Kto przejął SKOK-i? Kto robi geszeft na Polakach?

635631503429750194 Na zamkniętych imprezach SKOK-u Wołomin bawił się wszelaki, lewo-centro-prawo, żydo-reżimowy element III Żydo-RP.
Kto zostanie złodziejem, na kogo padnie? Z pewnością geszefciarze ujdą cało, no i z kasą. – D.Kosiur

_______________________________

„Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”

Welcome to Kansas

„Zobaczyłam pana zdjęcie w »Kansas City Star« i chciałam zaprosić do odwiedze­nia naszych związków kredytowych” – za­proszenie tej treści trafiło w 1989 roku do Grzegorza Biereckiego, działacza NZS, który akurat bawił w Stanach Zjednoczo­nych. Pojechał tam na polecenie jednego z ówczesnych szefów NSZZ Solidarność, Lecha Kaczyńskiego, aby szukać amery­kańskich inwestorów zainteresowanych Polską.

Autorką zaproszenia była Betty Kernaghan, ambasadorka popularnego w krajach anglosaskich systemu kas po­życzkowych – credit unions. Zresztą idea nie była ani nowa, ani w Polsce niezna­na. Oparty na podobnym modelu system kas rozpowszechnił w czasie zaborów społecznik Franciszek Stefczyk. WII RP działało 3,5 tys. kas zrzeszających 1,5 min spółdzielców.

Po powrocie ze Stanów Bierecki złożył Lechowi Kaczyńskiemu raport, a ten po­wołał w Gdańsku zespół roboczy, w któ­rego skład weszli m.in. Bierecki i Adam Jedliński. W lipcu 1990 r. powstała Fun­dacja na rzecz Polskich Związków Kre­dytowych, a na czele rady stanął Lech Kaczyński. Pieniądze na rozruch dali Amerykanie – około 70 tys. dolarów jako wkład w fundację i równowartość 2-3 mln dolarów w formie szkoleń i know-how.

Pomysł chwycił. W1992 r. z inicjatywy gdańskich działaczy S w ustawie o związ­kach zawodowych pojawiły się zapisy po­zwalające na tworzenie kas pożyczkowych przy zakładach pracy. W całym kraju po­wstało kilkaset takich niezależnych od państwa podmiotów, a warto pamiętać, że sektor bankowy był wtedy państwowy. Z czasem mniejsze kasy zostały przejęte przez większe. Po fali nie zawsze dobro­wolnych przejęć zostało w całej Polsce tyl­ko 55 SKOK-ów, przy czym w największej grupie – powiązanych z Grzegorzem Biereckim Kas Stefczyka – jest ich tylko pięć.

W sieci

Od początku Bierecki i Jedliński potra­fili zadbać o dobre relacje z politykami. W 1995 r- ustawie regulującej raczkujący system Spółdzielczych Kas Oszczędnoś­ciowo-Kredytowych (powstała w kancela­rii, której wspólnikiem był Adam Jedliński) torował w Sejmie drogę Bogusław Kacz­marek, poseł Unii Pracy. Potem na wiele lat został szefem Stowarzyszenia Krzewie­nia Edukacji Finansowej, jednej z przybu­dówek systemu SKOK.

Ustawa spowodowała, że uczestni­ctwo poszczególnych kas w Kasie Kra­jowej stało się obowiązkowe !!! (w wyniku ustawy przyjętej przez sejm III Żydo-RP nastąpiło zawłaszczenie Kas D.Kosiur)

To dawało Biereckiemu, Jedlińskiemu i ich kolegom gwarancję, że nikt im w SKOK-ach nie podskoczy. Ponieważ Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych zaklepała sobie 75 proc. głosów na walnym zgro­madzeniu Kasy Krajowej, więc pozostali członkowie systemu SKOK mogli odgry­wać tylko role statystów.

Korzystając ze swego monopolu wła­dzy, ekipa rządząca Kasą Krajową zaczęła oplatać system kas siecią spółek świad­czących na ich rzecz usługi. Towarzystwo Finansowe SKOK dostarczało oprogra­mowanie, bankomaty i obsługiwało kar­ty wydawane przez SKOK. Spółka Apella organizowała dla kas akcje marketingowe i promocyjne (jej spółka zależna Fratria została wydawcą prawicowych, przy­chylnych PiS periodyków). Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SKOK zajmuje się lokowaniem nadwyżek finansowych spółek z systemu SKOK i członków kas. Firma Asekuracja obsługuje z kolei pro­cesy windykacyjne. A spółka Akademia prowadzona przez Fundację Edukacji Spółdzielczej organizowała obowiązko­we kursy i egzaminy dla menedżerów SKOK-ów. – Naciągali nas na pieniądze. Nie mieliśmy z tych szkoleń czy wspólne­go funduszu marketingowego większego pożytku – mówi były szef średniej wielko­ści SKOK-u z północy Polski.

Przy okazji wielu prominentnych działaczy systemu SKOK dorobiło się przyzwoitych pieniędzy, inwestując w nie­ruchomości, które następnie wynajmowa­li kasom na siedziby.

Prof. Adam Jedliński był także jed­nym ze współautorów ustawy o upadło­ści konsumenckiej, która otwierała przed SKOK-ami niezłe perspektywy, bo z uwa­gi na potężną sieć placówek zostały wy­typowane do obsługi finansowej osób wychodzących z bankructwa. Ustawa oka­zała się jednak na tyle skomplikowana, że mało kto z niej korzystał. Lepiej wyszły SKOK-i na ustawie antylichwiarskiej, która miała poskromić apetyt firm pożyczają­cych pieniądze na bardzo wysoki procent. Ustawa nie objęła jednak umów poniżej 500 zł, a właśnie takie mikropożyczki kil­ka lat temu cieszyły się w oddziałach kas wielkim wzięciem.

SKOK-i wymknęły się też unijnym dy­rektywom dotyczącym obowiązkowych minimów kapitałowych dla firm finanso­wych. Większość krajów UE wywalczyła sobie od nich rozmaite wyjątki; w Pol­sce zwolnienia przyznano państwowemu bankowi do zadań specjalnych, czyli BGK, i właśnie SKOK-om. Identyczne zwolnie­nia obowiązują w Irlandii i Anglii, gdzie system credit unions również jest rozbu­dowany i popularny.

Akcja likwidacja

W miarę jak SKOK-i rosły, miały coraz mniej wspólnego z modelem sąsiedzkiej i koleżeńskiej samopomocy finansowej. W okresie międzywojennym przeciętna kasa liczyła ok. 500 członków. Teraz to bli­sko 50 tysięcy. – W małej kasie działają­cej w kopalni czy hucie żaden „słup” nie dostałby kredytu. W dużych kasach wyło­wienie oszusta z masy dziesiątek tysięcy członków jest nieporównanie trudniejsze – mówi Marcin Święcicki, poseł PO, szef sejmowej podkomisji badającej niepra­widłowości w systemie SKOK.

Choć jeśli chodzi o model bizneso­wy i skalę działalności, SKOK-i zbliża­ły się do małych banków spółdzielczych, to nie miały obowiązku odkładania czę­ści pieniędzy na obowiązkowej rezerwie na kontach NBP i nie musiały przesadnie dbać o wysokość kapitałów własnych. Ko­misja Nadzoru Finansowego wymaga od banków minimum 12 proc. współczynni­ka wypłacalności (jeśli bank przyjął 100 min depozytów, to co najmniej 12 mln zł musi trzymać na kontach). W systemie SKOK-ów – nadzorowanym przez zarzą­dzającą systemem Kasę Krajową – wy­starczał 1 proc.

Jesienią 2009 r., gdy a lawa SKOK-ów przekraczały już 11 mld zł – koalicja PO-PSL uchwaliła nową ustawę, która wprowadza­ła nadzór KNF nad kasami i w konsekwen­cji ochronę powierzonych im depozytów gwarancjami BFG.

Nowe przepisy weszły jednak w życie z trzyletnim opóźnieniem. W listopadzie 2009 r. przedstawiciele Kasy Krajowej trzykrotnie odwiedzali pałac prezyden­cki. Przyjmował ich prawnik prezydenta, Andrzej Duda. Skutkiem tych wizyt było skierowanie nowej ustawy do Trybuna­łu Konstytucyjnego. SKOK-i dostały czas na dostosowanie się do nowych reguł gry.

Kilkadziesiąt godzin po tym, jak Lech Kaczyński posłał ustawę do Trybunału, rządząca Kasą Krajową Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych zosta­ła postawiona w stan likwidacji. Jej wart prawie 80 min zł majątek (nieruchomości wynajmowane m.in. Kasie Krajowej i TF SKOK oraz udziały w spółkach systemu SKOK) trafił do spółki Spółdzielczy Insty­tut Naukowy (SIN), której właścicielami są Grzegorz Bierecki, jego brat Jarosław i Adam Jedliński. Z informacji KNF wy­nika, że sowite zyski SIN (nawet kilkana­ście milionów złotych rocznie) trafiały do właścicieli w formie dywidendy.

To właśnie tymi przekształceniami włas­nościowymi ma się zająć gdańska AB W.

W ramach żonglowania majątkiem część aktywów systemu SKOK została przeniesiona do założonej w Luksemburgu spółki SKOK Holding. Tam powędrowa­ły też gigantyczne pakiety niespłacanych kredytów.

Pieniądze w Luksemburgu

Kiedy jesienią 2012 r. kasy objęto ostatecz­nie kuratelą KNF, okazało się, że 80 proc. z nich wymaga naprawy, część ma ujemny współczynnik kapitałów własnych (żeby wypłacić pieniądze z lokat, muszą naj­pierw je gdzieś pożyczyć), a co trzecia zło­tówka udzielona w formie kredytu może być nie do ściągnięcia. W radzie nadzor­czej Kasy Krajowej dominowali przedsta­wiciele kas, które same miały kłopoty (np. menedżerowie SKOK-u Wspólnota, któ­rego bankructwo kosztowało 800 min zł, i SKOK-u Wesoła, gdzie wprowadzono za­rząd komisaryczny).

Od tamtej pory na ratowanie SKOK-ów poszło już 3,6 mld zł. Większość na SKOK Wołomin, z którego – jak twierdzi proku­ratura – w ramach przestępczego procede­ru wyprowadzono setki milionów złotych. Mówiąc wprost – ukradziono.

Tylko ułamek strat pokryła Kasa Krajo­wa. Z funduszu stabilizacyjnego, w którym SKOK-i gromadziły pieniądze na czarną godzinę, przekazała niecałe 360 mln zł. Za to aż 3,2 mld zł wyłożyli klienci banków, finansujący poprzez bankowe opłaty Ban­kowy Fundusz Gwarancyjny. Nigdy dotąd w Polsce żadne bankructwo nie pociągnę­ło za sobą tak ogromnych kosztów.

W starym góralskim dowcipie baca bez skutku próbował sprzedać psa wycenio­nego na milion złotych. W końcu wymie­nił owczarka na dwa koty po pół miliona każdy. W latach 2012 i 2013 SKOK-i na potęgę sprzedawały pakiety przetermino­wanych kredytów do luksemburskiej spół­ki ASK Invest. Podobnie jak wspominany baca nie dostawały zapłaty w gotówce, tyl­ko koty w worku, a konkretnie w skryp­tach dłużnych, których wartość była brana z sufitu. Formalnie skrypty ASK Investu warte były ponad miliard złotych, co po­zwalało podciągnąć wyniki kas.

Inspektorzy Komisji Nadzoru Finanso­wego, którzy badają sprawozdania SKOK- ów, regularnie urealniają ich wartość w dół – w samym tylko 2013 roku o 433 min zł. KNF wylicza, że w ubiegłym roku sektor SKOK zanotował 126 min zł strat, a niedobór kapitałów własnych sięga 300 min zł, ale nasi rozmówcy z komisji pod­kreślają, że to wyniki wstępne, które mogą się zmienić po kolejnych inspekcjach. Ra­czej na gorsze niż na lepsze.

Recepty na szybkie rozwiązanie prob­lemu nie ma. W Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, w którym przez lata ban­ki (a ściślej ich klienci) odłożyli około 11 mld zł, zostało już tylko ok. 7 mld zł i BFG nie kwapi się do dalszej pomocy.

Marne wyniki finansowe i niedobory kapitałowe w kasach to jednak tylko jedna strona bilansu SKOK. Jest i druga. Z infor­macji KNF wynika, że w systemie są pie­niądze, które można by wykorzystać do podratowania kondycji kas. Luksembur­ski SKOK Holding, kontrolowany przez Kasę Krajową (należy do niej 80 proc. udziałów), który czerpie zyski z działalno­ści wspomnianej siatki okołoskokowych spółek i spółeczek, ma – według KNF – od­łożone około 140 min zł. Co się z tymi pie­niędzmi dzieje?

Jak wynika z uchwały o podziale nad­wyżki finansowej za 2013 rok, Kasa Kra­jowa dostała w ramach dywidendy ze SKOK Holding około 2 min zł. Za to Spół­dzielczy Instytut Naukowy braci Biereckich i Adama Jedlińskiego otrzymał 3 min zł. Biereccy, jak wynika z ich oświad­czeń majątkowych (Grzegorz jest senato­rem, kandydował z ramienia PiS, obecnie jest zawieszony w prawach członka klubu parlamentarnego tej partii, jego brat jest radnym sejmiku województwa pomor­skiego), czerpią z systemu SKOK po kil­ka milionów złotych rocznego dochodu. Zyski zostały sprywatyzowane, straty znacjonalizował BFG!!!

autor: Belgum

za: http://pis-da.blogspot.com/2015/05/najwiekszy-skok-iii-rp.html

tytuł, wytłuszczenia i podkreślenia: redakcja WPS

______________________________________

Reklamy

3 Komentarze

Filed under Bez kategorii

3 responses to “Kto przejął SKOK-i? Kto robi geszeft na Polakach?

    • No…no… globaliści odchodzą…. zamiast 100 m jachtu dostają na odchodne 2m desek…i to musi wystarczyć na resztę leżenia…….
      Jednak życie co nie co weryfikuje….aj waj gewałt….

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s