Atlantyzm a kwestia polska

rothschildJafe Arnold, bodajże doktorant z Uniwersytetu Wrocławskiego, „świeżym okiem” lewicowego idealisty z USA rzuca ciekawe spojrzenie na polską geopolitykę.Bogusław Jeznach

 

tłumaczenie: Bogusław Jeznach

W ciągu ostatnich miesięcy geopolityczna rola Polski względem wojny na Ukrainie oraz projektów integracyjnych UE i Eurazji znowu stała się gorącym tematem. Z jednej strony niedawne wybory prezydenckie i parlamentarne w Polsce przetasowały stanowiska rządzącej w Polsce oligarchii atlantystów, wymuszając ponowne omówienie najważniejszych tematów politycznych przez przedstawicieli politycznych elit w publicznych debatach, kampaniach PR, rozważaniach medialnych itp. Ponownie wydobyło to na światło dzienne ostre problemy stojące przed polską państwowością i atlantycką dominacją w polskiej polityce, gospodarce, kulturze i w dziedzinie informacji. Z drugiej strony, oprócz zwykłego powtarzania i eksponowania atlantyzmu w Polsce, ostatnie wydarzenia polityczne, a w tym chyba już ostateczna wyborcza klęska post-PRL-owskiej lewicy, dojście PIS-u do władzy, pojawienie się i zaplatanie nowych sił opozycyjnych, odrodzenie nacjonalizmu a także ciągłe i pewne narastanie inicjatyw anty-atlantyckich w różnych sferach życia, grożą przekształceniem ram dyskursu politycznego i geopolitycznego w Polsce. Mówiąc krótko, kluczowe kwestie polskiej państwowości, geopolityki i tożsamości cywilizacyjnej znów wchodzą do dyskusji, a ich pojawienie się w kontekście wzmożonej konfrontacji pomiędzy projektem atlantyckim i projektem euroazjatyckim przedstawia różne nowe możliwości, paradygmaty, paradoksy i pytania, które zasługują na analizę.

 

Polska pod panowaniem atlantystów

imagesKażda analiza statusu Polski jako państwa i jego geopolitycznej roli w stosunku do zachodzących zdarzeń musi się rozpocząć od stwierdzenia tej podstawowej rzeczywistości, że Polska stanowi przyczółek i bastion atlantyzmu we wschodniej Europie. Natychmiast po upadku PRL w 1989 roku Polskę szybko wprowadzono do projektu atlantyckiego w celu realizacji odwiecznego marzenia o nominalnie neutralnym, ale de facto zatlantyzowanym kordonie sanitarnym oddzielającym Europę od Rosji. Ale chociaż wielka część zaślepionych Polaków dała się przekabacić takimi „korzyściami” jak szybkie przyjęcie do NATO i UE, zwiększony dostęp do zachodnich towarów i uczestnictwo w różnych „prestiżowych” organizacjach międzynarodowych, to prawdziwy koszt wprowadzenia Polski do projektu atlantyckiego, mimo iż nagłaśniany jako „zwycięstwo europejskiego rozwoju” Polski, jest w rzeczywistości w wielu podstawowych obszarach katastrofą.

Zanim przejdę do zakreślenia głównych obszarów, w których przejawia się atlantyckie poddaństwo Polski, krótkiego opisu wymaga sama rządząca elita atlantystów jako całość. W odróżnieniu od niektórych innych krajów, gdzie elity polityczne są mniej lub bardziej przymuszone przez USA poprzez różne półkolonialne mechanizmy do poddaństwa wobec projektu atlantyckiego, współczesnych polskich elit przymuszać do tego nie trzeba. Są one same z siebie i z przekonania głęboko atlantyckie. Już samo ich dojście do władzy po upadku PRL oznaczało niechybną likwidację podstaw  niezależnej polskiej gospodarki, całkowite podporzadkowanie polityki zagranicznej Waszyngtonowi i dobrowolna rezygnacje z poszukiwania polskiego interesu narodowego na wschod od granic państwa.  Atlantycka elita polityczna w Polsce legitymizuje i usprawiedliwia swoje dobrowolne poddanie się Ameryce na dwóch płaszczyznach: jaskrawo przejawianej rusofobii oraz paradygmacie „drogi do Europy”. Polska elita opiera swoje racje o mit, szeroko propagowany przez zachodnie media, że to Rosja jest wiecznym agresorem.  Bez względu na to co robi i jak się zachowuje jako państwo, jej działania mają być zawsze agresywne i motywowane przez jakoby wrodzony ruski pęd do dominacji nad światem. Mateusz Piskorski słusznie wskazał, że sloganem który współcześnie określa legitymizm polskich elit politycznych jest stara opinia Romana Dmowskiego: „Oni bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę”.

Ta histeria, odżywiana przez zmanipulowany dyskurs o burzliwej polskiej historii w cieniu wschodniego sąsiada idzie w parze z polityczno-akademickim paradygmatem, który postrzega i przedstawia Polskę przez pryzmat drogi do Europy. Z tej perspektywy uznaje się za pewnik, ze Polska jest „częścią Europy” tj. integralna częścią „cywilizacji Zachodu” którą się utożsamia z atlantyzmem. W takiej opcji Polska zawsze była członkiem klubu Zachodniej Cywilizacji i pełnoprawnym członkiem Projektu Atlantyckiego choć w pełnej realizacji tej misji przeszkadzały jej złośliwe siły Wschodu, czyli Wielkie Zło jakim jest Rosja i jej opresyjna Cywilizacja Euroazjatycka.  Wejście Polski do NATO w 1999 roku i do UE w 2004 oraz jej przyjęcie niemal wszystkich instytucji zachodnich, takich jak gospodarka wolnorynkowa i demokracja liberalna, reprezentują jakoby spełnienie historycznych oczekiwań naturalnej afiliacji Polski i jej dążenia do Europy. We współczesnym dyskursie o polskiej historii i państwowości punktem wyjścia i wnioskiem z każdej niemal analizy jest owa mityczna, atlantycka koncepcja Europy. W zespoleniu z rusofobią  ta propagandowa historiografia stanowi kamień węgielny „legitymizmu” polskiej oligarchii atlantystów oraz ich trwania u władzy.

20140624101831uid3465_94800Poprzez taką ideologię atlantyści chcą zatuszować podstawowy fakt, który właśnie tu zasługuje na podkreślenie, a mianowicie okupacji Polski przez NATO. Albowiem Polska w rękach atlantystów, to znowu Polska okupowana po raz enty w swej historii przez obce siły. Obecność wojsk NATO, a zwłaszcza żołnierzy amerykańskich w coraz większej liczbie na polskiej ziemi jest bodaj najbardziej bezpośrednim wyrazem atlantyckiej kolonizacji Polski. Jest to nie tylko najbardziej jaskrawe pogwałcenie wcześniejszych porozumień pomiędzy Rosją a NATO. W rzeczy samej obecność NATO w Polsce nosi cechy zwykłej okupacji wojskowej. Prawa, jakie wynikają z porozumienia SOFA, zabraniają Polsce pociągania żołnierzy amerykańskich do odpowiedzialności za popełniane tu przestępstwa,  pozwalają amerykańskiej infrastrukturze wojskowej ignorować polskie przepisy budowlane i środowiskowe, pozwalają żołnierzom USA nosić dowolną broń także poza obszarem bazy. Oznacza to, że w rzeczy samej dają one wolną rękę żołnierzom amerykańskim, znanym na całym świecie z notorycznej skłonności do zbrodni wojennych, którzy już nieraz także w Europie wykazali się brakiem szacunku dla miejscowych praw, a także łatwością w unikaniu odpowiedzialności za akty przemocy, wandalizm, gwałty, rabunki itp.  Członkostwo Polski w NATO i jej okupacja przez obce siły zbrojne to także bezpośrednie koszty ekonomiczne. W porozumieniach SOFA jest artykuł, który pozwala Amerykanom stacjonującym w Polsce na import obcych walut bez ograniczeń i bez składania deklaracji, co w sposób oczywisty ma wiele ważnych następstw dla polskiej gospodarki i nadaje obcym szczególne przywileje.  Najważniejszym jednak gospodarczym następstwem okupacji NATO jest narzucony trybut i rozdęte wydatki wojskowe. Od czasu szczytu NATO w Newport w 2014 roku USA skutecznie naciskają na kraje NATO, aby podniosły swe wydatki wojskowe do poziomu minimum 2% PKB, z czego duża część ma służyć wzmocnieniu NATO. Amerykański kompleks wojskowo-przemysłowy wyciąga jednak z Polski trybut dużo większy w postaci 2,27% wydatków na budżet wojskowy ogółem. Polska dokonuje też wielu zakupów broni i sprzętu wojskowego w USA na kredyt. Gdyby obciąć wydatki z budżetu państwa, służące wspieraniu sił okupacyjnych i amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, w kasie zostawałoby ok. 10 miliardów PLN (2,3 mld euro) rocznie. Jednakże rusofobia polskiej oligarchii i propagowany na Zachodzie mit rosyjskiej agresji odgrywa zasadniczą rolę w usprawiedliwianiu wsparcia dla sił okupacyjnych NATO i ciągłego wzrostu wydatków wojskowych, w tym kredytowane zakupy amerykańskiego uzbrojenia. Udział Polski w nielegalnych agresjach przeciw Irakowi i Afganistanowi, jak również goszczenie w Polsce równie nielegalnych ośrodków tortur CIA to dodatkowe oznaki cynicznego wykorzystywania Polski jako zbrojnego przyczółka dla NATO i USA.

imageAtlantycka natura polskich elit i natowskiej okupacji wciągnęły Polskę w szereg konfliktów i awantur, które wprost zaprzeczają polskim interesom. W gruncie rzeczy polska polityka zagraniczna jest określana w Waszyngtonie. Od samego początku swej „niepodległości” w roku 1989 od Polski oczekiwano, że odrzuci wszelkie zainteresowanie,  roszczenia lub potencjalnie korzystne relacje z krajami na wschód od jej granic, z którymi Polskę łączą ważne więzy gospodarcze i kulturalne. Szczególnie wymownym przykładem są Kresy, które dziś stanowią znaczącą część Białorusi, Litwy i Ukrainy. Po tym jak te terytoria zostały zaanektowane do odpowiednich republik radzieckich w 1939 roku, jak nacjonaliści ukraińscy dokonali potwornego ludobójstwa na polskiej ludności Kresów i po przeprowadzeniu wymiany ludności po II wojnie światowej, Polakom zapewniono w końcu restytucję i konstruktywny dialog wokół takich spraw jak repatriacja, zwrot majątków, i szereg innych zagadnień prawnych na podstawie dwustronnych umów z tymi państwami. Jednakże, wraz z upadkiem ZSRR I nastaniem nowej atlantyckiej elity w Polsce, a także wobec manipulowania Polską w ramach projektu atlantystów we wschodniej Europie Polakom odmówiono w praktyce możliwości dochodzenia restytucji, a skomplikowane interpersonalne, polityczne i gospodarcze relacje z tymi krajami zostały nie tylko zaniedbane ale wręcz sabotowane i pogrzebane pod warstwą brudnych interesów nowych patronów Polski, którzy posłużyli się nią jako psem do poszczucia na Projekt Eurazjatycki. Do dziś sprawa Kresów pozostaje nierozwiązana nawet w najbardziej elementarnych aspektach prawnych, a nacjonalistyczne sentymenty wywoływane przez kresowe kontrowersje odgrywają ważną rolę w  podsycaniu i informowaniu różnych pseudonacjonalistycznych ideologii, które grożą załamaniem projektu integracji euroazjatyckiej. Nie jest przypadkiem, ze najbardziej zaciekła i agresywna forma ukraińskiego nacjonalizmu, nawet we współczesnym wcieleniu, ma swoją kolebkę na Kresach. Kwestia Kresów jest używana do tego, aby jednocześnie zniechęcać i pozbawiać Polaków roli świadomych graczy geopolitycznych w odniesieniu do ich historycznych koneksji wobec ziem wschodnich. Dodatkowo utrzymuje to Polskę w  pozycji narodu, który nie stawia żądań i podporządkowuje się, będąc wyłącznie zainteresowanym w podkreślaniu swej czysto „zachodniej”, tj. atlantyckiej tożsamości, i zachowuje potencjał prowokowania konfliktów narodowych i etnicznych, których wybuch miałby niszczące konsekwencje i implikacje dla każdego rodzaju euroazjatyckiego projektu kontynentalnego.

To samo można zaobserwować w stosunkach polsko-białoruskich. Polskę wciągnięto na linię frontu atlantyckiej krucjaty – politycznej, ekonomicznej i propagandowej – przeciwko temu krajowi, który w odróżnieniu od wielu innych państw poradzieckich poszedł własną drogą niezależnego, euroazjatyckiego rozwoju i zdołał uniknąć tych gospodarczych i społeczno-politycznych katastrof, których na kursie atlantyzmu doświadczyło wiele innych krajów bloku wschodniego, w tym Polska. Głębokie więzy kulturalne i gospodarcze, jakie łączą Polskę i Polaków z Białorusią w nowych warunkach przestrzeni poradzieckiej nie znalazły warunków do wykorzystania. Zamiast wspierania tych  naturalnie bliskich i przyjaznych relacji polska oligarchia, posłuszna rozkazom swych zachodnich mocodawców rozpętała wobec Białorusi histeryczną wojnę propagandy, sankcji, politycznej dywersji i przewrotnej dyplomacji. Stosunki polsko-białoruskie do dziś pozostają chwiejne i wiele okazji do współpracy gospodarczej, wymiany kulturalnej i innych wzajemnie korzystnych relacji jest nadal celowo sabotowanych.

pojed-nanie

Przypadek Ukrainy jest chyba jeszcze bardziej wymowny. W odniesieniu do Ukrainy oligarchia poszła zdecydowanie kursem antypolskim. Warszawa poparła rządy ukraińskich nacjonalistów, którzy są bezpośrednimi spadkobiercami ideologii zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójczy mord na setkach tysięcy Polaków podczas II wojny światowej.  Polska nie tylko podzieliła z nimi politykę informacyjną, ale również udziela finansowej, wojskowej i dyplomatycznej pomocy faszystom, którzy przechwycili władzę w Kijowie w roku 2014 i którzy prowadzą wojnę domową przeciwko wschodniej części swego kraju. Polska gra także rolę pierwszego psa lub jastrzębia w UE i NATO gdy chodzi o politykę w kwestiach Ukrainy i Rosji. W szczególności Warszawa popiera surowsze sankcje wobec Rosji oraz zwiększoną obecność wojsk NATO w Europie wschodniej pod pretekstem „rosyjskiej agresji”, a także pomysł uznania ludowych republik Doniecka i Ługańska za organizacje terrorystyczne. Czynnie torpeduje też próby zmierzające do pojednania z Rosją. Istnieją ponadto dowody z wielu źródeł, że ukraińska piąta kolumna w Polsce działa nie tylko w sferze informacyjnej, ale także w agendach rządowych i organizacjach społecznych. Chyba nic nie naświetla wyraźniej antypolskiej orientacji tutejszego reżimu atlantystów niż jego finansowe i wojskowe poparcie dla Prawego Sektora, którego przywódca zapowiedział, że ukraińscy nacjonaliści szykują Polakom drugi Katyń.

Oprócz całkowitego braku niezależności w polityce zagranicznej, w podobny sposób skażona jest i sfera krajowa. Ograniczona niezależność w polityce gospodarczej i zagranicznej, jaką Polska cieszyła się w Bloku Wschodnim, zostały zastąpione przez wszechstronny atlantycki dyktat i eksploatację. Wspaniała baza przemysłowa polskiej gospodarki, zbudowana w okresie powojennym została skutecznie zniszczona w fali prywatyzacji i zamknięć podobnych do tych, jakie miały miejsce w innych krajach  bloku wschodniego po upadku ZSRR. Pomiędzy 1945 a 1989 z gruzów i zgliszcz II wojny światowej powstało tu około 5000 przedsiębiorstw, z których każde zatrudniało ponad 1000 pracowników. Ta szeroka baza przemysłowa została po roku 1989 zastąpiona przez zaledwie kilkaset firm w posiadaniu obcego kapitału. Analiza polityczno-ekonomiczna ujawnia, że dziś Polska stanowi niewiele więcej niż półkolonię, o roli rezerwuaru taniej siły roboczej dla zachodnich korporacji. Skolonizowana przez zachodnie korporacje i wciągnięta w podtrzymywanie swej własnej okupacji Polska nie jest w stanie sformułować swej własnej polityki gospodarczej, realizować swoich strategicznych interesów ekonomicznych ani wdrożyć polityki społecznej, która choćby trochę przypominałaby tę, jaką gwarantowano Polakom w poprzednim systemie. Co więcej, polskie sankcje wobec Rosji pogrążyły w recesji także polskie rolnictwo, dotąd „spichlerz Europy”. Załamał się polski eksport rolny do Rosji wart miliard dolarów: polscy sadownicy stracili 317 mln euro i 61% eksportu poza UE, eksporterzy mięsa stracili  162 mln euro i 20% rynku poza UE, eksporterzy produktów mlecznych – 142 mln euro i 32% rynku poza UE.  Nie mogąc sprzedać jabłek do Rosji tak jak przedtem, Polacy oddali je dosłownie amerykańskim żołnierzom za darmo, samemu ponosząc milionowe straty.

10526188_834276213250275_8462929382978157233_nTakie niedogodności wynikające z atlantyckiego kursu Polski są jednak ukrywane albo ignorowane w polskich mediach oficjalnych, a jest to sfera, nad którą reżim atlantystów sprawuje przemożną kontrolę. Ogromna większość mediów, które nie są własnością albo nie są bezpośrednio powiązane z władzami – a które propagują linię atlantycką i są  aktywnie zaangażowane w wojnę propagandową przeciwko Rosji – stanowi własność zachodniego kapitału i magnatów medialnych, a zwłaszcza korporacji niemieckich i amerykańskich. Te „polskie” media są w rzeczywistości najbardziej agresywne i ambitne w atlantyckiej wojnie informacyjnej. Z drugiej zaś strony źródła nieatlantyckie są poddane cenzurze i blokadzie, tak ostatnio w przypadku Sputnik Polska. Zjawisko to nie jest jednak niczym nowym i przebiega ono tak samo jak problem rozpowszechniania informacji w wielu innych krajach a zatem nie wymaga szczególnego dochodzenia w tym przypadku.

Ogólna sytuacja Polski pod panowaniem atlantyzmu jest jasna. Polakom nie dano więcej wyboru jak tylko to, która atlantycka partia ma nimi rządzić i w jakim tempie polityka atlantycka ma być u nich realizowana. Na dodatek, stopniowe wtapianie w ukształtowaną po amerykańsku pop-kulturę oraz natrętny konsumeryzm dopomogły w scementowaniu atlantyzmu w Polsce także w dziedzinie ideologii i kultury.

/tłum. BJ/

wersja polska i angielska na stronie: http://jeznach.neon24.pl/post/128103,atlantyzm-a-kwestia-polska

ilustracje wybrał: D.Kosiur

Reklamy

5 komentarzy

Filed under Bez kategorii

5 responses to “Atlantyzm a kwestia polska

  1. Pingback: Atlantyzm a kwestia polska | Pekok Antylichwiarz

  2. volviak19

    Witam, w Polsce towarzystwa z Afryki i krajów Arabskich nie będzie, dlatego że Polsce się szykuje po cichu turecki najazd.
    Najpierw knowania Turcja- Ukraina,Ukry już szykują dla turasów broń w Polsce, teraz się słyszy że Polska ma wydawać wizy Turkom.
    A teraz tekst z raszyńskiej gazety „Kurier Raszyński”:
    „Dn.12.11.2015 r.Urząd Gminy Raszyn odwiedził ambasador Turcji w Polsce pan Yosuf Ziya Ozcan.
    Obowiązki gospodarza pełnił wójt Gminy Raszyn pan Andrzej Zaręba, wizyta trwała pół godz.
    Wójt zapoznał gościa z osiągnięciami Gminy Raszyn i przedstawił jej walory turystyczne, na zakończenie wręczył ambasadorowi
    album „Księga Cudów Polski”.
    Są to trzecie odwiedziny w tym roku, po wizytach ambas. Wietnamu i Indii.
    Na pewno świadczą (w/g dziennikarza) o rosnącej atrakcyjności naszej gminy”
    Tak więc obywateli Wietnamu mamy już całe mnóstwo, Hindusów też sporo a teraz wójt Zaręba szykuje nam potop turecki,
    dodam że wójt jest z Pis-u.

    Lubię to

  3. Pingback: Precz z okupacyjnymi wojskami USA i NATO! | hubalblog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s