego dla nas nauka w odniesieniu do nowej rewolucji technologicznej? Nikt nie wątpi, że wszystkie te nowe technologie ponownie zwiększą zbiorową potęgę ludzkości. Jednak powinniśmy zadawać sobie pytanie, co się dzieje na poziomie jednostki. W historii mamy dostatecznie wiele dowodów na to, że w kategoriach zbiorowej potęgi możemy dokonać wielkiego kroku do przodu, ale w kategoriach indywidualnego szczęścia będzie to krok w tył.

W sprawie nowych, pojawiających się technologii powinniśmy sobie zadawać pytanie nie tylko o to, jak wpłyną na zbiorową siłę ludzkości, ale także o to, jaki wywrą wpływ na życie codzienne każdego człowieka. W kategoriach historii wydarzenia na Bliskim Wschodzie, IP itp. to zaledwie wybój na autostradzie. Bliski Wschód nie jest szczególnie ważny. Dolina Krzemowa jest znacznie ważniejsza. To ona jest światem XXI wieku. I nie mówię jedynie o technologii.

Jednak także w kategoriach idei, w kategoriach religii, najbardziej dziś interesującym miejscem na świecie jest Dolina Krzemowa, a nie Bliski Wschód. Bo to tam ludzie tacy jak Raymond Kurzweil [amerykański pisarz i futurolog, propagator idei transhumanizmu] tworzą nowe religie. To te religie, a nie religie wywodzące się z Syrii, Iraku czy Nigerii, zapanują nad światem.

Rozmowa została opublikowana w portalu http://edge.org/, przełożył Andrzej Ehrlich

 wytłuszczenia i podkreślenia tekstu: redakcja WPS

 

 

15 Komentarzy

Filed under Bez kategorii

15 responses to “Szczera rozmowa, jak Żyd z Żydem, o przyszłości, czyli o NWO

  1. grzanek

    Zaiste uczona debata:

    Polubienie

  2. aleksander

    „Groisman wzywa Poroszenkę i Jaceniuka żeby przyznali się oficjalnie do bycia Żydami. I co Ukraino, czy tym razem, można powiedzieć? Moskale winni?
    Kiedy w końcu wyciągniecie wnioski.

    Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy Wołodymyr Groisman na spotkaniu z przywódcami religijnymi Ukrainy wezwał przywódców Ukrainy do oficjalnego uznania ich przynależności do narodu żydowskiego.

    „Nie należy upokarzać się przyznając do bycia Ukraińcem!” – emocjonalnie wyjaśnił Groisman. „Dla wszystkich i tak jest oczywiste, że jesteśmy potomkami proroków Izraela, to nasze korzenie. Na Ukrainie, najwyższe urzędy publiczne, partie polityczne, duże przedsiębiorstwa i instytucje finansowe należą teraz do Żydów, bo Żydzi to mądry i pracowity naród, a to potwierdza wybraństwo Boże i wyjątkowa pozycja Żydów na Ukrainie. Prezydent Poroszenko, Prezes Rady Ministrów Jaceniuk, Przewodniczący Krajowej Rady Bezpieczeństwa Turczynow – Żydzi i każdy z nich powinien być dumny z bycia Żydem. Ukraińcy również muszą uznać przodującą rolę żydowskiej nacji w rozwoju państwa narodowego.” – powiedział przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy”
    http://adonaris.livejournal.com/856242.html

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękujemy za link i tłumaczenie, jutro wstawimy na stronę.

      Polubienie

    • michal;

      Popieram z całego serca tego Groismana . Po jaką cholerę zmieniać nazwiska , jaki sens ma udawanie Ukraińca . Najlepszym rozwiązaniem jest przyznanie się i jasna wypowiedz :
      „Jestem Żydem . Należę do narodu wybranego bardzo zdolnego i pracowitego , ale i trochę cwanego i sprytnego . To my rządzimy w waszym kraju , gdyż wy sami jesteście na to za głupi . Mamy pod kontrolą wszystkie partie polityczne , najwyższe urzędy publiczne i instytucje finansowe ” . Przecież życie wtedy byłoby dużo prostsze .
      Proszę o inne wypowiedzi . Tylko u nas w Polsce jest tak ,ze na 100 osób 99 powie Kwaśniewski a tylko 1 osoba zahaczy o Stolzmana .
      Z drugiej jednak strony jak pięknie brzmi po ukraińsku Poroszenko prawda? Walcman to już niekoniecznie .
      Do przemyśleń dla naszych tuzów polityki .

      Polubienie

      • przemex

        Przy czym należy uwzględnić to że tego typu deklaracje jak ta którą wygłosił Groisman to nic innego jak oswajanie ludzi z myślą że zarządzają nimi Żydzi „bo są mądrzejsi” i „bardziej pracowici”, że już tak będzie i że nie powinni protestować bo i tak to nic nie da. To jest takie kontrolowane spuszczanie pary z gwizdka w obliczu coraz bardziej rosnącej świadomości społecznej odnośnie roli Żydów w świecie i związanej z tym rosnącej niechęci wobec nich, czyli jak na razie próba w kontrolowany sposób uniknięcia pogromu. A jak ta próba nie wyjdzie to do takiego pogromu dopuszczą poświęcając jak zwykle tych mniej ważnych żydów a sami pozostając w cieniu…

        Polubienie

  3. Chyba już bestia oficjalnie wyłazi z otchłani…

    Polubione przez 1 osoba

  4. przemex

    Właściwie autorzy tegoż artykułu nie powiedzieli niczego nowego, dla mnie od dawna jest jasne że świat zmierza w kierunku totalitaryzmu technologicznego – rządów technokracji.

    Polubienie

  5. Augustyn P

    NIC SIE NIE ZMIENI gdy w pierwszej kolejności „porządek z zydami”
    nie zrobia sami madrzy i uczciwi ZYDZI RODOWICI z rodzicow MATKI i OJCA !
    Najwiecej zla czynia MIESZANCY KRWI i GENOW
    ,bo to nie niewiadomo do końca „zyd czy przebieraniec” !!!
    Dawno o tym spiewal Rosiewicz.

    Polubienie

  6. michal;

    Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny – bzdura . Żebyś ty Augustynku wiedział ile witaminy mają niemieckie dziewczyny . Ciężko to słowami opisać .
    Osobiście dla mnie ten koncert był super : Michaił , Michaił bu bu bu ha ha ha .

    Jakiś czas temu widziałem Pana Rosiewicza w TV TRWAM .

    Polubienie

  7. michal;

    Do dziś mam jego fajną pioseneczkę na płycie ośmieszającą PO przed wyborami . Można było kupić jako dodatek do Gazety polskiej wiele lat temu , bo przecież pan Andrzej to gorący zwolennik PIS bu bu bu ha ha ha. ..

    Polubienie

  8. Metro

    To jest fajny tekst. Autorzy to faryzeusze pracujący dla zgrupowania interesów które św. Jan Ewangelista nazywał „Synagogą Szatana” a Henry Ford „Międzynarodowymi Żydami”.

    Tekst jest cenny dlatego że obydwaj faryzeusze otwarcie mówią o rzeczach w sumie oczywistych choć ukrytych dla zwykłego człowieka, nawet takiego który czasami jest zdolny do krytycznego myślenia.

    Przede wszystkim: celem projektu pod nazwą „cywilizacja” czy „państwo” (widać wyraźnie że w NWO pojedyńcze państwo to po prostu część zarządzanej centralnie jednej cywilizacji) nie jest dobro człowieka czy dobro ludzi. Człowiek jest tylko środkiem do celu, elementem inwentarza. Świetnie istotę takiego rozumienia roli człowieka ujmuje termin z nowomowy kadrowych. Używają oni sformułowania „kapitał ludzki”. Mamy kapitał obrotowy, kapitał stały, w innym ujęciu kapitał własny, kapitał obcy, mamy także kapitał ludzki. Kapitał może podlegać deprecjacji, zużyty może odpisany w cieżar kosztów lub stat nadwyczajnych, ot taka jest dola człowieka w żydowskim kapitaliźmie. W państwie człowiek jest tyle warty co krzesło, w najlepszym razie tyle co samochód.

    Obydwaj faryzeusze doskonale zdaja sobie z tego sprawę , pod koniec artykułu przywołują przykład chłopów ze starożytnego Egiptu. Rewolucja neolityczna umożliwiła rozwój wysoko zorganizowanych społeczeństw kosztem wyzysku zwykłych ludzi. Gdzieś w literaturze spotkałem się z innym ujęciem tego zjawiska. Chodziło tam o rewolucję, przejście z plemienia do państwa. W plemieniu organizacja jest (była) ukierunkowana na realizację dobra wspólnoty w której każdy miał własną pozytywną rolę. Przynajmniej tak to sobie wyobrażamy. W państwie jednostka jest jedynie elementem inwentarza.

    Jeśli mowa o starożytnym Egipcie to przywołam polski dorobek w tej dziedzinie. Bolesław Prus napisał powieść „Faraon” w której opisał edukację egipskiego królewicza, następcy tronu. Królewicz odkrywa tajniki władzy. „Sprawiedliwość” znaczy zupełnie co innego z perspektywy zwykłych ludzi a co innego z perspektywy władzy. Królewicz boleje nawet nad wyzyskiem chłopów i chciałby ulżyć ich doli wprowadzajac, między innymi, wolne niedziele. Książka jest jednak o czymś innym: królewicz odkrywa potęgę władzy stojącej wyżej od króla, potęgę kapłanów. Kapłani mają o wiele więcej władzy od jego ojca, popychadła kapłanów, co bardzo królewicza irytuje. W starciu z kapłanami znającymi sztuczki pozwalajace na stworzenie zorganizowanego społeczeństwa i manipulowanie tymże społeczeństwem, młody król ostateczne przegrywa. Prus chciał nam przekazać że istnieje władza ważniejsza od władzy (ówczesnie) cesarza czy teraz głupiutkiej premierzycy czy prezydenta. Ciągle mało kto to rozumie.

    Jaki jest cel istnienia i rozwoju państwa czy szerzej, cywilizacji? Nie mam pojęcia. Wiadomo na pewno że dzisiaj chodzi o technokratyzację. Technokratyzacja (w tym: zastąpienie inteligencji wyposażonej w świadomość sztuczną inteligencją) jest tylko środkiem do celu. Jesteśmy świadkami planowego rozbiajania rodziny. Projekt ten trwa już od początków rewolucji przemysłowej, najpierw chodziło o rozbicie rodziny wielopokoleniowej, potem o rozbicie więzi między rodzicami a dziećmi. Promocja „orientacji seksualnych” i „edukacji seksualnej” dzieci to element tego planu. O seksualizacji dzieci pisał już Aldous Huxley w „Nowym wspaniałym świecie” wydanym w 1932 roku.

    Dzieci Diabła (J 8:44, http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=347) w artykule wspominają o możliwości przejścia świadomości wybranych do jakiegoś sztucznego obiektu bardziej doskonałego od ciała biologicznego w ramach ucieczki przed banalną śmiercią. Nie wiem czy to jest cel czy ciągle tylko środek do celu.

    Typowy żydowski folklor to przedstawianie szczepionek jako postępu społecznego czy marzenie o nieśmiertelności dla wybranych rabinów. To drugie, upowszechniane w kulturze masowej, traktuję jako (na razie) nieszkodliwą obsesję. No, może nie jest ona taka nieszkodliwa, ich nauka doszła już do wniosku że picie czy transfuzja krwi dzieci przedłuża życie (http://www.telegraph.co.uk/news/science/science-news/10807478/Vampire-therapy-could-reverse-ageing-scientists-find.html). Pamiętajmy: nie ma Dobra ani Zła.

    Londyński Żyd Maurice Herman (https://www.youtube.com/user/108morris108/featured) twierdzi że wojny, których jesteśmy świadkami, mają na celu rozbicie i zniszczenie tradycyjnie żyjących społeczeństw i stworzenie armii uchodźców do przegniłych mega-miast. Pewnie właśnie o to tutaj chodzi, z perspektywy Londynu czy obecnie Kambodży wyraźniej to widać. To pewnie dlatego Wielki Szatan bombował Wietnam, Kambodżę czy Laos. Taki wniosek wynika zresztą z jego reportaży z miejsca zbrodni. Tutaj (https://www.youtube.com/watch?v=9ADKCiwQUA4) mówi o tej ewolucji od 7:50.

    Historyk z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie wspomina o wielu zjawiskach z XIX czy XX wieku które niby zaszły „same”. W rzeczywistości były to efekty polityki Międzynarodowych Żydów. Powstanie tajpingów to byla forma samoobrony Chińczyków przed niszczeniem Imperium przez Żydów z londyńskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. W ramach „wolnego handlu” Żydzi domagali się od cesarza zezwolenia na sprzedaż w Chinach opium. Powstanie krajów uprzemysłowionych i „Trzeciego świata” ma takie same źródła. Ostatnie zniszczenie przemysłu w USA, jego migracja do Chin i koncentracja majątków to przecież efekty polityki definiowanej przez Międzynarodowych Żydów. Znowu „wolny handel”. Nic nie stalo się „samo”.

    Dobro człowieka jako jednostki czy dobro ludzi (zresztą co to jest?) nie jest celem państwa. Dla osób zarządzajacych państwem (filozofów w idealnym państwie Platona) człowiek jest tym czym pojedyńcza jednostka trzody chlewnej czy bydła domowego dla gospodarza prowadzącego przemysłową farmę. Oczywiście cielak czy prosiak powinien mieć w miarę komfortowe warunki do rozwoju, sporo żarcia (stąd chyba plaga otyłości w „rozwiniętych” społeczeństwach) i jakąś przestrzeń życiową czy opiekę zdrowotną. Jeśli odkryjemy technologie narkotyzowania zwierząt umożliwiające dwukrotne zmniejszenie ilości metrów kwadratowych na jedno zwierzę – czy powinniśmy powstrzymać się przed ich stosowaniem z powodu jakichś głupich moralnych dylematów? Przecież nie ma Dobra ani Zła.

    Dlatego, jeśli udało się wytworzyć sztuczną inteligencję, to można tą inteligencją zastąpić ludzi. Ludzie są ciągle sprytniejsi od komputerów bo mają jeszcze świadomość, ale świadomość nie jest przecież tak bardzo państwu potrzebna. Stąd zjawisko „ludzi zbędnych”. To jest jednak efekt celowej polityki. Zamiast wielkoprzemysłowego rolnictwa możnaby nauczyć ich ogrodnictwa i wyposażyć w małe ogrody produkujące żywność. Pracownicze ogrody działkowe były krokiem w tym kierunku.

    Dobro człowieka nie jest celem państwa. Zarówno rewolucja neolityczna jak i rewolucja przemysłowa spowodowały wiele cierpień. Postęp techniczny, owoc rozwoju cywilizacji, nie ma na celu zapewnienia dobrostanu społeczeństw. Chodzi zupełnie o coś innego.

    To jest ciekawa wypowiedź do 7 minuty na temat: (https://www.youtube.com/watch?v=Hk4-NBU9Ozk). Nie ma czegoś takiego jak „Postęp” czy „Rozwój”. Postęp techniczny, którego byliśmy i jesteśmy świadkami, towarzyszy degeneracji moralnej i kulturowej. Świetnym przykładem są społeczeństwa anglosaskie. Postęp techniczny umożliwił stworzenie maszyny uniwersalnej inwigilacji pod nazwą Pejsbuk i zastąpienie ludzi maszynami w fabrykach. A teraz niespodzianka” mamy „zbędnych ludzi”! Tylko głupek da sie na to nabrać. Zbędny wielkomiejski zdegenerowany kulturowo proletariat jest efektem celowej polityki!

    Mam okazję oglądać najbardziej technicznie zaawansowane miasta na ziemi i okolice uznawane za zacofane. Wydaje mi się że w tych drugich żyje się lepiej choć zapewne ich mieszkańcy, ofiary zcentralizowanego systemu psychomanipulacji, marzą o mieszkaniu w super-nowoczesnych miastach, codziennym kupowaniu zakupów i bezmyślnym oglądaniu ogłupiającej telewizji (co zresztą robią, telewizja jest wszędzie).

    Dokładnie jak zapowiedział Aldous Huxley bodajże w tym wywiadzie (https://www.youtube.com/watch?v=alasBxZsb40) nowoczesne technologie psychomanipulacji umożwiają ludowi pokochanie jego własnych kajdan i życia spętanego kajdanami. „Zombie rules!”.

    Tu nie chodzi o dobro ludzi. Państwo czy cywilizacja nie temu służy.

    Polubienie

  9. Pingback: Szczera rozmowa, jak Żyd z Żydem, o przyszłości, czyli o NWO

  10. Pingback: Groisman wzywa Poroszenkę i Jaceniuka żeby przyznali się oficjalnie do bycia Żydami. | forumemjot dla Polski

  11. Pingback: Klimat dla barbarzyńców | WIERNI POLSCE SUWERENNEJ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.