Marian Seyda na Święto Niepodległości

SeydaNa kolejny 11 Listopada proponujemy mało znany tekst Mariana Seydy – wybitnego endeka, członka Komitetu Narodowego Polskiego, bliskiego współpracownika Romana Dmowskiego, w II RP ministra spraw zagranicznych, w okresie II wojny światowej ministra prac kongresowych, a po wojnie niestrudzonego bojownika o ostateczne uznanie granicy Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej.

 

Tekst ten (delikatnie uwspółcześniony, jeżeli chodzi o pisownię), pisany w lipcu bądź sierpniu 1917 r. pokazuje jasno, że choć było wiele dróg, którymi Polacy pragnęli dojść do niepodległości, to tylko jedna była słuszna i skuteczna. Te inne jej nie uzupełniały. Przeciwnie – stanowiły dlań przeszkodę. Dedykuję to przemyślenie PT Czytelnikom, w Dzień Niepodległości, w którym n-ty raz usłyszałem, że marszałek Piłsudski dał nam wolność (DAŁ – a więc nie tylko było to jego osiągnięcie, ale i wola, a w istocie wspaniałomyślność wobec Polaków!), zaś p. prezydent RP udał się do Białej Podlaskiej na uroczystość nadania jednemu z rond imienia Pierwszej Brygady Komendanta Józefa Piłsudskiego. Fakt kompletnego niezrozumienia roku 1918, ale i 1914 w naszym kraju, jest jednym z powodów, dla którego Polska wygląda tak, jak wygląda.

Adam Śmiech
Dr Marian Seyda

 

ZWYCIĘSTWO PROGRAMU ZJEDNOCZENIA I NIEPODLEGŁOŚCI

Pierwsze półrocze, niedawno upłynione, włącznie z miesiącem lipcem, który to okres w stosunku do sprawy polskiej objąć pragniemy niniejszym zeszytem Przeglądu Polskiego, scharakteryzować można krótko, jednym zdaniem, że przyniosło ono zwycięstwo programu zjednoczenia i niepodległości Polski, – zwycięstwo zarówno na gruncie Ententy, jak w kraju.

Podniesienie tego programu po raz pierwszy przez sternika potężnego mocarstwa, wówczas jeszcze neutralnego, i to podniesienie go do wysokości światowego dogmatu politycznego, pozostanie nieśmiertelną zasługą prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Wilsona. Słowa jego o Polsce, wypowiedziane w orędziu do senatu amerykańskiego z dnia 22 stycznia r. b., miały znaczenie nie tylko ogólnoideowe, lecz bezpośrednio praktyczno-polityczne, – raz, dla samych Polaków w stosunku zarówno do zachodnich państw sprzymierzonych, jak do Rosji, po wtóre, dla wspomnianych mocarstw zachodnich wobec Rosji, wreszcie dla Rosji samej.

Politycy polscy, stojący od początku wojny bezwzględnie po stronie aliantów, a działający w Anglii, we Francji, we Włoszech, względnie w kierunku tychże państw, mieli jako cel swego działania od dawna wytknięte zjednoczenie ziem polskich w państwo niepodległe, ale wzgląd na liczenie się zachodnich mocarstw z ówczesną reakcyjną Rosją zniewalał polityków polskich do umiejętnego stopniowania posunięć w kierunku niepodległości, do pewnej dyskrecji w propagandzie jawnej, odbywającej się na szerokiej podstawie. Ewolucja polityki polskiej w stosunku do Anglii, Francji i Włoch doszła już była do takiego punktu dojrzałości, że rozsadzała węzły, dotąd ją krępujące, – gdy padły słowa Wilsona i lapidarną swą siłą wzmocniły i utrwaliły podstawę akcji polskiej. Oświadczenie prezydenta Stanów Zjednoczonych rozwiązało także w poważnej mierze ręce politykom polskim w samej Rosji, znajdującym się w znacznie jeszcze trudniejszej od tamtych sytuacji: teraz rozszerzono postulat państwowości jawnie do ram programu niepodległościowego. Nie mniejszą przysługę wyświadczył Wilson rządowi angielskiemu, francuskiemu i włoskiemu, dostarczając im w sprawie polskiej ważkiego argumentu w stosunku do Piotrogrodu, a mianowicie możności powołania się na głos kierownika potężnego mocarstwa amerykańskiego, ku któremu szczególnie wytężony był wzrok dyplomatów ententowych. Ostatecznie ustęp wilsonowskiego orędzia o Polsce musiał oddziałać bezpośrednio na umysły w samej Rosji, przynajmniej na te umysły, które w kilka tygodni później stanąć miały na czele Rosji nowej.

Gdy w pierwszej połowie marca wybuchła rewolucja rosyjska i do władzy doszedł Rząd Tymczasowy z dużą przewagą czynników liberalno-kadeckich, zachodziło pytanie, czy zwycięży stary, ciasny, autonomiczny program rozwiązania sprawy polskiej, czy też z nowego ducha rewolucyjnego zrodzona i do Polski zastosowana idea wolności i niepodległości narodów. Szala przeważyła na rzecz niezawisłości Polski. Zaznaczyła się bowiem presja w tym kierunku rosyjskich żywiołów radykalnych, które, jak Kiereński, obecnie minister, już w czasie rządów reakcji oświadczyły się były za niepodległością Polski, a które w znacznej mierze zgrupowały się w petersburskim Wydziale delegatów robotniczych i żołnierskich; niemniej weszło w rachubę silne oddziaływanie polityki angielskiej. Dość, że rosyjski Rząd Tymczasowy wystąpił dnia 30 marca n. st. z proklamacją do narodu polskiego, która przyznaje mu „całą pełnię prawa stanowienia o swoim losie własną wolą”, oraz zapowiada „stworzenie niepodległego państwa polskiego, utworzonego ze wszystkich ziem, zaludnionych w większości przez naród polski”. Nie zamierzamy zatrzymywać się przy końcowym warunku tej zapowiedzi ani przy innych zastrzeżeniach szczegółowych proklamacji, jak wskazanie na „wolne wojskowe przymierze z Rosją”, pozostawienie „rosyjskiemu konstytucyjnemu zgromadzeniu ostatecznego potwierdzenia nowego bratniego przymierza i udzielenia swojej zgody na te zmiany w terytorium państwowym Rosji, które niezbędne są dla utworzenia wolnej Polski z wszystkich trzech obecnie rozdzielonych jej części” itp.; głos bowiem decydujący w sprawie rzeczywistego ukształtowania przyszłego państwa polskiego będzie miała konferencja pokojowa. Istotą proklamacji rosyjskiej jest jej opowiedzenie się za zjednoczeniem i niepodległością Polski, przypieczętowane imiennymi podpisami wszystkich członków Rządu Tymczasowego. Fakt to przełomowy w stosunku Rosji do Polski i Polski do Rosji, fakt olbrzymiej doniosłości dziejowej, fakt, oznaczający zapoczątkowanie zupełnie nowego okresu w rozwoju sprawy polskiej na terenie Ententy.

Dla zachodnich państw sprzymierzonych upadł ostatecznie szkopuł, który im dotąd zakazywał wyznać w kwestii polskiej, głośno to, co było ich wewnętrznym przekonaniem. Z Londynu, Paryża i Rzymu poszły do Piotrogrodu depesze, o których opublikowany został komunikat oficjalny, że „sprzymierzeni pragnęli stwierdzić wobec opinii publicznej i wobec całego narodu polskiego, iż czują się solidarnymi z Rosją w myśli przywrócenia do życia Polski w jej całości”, w myśli „powołania Polski do niepodległości i zjednoczenia.”

Zaledwie wszakże zdołali alianci z zachodu położyć w tej formie gratulacyjno-kurtuazyjnej żyro swe na obietnicy, zrobionej Polsce przez ich odmłodzonego sprzymierzeńca wschodniego, gdy rozwój wypadków wewnętrznych w kraju tegoż sprzymierzeńca stoczył się z torów rewolucji zorganizowanej na bezdroża anarchicznego chaosu, grożące Rosji katastrofą, obozowi całej Ententy w większym lub mniejszym stopniu bezsilnością ich ofensywy, Polsce zaś ewentualnym rozbiciem się nadziei na pełne zjednoczenie. Zdawało się na razie, że z odmętów chaosu wydobyło Rosję przyciągnięcie w większej liczbie socjalistów do zreorganizowanego Rządu Tymczasowego, a przede wszystkim postawienie na czele ministerstwa wojny Kiereńskiego, człowieka, posiadającego zaufanie szerokich mas ludowych, a zarazem duży temperament i energiczną dłoń. Żądaniu jak najwcześniejszego pokoju ze strony skrajnych elementów rosyjskich, i to pokoju bez aneksji i bez odszkodowań, przeciwstawili się kategorycznie alianci. Uczynił to pierwszy – rząd Stanów Zjednoczonych A. P., tych samych Stanów, dla których obalenie przez rewolucję starego porządku rzeczy w Rosji było warunkiem udziału w wojnie po stronie koalicji mocarstw demokratycznych. „Frazesami rezultatu osiągnąć nie można” – odparł Wilson i przeciwstawił hasłu: „pokój bez aneksji i bez odszkodowań” – program aneksji oraz odszkodowań, ale wyłącznie na korzyść wolności uciśnionych narodów i celem naprawienia szkód rzeczywiście wyrządzonych. Rządy zaś Anglii, Francji i Włoch dały praktyczną ilustrację tego programu, przypominając rosyjskiemu Rządowi Tymczasowemu – własne jego zobowiązania wobec Polski. A zjednoczenia Polski niepodległej, zaprawdę, „nie można osiągnąć frazesami”, jeno żelazem i krwią. Zdecydowana postawa Stanów Zjednoczonych, Anglii, Francji i Włoch oraz energiczne zabiegi Kiereńskiego miały ten skutek, że dnia 1 lipca rozpoczęła się ofensywa rosyjska. Już wszakże gangrena anarchistyczna, dzieło maksymalistów, a bardzo często zakapturzonych agentów niemieckich, zbyt głęboko była się wgryzła w organizm społeczeństwa rosyjskiego, a przede wszystkim armii, by ta ostatnia nie była miała wypowiedzieć wkrótce wodzom posłuszeństwa i na widok kontrofensywy austro-niemieckiej rzucić się w popłochu do ucieczki. Rosja stanęła nad krawędzią przepaści. Ma ją uratować „dyktatura rewolucyjna”, na którą zgodził się nawet Wydział delegatów robotniczych i żołnierskich. Czy dyktatura ta przy pomocy kary śmierci, wskrzeszonej na froncie, i tym podobnych środków radykalnych, zdoła zapanować nad sytuacją, okażą najbliższe tygodnie. Pewne objawy naprawy stosunków są już niewątpliwie widoczne.

Lecz wróćmy do terenu Ententy zachodniej, by śledzić w dalszym ciągu ewolucje sprawy polskiej. Akcja polityków polskich szła konsekwentnie w tym kierunku, by przekonać Londyn, Paryż i Rzym o konieczności stworzenia – w interesie tychże państw sprzymierzonych – Polski nie tylko zjednoczonej i niepodległej, ale wielkiej, mocarstwowej, z dostępem do morza, z Gdańskiem, zdolnej istotnie do odegrania w środku Europy, między Niemcami a Rosją, roli „pierwszorzędnego czynnika równowagi europejskiej”, jak się wyrazili Asquith i Briand. Pod wpływem wspomnianej akcji systematycznej padły w ostatnich miesiącach z ust przedstawicieli rządów państw zachodnich słowa doniosłe. I tak oświadczył się angielski kanclerz skarbu, Bonar Law, zastępca Lloyd George’a w Izbie Gmin, w mowie swej tamże wygłoszonej, za Polską „silną i niepodległą” i wyraził „nadzieję że po wojnie Wielka Brytania będzie złączona z Polską węzłami ścisłej przyjaźni”. Włoski minister spraw zagranicznych, Sonnino, nazwał w parlamencie rzymskim zjednoczenie Polski niepodległej „jednym z celów tej wojny światowej”; francuski podsekretarz stanu, Denys Cochin, przemawiając na uroczystości w Sorbonie ku czci Polski imieniem rządu, stanął na gruncie postulatu Polski „niepodległej, udzielnej, zjednoczonej, z dostępem do morza”; uprzednio zaś już, w Piotrogrodzie, na solennym posiedzeniu Polskiego Komitetu Narodowego, złożył minister francuski Thomas deklarację, również imieniem rządu, że rząd i naród francuski „chcą zjednoczenia, niepodległości, siły i wielkości Polski”. Ponadto dał rząd francuski dowód, że uznaje zasadę niepodległego państwa polskiego nie w samej tylko teorii, powodując wydanie dekretu o tworzeniu samodzielnej armii polskiej we Francji.

Dość, że widzimy na terenie wszystkich państw sprzymierzonych – począwszy od Waszyngtonu, poprzez Londyn, Paryż i Rzym aż do Piotrogrodu – stanowcze zwycięstwo programu zjednoczenia i niepodległości, i to przynajmniej na zachodzie, szeroko zakrojonego. Rzecz inna, że celem polityki polskiej musi być uzyskanie od Ententy zachodniej zapewnienia oficjalnego, że program ten stanowi nie tylko moralny jej dezyderat i hasło jej polityczne, lecz ponadto wyraźnie jeden z bezwzględnych jej celów wojennych.

Takiemu rozwojowi sprawy polskiej w obozie aliantów towarzyszył nie postęp, ale całkowity zastój kwestii polskiej w sferze polityki państw centralnych.

Polityka niemiecka i austriacka, a szczególnie ta pierwsza, zmierzała do największego zaangażowania społeczeństwa polskiego na rzecz mocarstw środkowych, a przeciwko koalicji – kosztem możliwie jak najmniejszych koncesji na rzecz Polaków. Królestwu zaofiarowano akt 5 listopada w nadziei, że ogół polski przejdzie zdecydowanie do obozu mocarstw centralnych, rzucając na ich szalę swój głos polityczny oraz swój czyn wojskowy, że równocześnie będzie można urzeczywistnianie zapowiedzi, zawartych w proklamacji austro-niemieckiej, dyplomatycznie przeciągać, pozostawiając je przeważnie w dziedzinie teorii, a zachowując faktyczną władzę we własnym ręku, to jest przede wszystkim w ręku niemieckich władz okupacyjnych. Ale w zasadzkę tę wpadła tylko mała część społeczeństwa. Cała reszta, choć różnym językiem, oświadczyła to samo: po słowach – czekamy czynów! Mieli Niemcy w rzeczy samej sposobność czynami zadokumentować swe intencje, przekazując choćby część władzy – powołanej przez siebie do życia Tymczasowej Radzie Stanu. Miast tego skazywali Radę Stanu z miesiąca na miesiąc na coraz większą niemoc, równocześnie wyżyłowując kraj do ostateczności bezwzględnymi rekwizycjami i doprowadzając szerokie masy ludności, przynajmniej w miastach, niemal do rozpaczy. Pierwotny instynkt nieufności tychże mas do Niemców przekształcił się w uczucie powszechnej nienawiści.

Z tym rozwojem stosunków wewnątrz kraju zbiegł się wybuch rewolucji rosyjskiej i wystąpienie jej Rządu Tymczasowego z proklamacją, głoszącą niepodległość i zjednoczenie Polski. W umysłach żywiołów lewicowych, którym antagonizm wobec Rosji carskiej i czynowniczej kazał był stanąć po stronie państw centralnych i w szeregach Tymczasowej Rady Stanu, dokonał się zupełny przewrót wszystkich dotychczasowych pojęć politycznych: Rosja, wczoraj ich wróg tradycyjny, stała się dzisiaj ich sprzymierzeńcem, siostrzycą, z którą socjalistów polskich tyle łączy wspólnych ideałów, wspólnych wspomnień i wspólnych działań. A równocześnie Niemcy, wczoraj sojusznik w zmaganiu się z caratem, – dzisiaj przeciwnik w walce z Rosją rewolucyjną i zarazem ciemiężca Polski, tłoczący ją ciężką dłonią, uzbrojoną w żelazo, żyjący kosztem głodu ludu polskiego. Stało się to, co było nieuniknionym: stronnictwa lewicowe, jedno po drugim, wycofały się z bezsilnej i chwiejnej Tymczasowej Rady Stanu, przechodząc do zdecydowanej wobec niej opozycji, a do walki bez zastrzeżeń z rządami niemieckimi w kraju. Zadokumentowano ją oporem legionistów przeciwko przysiędze na braterstwo broni z armiami Niemiec, Austro-Węgier i ich sprzymierzeńców, na co władze niemieckie odpowiedziały internowaniem „zbuntowanych” legionistów, rewizjami, aresztowaniami, uwieńczonymi ujęciem i wywiezieniem do Niemiec Piłsudskiego, twórcy i organizatora ruchu wojskowego wśród młodzieży polskiej.

Niezależnie od tego fermentu, który szerokie opanował sfery i, nie pozbawiony także radykalizmu społecznego, przybrał znamiona politycznego wrzenia rewolucyjnego, – Międzypartyjne Koło Polityczne, reprezentujące dużą większość społeczeństwa, coraz silniej podkreślało pozytywne postulaty narodu polskiego: żądanie zjednoczenia i niepodległości Polski z dostępem do morza. Proklamacja rosyjskiego Rządu Tymczasowego oraz deklaracje rządów zachodnioententowych musiały utwierdzić Koło Międzypartyjne w przeświadczeniu, że wysuwanie tego programu, i tylko tego programu, jedynie jest słuszne, odpowiada bowiem zarówno aspiracjom narodu polskiego, jak nie mniej realnym koniunkturom polityki międzynarodowej.

Dokoła tego samego programu zjednoczenia i niepodległości skupił się w zaborze pruskim cały zdrowy i rozumny ogół polski. Kurczowe wysiłki szczupłego grona ugodowców nie zdołały społeczeństwa zwieść zgoła z właściwej drogi politycznej. Nie zachwiała też jego postawą zapowiedź zniesienia ustawy o wywłaszczeniu, której stosowania boją się Niemcy konserwatywni we własnym interesie, dalej zapowiedź nieuchwytna bliżej nieokreślonych ułatwień językowych oraz również enigmatycznie brzmiącego, łagodniejszego stosowania noweli osadniczej. Ogół polski w zaborze pruskim zdaje sobie jasno z tego sprawę, że zbawienia tej najstarszej a najbardziej zagrożonej dzielnicy polskiej nie w tego rodzaju szukać należy „koncesjach”, lecz w przynależności jej przyszłej do państwa polskiego. O to zbawienie w zjednoczonej, wolnej ojczyźnie zanosiły tysiączne tłumy ludu polskiego podczas procesji Bożego Ciała w Poznaniu i na prowincji – wbrew istniejącym zakazom policyjnym i mimo stanu wojennego – błaganie zbiorowe: „Ojczyznę, wolność, racz nam wrócić Panie!”

Jeżeli zabór pruski jest tą dzielnicą, której opinia polityczna w trakcie wojny najmniejszym uległa wahaniom, to powiedzieć należy odwrotnie, że największa ewolucja dokonała się w zaborze austriackim. Po roku 1915, roku N.K.N.-owej wszechwładzy i N.K.N.-owego zaślepienia, nastąpił był rok 1916, rok otrzeźwienia i wyzwalania się opinii, a zarazem klęski polityki N.K.N.-owej w dniach listopadowych, rok zaś bieżący przyniósł zupełne bankructwo wspomnianego obozu politycznego, a przebicie się poprzez zapory terroru i wydobycie się na jaw szerokim prądem zdrowej myśli narodowej, w następstwie zaś tego zwycięstwo programu Polski zjednoczonej i niepodległej z wolnym dostępem do morza.

Złożyły się na to wszystko różne czynniki: wzorem niemieckiej rekwizycji w Królestwie – niemiłosierna eksploatacja Galicji przez władze austriackie; świadomość myślących kół społeczeństwa, że Austria militarnie, a stąd i politycznie zależną jest od Niemiec, czego najlepszym dowodem, że akt listopadowy przyniósł nie austriackie, lecz niemieckie rozwiązanie sprawy polskiej; nierealizowanie przez rząd pisma odręcznego cesarza Franciszka Józefa o rozszerzeniu autonomii Galicji; – z drugiej zaś strony: reakcja w społeczeństwie przeciwko polityce „brudnych dróg” oraz uzależnianiu polskiej polityki od względów wiedeńskich i w ogóle od interesów mocarstw centralnych; – ostatecznie to samo, co w Królestwie: wystąpienie Wilsona, rewolucja i proklamacja rosyjska oraz deklaracje w sprawie polskiej zachodnich mocarstw ententowych.

Dość, że z okazji zwołania parlamentu prąd odrodzenia zniósł politykę N.K.N.-ową, porywając pod sztandar zjednoczenia i niepodległości, przy którym przedtem gromadziły się poufnie tylko najbardziej samodzielnie myślące żywioły, obecnie szerokie sfery inteligencji, nie mniej najszersze masy ludowe. Prąd ten potoczył się z taką żywiołową siłą, że w pamiętnych dniach majowych w Krakowie zamknął usta zwolennikom dawnych metod i doprowadził wielki program narodowy, do triumfu w jednomyślnej uchwale Sejmowego Koła Polskiego. Prawda, że ci, którzy tylko pod presją opinii publicznej nagięli się do woli ogółu, nie dali za wygraną i znowu podnieśli głowę w Wiedniu zarówno jak w Krakowie, ale na straży dobra narodowego stoi dziś już siła zorganizowana w postaci Związku Międzypartyjnego, z udziałem narodowych demokratów i ludowców, nie mniej z udziałem centrowców-podolaków i pokrewnych im żywiołów zachodniogalicyjskich, wspólnie skupionych w nowo utworzonym Zjednoczeniu Narodowym, ostatecznie z udziałem posłów śląskich. A nadmienić należy, że sprawa Śląska Cieszyńskiego odegrała w rozwoju myśli politycznej w Galicji rolę bardzo poważną. Socjaliści idą własną drogą: nie dość jeszcze zdecydowani co do pozytywnej strony programu narodowego, solidaryzują się ze Związkiem Międzypartyjnym w opozycji wobec polityki N.K.N.-u.

Ażeby dać obraz całkowity, stwierdzimy jeszcze krótko, że i wśród Polaków w Rosji obecnie się znajdujących postulat zjednoczenia, niepodległości i dostępu do morza stanowi dominantę myśli i dążeń politycznych. Nie można tego wprawdzie powiedzieć o sternikach Komitetu Demokratycznego, ale już przynależący do tego obozu wojskowi- Polacy głosowali na zjeździe w Piotrogrodzie jednomyślnie za rezolucją, obejmującą postulat powyższy, a reszta ich kolegów innych kierunków politycznych, czyli dwie trzecie delegatów wojskowych, zamanifestowała gotowość walczenia o tę ideę do upadłego w polskich szeregach Wojskowych. Nie potrzebujemy dodawać, jakie są przekonania szerokich sfer wychodźców wojennych, stojących na politycznym stanowisku Komitetu Narodowego i Kół Polskich.

Wśród rodaków naszych w Ameryce skupiało się dokoła sztandaru Polski zjednoczonej i niepodległej od samego początku wojny dziewięć dziesiątych Polonii tamtejszej. Dzieje się to dziś, po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Stany Zjednoczone, więcej niż kiedykolwiek. Dowodzi tego najlepiej pittsburska uchwała Kongresu Związku Sokołów, by do życia powołać stutysięczną armię ochotniczą.

Widzimy przeto zwycięstwo programu zjednoczenia i niepodległości w społeczeństwie polskim na całej linii. Podkreślamy: realnego programu, bo ideału, w nim ucieleśnionego, nie wypiera się i owa skromna, bardzo skromna część społeczeństwa, nie mogąca myślą podążyć za szybkim rozwojem sprawy polskiej na terenie polityki międzynarodowej.

Marian Seyda
(Przegląd Polski, Zeszyt 5, Styczeń-Lipiec 1917 r., s. 3-12)

za:http://jednodniowka.pl/news.php?readmore=577

 

15 Komentarzy

Filed under Bez kategorii

15 responses to “Marian Seyda na Święto Niepodległości

  1. Pingback: Marian Seyda na Święto Niepodległości | Pekok Antylichwiarz

  2. monarchistaNarodowy

    Coś dla głupich gojów widzących w Putinie rosyjskiego patriotę i zbawcę Słowian:

    http://wolna-polska.pl/wiadomosci/putin-boney-m-parodia-2015-11

    Polubienie

  3. julius

    „Einstmals – ich glaub’ im Jahr des Heiles Eins –
    sprach die Sibylle, trunken sonder Weins:
    “Weh, nun geht’s schief!
    Verfall! Verfall! Nie sank die Welt so tief!
    Rom sank zur Hure und zur Huren-Bude,
    Roms Cäsar sank zum Vieh, Gott selbst – ward Jude!

    Fryderyk Nietzsche („Also sprach Zaratustra”)

    Kiedyś – zdaje się, że było to w roku Odkupienia Pierwszym
    Rzekła Sybilla, pijana nie z wina:
    Biada nam, teraz wszystko pójdzie na opak.
    „Upadek widzę ja. Nigdy świat nie upadł tak nisko.
    Rzym nierządnicą stał się i nierządnic budą.
    Rzymski Cezar poniżył się do rzędu bydlęcia, Bóg nawet stał się Żydem”.

    Fryderyk Nietzsche („Tako rzecze Zaratustra”)

    Polubienie

  4. monarchistaNarodowy

    Domyślam się że rebe Kosiur i Ziemiński(razem ze stała grupą tutejszych klakierów/trolli) zbanują mnie jak wtedy kiedy zabrakło im argumentów by zaprzeczyć tym faktom. Autorzy tej strony aby uwiarygodnić się w oczach grupy otumanionych patriotów sami upozorowali jej wcześniejsze przejęcie przez rzekomo wrogich im syjonistów – takich dyżurnych pseudopatriotów międzynarodowy żyd ma u nas na pęczki. Żyda zawsze demaskuje chorobliwa nienawiść do świętej wiary katolickiej(tej prawdziwej przedsoborowej) a co za tym idzie i do monarchii jedynego prawego systemu politycznego jaki został dany nam przez Boga. Polska była w czasach swej świetności monarchią katolicką i w przyszłości te czasy powrócą.

    Polubienie

    • ” Żyda zawsze demaskuje chorobliwa nienawiść do świętej wiary katolickiej(tej prawdziwej przedsoborowej) a co za tym idzie i do monarchii jedynego prawego systemu politycznego jaki został dany nam przez Boga. Polska była w czasach swej świetności monarchią katolicką i w przyszłości te czasy powrócą.” – takiej niewyobrażalnej głupoty w dwóch zdaniach nie widziałem już dawno, po pierwsze żadna „wiara” nie jest święta, to wymysł waszych chorych, zaczadzonych nadjordańską dżumą umysłów, chcących aby bliskowschodnia, tępota umysłowa była postrzegana jako coś wyjątkowego, prawdziwego i nietykalnego, a takim nie jest. Po drugie monarchia, nadjordański krzyżowcu, klonie „toronto”, nie jest jedynym „prawym” systemem, a już na pewno nie danym przez Boga, no chyba że tego z nad Jordanu, żydowskiego, pustynnego, podżegacza wojennego i psychopatę. Monarchie, szczególnie te absolutne, często we współpracy z rzekomo świętymi i nieskazitelnymi religiami były budowane, często na stosach trupów, ucisku, wyzysku i terrorze, współczesny przykład, monarchie zatoki perskiej, Arabia Saudyjska choćby. Także monarchiom już serdecznie dziękujemy. Silna władza centralna tak, ale królom, cesarzom i ich dworom oraz innym tego typu pasożytom, dziękujemy za współpracę.
      Po za tym państwo nie jest własnością tylko katolików, państwo to dobro wspólne i ma reprezentować interesy wszystkich jego obywateli, bez względu na przynależność wyznaniową a nie tylko wąskiej kasty religijnych popaprańców.
      Aha i jeszcze jedno, kogo macie zamiar wybrać na króla Polski? Pewnie jakiegoś żydka…

      Polubione przez 2 ludzi

    • Konrad

      Kolejny „prawdziwy” Polak, który jest tak zniszczony przez raka katolickiego, ze nie zdaje sobie sprawy z oczywistego faktu, ze chrześcijaństwo – i wszelkie jej późniejsze i obecne odmiany (katolicyzm, protestantyzm, baptyzm, prawosławie, itd) – to religia wymyślona przez Żydów, głownie tzw. „Sw. Pawła” ponad 2 tysiace lat temu.

      Ten niby jedyny prawdziwy bóg, którego tacy katolicy i inni chrześcijanie nazywają z głupia frant „Panem Bogiem”, to plemienne zawistne bóstwo żydowskie zwane Jahwe. (Jak zawistne i jak mordercze można się samemu zawsze przekonać czytając Stary Testament, wyjątkowo ponura i przygnebiająca lekture, ale trzeba ja czytać, żeby zrozumieć obecny horror na świecie.)

      Ta kuriozalna mania odmawiania przyjęcia oczywistych faktów jest jednak typowa dla ludzi terminalnie chorych, w tym przypadku terminalnie chorych umysłowo. (Choć są chwalebne wyjątki, np. wśród tutejszych blogerow jest nim „Chum” i brawa mu za to wielkie.) Ale w absolutnej większości są oni nieuleczalni, w tzw. „self-denial”, jak dzieci, które wierzą w „Sw. Mikołaja” i basta.

      Noi teraz, kochani czytelnicy WPS, zacznie się wściekła reakcja świętoszkowatych, rakiem zniszczonym mózgów polakatolickich, atakującym mnie i innych słowiańskich Polaków (albo polskich agnostyków, którzy po prostu maja prawo być sceptyczni i odmówić wiary w jakakolwiek wiarę, że tak powiem).

      Nic nie poradzimy, nic nie da się zrobić. It is what it is. Sorry. Bye.

      Polubione przez 3 ludzi

      • A najgorsze jest to co religijni(i nie tylko) robią dzieciom, nikt nie daje tym małym bezbronnym istotom żadnego wyboru, zaraz kiedy tylko, że tak się wyrażę, z dupy wylecą, zawlec do kościoła, polać wodą i od małego wbijać do głowy, przy pomocy strachu, prania mózgu, powtarzania jednego i tego samego kłamstwa tysiąc razy, tępotę umysłową, często również projektując na ich bezbronne umysły własne paranoiczne lęki. Ci ludzie kompletnie nie zastanawiają się nad tym że krzywią w ten sposób dziecku psychikę i tworzą umysłowego kalekę, któremu ciężko będzie się w dorosłym życiu pozbierać.
        Powiem szczerze że na tym świecie aż strach posiadać dzieci, bo korporacje, rządy, kościoły, media, szkoła, znajomi, rodzina i przyjaciele zrobią ci z nich idiotów.

        Polubione przez 2 ludzi

      • Dodam do tego że religia, to potężne narzędzie, oparte na strachu, służące do pacyfikacji gojów i utrzymywaniu ich w bezwzględnym posłuszeństwie. Człowiek bowiem sparaliżowany strachem, nie jest w stanie myśleć, analizować, a co za tym idzie wyciągać właściwych wniosków i podejmować właściwych decyzji. A to jest z kolei na rękę rządom, korporacjom i bankom, tak więc religia mniej lub bardziej świadomie, można powiedzieć, robi laskę władcom tego świata. Bo zastraszonym, panicznie bojącym się jakiegokolwiek działania społeczeństwem lepiej się rządzi.

        Polubione przez 2 ludzi

      • Konrad

        Przemex, napisales: „Powiem szczerze że na tym świecie aż strach posiadać dzieci, bo korporacje, rządy, kościoły, media, szkoła, znajomi, rodzina i przyjaciele zrobią ci z nich idiotów”.

        Nie musze chyba znowu mowic, ze znowu mi trudno bardziej sie zgodzic.

        Zapraszam w Polsce do knajpy slowianskiej na jadlo slowianskie ze slowianskim miodem. I wznosze toast za Twoje zdrowie, za zdrowie slowianskiego Polaka. Moze dolaczy do nas opolczyk. Moze Julius, moze antyjude, moze chum … Hmm … jest nas niezla juz grupa.

        Polubione przez 2 ludzi

      • Konrad, po prostu widząc co się dzieje wokół mam chęć umrzeć bezpotomnie, jakoś nie chce mi się skazywać własnych dzieci na życie w tym pierdolonym, ziemskim piekle.

        Polubione przez 2 ludzi

    • paziem

      Skołatana głowo od Chrystusa Króla Polski, czemu mielibyśmy kasować twój wpis skoro dokumentuje on jedynie stopień twego zagubienia. A epatowanie tymi filmikami ( rzeczywistymi, czy zmontowanymi) jak to Putin spotyka się z rabinami ( a więc głupeczek odczytywać to ma, że Putin jest Żydem) to zupełny niewypał. Zastanów się sieroto intelektualna, jaka jest postawa Putina w sprawach naprawdę ważnych, np. co odpowiedział Putin na „żądania” chasydów o wydanie archiwum J.Schneersona( a kto to Schneersonowie, to zobacz( https://www.youtube.com/watch?v=MXC6vFalKTM), szerzej np. ( http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1540145,1,skarb-chasydow-spor-o-swiete-slowa.read).
      Pomyśl jakie wnioski płyną z polityki Putina wobec Syrii pod prezydenturą Assada.

      Polubione przez 2 ludzi

    • antytrwam

      W twoich chorym łbie cymbale będzie monarchią katolicką . To Toronto tylko zmienił IP tak myślę .

      Polubienie

    • Katolu, w twojej chorej głowie te czasy może powrócą, a teraz owsiku Toronto wynocha tam gdzie jest miejsce dla takich pasożydów, do czarnej głębokiej d…Natarczywa mendo z papką zamiast mózgu. Zaczynasz naprawdę irytować ale taki masz cel, to widać. Tak normalnie, to bohater z ciebie na odległość, kiedy piszesz te swoje brednie z śmierdzącej czosnkiem nory, publicznie nigdy byś się nie odważył wystąpić bo dostałbyś parę pomidorów, jajek w łeb, a w ostateczności na kopach zostałbyś wygnany. Nie dorastasz do pięt redaktorom WPS kundelku, mały ujadaczu…takie pieski zawsze są najgłośniejsze, zza ogrodzenia i wystarczy wejść po za nie, żeby zaczęły uciekać. Poszoł do budy!!!

      Polubione przez 1 osoba

  5. julius

    StartCzytaj „ZADRUGĘ”Numer 17 (marzec 1939)Zamach zakrystii na Dmowskiego

    Zamach zakrystii na Dmowskiego

    „Inny… gdym mu wykładał swój pogląd na obowiązki względem swego narodu i na wynikające stąd stanowisko względem innych narodów, odpowiedział, że się na takie pojmowanie rzeczy zgodzić nie może, bo jest ono „NIECHRZEŚCIJAŃSKIE” – Dmowski.

    Stoimy nad świeżą jeszcze mogiłą Romana Dmowskiego. Jeszcze brzmią nam w uszach głosy, które się odezwały nad jego trumną. Wśród tych głosów zdawkowych tu i ówdzie, jak to zwyczajnie bywa w takich okolicznościach , ale gdzieniegdzie szczerych, gorących, drgających niekłamanym bólem, wśród tych głosów – powiadam – były i wrzaski, usiłujące zagłuszyć narodowy ton dorobku Dmowskiego, a wysunąć na pierwszy plan fałszywą naukę katolicką, która się wkradła w akord nacjonalistyczny autora „Myśli nowoczesnego Polaka”. Sugestie te pochodziły, oczywiście, od przedstawicieli międzynarodowej instytucji watykańskiej, anektującej za byle pozorem bez skrupułów wszystkich i wszystko, co znalazło uznanie na szerokich gościńcach wyklinanego skądinąd świata. Gdyby w r. 1902 po pierwszym ukazaniu się”Myśli nowoczesnego Polska” ktokolwiek przepowiadał, że przed trumną Dmowskiego kroczyć będą biskupi w infułach, a nad trumną przemawiać prałaci i to jeszcze w tonie „tyś nasz, a my twoi”, to by go poczytano za fałszywego proroka. Sam Dmowski na pewno parsknął by szczerym śmiechem. Jednakże tak się stało. Dmowskiego grzebano jak biskupa i to nie byle jakiego. Jakże do tego przyszło? I czy w ogóle krzyki prałackie, nad jego trumną wyprawiane, miały podstawę w tej niecodziennej postaci?

    ZAKRYSTIA SIĘ PRZECHWALA
    Leży przed nami pokaźna publikacja „Narodowego Dziennika Warszawskiego”, poświęcona „Pamięci Romana Dmowskiego”. Publikacja zawiera dłuższe artykuły, wspomnienia i przemówienia różnych osobistości oraz kondolencje, złożone Stronnictwu Narodowemu przez instytucje i osoby sympatyzujące z tym obozem. Jak w gruncie rzeczy małą się tam przywiązuje wagę do „katolicyzmu Dmowskiego”, świadczy o tym fakt, że na 110 artykułów tylko sześć, a na 1100 z górą kondolencji tylko pięć akcentuje ten katolicyzm. Przy tym wszystkie te wzmianki pochodzą od księży z wyjątkiem dwóch szczególnie lakonicznych, mianowicie Giertycha, który, będąc sztandarowym publicystą obozu, obowiązkowo wspomnieć musiał o katolicyzmie Zmarłego, i… „Kuriera Polskiego”, który tym intensywniej „robi” w katolicyzmie, im bardziej jest zażydzony.

    Niektóre wypowiedzi są rozbrajające. Pewien wysoki dygnitarz kościelny twierdzi np., że za zajęcie się sprawą narodową po katolicku, wynagrodził Bóg Dmowskiego tym, że pozwolił mu podpisać traktat wersalski. Wobec tego należałoby zapytać, za co wynagrodzeni zostali tak notoryczni ateusze, a w każdym razie antykatolicy, jak Clemenceau i Lloyd George, którzy również podpisali traktat wersalski? Inny znowu prałat w swym samouwielbieniu był tak dyskretny, że uważał za stosowne podać do publicznej wiadomości, iż Zmarły przed śmiercią „serdecznie ucałował jego kapłańską rękę”. Jeszcze inny prostaczek w sułtanie żegna Dmowskiego całkowicie wyświechtanym i przebrzmiałym nawet w bogobojnym Stronnictwie Narodowym hasłem „Bóg i Ojczyzna”. A no niech mu będzie.

    ZAKRYSTIA SIĘ KOMPROMITUJE
    Nie ma natomiast wśród wspomnień i enuncjacji głosu owego księdza z Wielkopolski, który w r. 1926 żalił się do swoich towarzyszy zawodowych: Mamy w parafii Romana Dmowskiego. Nie wiadomo, co z nim począć; do kościoła nie chodzi, w niedzielę w czasie nabożeństwa zebrania urządza z jakimiś panami, co zjeżdżają ze wszystkich stron. Skaranie boskie z tymi ateuszami z Kongresówy (sic!). Zwróćcie uwagę, Czytelnicy, że działo się to w roku 1926, tak niedawno… Jeżeli ów księżulo był w katedrze poznańskiej w styczniu 1939 roku, to się zdumiał niemało, gdy ksiądz profesor Skonieczny wobec poważanego bądź co bądź audytorium zapewniał za „Osservatore Romano”, iż „radosny objaw spontanicznego nawrotu młodzieży polskiej do wiary katolickiej jest w znacznej mierze jego (Dmowskiego) zasługą.

    Że tak pisał watykański „Osservarote Romano”, transeat. Polonia leży bardzo daleko od Italii. Przy tym język jej jest niemożliwy do nauki i zrozumienia. Trudno wymagać, by tam czytali „Myśli nowoczesnego Polaka” dla przekonania się, co też o katolicyzmie naprawdę Dmowski myślał. Ale w Polsce wobec świadectw i świadków tak wielu należałoby być w wypowiedziach ostrożniejszym, aby się nie kompromitować do reszty.

    Tak, aby się nie kompromitować. Bo robić z Dmowskiego apostoła katolicyzmu wśród młodzieży, z Dmowskiego, na którego żalił się jeden z pasterzy, że nie chodził do kościoła i dzień święty znieważał, a drugi stwierdził, że należał do pokolenia pozytywistów, które pod względem religijnym było obojętne (1, robić – mówię – w tym warunkach z Dmowskiego św. Alfonsa lub Ignacego Loyolę w polskim wydaniu, to – to może przemówić do przekonania dewotkom i braciszkom zakonnym. Człowiek, który zachował odrobinę rozsądku i jakiego takiego oświecenia, spluwa z pasją i mówi: tfu, co za demagogia!

    Podobny niesmak ogarnia człeka, gdy ks. M. Nowakowski grzmi z ambony: „Nacjonalizm doprowadził Dmowskiego do kościoła, do pokornej wiary i ufności w Bogu”. Tam do licha! Gdzie to, kiedy, jaki nacjonalizm doprowadził Dmowskiego do zakrystii, księże prałacie? Bierzemy w rękę „Myśli nowoczesnego Polaka”, dzieło w pewnym znaczeniu jedyne, w którym Dmowski rzucił pierwiastki narodowej myśli i bez którego – zgodną opinią wszystkich – nie byłoby Dmowskiego nacjonalisty i szukamy w tej książce dróg, którymi zmarły kroczył ku kagankom zakrystyjnym i co znajdujemy?

    ANTYKATOLICKIE HEREZJE DMOWSKIEGO
    Na stronie 152 (wydanie z roku 1933) czytamy: Patriotyzm „zachowuje się wrogo względem kierunków, starającym się interesom wyznaniowym dać przewagę nad narodowymi.” „Wnosi on ze sobą poniekąd nową etykę, etykę obywatelskiego czynu, zwalczając wszelkie kierunki pseudo-etyczne, polegające na negacji zła bez czynienia dobra, na doskonaleniu siebie w bezczynności.” Nie ma wątpliwości, że w przytoczonym punkcie Dmowski występuje z afirmacją narodu ponad społeczeństwo wyznaniowe, co jest przeciwne nauce katolickiej, głoszącej, że jak dusza stoi ponad ciałem, niebo nad ziemią, wieczność nad czasem, tak kościół ponad narodem. Nie koniec na tym. Dmowski wysuwa „etykę nową”, narodową etykę, krytykując przy tym znany negatywizm etyki katolickiej oraz jej charakter wybitnie bierno-kontemplatywny.

    Wysunięcie nowej, „narodowej” etyki przez Dmowskiego jest faktem zarówno nieulegającym wątpliwości, jak herezją zasadniczą wobec nauki kościoła, która głosi, że jest jedna, jedyna etyka katolicka.

    Etykę narodową wyprowadza Dmowski z instynktów narodowych, o których mówi: „Instynkty te silniejsze nad wszelkie rozumowanie zmuszają człowieka do działania nie tylko wbrew dekalogowi, ale wbrew sobie samemu, bo do oddania życia, do poświęcania droższych od niego rzeczy, gdy idzie o dobro narodowej całości… Na tych przede wszystkim instynktach opiera się etyka narodowa”. „Ta etyka wskazuje jako źródło i cel naród” (str. 222).

    Ktokolwiek zna choćby tylko najzwyklejszy katechizm katolicki, ten się orientuje bez trudu, że co słowo popełnia tu Dmowski herezję z punktu widzenia zasadniczej nauki kościoła.

    Jakby przewidując wybiegi katolickich sofistów, naświetla Dmowski z różnych stron swą zasadniczą ideę etyki narodowej i jej odrębność. Za najgłówniejsze zadanie pracy nad wzmocnieniem podstaw narodowej polityki uważa „wzmocnienie i utrwalenie zasad narodowej etyki; zwalczanie dążności do regulowania spraw narodowych z wyłącznego punktu widzenia etyki indywidualistycznej”, jaką jest etyka chrześcijańska (str. 260). A iżby nie było żadnej wątpliwości, że jego etyka narodowa nie ma żadnego związku z chrześcijaństwem, poświęca Dmowski dużo uwagi Japończykom, o których patriotyzmie wyraża się z największym entuzjazmem: „Japończyk, – mówi – nie będąc chrześcijaninem i nie znając naszych zasad altruizmu, nie przejmując się zresztą głęboko ani nauką Buddy, ani Konfucjusza, jest o wiele moralniejszy od Europejczyka, zawdzięcza to zaś temu, że tam od złego strzeże świadomy wzgląd na dobro całości lub nieświadomie działający obyczaj narodowy” (str. 230) W Japonii „dowiedziałem się, że posiadam odziedziczoną, w najtajniejszych głębiach duszy mającą swe korzenie etykę narodową, niezależną ani od przykazań ani od altruizmu” (str. 224).

    „Ani od przykazań ani od altruizmu”. Czy dość jasne? Jak wobec tych stwierdzeń niedwuznacznych nędznie wyglądają zapewnienia ks. prał. Wyrębowskiego, że „Roman Dmowski był twórcą polskiego nacjonalizmu opartego o kościół katolicki, o jego wierzenia, hierarchię”. Gdzież to oparcie , gdzie? W „Myślach”, w jedynym swym dziele formułującym teorię nacjonalizmu, szerzy Dmowski kult narodu. Brzmi to okropnie dla ucha katolickiego i żydowskiego, ale nie dadzą się przekreślić słowa wypowiedziane w „Myślach”: „nie można tolerować etyki, która nie uznaje narodu jako całości i dobra jego ponad wszystko nie stawia.”
    Aby nam nie uczyniono zarzutu, że operujemy ogólnikami, sięgniemy do szczegółów.

    „Siłą moralną narodu nie jest jego bezbronność, jego niewinność, jak to często dziś u nas słyszymy, ale żądza szerokiego życia, chęć pomnożenia narodowego dorobku i wpływu” (str. 11). Jakże przyjąć może tę naukę katolik, któremu raz po raz odczytuje się ze świętych ksiąg kościelnych wprost przeciwne ideały: „Błogosławieni ubodzy, błogosławieni cisi, błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie”…?

    Podstawową nutą ewangelii jest miłość, osobliwa miłość (raczej bierny sentymentalizm), która wyklucza nie tylko nienawiść, ale i możliwość zemsty. Dmowski rzuca myśl, która godzi bezpośrednio w istotę ewangelii: „TEN KTO NAPRAWDĘ UMIE KOCHAĆ, UMIE I NIENAWIDZIEĆ”, mamy tu więc apoteozę nienawiści jako czynnika, który jest nieodłącznym towarzyszem miłości rzeczywistej. W ujęciu Dmowskiego miłość ewangeliczna, jako wykluczająca nienawiść, nie jest realną siłą. W tym zdaniu Dmowski jest najbardziej antychrześcijański.

    DMOWSKI NIE ODWOŁAŁ HEREZJI
    W takim duchu pisane są „Myśli nowoczesnego Polaka”. Ukazały się one w trzech wydaniach w r. 1902, 1904 i 1907, a po raz czwarty w 1933, więc już po „nawróceniu się” Dmowskiego na katolicyzm. W przedmowie do ostatniego wydania Dmowski czyni pewne zastrzeżenia, zresztą całkiem ogólnikowe, co do wywodów niezgodnych z jego późniejszymi wypowiedziami. Że jednak były posunięcia natury wyłącznie taktycznej, świadczy o tym fakt, iż Dmowski „nawrócony” nie tylko nie wycofał z obiegu swych antychrześcijańskich „Myśli nowoczesnego Polaka”, jak powinien był uczynić wedle rygorów w tej mierze ogólnie obowiązujących, a w kościele katolickim szczególnie surowo przestrzeganych, lecz w sześć lat po tak zwanym nawróceniu wydał swe „Myśli” po raz czwarty, nie zmieniając w nich ani jednego słowa.

    W tych warunkach pogrzebowe krzyki katolickich prałatów, z których jeden posunął się aż do niesmacznie poufałej apostrofy: „Panie Romanie, Tyś nasz a my Twoi”, wypłynęły z intencji zasugerowania społeczeństwu, że Roman Dmowski od kolebki do grobu,z duszą i ciałem, bez wahań i zastrzeżeń był katolikiem, w szczególności zaś, że jego nacjonalizm wyhodowany został pod skrzydłami katolicyzmu i o hierarchię jego wsparty jako o filar nieznużony. Szło o to, by wyzyskać chwilę i stanowisko i z otwartej trumny Zmarłego wydobyć kapitał polityczny dla kasty kapłańskiej. I gdyby Zmarły mógł był mówić, byłby się odezwał z trumny słowami, które umieścił w swoich „Myślach”: „Nienawidzę duchownych, którzy, postawieni dla podnoszenia ludu moralnie i zaopatrzeni w tym celu w tak potężne środki jak konfesjonał i kazalnica, używają ich na rzecz bieżących interesów politycznych” (str. 193).

    Lecz z trumny nie odezwał się żaden głos. Mogli byli napastliwym okupantom bezbronnej duszy autora „Myśli” odpowiedzieć słuchacze. Mogli i powinni byli. Nie odpowiedzieli. Czemu? Byli wśród nich starsi i młodzież. Obecnie są to ludzie dojrzali całkowicie do królestwa niebieskiego. Widocznie zdają sobie z tego sprawę i aby sobie zbawienie zagwarantować tym pewniej, nabożnie opasłe ręce zawodowych pośredników pomiędzy niebem a ziemią. Zrezygnowali nawet z kierowania młodzieżą w duchu choć ździebko niezależnym, oddając ją na pastwę apostołów czarnej międzynarodówki, która pilnie baczy, by jej wychowankowie nie zainteresowali się „Myślami” Dmowskiego, równocześnie zaś podsuwa im pewną broszurkę, rozreklamowaną i rozdętą w rozmiarach zupełnie nieproporcjonalnych do swej wartości i zawartości.

    UWIĄD STARCZY, TAKTYKA CZY W MACKACH POLIPA?
    Broszurka ta, zawierająca 33 strony druku nosi tytuł „Kościół, Naród i Państwo”. Jej ukazanie się powitano w zatęchłych ubikacjach naszej rodzimej reakcji jako nawrócenie się Dmowskiego na katolicyzm. My zaś nazywamy tę broszurkę odstępstwem lub zdradą Dmowskiego. Istotnie, myśli w niej zawarte i ogólny ton nie dadzą się pogodzić z tym, co Dmowski tak porywająco sformułował na 250 stronach „Myśli nowoczesnego Polaka”. Nie chce się wierzyć, że jedno i drugie pisał ten sam człowiek. Nawet styl uległ zmianie, coby oznaczało, że zmienił się i człowiek, nie w górę lecz w dół. Nikt bowiem nie zaprzeczy, że styl broszury dalekim jest od tej świeżości, napięcia uczucia i woli, jasności i polotu, którymi odznaczają się „Myśli nowoczesnego Polaka”.

    Oto kilka wyjątków z „Kościoła, Narodu i Państwa”:

    „Polityka narodu katolickiego musi być szczerze katolicką, to znaczy, że religia, jej rozwój i siła musi być uważana za cel, że nie można jej uważać za środek do innych celów.”

    „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie.”

    „Zgodnie z nauką Chrystusową życie człowieka na ziemi winno być drogą do osiągnięcia żywota wiecznego.”

    Przyszłość „zdobędziemy naszymi młodymi, świeżymi siłami rosnącymi i organizującymi się na rzymskich podstawach cywilizacyjnych.”

    Dosyć. Gdy się czytało „Myśli”, od razu jest się uderzonym nie tylko zasadniczą niezgodnością wątków, ale i obniżeniem się poziomu duchowego autora broszury. „Myśli” to ambicje narodowe, prężność, dynamika i wyzywanie wrogich sił do walki. „Kościół, Naród i Państwo” to oklapnięcie duchowe, ucieczka od życia ku zaświatom, szukanie oparcia na zewnątrz narodu (rzymska cywilizacja), słowem – degradacja.

    Tę degradację tłumaczy tylko częściowo takt, że Dmowski pisał ponurą broszurę, mają lat 63, więc w wieku, który u większości osobników pociąga za sobą zamroczenie umysłu i osłabienie woli. Więcej, ale też nie całkowicie zrozumiałym nam będzie upadek Dmowskiego, gdy zważymy, że broszura „Kościół, Naród i Państwo” ukazała się w r. 1927, w niespełna w rok po zamachu majowym, który był zwycięstwem największego antagonisty Dmowskiego, a zarazem unaoczniał mu bolesną prawdę, że aktywniejsze żywioły w kraju nie stoją po jego stronie. Czy Dmowski nie powziął wówczas planu, by w rozgrywce z sanacją postawić na kartę kościoła, niemniej od niego przerażonego obrotem sprawy? Wskazywałby na to pewne ustępy w jego broszurze, np.: „Naród musi nosić wysoko sztandar swojej wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie noszą go dość wysoko i musi go dzierżyć tym mocnej, im wyraźniejsze są dążności do wytrącenia mu go z ręki.” Jest to przecież wyraźna agitacja przeciw panującemu reżymowi, a zarazem kaptowanie katolików.

    Wystąpienia Dmowskiego w broszurze „Kościół, Naród i Państwo” nie należy przeceniać. Ostatecznie bowiem jest to tylko jedna broszura, na którą mogą się powoływać funkcjonariusze międzynarodówki watykańskiej. A przecież jest to o wiele za mało, gdy zważymy, że spod pióra Dmowskiego wyszło 10 dzieł polityczno-społecznych, 2 powieści, 16 broszur i kilkaset artykułów, które – razem wziąwszy – katolicyzmowi niezbyt pochlebne wystawiają świadectwo.

    PRZESTROGA DMOWSKIEGO
    Jakkolwiek Dmowski zdradził myśl nacjonalistyczną, swoje młodzieńcze męskie ideały, to jednak skłonni jesteśmy napisać mu na pomniku zamiast słowa katolik, słowa które sam wypowiedział 36 lat temu. Tyczą się one ówczesnej Hiszpanii, ale jakże aktualne są dla dzisiejszej Polski.

    „Najwierniejszej córze Kościoła, Hiszpanii, lada chwila grozi, że stanie się łupem masonerii i co za tym idzie, Żydów. Wina za to spadnie na politykę kościoła i na miejscowe duchowieństwo, które tyle zrobiło usiłowań, by państwo i narodową ideę zupełnie podporządkować widokom kościoła i tym przyczyniło się do zdezorganizowania narodowych instynktów. („Myśli”, r. 1907, str. 256)

    L. ZIEMICKI. (właściwie: Ludwik Gościński)

    (1 Ks. Prałat Wyrębowski w mowie pogrzebowej.

    Polubione przez 1 osoba

  6. janekk

    Jako ateista nie wierze w Boga ale tez i w Putina czy w cokolwiek oprocz wlasnych sil. Ale szanuje ludzi wierzacych, nawet tych co wierza w Putina tyle ze nie wolno aby tacy ludzie swoje wierzenia przekladali na grunt polityki bo tutaj trzeba byc twardym realista.
    Takim realista i dzieki temu skutecznym politykim wydaje sie Putin ale JEST TO POLITYK INNEGO PANSTWA.
    Chcialbym aby Polska tez miala charyzmatycznego przywodce na miare Romana Dmowskiego ale taki przywodca z pewnoscia nie nadstawialby tylka kazdemu kto mu zaimponuje swoja jurnoscia aby go przecwelowal.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.