Pod słowiańskimi dębami…

SłowiańskieDębyMiałem przepiękny sen. Siedziałem na wzgórzu pod prastarymi dębami. Niedaleko stały posągi wyobrażające naszych bogów. Przed nimi widać było złożone krótko wcześniej dary – jadło i napitki. Ich zapach ściągnął już mrówki, chrząszcze i owady. To dla nich jest prawdziwa uczta.

U podnóża świętego wzgórza nieopodal rozlanego zakola rzeki płonęły ogniska. Dookoła nich tańczyła cała nasza wspólnota obejmująca kilkanaście pobliskich wsi – dzieci, młodzi i starzy, dziewczęta i chłopcy. Tańczyli żercy, szaman, płanetnicy i mądre wiedźmy. Wszyscy. Słychać było piszczałki i bębny, śpiewy, śmiech i przyspieszone oddechy tańczących.

Świętowaliśmy wspólnie, jak to u nas przed wiekami było w zwyczaju, kiedy wszyscy razem pracowali i razem świętowali. Jesteśmy przecież jedną słowiańską rodziną. Każdy w niej ma swoje miejsce, każdy jest potrzebny. Każdy dba o wspólne dobro.
.
Spod dębów na wzgórzu rozciągał się rozległy widok na całą okolicę. Widać było lasy, pola, wijącą się zakolami rzekę, polne drogi, naszą wieś i kilkanaście innych. Pola,  lasy, wsie ciągnęły się aż po daleki horyzont.

Nigdzie natomiast w zasiągu wzroku nie było widać tak kłujących wcześniej w oczy symboli obcej religii – nie było ani jednej przydrożnej rzymskiej szubienicy, ani jednego kościoła, których wieże z rzymskimi szubienicami i dzwony zakłócały wcześniej harmonię Przyrody. Pozostały po nich ruiny.

.
ruina

.

Było to już po upadku chorej chciwej cywilizacji technicznej i upadku obcej religii znad Jordanu. Daleko, blisko horyzontu widać było dwa opuszczone miasta. Zarastały je powoli drzewa, krzewy i trawa.

.
miasto bezludne
.
opuszczone miasto
.
Jeszcze kilka pokoleń i nie pozostanie po nich ani śladu. Przyroda je zatrze i weźmie ich tereny ponownie w posiadanie . Tam gdzie kiedyś jeździły samochody przemykają już teraz sarny, dziki, borsuki, zające, wilki i lisy. Niekiedy zaryczy żubr.
.

Po upadku cywilizacji nikt w miastach nie chciał dłużej mieszkać. U wszystkich ludzi zaczęła budzić się słowiańska, pogańska tożsamość.

Ciągnęło ich do życia w bliskim codziennym kontakcie z Naturą, a nie w betonowych klatkach, przy zasmrodzonych spalinami asfaltowych ulicach. Od tamtego czasu wiedli proste, niekiedy znojne, ale w sumie szczęśliwe życie. Każdy mógł liczyć na pomoc każdego innego. Egoizm, chciwość, mobbing, wyścig szczurów, konkurowanie każdego z każdym w walce o „sukces”, gromadzenie tysięcy zbędnych rzeczy tylko po to, aby mieć więcej skończyło się. Te chore cechy cywilizacji odeszły w zapomnienie. Zniknęły jak nocny koszmar po obudzeniu się.

.

Dzieci od tego czasu wychowywane są w duchu Słowiańszczyzny.

 

Przyroda odrodziła się z cywilizacyjnych zniszczeń. Powietrze było czyste, z ziemi już dawno deszcze wypłukały resztki chemikaliów i trucizn. Spłynęły one rzekami do morza i uwięzione zostały w osadach na jego dnie. Woda w rzekach znów była czysta. Można było ją pić prosto z rzek jak kiedyś w zamierzchłych czasach.
.
Tego wieczoru przy ogniskach tańczono ku czci Matki Ziemi – Mokoszy i Słońca -Swarożyca.
.
ognisko
.
To są nasi prawdziwi boscy rodzice. Ziemia jest naszą Matką, Domem i Żywicielką. Ale bez Słońca byłaby bezpłodna. To Słońce zapładnia ją swym światłem i cieplem. Razem – Ziemia i Słońce – dają nam życie.
.
Sława Matce Ziemi!
Sława Swarożycowi!
W przerwach pomiędzy tańcami dla złapania oddechu, gdy wszyscy siedzieli wokół ognisk rozbrzmiewały opowieści o prastarych czasach.
Często wspominana była Arkona – ostatni bastion wolnej, pogańskiej zachodniej Słowiańszczyzny.

Wtedy, gdy upadła pod koniec XII wieku, wydawać by się mogło, że Słowiańszczyzna zginęła na zawsze pod ciosami mieczy i toporów krystowierców. Tak wieścili wszak  jej koniec piewcy rzymskiej szubienicy.
.

„Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa.”

.

Ale Słowiańszczyzna nie zginęła. Prawdziwa tożsamość naszego ludu przetrwała ponurą Noc Swaroga – panowanie mściwej i fanatycznej rzymskiej szubienicy. Czas jej panowania dobiegł końca wraz z upadkiem chorej cywilizacji. Od tego czasu znów jesteśmy Słowianami, żyjemy zgodnie z wiedzą, tradycją i kulturą praprzodków. Słowiański zew obudził w nas Słowiańskiego Ducha, ukrytego wcześniej u wielu Słowian pod zmurszałą skorupą krystowierstwa.
Ogniska paliły się prawie do białego rana. Dopiero wtedy najbardziej wytrwali udali się na wypoczynek. Ja sam odczekałem, aż na horyzoncie na wschodzie wyłaniać zaczęła się duża czerwona tarcza Słońca – Swarożyca. Oddałem mu pokłon. Potem postanowiłem przespać się trochę nie w domu, a pod świętymi dębami. Czułem, że mój czas powoli się zbliża. Wiedziałem jednak, że moje kości złożone zostaną w świętej pogańskiej ziemi. A nie w ziemi święconej wodą  której pies nie chce, wąż nawet nie pije.

Ta myśl napełniała mnie radością…
opolczyk
za: https://opolczykpl.wordpress.com/2015/04/05/pod-slowianskimi-debami/

 

Reklamy

1 komentarz

Filed under Bez kategorii

One response to “Pod słowiańskimi dębami…

  1. Jagienka

    „Tam był w górze las potężny,
    Pień przy pniu stał niebosiężny,
    Dom zielony dla mnie święty.”

    Józef Eichendorff

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s