„Bez gaci, ale z Krzyżem w rękach”

1282053530_by_Technick_500Rusza kolejna akcja „obrońców krzyża”. Tym razem chodzi o przywrócenie krzyża w koronie Orła Białego. Jednym z czołowych akcjonariuszy jest „narodowy” katolik, Eugeniusz Sendecki. Rzeczywiste cele promotorów tej akcji są jednak inne.

 

Papieskie krzyże przed bramą Stoczni Gdańskiej. „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi – tej ziemi”– wołał święty JPII w Warszawie w 1979r. No i zstąpił duch i odnowił – można rzec ewangelizacja dokonała się w pełni – krzyże przed bramą Stoczni stoją, tylko Stocznia zniknęła.

E.Gierek, gdy dowiedział się, że bp K.Wojtyła został papieżem wyraził obawę, że nie wróży to Polsce niczego dobrego. Dzisiaj wiemy dobrze jak prorocze było to spostrzeżenie szefa PZPR.

 

tekst z 2012r.

Polacy przebudźcie się!

W Katowicach powstał Ruch Obrony Krzyża w Polsce im. Św. Maksymiliana Marii Kolbe. Ruch ten rozsyła apel pt. Polacy przebudźcie się! Chodzi o obronę Krzyża zainicjowaną wydarzeniami sprzed pałacu prezydenckiego w Warszawie. Do akcji tej włączają się różne środowiska narodowe.

Mam przyjemność osobiście znać bratanka Św. Maksymiliana Marii Kolbe, znam także publicystykę Świętego dotyczącą zagrożeń dla zachodniej cywilizacji ze strony masonerii i żydostwa i szczerze wątpię, czy powyższą akcję poparłby sam jej patron.

Nie wiem, czy wszyscy zdajemy sobie sprawę, że wchodząc w akcję obrony Krzyża(krzyż jako symbol wiary i KK) stajemy także po stronie PiS i tej części hierarchii Kościoła Katolickiego, która (podobnie jak PiS) realizuje politykę pro USA. Biorąc udział w takiej akcji, a trudno ją oddzielić od popierania PiS, przyczyniamy się do utrwalania podziału polskiego społeczeństwa na dwa obozy: na obóz popierający PO i obóz popierający PiS. Rezultat akcji „obrony Krzyży” może być taki, jaki przedstawił w ostatniej scenie „Pińskiej szlachty” dziewiętnastowieczny dramaturg – szlachcic i katolik – W. Dunin-Marcinkiewicz: naiwni, łatwowierni, bezmyślni, podstępnie sprowokowani do walki między sobą obronimy Krzyż, zostaniemy z Krzyżem w rękach, ale zostaniemy z Nim bez „gaci”. I prawie tacy już dziś stoimy.

Żydostwo i judeomasoneria umiejętnie wmanipulowują Polaków w „obronę” Krzyża, podczas, gdy rzeczywisty konflikt i rzeczywista linia podziału znajdują się w innym miejscu. Faktyczny podział wygląda następująco: polski naród (to prawda, że ukształtowany przez religię katolicką i prawda, że ma to dobre, ale także i bardzo negatywne strony dla narodowego organizmu, dla trwania narodu i państwa) kontra żydostwo z PO i PiS realizujące antypolskie i antynarodowe polskie interesy całego światowego żydostwa.

Narodowy polityk winien wyprowadzić polski naród z pola walki, którą naszym kosztem i przeciw naszym narodowym interesom rozgrywa między sobą żydostwo zabiegające o ster rządów nad Polakami. I w takim kierunku winny iść narodowe akcje uświadamiające Polaków.

 

Niech pod prezydenckim pałacem Żyd z PO łeb rozbija Żydowi z PiS

i niech sobie wydzierają nawet Chrystusowy Krzyż – to nie nasza jest rzecz.

My potrzebujemy polskiej Polski i o taką trzeba się bić.

Naszym wrogiem jest PO i PiS

i cała reszta żydo-partii nie znaczących dla Polski nic.

Narodu nie może dzielić Chrystusowy Krzyż,

bo On nie jest i nie może być,

jakby chciał tego Żyd,

osią politycznej między nami gry.

 

 Dariusz Kosiur

 

Fragmenty sztuki „Pińska szlachta” nagrane przez Tv WPS

___________________________________________________

 

634164353541549083 Refleksje

Pod tekstem „narodowego” katolika, E.Sendeckiego (http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/post/124326,w-sieci-otwiera-kolejny-etap-wojny-z-krzyzem) oraz pod moim zamieszczonym na Neon24.pl zaatakowało mnie wielu „obrońców wiary”.

I znamienne, jak wielu komentatorów nie rozumie istoty prostego, krótkiego tekstu. A tekst nie atakuje religii jako takiej, natomiast negatywnie ocenia tych wszystkich, którzy wykorzystują religię do celów politycznych, do atomizacji polskiego społeczeństwa.
Ataki na autora tekstu, czynione w sposób infantylny, bez rzeczowych argumentów, oznaczają jedno: pochwałę dla tych, którzy wykorzystują religię do niszczenia narodu i państwa. Ataki są zatem czynione z pozycji antypolskich, antynarodowych.

Państwa nie buduje się na religijnej wierze bądź niewierze narodu.
Państwo jest organizacją zabezpieczającą RZECZYWISTE – ZIEMSKIE – interesy społeczności je zamieszkującej.
Bywa, że religia społecznej większości może budowę państwa wspierać (jeśli jest narodowa, jak np. judaizm) – może to jednak prowadzić do szowinizmu i rasizmu -, częściej jednak tej budowie szkodzi (jeśli jest obca i narzucona z zewnątrz, jak np. chrześcijaństwo), dlatego nie należy łączyć atrybutów państwa z religią – zwłaszcza z religią obcą (chrześcijaństwo jest religią żydowską !!! – i nie wolno o tym zapominać).

Na stronie „narodowego” katolika, E.Sendeckiego, domagającego się krzyża w koronie polskiego Orła zadałem poniższe pytania i jak było do przewidzenia nikt z „obrońców krzyża i wiary” nie udzielił na nie odpowiedzi – to także znamienne:

Jakich to korzyści politycznych, a może i gospodarczych, spodziewają się „obrońcy krzyża” po przywróceniu krzyża do korony?

Co faktycznie oznaczałby krzyż w koronie?

Jak do tego pomysłu winni się odnieść Polacy, którzy wyznają inne religie lub są ateistami?

Proste pytania, a tu cisza.

Jest jeszcze jedno, równie istotne pytanie:

czy krzyż w koronie nie oznaczałby automatycznej aprobaty dla unijnej integracji, której domagali się przecież wielokrotnie JPII, prymas Polski, H.Muszyński oraz Episkopat Polski – wszyscy oni sygnowali i sygnują swoją zawodową posługę pasterską właśnie krzyżem -?

big_1

17 komentarzy

Filed under Bez kategorii

17 responses to “„Bez gaci, ale z Krzyżem w rękach”

  1. Reblogged this on komp13 and commented:
    Krzyżem Panowie, dziady też, i zostały jeszcze Nam tzw. Baby- ale od tego jest Tate Rydzyk- dzieci nie wpisuje w to czarne zakłamane bagno….

    Liked by 1 osoba

  2. Od Giewontu aż po Gdańsk brońcie krzyża….
    Jak widać polityka i spuścizna JPII cały czas na topie….
    A Polska….? Co tam Polska….Brońcie krzyża a nie Polski…Wasz interes się nie liczy…Liczy się krzyż! To że was okradają, poniżają, biją po twarzy to pikuś w porównaniu z krzyżem…Głodni, zniewoleni i /tak jak w tytule/ w samych gaciach……Ale krzyż obroniony!

    Czerń dominuje nad Polakami/na szczęście nie nad wszystkimi/ i wszystko wskazuje że niebawem zdominuje całkowicie rozumy lemingów

    Jestem pewien że lemingi Pisowców, Po-paprańców, Narodowców, i wszelkiej maści Braunowców, Kukizowców, Mikkowców, …itd nie mają pojęcia co oznacza krzyż w Ewangelii… Na pewno nie to..! do jakiego celu był i jest używany przez KK..

    Po pierwsze krzyż to – szubienica!.. Gdyby kiedyś w czadach Rzymu nosiła taki kształt jak dziś się to stosuje,, to zapewne na grobach i na kościołach i na szyjach była by to szubienica….

    Otóż na tej szubienicy powieszono Jezusa Chrystusa z Nazaretu…
    Mam więc pytanie do wierzących lemingów..- Czy chodzi o krzyż jako narzędzie zbrodni czy o to co się na nim dokonało?…
    Czy narzędzie zbrodni przedstaia jakąś wartość czy Ten kogo tak zamrdowano..,?

    A jak kogoś kto dokonał dobrych rzeczy dla ludzi perfidnie zamordowano z pistoletu czy to oznacza, że mamy czcić pistolet..? na szyi nosić pistolet..? i bronić pistoletu. …od morza do morza..?

    Ktoś powie, że krzyż to symbol…Ale symbol czego..? Czy to symbol zwycięstwa czy porażki….
    Dla faryzuszy to symbol zwycięstwa , tryumfu lucyfera nad Bogiem…
    W starożytnym Rzymie krzyż był symbolem słońca i na nim składano ofiary z ludzi…Faryzeusze żydowscy celowo wybrali to narzędzi zbrodni by poniżyć Chrystusa…
    Więc jak nosisz krzyż, kłaniasz się przed nim, i bronisz go symbolicznie oddajesz cześć słońcu – lucyferowi…
    Do wiary w Chrystusa nie jest potrzebny żaden krzyż…

    I to moje słowo do wierzących lemingów chodzących do kościoła i nakręcających się emocjami dalekimi od ewangeli pokoju…

    Liked by 1 osoba

  3. julius

    Start
    Czytaj „ZADRUGĘ”
    Numer 16 (luty 1939)
    Źródła impasu sprawy żydowskiej

    Źródła impasu sprawy żydowskiej

    Sprawa żydowska w Polsce należy do tych o których wszyscy mówią i prasa wszelkich odcieni pisze. Wbrew usiłowaniom pewnych ugrupowań politycznych, pragnących monopolizować ją w swym ręku. Znak, że jest to sprawa żywa. Jest ona i wielce osobliwa. Wszyscy chcą jej rozwiązania i nie ma żadnego rozwiązania. Podobnie ma się tu rzecz, jak z etatyzmem: wszyscy życzą mu nagłej i niespodziewanej śmierci (prócz samych synekurzystów, oczywista) , a etatyzm… rozwija się.

    Od r. 1918 sprawa żydowska nie posunęła się ani o krok naprzód, tzn., że nacisk żydostwa w dziedzinie kulturalnej i gospodarczej trwa niezmiennie w tych samych rozmiarach, jeżeli nie w większych. Zważyć bowiem musimy, że w pierwszym dziesięcioleciu niepodległości przyjęliśmy przede wszystkim z Sowietów znaczne zastępy żydostwa. Tego nienaturalnego przybytku nie zrównoważył, ani pod względem liczbowym, ani jakościowym ubytek spowodowany emigracją do Palestyny.

    Sprawa żydowska w Polsce to cały splot zagadnień. W uwagach poniższych rozważymy jedno z nich.

    POCHÓD ŻYDÓW.
    Aż do wieku XVI trudno mówić o poważniejszej infiltracji żydów do Polski. Opinia o rzekomo masowym napływie Semitów za Kazimierza Wielkiego jest grubą przesadą. W rzeczywistości liczba żydów pod koniec panowania tego króla nie przekraczała 20-30 tysięcy.

    Gwałtowny przyrost tych „wybrańców bożych” w Polsce rozpoczyna się – rzecz tylko pozornie dziwna – ze wzrostem wpływów katolicyzmu i wraz z procesem katoliczenia narodowej duszy polskiej, tzn. z końcem XVI wieku. Przy tym zachodzi zjawisko znamienne: żywioł polski pod koniec XVI w. przestaje wzrastać, zachowując przez następne dwa wieki ten sam stan liczbowy (ok 11 milionów), gdy natomiast liczba żydostwa skacze w tym samym czasie ze 100.000 na około 1 milion.

    Trudno tu nie zauważyć pewnej paraleli. W tym samym bowiem czasie liczba klasztorów wzrosła z 80 w XVI wieku do 900 w czasie rozbiorów. Wychodzi na to, że jak gdyby między katolicyzmem a żydostwem istniały tajemnicze wewnętrzne związki, z powodu których judaizm, acz prześladowany, rozwija się pomyślnie. Do tej sprawy jeszcze powrócimy.

    Tu zwrócimy uwagę na fakt podnoszony przez niektórych historyków. Wbrew temu co się mówi o tolerancji polskiej, żywioł protestancki w miastach po zwycięstwie katolicyzmu z Zygmunta III był prześladowany za inicjatywą nie tyle królów i rządów, co zakrystii i konsystorzy kościelnych. Nie chcąc wiary narzucanej, ten to żywioł opuszczał Polskę, przenosząc się do krajów sąsiednich, w szczególności do Prus Wschodnich i Brandenburgii. Wyludniające się miasta okupowali Żydzi, nie napotykając na żadną niemal konkurencję ze strony ludności wiejskiej, której szlachta odebrała w tym czasie resztki wolności.

    Powstała politycznie do niepodległego życia Polska musiała podpisać traktat o mniejszościach. Traktat ten na odcinku, dotyczącym Żydów, był najlojalniej wykonywany nawet przez zawodowych i nieubłaganych antysemitów, za jakich chcieli uchodzić członkowie tzw. stronnictwa narodowego. Zresztą nie było go potrzeba. Konstytucja tak pierwsza jak druga stanęły w stosunku do Żydów na stanowisku liberalizmu dziewiętnastowiecznego, który wszystkich urodzonych na terytorium danego państwa osobników traktował jako pełnoprawnych jego obywateli.

    W praktyce Polska poszła dalej, niż to było konieczne ze względu na traktaty i konstytucję. W latach 1918-1923 napłynęła w granice napłynęła w granice Rzeczpospolitej masa Żydów, obliczana na 600.000 dusz (1, które rewolucja rosyjska wypchnęła z kraju ku zachodowi, tak że znaleźli się oni na terytorium Polski. W r. 1923 ówczesny rząd jednym pociągnięciem pióra nadał tej masie obywatelstwo polskie. W ten sposób Polska, już i bez tego dostatecznie przeżydzona, zajęła pod względem liczby Żydów pierwsze miejsce w świecie.

    Dzięki mentalności gospodarzy, o której niżej, „wybranemu narodowi” powodziło się u nas niezgorzej. Można powiedzieć, że na ogół lepiej niż tubylcom. W ich ręku znajdował się prawie cały handel i większość zakładów przemysłowych. Dziesięć procent mieszkańców Polski, Żydów, rozporządzało większym majątkiem niż pozostałe 90%. O jakichkolwiek numerus clausus’ach nie było mowy. Żydzi majoryzowali wolne zawody, jak wiadomo, najintratniejsze, wdzierając się jednocześnie w dziedzinę najczulszą, w dziedzinę kultury, przede wszystkim przez okupację słowa drukowanego.

    Wpływy ich w Polsce stały się tak wielkie, że na pewnym odcinku wytworzyły się stosunki, będące unicum na świecie: polski konsument mięsa utrzymywał gminy żydowskie. W biały dzień – że tak powiemy – arcysprytny naród Jehowy nakładał podatek na gospodarzy, u których zamieszkał. Co więcej, ze sztuczki tej, szalbierczej co do sposobu w jaki została przeprowadzona, a nieobywatelskiej, antykonstytucyjnej i antyhumanitarnej co do istoty, zrobili ci mistrzowie krętactwa „sprawę religijną”. Gdy na stole obrad Sejmu znalazł się ubój rytualny, zniesiony prawnie lub faktycznie we wszystkich państwach poza Polską, wszystkie organy prasy izraelskiej w kraju i za granicą rozpisywały się o „prześladowaniach religijnych” w Polsce. W tych warunkach można było mówić o okupacji Polski przez potomków Abrahama, o Judeo-Polonii.

    ZAŻYDZENIE BIOLOGICZNE.
    Atoli dopóki krew i duch narodu tubylczego nie zostaną tknięte przez Żydów, dopóty nie zachodzi niebezpieczeństwo jego zagłady, względnie degradacji do stanu kasty pariasów. Gdyby żydostwo pozostało w odosobnieniu getta, wspomniane niebezpieczeństwo byłoby grubo mniejsze. Kiedy jednak masa żydowska urasta do poważniejszych rozmiarów, następuje siłą rzeczy infiltracja Semitów w krew i ducha narodu tubylczego. W Polsce infiltracja ta dzięki warunkom szczególnie dla siebie pomyślnym przybrała rozmiary tak wielkie, że jej dalsze tolerowanie zaiste grozi śmiertelnym niebezpieczeństwem.

    Stoimy wobec nader bliskiej możliwości wykreślenia szczepu polskiego z liczby żyjących; na jego miejscu zagnieździłaby się wówczas mieszanka rasowa o przewadze pierwiastków pasożytniczo-nomadzkich. Właściwie w tej dziedzinie zaszły już fakty nie do odrobienia, a których dalsze skutki mogą być usunięte tylko za cenę bardzo radykalnych operacji.

    Co się stało? Zapyta czytelnik – mamy 3.500.000 Żydów, których możemy się pozbyć i 25 milionów Polaków, którzy powinni się obronić.

    Otóż w tym rzecz, że żadna z tych cyfr oficjalno-metrykalnych nie jest prawdziwa, i że zmieniają się one ciągle na korzyść Żydów. Zaszły bowiem już daleko idące procesy, komplikujące sprawę niepomiernie i rozwijające się w dodatku w dalszym ciągu. W nich tkwi klucz do odpowiedzi na pytanie, dlaczego sprawa żydowska w Polsce nie posuwa się istotnie na przód ku rozwiązaniu jedynie możliwemu do przyjęcia dla gospodarzy tego kraju.

    Pierwszym z tych procesów jest biologiczna infiltracja trwająca od trzech wieków z górą, przy czym tempo jej rośnie w stosunku geometrycznym. Okolicznością szczególnie sprzyjającą temu procesowi była polityka Kościoła Katolickiego stosowana wobec Żydów z dawien dawna do czasów dzisiejszych. Opierała się ona na zasadzie, której punktem wyjścia nie były względy rasowe, ani kulturalne, ale rytuał, więc element czysto zewnętrzny, nic nie zmieniający w danym osobniku. Zasada ta sprecyzowana przez Tomasza z Akwinu stanowiła, że Żydowin niechrzczony z powodu „zbrodni bogobójstwa” popełnionej przez jego przodków nie ma prawa być pełnym członkiem chrześcijańskiej społeczności, że mogą być stosowanie wobec niego ograniczenia, aż do odebrania wolności osobistej. Jeżeli natomiast Żydowin przyjął chrzest, to bez względu na to, czy to uczynił świadomie czy nieświadomie (chrzty dzieci), dobrowolnie czy z musu (groźba, motyw korzyści) wówczas wchodził automatycznie we wszystkie prawa członka społeczeństwa chrześcijańskiego o przez długi czas zwyczajnie także nabywał pełne prawo obywatelskie. Tę zasadę posunięto tak daleko, że gdy Żyd skazany za pospolite zbrodnie przyjmował chrzest, w wielu gminach na podstawie ustaw i zwyczajów darowywano mu karę całkowicie. Takie wypadki zachodziły w Polsce dość często. Wspomina o nich prof. M. Mieses w swej dwutomowej (tomy dalsze mają się niebawem ukazać) publikacji pt. „Polacy chrześcijanie pochodzenia żydowskiego” na stronie XVI, a Jeske-Choiński mówi, że ułaskawiania zbrodniarzy Żydów w nagrodę za przyjęcie chrztu zdarzało się jeszcze w II połowie XVIII wieku w Kamieńcu Podolskim.

    Neofitów żydowskich nieobarczonych zbrodnią dosięgnęła zwyczajnie w Polsce nagroda w postaci nobilitacji. W rozdziale XIX artykułu 7 statutu 3 litewskiego z r. 1588 (uważacie, jak się to wszystko zbiega ze zwycięstwem katolicyzmu!) czytamy: „Jeśliby Żyd który, albo Żydówka do wiary chrześcijańskiej przystąpili, tedy każda osoba i potomstwo ich za szlachcica poczytywani być mają”. Za Litwą utarł się i w Koronie zwyczaj, stosowany coraz częściej w miarę staczania w otchłań, że Żydowin porzucający Talmud i rabina otrzymywał ze chrztem herb i nazwisko szlacheckie. Był to interes – że tak powiemy – bardziej namacalny niż zbawienie wiekuiste, które mu przy tej okazji przyrzekano. Rzecz jasna, nobilitacja nie była darem jednostronnym. Żydowin ochrzczony i dopuszczony do herbu płacił grubym posagiem córki, wychodzącej za szlachcica, lub ciężką „pożyczką” bezzwrotną. Stąd dziś spotykamy rodziny o nazwiskach tak bardzo polskich, jak Matuszewscy, Grabowscy, Zbąscy, Łabędzcy, Dembowscy, Brzezińscy, Adamowscy, Majewscy, Wołowscy, Podoscy, Wierzchowscy, Zielińscy, Piaseccy, Niedzielscy itd., a jednak pochodzące z wychrzczonych i nobilitowanych Żydów… (patrz Mieses ibidem).

    Józefowicz np. toż to poczciwy Białorusin spod Mołodeczna, rzekłbyś. A to jest potomek Abrahama Ezofowicza, Żydowina z XVI wieku wielce sprytnego, który wypędzony z kraju wrócił do Polski innymi drzwiami, wziął chrzest, zmienił nazwiska na Józefowicza, przybrał herb Leliwa i zanim doczekał się szczęśliwości wiekuistej, został ministrem skarbu króla Aleksandra i wielkie nadanie we włościach otrzymał. Ten to Żyd sam jeden – jak twierdzi Forst-Battaglia cyt. U M. Miesesa ibidem – zażydził przez związki małżeńskie swej licznej progenitury całą arystokrację polską tak, że nie ma ani jednego arystokraty w Polsce , w którego żyłach nie płynęłaby krew żydowska. Dodajmy, że Forst-Battaglia jest specem od tego, co, gdzie, jak i kiedy działo się w arystokracji polskiej.

    Jak pisze Jeske-Choiński („Żydzi oświeceni” str. 42) ojcami chrzestnymi neofitów żydowskich były zwyczajnie znakomite rody, które później pomagały im w karierze.

    Nader pomyślne okoliczności sprawiały, że nawrócenia były coraz częstsze. Nie rozporządzamy wszystkimi danymi w świecie z wieku XVII i XVIII, ale i te które posiadamy, mówią, że masa żydowska w ciągu tych dwóch wieków odrzucała stale pewien procent neofitów, wsiąkających automatycznie w społeczeństwo polskie, w szczególności w warstwę szlachecką. Prof. Mieses we wspomnianym dziele podaje szereg wykazów, z których wynika, że w Warszawie w wieku XVIII „nawróciło się” 179 Żydów, w Nieszawie 2, w Kłodawie 5, w Łęczycy 17, we Włocławku 11, w Radomiu 21, w Kamieńcu Podolskim 6, prócz frankistów. Przeciętną podanych tu cyfr należy pomnożyć przez liczbę parafii, wynoszącą do 2000, a otrzymamy wówczas za jeden tylko wiek poważną sumę kilkudziesięciu tysięcy nawróconych Żydów.

    Na Litwie pracowały nad nawróceniem Żydów zakonnice zwane Mariawitkami, przyprowadzając do chrześcijaństwa 2000 Izraelitek. Tamże jeden tylko ksiądz Turczynowicz przyciągnął do kościoła 500 osób pochodzenia żydowskiego. O zebraniu wszystkich danych szczegółowych nie ma mowy, gdyż jak zaznacza M. Mieses, z którego te szczegóły wzięliśmy, wiele metryk zostało zniszczonych, by zatrzeć ślady żydowskiego pochodzenia osób, którym na tym zależało.

    Dotyczy to również osławionych frankistów, zwolenników Franka, jednego z niezliczonych mesjaszów tego narodu, lubującego się w wydawaniu na świat utalentowanych uszczęśliwiaczy Izraela i jego sympatyków. Frank, którego właściwe nazwisko opiewa Jankiew Lejbowicz, jak większość izraelskich mesjaszów był dziwną mieszaniną szczerości i kuglarstwa. Przybywszy do Polski z Bałkanów, stanął na czele dość licznej sekty Sabatianów, odrzucających Talmud i czczących miast jedynego Jehowy Trójcę, nic jednak nie mającą wspólnego z Trójcą chrześcijańską. Prawowierni Żydzi zarzucali im powszechnie nie tylko bałwochwalstwo ale i życie wielce rozwiązłe. Ówczesny biskup kamieniecki, Dembowski, w którego diecezji było główne gniazdo frankistów, miał niemałą ochotę zapalić dla nich stos pod pretekstem, że szerzą błędne nauki o Trójcy. Zanim jednak to uskutecznić zdołał, umarł. Frankiści znajdując się między młotem a kowadłem, naciskani przez nienawistnych rabinów żydowskich z jednej, a konsystorzy chrześcijańskich z drugiej strony, za poradą swego przywódcy poczęli przyjmować chrzest gromadnie. Frank, „Pan święty”, jak się nazywać kazał, wysiadłszy z poszóstnej karety otoczonej gwardzistami, asystował przy ceremonii we wspaniałym stroju tureckim. Działo się to we Lwowie. Chrzest Franka odbył się w stolicy z jeszcze większym przepychem, przy czym funkcję ojca chrzestnego pełnił król jegomość we własnej osobie.

    Sprawa Franków i ich masowy chrzest w Polsce wygląda podejrzanie, jak temu już daliśmy wyraz na łamach naszego pisma. Nie jest wykluczona akcja planowa mająca na celu pomnożenie owczarni katolickiej kosztem zaśmiecania rasowego narodu, który niestety po dziś dzień na ogół w tych sprawach nie orientuje się należycie. Nasze podejrzenia wypływają stąd, że losem frankistów zajęto się w Polsce kościelnej i laickiej niezwykle troskliwie. Masa ochrzczonych frankistów otrzymała polskie nazwiska i herby szlacheckie i bardzo szybko wsiąkała w warstwę szlachecką.

    Ilu było frankistów? Prof. Graetz w „Historii Żydów” mówi tylko o frankistach lwowskich i tylko o jednym wypadku masowego chrztu, w którym wzięło udział 1000 osób. Wiemy atoli z wykazów parafialnych, że frankiści chrzcili się w wielu innych miastach i że proces konwersji ciągnął się przez czas dłuższy. Z obliczeń M. Miesesa (ib. XXVI) wynika, że liczba nawróconych frankistów wynosiła ogółem mniej więcej 24 tysiące dusz (2.

    Reasumując, stwierdzić należy, że w ciągu ostatnich dwóch stuleci istnienia Rzeczpospolitej przedrozbiorowej wsiąkło łącznie z frankistami w społeczeństwo polskie, ściślej biorąc, w jego warstwę szlachecką kilkaset tysięcy Żydów. Obliczamy najoględniej.

    Z rozbiorami tempo tzw. nawróceń osłabło dość znacznie. Powodu nie trudno się domyślać. Za Polski niepodległej przejście na katolicyzm otwierało drogę do szczytowej warstwy narodu. W czasie rozbiorów uchodzenie za Polaka przestało być interesem.

    Natomiast z odzyskaniem niepodległości od razu wzmogły się wśród żydostwa sympatie do chrzcielnicy. Z chwilą pojawienia się ruchów nacjonalistycznych, aczkolwiek skastrowanych przez znane odstępstwo Dmowskiego do katolicyzmu w latach 1925-27, przechodzenie Żydów z synagogi do kościoła nabrało cech panicznej ucieczki z getta. Wprawdzie cyfra 700 tysięcy neofitów w ciągu pierwszego dwudziestolecia wskrzeszonej Rzeczpospolitej, podana ostatnio przez niektóre pisma, może się wydać przesadną, ale i najostrożniej licząc, dochodzimy do cyfr, które muszą zastanowić. Obliczeń nietrudno dokonać. Według Rocznika Statystycznego mamy w Polsce 7000 kościołów parafialnych, do których należy dodać okrągło biorąc, 1000 nieparafialnych. Odliczamy kościoły wiejskie jako nie wchodzące w rachubę z braku Żydów po wsiach. Pozostaje 5000 kościołów po miastach i miasteczkach, przepełnionych żydostwem. Każdy kościół ma „ambicję” nawrócenia choć paru Żydów rocznie. I prawie w każdej miejscowości większej jest ksiądz , będący specem od nawracania Żydów. Tu i ówdzie stają do tej działalności całe instytucje, np. Laski pod Warszawą i Niepokalanów, który postawił sobie formalnie za cel”nawracanie masonów i Żydów”. Jeśli przyjmiemy, że każdemu pięciu tysięcy kościołów udaje się rocznie nałapać 5 żydowskich dusz (liczymy przeciętnie i jak widać bardzo skromnie) to w ciągu lat dwudziestu otrzymamy cyfrę pięciuset tysięcy, która w dodatku automatycznie wzrasta z roku na roku ze względu na przychodzące na świat potomstwo w nawróconych małżeństwach żydowskich. Tak dochodzimy do cyfry 700 tysięcy podanej przez prasę.

    Ostatnio jesteśmy świadkami neofityzmu masowego. Przybiera on takie rozmiary, że tu i ówdzie proboszczowie przystąpili do organizowania kursów neofickich. Nauki udziela jeden z księży, opłata wynosi kilkadziesiąt złotych za kurs. Tak oto Żydowin ochrzczony ucieka przed przykrościami nadciągającej burzy narodowej, kościół zyskuje wiernych, niebo kandydatów do zbawienia, proboszcze nowe źródła dochodów. A Polska, naród polski? Co się dzieje z narodem polskim w tym procesie, odbywającym się pod błogosławieństwem nienasyconych łapiduchów? Naród polski przeradza się nieznacznie, ale stale w dziwoląg niesłychany, do którego z pewnością nie przyznawaliby się nasi przodkowie z czasów Chrobrego.

    Na szczęście, jak dotychczas, to tylko jego wierzchnia warstwa. Bo na to trzeba zwrócić uwagę, że zarówno kilkaset tysięcy Żydów ochrzczonych przed rozbiorami, jak i obecne masy neofitów przelały swą posokę w tę samą warstwę ludności: przed rozbiorami szlachecką, po rozbiorach w inteligencką, przeważnie powstałą z pierwszej.

    Otrzymawszy tak silny zastrzyk krwi żydowskiej warstwa ta, zawsze nieliczna, staje się powoli grupą odrębną od substancji narodu, o cechach bardziej żydowskich niż słowiańskich. Tym się tłumaczy jej nieudolność, a może niechęć, w wielu może nieuświadomiona do rozwiązania sprawy żydowskiej w myśl najszerzej pojętych interesów narodu tubylczego. Chrystus powiedział: „Diabła nie wypędza się za pomocą Belzebuba”. Co na polskie znaczy, że kruk krukowi oka nie wykole.

    Tu tkwi też klucz dla wyjaśnienia szeregu zjawisk, zachodzących między tą warstwą, a resztą narodu, a raczej właściwym narodem polskim, którym – na skutek zażydzenia góry społecznej – są dziś właściwie chłopi i robotnicy z nich się wywodzący. Uderza w tym stosunku obcość: przeciętny inteligent nie rozumie chłopa i na odwrót. To co inteligent niesie lub narzuca chłopu, jest mu niezrozumiałe. Mimo wysiłków często obustronnych dwa te światy nie mogą znaleźć wspólnego języka. Mamy na myśli, oczywiście, ogół. Bywają jednostki wśród inteligencji, zwłaszcza bezpośrednio z chłopstwa pochodzące, które umieją znaleźć drogę do umysłu i serca wsi. Ale to tylko potwierdza nasze wywody. Po wtóre stosunek ten nabiera cech pewnej wrogości, która niewątpliwie tkwi samymi korzeniami w biologii, jakkolwiek nie jest sobie uświadamiana.

    ZAŻYDZENIE DUCHOWE.
    Powyższe nasze rozważanie stają w silniejszym oświetleniu, gdy uwzględnimy druga przyczynę impasu w sprawie żydowskiej, którą jest zażydzenie duchowe.

    Zwróćmy tu naprzód uwagę na zjawisko powszechne i stałe, które uchodzi oku badaczy wzajemnych stosunków chrześcijańsko-żydowskich: oto żydostwo w swojej infiltracji w świat, jakoby cień idzie krok w krok za chrześcijaństwem. Gdzie chrześcijaństwo upora się z dawniejszymi kultami i zwyczajami i stanie mocniejszą nogą, tam zjawia się żydostwo. (3 Gdy jeszcze zważymy, że poza chrześcijaństwem żydostwo mimo usiłowań nigdzie nie zdołało zapuścić trwalszych korzeni z wyjątkiem świata muzułmańsko-arabskiego, który rasowo i kulturalnie jest mu nawet bliskim, to wnioski ogólniejsze same się nasuwają: nieodstępność wzajemna chrześcijaństwa i żydostwa świadczy o wewnętrznych związkach między tymi dwoma światami. Ściśle mówiąc, jest to raczej jeden i ten sam świat. W tym świetle zatargi między żydostwem a chrześcijaństwem są raczej natury konkurencyjnej.

    Ale do wewnętrznych związków między żydostwem, a chrześcijaństwem nie potrzebujemy dochodzić aż tak daleką drogą. Mamy bowiem fakty. Mamy, że tak powiem – corpora delicti, których nie załatwi żadna kazuistyka wychowanków międzynarodowego Gregorianum. Mamy Stary Testament, tj. szereg ksiąg będących narodową literaturą żydowską i autorstwa niewątpliwie semickiego. Ten to Stary Testament wszedł wraz z nowym (rozmiarami mniejszym) do zbioru kanonicznego kościoła, czyli uważany jest przez kościół oficjalnie za natchniony, za dyktowany bezpośrednio przez Boga i powołany jako podstawa wierzeniowa. Jednocześnie ten sam Stary Testament za wyjątkiem „Pieśni nad Pieśniami”, która synagoga uznała za zwyczajny jurny romans ludzki, tę samą literalnie rolę odgrywa w judaizmie. Stąd jesteśmy w prawie mówić o duchowym pokrewieństwie chrześcijaństwa z judaizmem. Tym bardziej, że i reszta ksiąg kanonicznych kościoła, Nowy Testament, jest pochodzenia żydowskiego i na stary się powołuje. Tym bardziej wreszcie, że twórcy, propagatorzy i pierwsi teologowie chrześcijaństwa byli żydami i w tym charakterze wycisnąć musieli na chrześcijaństwie własne rasowe piętno.

    Ale zostańmy tylko przy Starym Testamencie. Księgi jego zaliczone zostały do świętych ksiąg katolicyzmu nie tylko w teorii. Miało to olbrzymie, decydujące znaczenie praktyczne. Z tym aktem bowiem księgi te wsiąkły w krew, w nerwy, w duszę kościoła. Ich teksty weszły jako część istotna w tzw. pacierze kapłańskie, we wszystkie nabożeństwa, nie wyłączając najważniejszego, mszy, we wszystkie bez wyjątku pisma oficjalnie aprobowanych ojców i doktorów kościoła, słowem w liturgię, w etykę, w teologię, w pastoralię, a stąd wsiąkały dzień w dzień w dusze wiernych, urabiając ich wierzenia i co najistotniejsze, ich światopogląd. Nawet Nowy Testament bez ksiąg Starego Testamentu straciłby grunt pod nogami. Nie ma żadnej przesady w twierdzeniu, że gdyby pewnego dnia usunąć Stary Testament z katolicyzmu nic by właściwie nie pozostało. P.E. Skiwski i p. J. Braun, którzy w swoim „antysemityzmie” powołują się na Tomasza z Akwinu, nie wiedzą zapewne o tym, że wszystkie dzieła tego pisarza są naszpikowane cytatami z narodowej literatury żydowskiej, że w wielu wypadkach główną jego podstawę dowodową Stary Testament. Jest bardzo niezręcznie powoływać się na Tomasza , gdy się chce być antysemitą. Jego profil duchowy (znane perypetie na tle erotycznym) ma cechy wybitnie semickie, zupełnie obce światu aryjskiemu. I z tego „duchowego Semity” robi się dzisiaj taran aryjskości, patrona antysemityzmu.

    Wobec prób zatuszowania związków wewnętrznych między chrześcijaństwem a żydostwem, podejmowanych na naszym gruncie w celu zatrzymania przy kościele mas skłonnych do narodowego odczuwania, musimy ciągle te notoryczne fakty przypominać. Ale tu są one nam potrzebne do tego, by wykazać, że chrystianizacja danego narodu pociąga za sobą nieubłaganie jego duchową judaizację. W mniejszym lub większym stopniu zależnie od natężenia procesów chrystianizacyjnych. Znaczy to, że rzeczy święte dla Żydów, stają się świętymi dla chrześcijan. Ideały chrześcijan utożsamiają się z żydowskimi.

    W Polsce dzięki szczególnie sprzyjającym warunkom w II połowie XVI i na początku XVII wieku ta chrystianizacja osiągnęła niebywale wielkie rezultaty. Tęgi kardynał Hozjusz, niezwykle sprytny dyplomata papieski Commendoni, prokościelna prokościelna polityka Stefana Batorego I Zygmunta III (który nadto był członkiem świeckiego zakonu Jezuitów), Jezuici, mrowie Jezuitów, umizgi szlachty do kościoła dla pozyskania go sobie w walce z tronem o władzę, takież umizgi tronu ku zakrystiom, by je zwrócić przeciwko szlachcie – wszystko to były okoliczności dla katolicyzmu tak pomyślne, że podobnych nie miał on w żadnym innym mocarstwie. Okoliczności te zostały znakomicie wykorzystane, czego wyrazem najdobitniejszym jest całkowita okupacja szkolnictwa przez Jezuitów, zmonopolizowanie wychowania narodu przez zakon najbardziej ze wszystkich międzynarodowy i rzecz znamienna – najbardziej zażydzony. Wojny kozacko-szwedzkie spowodowały znaczny upust krwi narodu i uczyniły go jeszcze mniej odpornym na ofensywę prowadzoną przez uczniów Ignacego Loyoli, który żałował, że nie jest Żydem…

    Chrystianizacjo-judeizacja polskiego społeczeństwa szła krokiem zdumiewająco szybkim. Posłuchajmy, co mówił w połowie XVIII wieku o nobilitacji Żydów przechrztów imć Rzewuski, jak usprawiedliwiał to na wielką skalę podjęte przelewanie posoki żydowskiej w naczynia słowiańskie: „Była przez jakiś czas konstytucja, ubezpieczająca szlachectwo każdemu Żydowi, przyjmującemu wiarę katolicką. Prawo pobożne, przeciwko któremu nie godziło się sarkać, gdyż zgodne było z gorliwością narodu chcącego wszelkimi środkami rozprzestrzeniać królestwo boże.” („Pamiętniki”).

    Tak wytresowali Rzewuskich Jezuici. Tak zabili w nich narodową godność i instynkt. Nauczyli ich, że prawo ma być pobożne, tj. kościołowi się wysługujące, nie narodowi. Że naród winien wszelkimi środkami rozprzestrzeniać nie swoje lecz „boże królestwo”, o którym wiemy, czym jest w praktyce. Odtąd już nas ta epidemia nie opuści. Mickiewicz strwoni siły i czas na wskrzeszanie mesjonizmu, idei genetycznie i organicznie żydowskiej, a tego opętania jedynym wynikiem będzie pogłębianie bierności w narodzie i zakłamanie generalne. Krasiński, który mówił o Mickiewiczu: ten „Żydek”, niesłusznie poniżając siebie, będzie arcychrześcijańskim poetą, plus catholique que le Pape, natomiast nic za nic narodowym, choć nie denary watykańskie, ale ziemia słowiańska i pot piastowskich kmiotków umożliwiały mu romanse i ciągłą peregrynację po świecie. Cieszkowski nie znajdzie innego tematu do swych prac, jak „Ojcze nasz” w czasie, gdy tego „Ojcze nasz” opiekun rzucał gromy potępienia powstańców polskich. A za nimi będzie kwasiła się i kwękała po chrześcijańsku cała plejada mniejszych orędowników interesów i ideałów niepolskich w każdym razie. Aż do Szczuckiej, naciągającej historię dla zrobienia miejsca swej tezie o konieczności poddawania prawosławnych w Polsce dekretom i mieszkom watykańskim. I aż to tych „nocy betlejemskich” i „pokojów dobrej woli” i tych miłości i sprawiedliwości, opiewanych nudnie i ckliwie na każde boże narodzenie prze prasę tzw. narodową, której ta narodowość nie przeszkadza, że jest przez Żydów kierowana.

    Jakże nie miało nastąpić duchowe zażydzenie. Chyba za cenę niechodzenia do szkół i kościołów, nieczytanie „narodowych wieszczów”! Ale jak można w Polsce nie chodzić do kościołów i nie czytać „narodowych wieszczów”!

    W tych warunkach względnie obronną ręką wychodzili analfabeci, chłopkowie, u których poza tym działały stare niewytępione doszczętnie wierzenia. Szlachcic a później inteligent przepadał w duchowym żydostwie. W szkole preparowano nam dzieje i literaturę ad usum delphini. W domu czytano wieszczów shebraizowanych. Inteligencja była atakowana ze wszystkich stron i jeżeli uciekała od deszczu, wpadała pod rynnę. Gdy więc inteligent zabawił się w laicyzm, mając dość wścibskiej, nudnej, chciwej zakrystii, to brali go w opiekę masoni, których ideały są kubek w kubek te same, co katolickie z tą tylko różnicą, że nie uznaje się tam kasty kapłańskiej, jako zawodowego rozdawcy łask bożych. Jeżeli zaś inteligent ominął szczęśliwie, czyhających nań „braci” z kielnią i młotkiem, to wpadał w objęcia radykałów z lewicy, budujących na Marksie, który jest również jednym z nielicznych mesjaszów żydowskich, tym razem nie powołujących się na dyktando Jehowy. I tu ideały są te same i z tego samego źródła i „sprawiedliwość”, „pokój”, „wolność”, „miłość” itp.

    ZAKOŃCZENIE.
    W ten sposób nasza wierzchnia warstwa zżydziała biologicznie i duchowo. Ze słowiaństwa pozostał język i bodajże nic więcej (czasem wąsy). I tej to warstwie przypadła rola odżydzenia Polski. Co za złośliwa ironia losu. To też nic dziwnego, że jakkolwiek się dużo krzyczy, Polska coraz więcej żydzieje – biologicznie i duchowo.

    Może wydamy się zbyt wielkimi pesymistami. Nie sądzimy jednak, patrząc na rzeczywistość. Prosimy zebrać kilkunastu inteligentów polskich, po jednym przedstawicielu z różnych zawodów i przedstawić mu sprawę. Odpowiedź będzie zdumiewająco jednolita, jakby wygłoszona pod jednym dyktandem, któremu oprzeć się nie sposób: – „ma pan rację. Wkrótce zostanie nam tylko język polski. I do niego zresztą już dobrali się Żydzi. Lecz nasze porachunki z nimi musimy załatwić kulturalnie. Nasza cywilizacja nasz charakter nie pozwala nam na barbarzyństwo”.

    Wszyscy tak odpowiedzą, bo wszyscy tkwią w tradycjach, w tradycjach, które z potomków rycerzy Chrobrego i Grunwaldu zrobiły duchowych eunuchów. A największą tragedią jest to, że owo eunuchostwo duchowe, zrodzone z minimalizmu propagowanego na ambonach, z „gorzkich żalów” i „godzinek”, z mdłego abstrakcyjnego humanizmu „braci” z kultu człowieka („Żyd jest także człowiekiem”), ze wzniosłości „nieśmiertelnych wieszczów”, owo – mówię – eunuchostwo duchowe uważa się nie za to, czym ono jest w istocie, nie za bierność, wegetację, małość, ale za szczyt człowieczeństwa. Non plus ultra.

    Czasy, jakie idą nic dobrego dla Żydów nie wróżą. To też Żydowie jakoby w przeczuciu nadciągającej burzy, ze sprytem sobie właściwym przedsiębiorą w obronie różnego rodzaju środki. Wspomnimy tylko o jednym, można powiedzieć aktualnym. Jak wiadomo prasa przez Żydów opanowana jest właściwie całkowicie. I tylko człek wielce naiwny dziwi się, gdy w redakcjach pism. Zwących się narodowymi (przez trzy r) spotyka Żydów niewątpliwych, a co już najmniej – niewątpliwych pół-żydów, dobrze zresztą czasem zakonspirowanych.

    A co oni tam robią? Oto właśnie co robią.

    Idzie o utrzymanie ruchu antysemickiego w granicach. Troszkę należy Ariom pofolgować. Ale nie tak dalece, żeby to zaszkodziło wybrańcom bożym, którzy niegdyś pasali kozy na wyżynach Engaddi.

    Rozumiemy, dlaczego tzw. ruch narodowy nic z miejsca w Polsce nie ruszył. I dlaczego na „Zadrugę” tak się ze wszech stron rzucono: i z katolickiej „Tęczy” i z Katolickiej Agencji Prasowej (Nowy Testament) i z „Wiadomości Literackich” (Stary Testament) i z proboszczowskiego „Głosu Narodu” i z „owieczkowego” „Dziennika Ludowego”, zewsząd padły na nas gromy i gromiki zgodne i wyśmiewki. Wiemy dlaczego. Bo „Zadruga” jedna nie pozwala utrzymać się w granicach, wytyczonych nad Tybrem (nie w Quirinale, ale niekoniecznie też w Watykanie, jest tam bowiem także Il Gesù i in Papa Nero), nad Sekwaną (loże kochanych „braci”), w Amsterdamie (ubikacje II międzynarodówki) i w Nowym Jorku (plutokracja żydowska). O prasie radykalnej (II międzynarodówka) nie ma co i mówić, ta się jawnie oddała na usługi Żydom.

    Ale, przyjaciele, mimo to kwestia żydowska będzie rozwiązana. Wiemy, gdzie są i jakie przeszkody istotne. Wiemy, jaki mamy cel przed sobą: Naród polski musi odnaleźć sam siebie. Garby, strupy i wrzody wyhodowane na jego ciele przez mejsonistów muszą zostać zoperowane. – Żydzi i ich adlatusy muszą opuścić Polskę albo zginąć.

    L. Ziemicki. (właściwie: Ludwik Gościński)

    (1 Patrz ostatnią interpelację w sejmie grupy poznańskich posłów w sprawie cofnięcia obywatelstwa Żydom z Sowietów.
    (2 Szczegóły o Frankistach patrz, prof. Graetz, ibidem str. 177-185, tom 8.
    (3 Zaznaczyć tu należy, że początkowo działo się odwrotnie i żydostwo torowało drogę chrześcijaństwu.

    __________________________________

    Świetny, interesujący tekst i niestety nadal aktualny. Dziękujemy za zamieszczenie.
    Dariusz Kosiur

    Liked by 1 osoba

  4. Klasyczny podział trójwładzy… ‚dziedzic, pleban i żyd..’ – i oczywiście ‚lud ciemny’ jako instrument władzy..
    Tak to pokazuje Reymont w ‚Chłopach’…

    Chłop odwala pańszczyznę przez tydzień- klnie i wali pięścią w stół…
    W niedzielę ‚motłoch’ ubiera świąteczne szaty i idzie na mszę – gdzie dostaje po łbie od plebana że grzesznik, i nieposłuszny i takie miejsce mu wyznaczył Bóg na ziemi…. Następnie pod nos dostaje tacę i musi uszczuplić swój budżet….
    Naładowany duchowo ‚motłoch’ wychodzi z kościoła i idzie do żyda – do karczmy….I tu może utopić swoje smutki we wódce i wydać ostatnią zarobioną tygodniówkę…. I okazuje się że chłop u żyda więcej wyda na wódkę niż u plebana…..
    Obecnie skutek tej trójwładzy jest taki sam tylko metody się zmieniły …

    Tak czy owak rząd, pleban, ‚karczma żydowska’ – to trzy metody na ‚chłopa katolika’….. Całą kasę zgarnia żyd…który ma rząd, plebana i wódkę…

    No ale byłbym zapomniał – krzyż i tak w tym wszystkim najważniejszy!

    Lubię

  5. Wojciech

    A ja wolę bez gaci, a z krzyżem na piersiach i z wiarą w sercu. Panie Kosiur, na podstawie nic nie znaczącego ruchu wyjących na krakowskim przedmieściu kojotow na czele z takimi mętami jak sendecki czy reszta tych pajacow osmieszajacych Kościół, wyciąga pan wnioski dotyczące ogółu wiernych Katolików. Widocznie nie jest pan w pełni świadomy, że znaczna czesc wiernych Kościoła jest mocna w wierze i silnie że sobą związana. Z góry odrzucają oni zydostwo i nauki je promujące, z tym że publicznie nie wypowiadają się przeciwko swoim pasterzom. Taka jest hierarchia i wewnetrzne waśnie nie mogą budzić zgorszenia. Pan porównuje pewną czesc niuswiadomionego społeczeństwa, które jest wiedzione na manowce przez tych uswiadomionych, co prowadzą swoje owce na manowce. Sa ludzie w Kościele, którzy dostrzegaja te problemy i usilnie starają się je prostowac. Starają się pomimo tak mocnego zglajszlachtowania narodu, zarażenia go judeochrzescijanstwem, protestantyzmem i ateizmem, próbują w trudnych warunkach nauczać i wyciągac wręcz za uszy kogo się da z tego panującego marazmu. Skoro wyciągnął pan następujący wniosek: judaizm pomaga w budowaniu narodu, a chrześcijaństwo szkodzi, to nic w pana przypadku prostszego. Proponuję wspólnie z pana kolegami z zreformowanego kahalu zawiadywanego przez pana Szenicera, spróbować rozpowszechniać kulture jidysz w naszym biednym i umeczonym kraju. To z pewnością przyspieszy odbudowie narodu, a i naród wybrany błogosławić będzie. Przypomnę tylko jeden fakt, że to dzięki chrześcijaństwu porzucilismy poganska kulture plemienna na rzecz poszanowania godności każdego człowieka. Żydzi, cyganie i podobne szatałajstwo nadal tkwi w swych przekonaniach plemiennych w epoce kamienia łupanego. I choćby stać ich było na złote maczugi i czapy z norek to nadal będą prymitywnym ludem że względu na swe neandertalskie przekonania. Kościół katolicki na naszych polskich ziemiach zawsze był takim dyskiem zapasowym dla całego systemu ustrojowego państwa. Kiedy ono upadalo w różnych wiekach, to jego wersja zapasowa, tak to nazwijmy, zawsze przechowywana była przez Kościół Katolicki. A zatem niech pan nie patrzy na KK przez pryzmat żydowskich kłamstw i ich usłuznych pobratymców. Pan Jezus dawno przewidział, że wejdą wilki między owce i to się dzieje odkąd założył Kościół na Ziemi. Pozdrawiam

    Lubię

    • Co prawda ten komentarz nie do mnie więc nie będę odnosił się do wszystkiego ale poruszę drobny wątek teologiczny…
      Jezus przewidział że wejdą wilki między owce,….ale nie powiedział że tu chodzi o kościól katolicki… – kolego nadinterpretujesz…
      …..żydzi cyganie i podobne szałatajstwo nadal tkwi w swych przekonaniach plemiennych….. – Kościół katolicki też tkwi…!

      Maryja to – zamina z bogini Izydy, Isztar, Diany…..to ta sama bogini
      Chrystus i Maryja w niebie to symbolika KK – Izydy i Seta….
      JHS – Izyda Horus Set..
      24 grudnia – boże narodzenie /gdzie śpiewają kolendy o12 w nocy i czuć wódą/ – to rzymskie saturnala – Mitra – święto przesilenia ku czci boga słońca – Ra.. -To .kompletnie nie ma nic z narodzinami Jezusa z Nazaretu..!
      Na środku placu św. Piotra stoi Siurek sprowadzony z Egiptu…- obelisk falliczny ku czci – Ra…. Tam chodzi w wielkanoc z kadzidłem biała kukła, która każe siebie nazywać ojcem świętym i odbiera boską cześć od ludzi..
      Na łbie naczelnika KK siedzi ‚mitra’ /taka dziwna czapka/ symbol Dagona starożytnego bóstwa – bóg-ryb….
      W Watykanie wewnątrz centralnej bożnicy siedzi posąg – niby – Piotra…A w rzeczywistości to posąg Zeusa,,., Tam chodzą katolicy i calują tą wyrzeźbioną kukłę z kamienia – w stopy….

      To jest żenada sprowadzanie ludzi do roli debili…

      Kolego – Bogu nie służy się ani nie czci się Go – ękami czy nogami jak gdyby czegoś od ludzi potrzebował..Nie czci się go gadźetami typu krzyż, sryz, paciorki /to z buddyzmu/, jekieś ćwiczenia fizyczne/to klękanie i wstawanie i machanie ręką po czole/. – albo neszenie jakichś drewnianych kukieł i klękanie przed nimi…..
      Kolego – to jest bąłwochwalstwo…
      Kler katolicki sprowadził ludzi do roli zwierząt….

      Ale dobra jak ktoś chce to ok…. jego sprawa – mnie nic do tego….
      Lecz gdy ta międzynarodowa chrześcijańsko-judeistyczna mafia chce dyktować innym życie, che grabić, znęcać się, i pluć ludziom w twarz – to nie można być w tej sytuacji biernym….

      Lubię

    • „Przypomnę tylko jeden fakt, że to dzięki chrześcijaństwu porzucilismy poganska kulture plemienna na rzecz poszanowania godności każdego człowieka” – jak wyglądało to „poszanowanie godności każdego człowieka” w wydaniu pobożnych chrześcijan obojętnie do jakiego odprysku nadjordańskiej psychozy należących to ludzkość miała okazję doświadczyć w ciągu 2 tysięcy lat, także ja już bardziej zdecydowanie wolę „pogańską kulturę plemienną” niż wymysły niepiśmiennych pasterzy z przed dwóch tysięcy lat…

      Lubię

  6. kempes

    popieram. precz z maryja,precz z wojtyła,precz z krzyzem i precz z katolicyzmem. to oszustwo. znam takiego od 10 lat. ciagle sie modli. nosił szkaplerz. czci maryje. i ciagle dostaje w tyłek. to fakt autentyczny. to jest matka. krołowa polski? co to za krolowa. wszystko drogie,debile u wladzy . to trak rzadzi królowa. ? skonczmy juz z ta rzekoma królowa. tylko racjonalne podejscie. a nie durnota i mistycyzm. kosciół tyle zbrodni. ksiutów. juz od sredniowiecza. chocby postac niejakiej marozji np. zgadzam sie z tym co na teraz powiedział pieczynski. popieram wasze felietony panie kosiur . pozdrawiam pana ziemińskiego i zgadzam sie z tymi komentarzami jangryko. super jest ten obrazek. te chrystus – dawaj nam krzyz a sam spierniczaj. dobrze ze sa ludzie jeszcze jak panowie. bo mylslalem juz ze prawie caly narod polski to matoły. czerpiacy wiedzie z durnej tv. i z niczego poza tym. ja byłem w licheniu i czestochowie. to lipa. kosciol nie umie zmienic czlowieka. znałem osobe ktora mimo chodzienia na pielgrzymki i zaangazowania w katolicyzm popelnila samobojstwo. juz wojtyły i maryji. pozdrawiam serdecznie

    Lubię

  7. Re: kempes…
    Ciekawy jestem w jaki sposob bedzie Pan w stanie rozroznic dobro od zla???
    ======================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

    Lubię

  8. kempes

    odpowiadam. zdrowym rozsadkiem. to wystarczy. by rozroznic dobro od zła – rozsadek wystarczy. nie potrzeba do tego ani teologii. ani filozofii. mam prywatna definicje np. teologii. co to jest teologia? to jest to co medrcy ,uczeni ,czy w ogóle ludzie- wydumali sobie na temat pana boga.

    Lubię

    • A ja dodam…jeszcze – sumienie i prawo w sercu – to znaczy nasze myśli które się oskarżają bądź biorą w obronę…Do tego żaden teolog lub klecha nie jest potrzebny…. Człowiek ma wszczepione w serce pojęcie dobra i zła..

      Już napewno takim azymutem nie jest KK czy jekaś tam religia…
      O…Franczesko – biała kukła Watykanu patriarchę kijowskiego wyświęcił do rangi niebios…a ten skurczybyk wyświęcił morderców i opraeców i banderowców ‚w imię boga’….
      Tylko jakiego boga….
      Pojęcie dobra i zła w religiach a szczególnie w KK – nie istnieje!

      Lubię

      • Ps..
        To co się dzieje obecnie na wschodniej Ukrainie – to – ‚wyświadczanie dobra’ ludziom, którzy tam mieszkają – przez Watykan i katolickich biskupów….A co tam się dzieje to już mówić nie będę….

        Lubię

  9. kempes

    w pełni popieram. dosc juz franciszkow ,janów pawłow i niby tych pasterzy. ktorzy sie napasli ,NASZYM KOSZTEM. głosza dyrdymały a sami gdy maja problem to sie zasłaniaja i uciekaja. i zamiataja pod dywanik. tak jak zawsze. kłada ludziom ciezary na ramiona – ale sami palcem ich nie dotykaja. juz takiego „pasterzowania”.

    Lubię

  10. Popieram p.Wojciecha,dlatego tak chca nam te wiare zniszczyc

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s