Kabalistyczny wyrok trybunału w Hadze

Karadzic

W dniu dzisiejszym, dokładnie w 17 rocznicę ( 24 marca 1999 r.) rozpoczęcia barbarzyńskich, ludobójczych bombardowań suwerennej Serbii przez samoloty terrorystycznej, zaborczej organizacji wojskowej NATO – Trybunał Międzynarodowy w Hadze skazał Radovana Karadżića na 40 lat więzienia.

Jeszcze raz Trybunał w Hadze dowiódł, że nie jest żadnym sądem respektującym prawo międzynarodowe, normy cywilizacyjne i zasady suwerenności narodów, w tym niezbywalne prawo do samoobrony i obrony koniecznej jednostek i narodów, ale że Trybunał jest marionetką w rękach najmroczniejszych sił terroryzmu państwowego wykonawczo występujących jako pakt NATO, a zarządzanych przez psychopatyczny kartel finansow0-militarny o syjonistyczno-anglosaskich korzeniach.

We współczesnej Europie, ten ludobójczy kartel syjonistyczno-anglosaski, po w dużym stopniu zrealizowanym scenariuszu zlikwidowania lub zwasalizowania narodowych państw, w tym ze szczególną zajadłością środkowoeuropejskich państw słowiańskich – postanowił wywołać w Europie wojnę cywilizacji chrześcijańskiej z islamską. W atmosferze chaosu o nieobliczalnych konsekwencjach syjonistyczno-anglosascy psychopaci chcą zbudować Nowy Porządek, tzn. totalitarny system pasożytnictwa „wybranych” nad zniewolonym „pospólstwem”.

Narody Europy nie mają alternatyw, a jedynie zdecydowany opór i pozbycie się „wybranych” syjonistyczno-anglosaskich terrorystów osadzonych w bankach, fundacjach i różnego rodzaju instytucjach tzw.”społeczeństwa otwartego” i wysługujących się okupacyjną i agresywną siłą militarną paktu NATO.

PZ

 

” Trybunał w Hadze uznał 71-letniego Karadżicia za winnego 10 z 11 ujętych w akcie oskarżenia zarzutów. Obejmowały one rozstrzelania mężczyzn muzułmanów w Srebrenicy, sprawstwo cywilnych ofiar w czasie trzyletniego oblężenia Sarajewa, oraz szereg innych działań w czasie wojny lat 1992-1995, które według Trybunału obliczone były na czystkę etniczną i nosiły znamiona zbrodni ludobójstwa. Prokurator domagał się dla oskarżonego wyroku dożywotniego pozbawienia wolności.

Karadżić był w latach 1992-1996 przywódcą Republiki Serbskiej w Bośni, której oddziały toczyły walki z bośniackimi muzułmanami i Chorwatami. Poszukiwany przez haski Trybunał ukrywał się z powodzeniem pod przybranym nazwiskiem do 2008, pracując między innymi jako praktyk medycyny niekonwencjonalnej. Proces trwał od 2009 r.”

za: http://www.kresy.pl/wydarzenia,europa-poludniowa?zobacz/radovan-karadzic-skazany-na-40-lat-wiezienia

 

Bombardowania Serbii: zbrodnia czy ludobójstwo?

vladan 7.jpg
Podczas nalotów NATO na Serbię w 1999 roku zostało zabitych 2.000 osób (w tym prawie 90 dzieci) a około 6.000 zostało rannych. Oprócz tych skutków, widzialnych i namacalnych, są również skutki niewidoczne. W maju 1999 roku ONZ ukrył przed opinią publiczną raport Senegalczyka Bakary Kante, szefa pierwszej misji UNEP (United Nations Environment Programme) zajmującej się skutkami bombardowań Jugosławii dla środowiska naturalnego.

24 marca r. b. minęła 15 rocznica rozpoczęcia bombardowań ówczesnej Federalnej Republiki Jugosławii (Serbii i Czarnogóry) przez NATO. Powodem było rzekome zapobieżenie katastrofy humanitarnej spowodowanej przez serbskie siły bezpieczeństwa w trakcie walk z uzbrojonymi Albańczykami (dla kontrolowanych mediów zachodnich bojownikami o wolność), tzn. separatystami i terrorystami mordującymi Serbów oraz pokojowo nastawionych rodaków w Kosowie i Metochii (pełna nazwa tej południowej serbskiej prowincji). Agresja militarna z udziałem 19 państw NATO trwała 78 dni – do 10 czerwca 1999 roku.

Federalna Republika Jugosławii była suwerennym europejskim krajem brutalnie zaatakowanym przez największy sojusz wojskowy bez niezbędnej w takich przypadkach zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tak więc, słowo agresja jest całkowicie uzasadnione i jako takie powinno na zawsze pozostać w słowniku każdego Serba, jako przeciwwaga dla powszechnie używanych eufemizmów, takich jak operacja wojskowa, akcja humanitarna, interwencja NATO, interwencja w Kosowie…

NATO rozpoczęło naloty przy użyciu ponad 450 samolotów, a pod koniec akcji w bombardowaniach brało udział około 1.200 maszyn. Dowódcy polityczni i wojskowy Sojuszu uważali, że Jugosławia skapituluje już po kilku dniach. Nie osiągając zamierzonego celu, NATO zwiększyło liczbę samolotów i ilość nalotów w celu zniszczenia zdolności bojowych Wojska Jugosławii (WJ) i zdemoralizowania mieszkańców. Dlatego też pod koniec bombardowań nasiliły się „przypadkowe” ataki na cele cywilne, nazywane przez oficjeli NATO skutkami ubocznymi.

Wykonano ponad 2.300 nalotów, których celem były setki obiektów. Zużyto około 28.000 jednostek amunicji i wystrzelono ponad 1.000 pocisków manewrujących „Tomahawk”. W czasie bombardowań zniszczono lub uszkodzono 25.000 obiektów, z czego ponad 1.000 cywilnych. Bombardowano obiekty przemysłowe (78), energetyczne (45), mosty, radio i TV przekaźniki, drogi i trakcje kolejowe, lotniska… Po stronie serbskiej zginęło około tysiąca żołnierzy i policjantów. Straty w cywilach wynosiły około 2.000 zabitych (w tym prawie 90 dzieci) i około 6.000 rannych.

Oprócz tych skutków, widzialnych i namacalnych, są również skutki niewidoczne. Niewidoczne gołym okiem skutki agresji łączące rok 1999 z teraźniejszością i przyszłością. W maju 1999 roku ONZ ukrył przed opinią publiczną raport Senegalczyka Bakary Kante, szefa pierwszej misji UNEP (United Nations Environment Programme) zajmującej się skutkami bombardowań Jugosławii dla środowiska naturalnego.
Tekst ten nigdy nie został opublikowany w całości, ale jego fragmenty dotarły do prasy dzięki staraniom amerykańskiego niezależnego dziennikarza Roberta Jamesa Parsonsa, korespondenta z instytucji międzynarodowych w Genewie. W wywiadzie dla ukazującego się w Niemczech serbskiego dziennika „Vesti” Parsons opowiedział o najważniejszych wnioskach ww. raportu.
Senegalczyk przebywający wraz z przedstawicielami innych agencji ONZ w jeszcze bombardowanej Jugosławii, po 12 dniach pobytu, w maju 1999 r. sporządzili raport mówiący o katastrofie ekologicznej. Według raportu, powietrze i grunt w Jugosławii zostały na trwale zanieczyszczone materiami trującymi i promieniotwórczymi z powodu bombardowań zakładów przemysłowo-chemicznych oraz użycia amunicji ze zubożonym uranem. Raport kategorycznie stwierdza, że następne generacje mieszkające na zbombardowanych obszarach będą podatne na schorzenia rakotwórcze, leukemię, zwiększy się ilość poronień i deformacji u noworodków.

W wyniku bombardowań stacji elektroenergetycznych i transformacyjnych do środowiska dostały się groźne substancje, wśród których najgroźniejszą jest Polichlorowany Bifenyl (PCB). Już w latach 60-tych zeszłego wieku odkryto jego właściwości rakotwórcze. Stwierdzono również, że w środowisku naturalnym ulega on powolnemu rozkładowi i powoduje niezwykle trudne do usunięcia skażenie gleby i wody. PCB wywołuje nowotwory, choroby układu immunologicznego, nerwowego, uszkodzenia wątroby, bezpłodność i uszkodzenia płodu u ciężarnych kobiet. PCB jest związkiem trwałym i łatwo rozprzestrzenia się w środowisku naturalnym, jest odporny na rozkład pod wpływem czynników fizycznych i chemicznych, zostaje obecny na kolejnych etapach łańcucha pokarmowego. W raporcie podkreśla się, że tylko jeden litr PCB wystarczy do zatrucia miliarda litrów wody pitnej.

Oprócz tego, bombardowanie fabryk używających metale ciężkie doprowadziło do uwolnienia m. in. kadmu i rtęci metalicznej (najbardziej toksycznej). Są to metale, które zachowują właściwości toksyczne nawet po rozprzestrzenieniu się na obszarze tysiąca kilometrów.

Rozdział ósmy raportu Bakary Kante zajmuje się zanieczyszczeniami spowodowanymi użyciem podczas nalotów amunicji ze zubożonym uranem. Zubożony uran (U-23) powstaje jako produkt uboczny w czasie wzbogacania uranu i uważa się za odpad przemysłowy. Według dostępnych informacji, NATO używało tego rodzaju amunicji zarówno w atakach na cele wojskowe, jak i cywilne, najczęściej na obszarze Kosowa oraz na południowym wschodzie Serbii.

Kante w swoim raporcie podkreśla, że użycie tego rodzaju amunicji wywołuje zgubne skutki dla ludzi, ponieważ oprócz ciężkich obrażeń fizycznych powoduje skażenie radiologiczne, tj. rakotwórcze. Radiologiczne i chemiczne skażenie „nie odróżnia” personel wojskowy używający pociski, cele, tereny, niewinnych cywilów, środki masowego przekazu, grupy wysłane, by udzielić różnego rodzaju pomocy, a skażenie nie zatrzymuje się przed szlabanami państwowymi i nie jest czasowo ograniczone. Okres półrozpadu zubożonego uranu wynosi 4,5 miliardów lat – stwierdza się w raporcie.

W ocenzurowanym raporcie stwierdza się również, że bombardowania NATO miały miejsce w czasie wysiewu roślin uprawnych o największym znaczeniu dla mieszkańców – kukurydzy, słonecznika, soi, buraków cukrowych i warzyw. Zrzucony zubożony uran wpłynął na jakość powietrza, gleby, wody, co wywoła zarówno długoterminowe, jak i krótkoterminowe skutki dla łańcucha pokarmowego.
Według Parsonsa, dyrektor generalny UNEP Niemiec Klaus Töpfer, nakazał ukryć raport przed międzynarodową opinią publiczną. Dopóki NATO na wszystkie strony trąbił o swojej „interwencji humanitarnej”, wspominany raport mówił o katastrofie humanitarnej – ekologicznej będącej precedensem w historii Europy.

Organizacja MTP (Military Toxic Project) domagała się od rządu USA zdjęcia klauzuli tajności z dokumentów o użyciu podczas bombardowań amunicji ze zubożonym uranem. Ta organizacja pozarządowa obliczyła, po otrzymaniu wymaganej dokumentacji 30 stycznia 2000 roku, że w czasie bombardowań zrzucono na Jugosławię 9,45 ton odpadu jądrowego.

Druga grupa (Balcan Task Force) wysłana przez UNEP do sporządzenia nowego raportu o skutkach bombardowań zubożonym uranem, na czele z Finem Peka Havisto, ujawniła w swoim raporcie, że na Jugosławię zrzucano „brudny” uran. Przez BTF przeprowadzona analiza 340 próbek gleby, wody itd. wykazała obecność cząsteczek transuranowych, takich jak U-236, jak również ślady plutonu. Obecność plutonu potwierdzono w dwóch laboratoriach – szwedzkim i szwajcarskim.

Głośno zrobiło się dopiero w 2001 roku, kiedy to na leukemię zmarło 7 Wochów, 5 Belgów, 2 Holendrów, 2 Hiszpanów, 1 Portugalczyk i 1 Czech. Wszyscy służyli w ramach kontyngentu NATO w Kosowie. Oprócz tego, leukemię stwierdzono u 30 żołnierzy włoskich, 8 Hiszpańskich, 4 Francuzów i 4 Belgów. Specjalna komisja ONZ potwierdziła, że wszyscy oni znajdowali się na terenie będącym wcześniej pod ostrzałem amerykańskiej amunicji ze zubożonym uranem. Do 2007 roku we Włoszech zmarło na raka 45 byłych żołnierzy z kontyngentu NATO w Kosowie.

Brytyjski biolog Roger Coghill tuż po bombardowaniach oszacował, że NATO zamorduje jeszcze 10.000 osób w Serbii i regionie. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego dr Milan Jovanović Batut z Belgradu w 2007 roku zwracał uwagę na cichą epidemię raka. Zauważono wtedy wzrost zachorowań na raka prostaty u mężczyzn o 60,3%, na raka pęcherza moczowego o 36,6%, jelita grubego o 28,6%, raka płuc o 15,5%. Natomiast u kobiet zanotowano wzrost zachorowań na raka jelita grubego o 24,6%, płuc o 23,7%, macicy o 17,1%.

Prezes serbskiego Stowarzyszenia do Walki z Rakiem i autor książki „Zbrodnia w czasach wojny, ludobójstwo w czasach pokoju” prof. Slobodan Čikarić uważa to za logiczny skutek zrzucenia na Serbię przynajmniej 10 ton zubożonego uranu. Nasze badania pokazały, że w okresie 2001 – 2008 liczba nowych zachorowań na raka zwiększała się o 2%, żeby w 2009 r., w porównaniu z 2008 r. była większa o 6%, a w 2010, w porównaniu z 2008 o 10%. Uważa on, że w 2014 roku liczba zachorowań wzrośnie do 40.000.

Od 2001 do 2010 roku liczba zachorowań na leukemię i chłoniaka zwiększyła się o 110%, a śmiertelność na te choroby o 180%. To znaczy, że rocznie notujemy wzrost zachorowań o 11%, a wzrost śmiertelności o 12% – dodaje Czikarić.

Onkolog prof. Miodrag Djordjević ostrzega, że po 2020 roku można spodziewać się 70.000 nowych zachorowań rocznie, z czego 40.000 chorych umrze pomimo leczenia. Warto przypomnieć, że NATO już kilka lat przed 1999 roku wykorzystywało amunicję ze zubożonym uranem na Bałkanach. Śmiercionośny uran był używany także podczas nalotów na serbską część Bośni i Hercegowiny w 1995 roku. Ze zbombardowanej wtedy miejscowości Hadżici do miejscowości Bratunac przesiedlono 3.500 Serbów. Z tej liczby w ciągu tylko 5 lat zmarło na raka aż 1.112 osób.

NATO przyznało się do użycia tego rodzaju amunicji, lecz cały czas utrzymuje, że zubożony uran jest nieszkodliwy i dlatego dekontaminacja skażonych terenów w Bośni i Serbii, która według szacunku Komisji ONZ z 2011 r. kosztowałaby kilka miliardów dolarów, nie jest potrzebna. Naukowcy w Serbii zadają sobie jeszcze jedno pytanie. Czy katastrofa ekologiczna wywołana bombardowaniami była skutkiem ubocznym lub celem samym w sobie?

Na konferencji zorganizowanej w Belgradzie w dniu 15 rocznicy rozpoczęcia bombardowań, dr Zorka Vukmirović, fizykochemik, mówiła o skutkach nalotów. Według niej NATO, co prawda nie używało broni chemicznej, ale bombardując zakłady przemysłu chemicznego, rafinerie, stacje transformacyjne, wielkie zbiorniki ropy, osiągnęło ten sam efekt. Ona zastanawia się, czy NATO wiedziało, co stanie się z ogromną ilością substancji trujących w atmosferze? I wyjaśnia, że w ramach NATO istnieje Komitet ds. Wyzwań Współczesnego Społeczeństwa (Committee on the Challenges of Modern Society – CCMS) zajmujący się m. in. zanieczyszczeniem atmosferycznym oraz toksycznością dioksynów.

Wniosek jest jednoznaczny – NATO było świadome skutków, które wywołają bombardowania! Pani Prof. podaje i konkretny przykład celowego wywołania katastrofy ekologicznej. Jak jeden obiekt, na przykład rafineria, zostanie zniszczony natura jeszcze jest zdolna zareagować i poradzić sobie ze skutkami. Jeżeli jednak w tym samym lub zbliżonym czasie zostaje zniszczono kilka podobnych obiektów oznacza to, że dokonano tego z określonym zamiarem. Fakt, że te skoordynowane bombardowania na północy Serbii miały miejsce w chwili, gdy wiatr ogromną trującą chmurę kierował na południe Serbii, a w czasie jej kilkudniowej podróży do południowych granic przez trzy dni padał deszcz, jest wystarczającym dowodem na to, że Sojusz świadomie i z zimną krwią zaplanował zanieczyszczenie wysoko trującymi substancjami powietrza, wody i gleby w całej Serbii. W czasie bombardowań spłonęło około 150.000 ton ropy i substancji ropopochodnych oraz około 367.000 ton kerozyny (paliwa lotniczego).

Dr Radomir Kovaczević, dyrektor Instytutu Radiologicznego, poinformował w swoim wystąpieniu, że w 2013 roku na raka zachorowało w Serbii 359 dzieci, a oznacza to jedno chore dziecko dziennie. Kiedy Włosi w 2000 roku opublikowali książkę „Prewencja Onkologiczna Powracających z Bałkanów” autorstwa Franco Nobile, niedawno zmarłego na raka profesora z Mediolanu i ówczesnego lekarza włoskiej jednostki, po raz pierwszy ujawniono przypadki zachorowań żołnierzy włoskich – powiedział Kovaczević i dodał, że badania serbskie potwierdziły prawie wszystkie wnioski Włochów. Udowodniono, że w ekosystemie istnieją ogromne ilości groźnych substancji, kilkaset tysięcy razy większe niż w naturze, a w ciałach ludzi zamieszkujących zbombardowane lokacje znaleziono uran.
Według niego, w Serbii trwa obecnie epidemia raka złośliwego. Stopień zachorowań na tego rodzaju choroby jest już podwojony, a śmiertelność jest także dużo większa. W okresie 2006-2009 zarejestrowano 35.987 nowych zachorowań, a na raka zmarły w tym samym czasie 20.304 osoby.

Są to oficjalne dane serbskiego Instytutu Zdrowia Publicznego dr Milan Jovanović Batut, które zostały opublikowane w rejestrze Światowej Organizacji Zdrowia w Lyonie. Dla porównania, Serbia bez okręgów autonomicznych (Kosowo oraz Wojwodina) w 1981 roku miała tylko 10.000 nowych zachorowań. Analiza zachorowań i śmiertelności pokazuje, że w Serbii liczba umierających jest zbliżona do liczby osób, u których odkrywa się raka. Natomiast na Zachodzie i w Ameryce 60-70% osób zostaje wyleczono.

Dragoljub Antić, ekspert do spraw energii jądrowej, poinformował uczestników konferencji, że według oficjalnych danych NATO na terytorium Federalne Republiki Jugosławii w 1999 roku wystrzeliło 31.000 pocisków (o wadze 370 gramów) ze zubożonym uranem. Z tej liczby 1 tonę wystrzelono na terytorium południowo-wschodniej Serbii, a 9 ton na terytorium Kosowa. Pewną ilość pocisków wystrzelono na półwysep Arza w Czarnogórze. Naszym ekspertom udało się tylko częściowo usunąć pozostałości po pociskach. Większa część pocisków i odłamków pozostała w ziemi, a pewna ilość spłonęła i na trwale zatruła środowisko.

Według Anticia, najgorsze skutki odczuwają i odczuwać będą mieszkańcy Kosowa. Stamtąd nie dochodzą dane dotyczące zachorowań na raka i zgonów, nikt się tym oficjalne nie zajmuje. Niestety, to właśnie Albańczycy, ludność w imię czyjej rzekomej ochrony dokonano „humanitarnej interwencji” są i będą największą ofiarą tej agresji i zbrodni.

Pociski ze zubożonego uranu, jako amunicja promieniotwórcza, należą do broni jądrowej, a broń jądrowa należy do broni masowego rażenia (wraz z bronią chemiczną, biologiczną i toksyczną), której użycie jest zakazane Konwencją Haską i Genewską od lat. W czasie agresji na Serbię Sojusz Północnoatlantycki używał promieniotwórczej amunicji, a bombardując zakłady chemiczne, obiekty energetyczne i zbiorniki ropy doprowadził do sutków podobnych do tych, jakie powstają po użyciu broni chemicznej i toksycznej. Oznacza to, że ze względu na jej przerażające następstwa, 78-dniową agresję NATO na Serbię można nazwać aktem ludobójstwa. Ludobójstwem, które wciąż trwa.

Vladan Stamenković
Myśl Polska, nr 19-20 (11-18.05.2014)

za:http://www.mysl-polska.pl/node/69

Advertisements

16 komentarzy

Filed under Bez kategorii

16 responses to “Kabalistyczny wyrok trybunału w Hadze

  1. nana

    Człowiek nie jest w stanie tego zrozumieć. Niemcy chwalili się, że nato robiło po 500 nalotów dziennie na Serbię! Zniszczenie Jugosławii nie jest w żadnej proporcji do rzekomych morderstw dokonanych przez Serbów na muzułmanach. No więc po co to było? A no chyba po to, żeby jakoś tych „islamistów” uaktywnić. W Serbii się nie udało, zwyciężył w ludziach rozsądek.No to narysowali „karykaturę Proroka” – jakby można było faktycznie Proroka skarykaturować (kto wie, jak On wyglądał???) i rozgłosili to światu. Trochę zamieszania z tego było, ale też jeszcze nie wystarczająco. Więc jakiś tam czarli chebdo, czy jak to się nazywało i parę trupów dla wzmocnienia efektu. Ale ludzie też i z tym jakoś sobie poradzili. Z tym, że wówczas było już gotowe „państwo islamskie”.
    Teraz wygląda na to, że sami sobie podkładają bomby, żeby ludzi utrzymać w strachu i żeby ludzie godzili się na wszelkie szykany i ograniczenie wolności. Na pejsbuku tzw. prominenci wypisują żądania: „skończcie z tym terroryzmem”! czyli władze powinny praktycznie zamknąć wszystkich obywateli w więzieniu, to by ludzie byli pod kontrolą.
    Rosjanie przytomnie zlikwidowali w Syrii obywateli Rosji, zajmujących się terroryzmem. To może uda się Rosji zapanować nad sytuacją w razie co.
    Natomiast na zachodzie życie ludzkie nie ma żadnego znaczenia i oni zrobią wszystko, żeby liczba ofiar była jak największa.
    Na razie jeszcze nie mówią nic o tym, że to „prawdopodobnie rosyjscy terroryści” są temu winni. Może był to fabrykowany powód do wojny z Rosją? Choć oczywiście te wszystkie zamachy zarówno w londynie jak i innych miastach były dziełem zachodnich „służb”. Dowodem na to jest blokowanie między nimi wymiany informacji tak, żeby nie było możliwe zapobieżenie takim tragediom. Ile jest tam tych pionowych i poziomych korytarzy, jakimi demony się poruszają, by składać w ofierze ludzi, wiedzą tylko ci, co to robią. Szkoda tych ludzi tam, na zachodzie i szkoda nas tu, i każdego wszędzie. Ale tak to jest, gdy ludzie hołdując tylko własnemu ego zapominają o tym, że wszyscy jesteśmy JEDNYM, i cokolwiek się wydarza, dotyczy nas wszystkich. Dlatego nie wolno nam było biernie przyglądać się krzywdzeniu Jugosłowian, ponieważ teraz nie będzie kto miał przejąć się naszym losem, gdy nas krzywdzić będą. A może już krzywdzą.
    Tak zwany trybunał haski to farsa, to kpiny z ludzkiej inteligencji. I mimo to ludzie nie wyrażają sprzeciwu i wolą wierzyć, że to ma choćby znamiona prawowitego sądu. Wszyscy poniesiemy tego konsekwencje. I słusznie.

    Polubione przez 1 osoba

    • Jagienka

      „Na razie jeszcze nie mówią nic o tym, że to „prawdopodobnie rosyjscy terroryści” są temu winni.”

      Ależ mówią i to nie powinno być dla nikogo niespodzianką. Szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, Wasilij Gricak, już zasugerował, że za atakami w Brukseli prawdopodobnie stoi Moskwa i jest tą częścią rosyjskiej wojny hybrydowej. Na co premier rosyjski, Miedwiediew, odpowiedział, że Wasilij Gricak jest imbecylem.

      Lubię to

      • moherowy beret

        Jagienka chyba nie jest obeznana z typami u władzy w tym nieszczęsnym kraju czyli Ukrainie.Przecież oni o wszystko oskarżają Moskwę,nawet o to,że hrywna spadła na łeb i szyję,że chleb drogi,że Zachód nie chce kupować ukraińskich kurczaków itp.Żeby jakoś przykuć uwagę Zachodu do państwa rozkradanego przez pazernych Żydów skorumpowane złodziejskie służby krzyczą na wszystkie strony o winie Rosji,żeby nikt nie przyglądnął się żydowskim geszeftom na Ukrainie.Od kiedy to możemy wierzyć Jacyniukom,Turczynowym czy Poroszenkom,no i Gricakom.To są marionetki usadzone przez Departament Stanu USA,tak samo jak w swoim czasie usadzili w Kosowie na rządowe stanowiska same mafijno-bandyckie szumowiny sziptarskie.Amerykanie zawsze wybierają badziewie,które potem im służy wiernie,żeby nie popaść w tarapaty.

        Lubię to

  2. paziem

    Warto przypomnieć pewną inicjatywę z tamtego okresu ( mowa o wiośnie 1999r.)

    :
    W nocy z 23 (dzień św. Wojciecha, patrona Polski) na 24 kwietnia (dzień św. Jerzego, pogromcy smoka) zawiązało się Porozumienie Polskie. Oto treść komunikatu:

    W celu wspólnej pracy na rzecz najpełniejszego rozwoju Polski i obrony niepodległości państwa polskiego, w którym Naród Polski jest suwerenem, sygnatariusze Porozumienia Polskiego podejmują współdziałanie w celu doprecyzowania programu dla niepodległej Polski oraz w celu przygotowania na fundamencie tego programu stronnictwa politycznego, które połączy porozumiewające się środowiska.
    Łączy nas głębokie przekonanie o konieczności wspierania polskiego rolnictwa i polskiej wytwórczości, zagrożonych procesami przystosowania do Unii Europejskiej i obrona polskiej własności przed wydawaniem jej w obce ręce. Łączy nas przekonanie, że edukacja i kultura polska, które budują tożsamość polską, nie mogą być przedmiotem niszczącej je zewnętrznej, manipulacji. Łączy nas sprzeciw wobec akcesji Polski do Unii Europejskiej.
    Zawierający porozumienie w imieniu swoim i swoich środowisk zobowiązują się wzajemnie wobec siebie, że nie podejmą oddzielnie żadnych działań zmierzających do udziału w wyborach do Sejmu, Senatu i na urząd Prezydenta RP.
    Program dla Niepodległej Polski będzie doprecyzowany w szerokiej konsultacji społecznej, a po jego zredagowaniu Porozumienie Polskie zostanie otwarte dla innych, akceptujących ten program środowisk.
    Porozumienie może tworzyć środowiskowe i terenowe kręgi sympatyków.
    Jan Łopuszański, Piotr Jaroszyński, Maciej Giertych, Wojciech Wierzejski, Paweł Gondek, Arkadiusz Robaczewski, Roman Giertych, Marek Zagajewski, Mariusz Grabowski, Halina Nowina-Konopczyna, Anna Sobecka, Piotr Krutul, Maciej Eckardt, Mariusz Olszewski, Witold Tomczak, Michał Grabianka, Zygmunt Wrzodak.

    Wśród sygnatariuszy są wszyscy posłowie „Naszego Koła” Sejmu RP, przedstawiciele Stow. „Rodzina Polska”, Stronnictwa Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej, ZZ „Solidarność” Ursusa, Instytutu Edukacji Narodowej i in. Jak pamiętamy „Nasze Koło” jako jedyne głosowało przeciwko wejściu Polski do NATO. „Rodzina Polska” uzyskała w 1998 r. przeszło 5% głosów na terenie całego kraju w wyborach samorządowych i to mimo iż nie wystawiała kandydatów we wszystkich okręgach. Stronnictwo Narodowe i Młodzież Wszechpolska to jedyne w Polsce ugrupowania polityczne mające ciągłość statutową i personalną od czasów przedwojennych. Zygmunt Wrzodak to nie tylko szef „Solidarności” Ursusa ale liczący się działacz tego ZZ w Polsce. IEN zorganizował w całym kraju system kształcenia z zakresu tradycyjnej interpretacji historii i kultury polskiej.
    Fakt zawiązania się Porozumienia Polskiego bardzo przestraszył środowiska internacjonalistyczne, szczególnie Gazetę Wyborczą, która na różne sposoby próbuje (np. 27.IV.99) skłócić nowo powstałe środowisko, określając nas (26.V.99) jako „reprezentantów sfrustrowanych”. ZChN bardzo jest zaniepokojony rozłamem w jego szeregach, gdyż niektóre jego okręgi przystąpiły do PP. Prezes ZChN, Marian Piłka, zarzuca, że mamy „trudności z uznaniem III Rzeczypospolitej za swoje państwo” (Gazeta Wyborcza 26.V.99). Wyraźnie nie rozumie narodowców. Dla nas nie tylko IIIRP, ale i PRL to też Polska. Identyfikujemy się z trudem Narodu polskiego w budowie siły naszego państwa, niezależnie od tego, kto w nim sprawuje władzę. Natomiast zarówno w PRL, jak i teraz walczymy ze sprawującymi w Polsce władzę internacjonalistami, tymi od „łączących się proletariuszy wszystkich krajów” i od „integracji euroantlantyckiej”, biorących instrukcje z Kremla, czy to z Brukseli. Chcemy by władcy Polski w pierwszym rzędzie troszczyli się o aprobatę Polaków, a nie o pochwały czy nagrody z zagranicy.
    Dość wodzenia ludzi za nos. Elektorat tradycyjnie myślący, patriotyczny i katolicki, musi wreszcie otrzymać możność głosowania na duży politycznie silny i wiarygodny blok, który będzie wierny swemu programowi i w żadnej sytuacji nie udzieli poparcia polityce środowisk liberalno-lewicowych (SLD, UW) uzgodnionej przy Okrągłym Stole. Pod szyldem „Solidarności”, Wyborczej Akcji Katolickiej, ZChN-u i AWS-u oddawano ten elektorat po kolejnych wyborach pod władzę ciągle tego samego internacjonalistycznego środowiska, choć o zmiennej nazwie (KOR, ROAD, UD, UW).
    Narodowcy nie byli przy Okrągłym Stole. Na dziesięciolecie tego porozumienia piano zachwytami … w USA. Michnik miał tam orzec, że Okrągły Stół uratował demokrację przed zagrożeniem ze strony „katolickiego państwa Narodu Polskiego” (Nasz Dziennik 4.VI.99). Ma rację, bo rządy narodowo-katolickie byłyby dla jego rodzaju demokracji i dla jego środowiska zagrożeniem utraty wpływów. Nic dziwnego więc, że kiedy gen. Kiszczak ujawnił fragment nagrań filmowych z rozmów w Magdalence odezwały się głosy oburzenia, że w jego prywatnych rękach są tajemnice państwowe i je ujawnia (Gazeta Wyborcza 8.II.99). A jakie to tajemnice? Czemuż to nie żądano ujawnienia całości taśm nagrywanych wtedy przez specsłużby PRL? Co obecni władcy Polski mają w tej mierze do ukrywania?
    Porozumienie Polskie nie ma nic do ukrywania. Chce polityki jawnej, otwarcie ukierunkowanej na dobro Narodu i Państwa Polskiego, na dobro wszystkich polskich środowisk. Bez takiej polityki padnie polskie rolnictwo, polska wytwórczość, polski handel, polski przemysł, polska kultura. Czas by odebrać internacjonalistom władzę!
    W dniu 22 maja Komitet Główny Stronnictwa Narodowego zaaprobował Porozumienie Polskie.
    KOSOWO
    Cele wojny
    Komentatorzy polityczni podnoszą różne cele wojny NATO z Jugosławią. Wymienia się następujące:
    Oficjalnie
    1) W imię humanitaryzmu powstrzymać czystki etniczne w Kosowie – (NATO-wskie bombardowania je przyśpieszyły).
    2) Obalić w interesie narodu serbskiego dyktatora Miloszewicia – (dyktator ten choć komunista i rządzi twardą ręką, władzę zdobył demokratycznie, a bombardowania tylko utrwaliły jego władzę i zwiększyły jego popularności wśród Serbów).
    Nieoficjalne
    3) Rozszerzyć wpływy niemieckie na Bałkanach (Sir Alfred Sherman Daily Telegraph 6.IV.99). To samo robiły Prusy wilhelmowskie, republika weimarska i Niemcy hitlerowskie. Samodzielne uznanie przez RFN niepodległości Chorwacji dało początek wojnom w Jugosławii.
    4) Rozszerzyć wpływ islamu na Europę (M. Miszalski Niedziela 2.V.99). Niepodległe Kosowo byłoby muzułmańskim państwem w sercu Europy, z posiewu niewoli ottomańskiej.
    5) Dać zarobić producentom broni i wypróbować nowe technologie wojskowe (S.Kozanecki Syntezy V-VII.99)– niszczące sieci energetyczne bomby grafitowe, celne bombardowania nocą itd. Z tą celnością to różnie. Rakiety szukające radarów, gdy je Serbowie wyłączają, znajdują sobie cele za granicą, np. w Bułgarii.
    6) Zniszczyć przemysł państwowy, którego Serbowie nie chcieli sprywatyzować. To się udaje.
    7) Ukarać Jugosławię za to, że nie chciała się zadłużać w bankach światowych. Czy wolno nie zadłużać się? pyta Ryszard Surmacz (Nasz Dziennik 20.V.99)
    8) Jeszcze dalej podzielić Jugosławię na regiony (landy) wydzielając Kosowo i Czarnogórę zgodnie z planem regionalizacji Europy (John Geipel The Observer 18.IV.99)
    9) Podnieść wiarygodność najmniej wiarygodnego z prezydentów USA. Straszono Serbię bombardowaniem od dawna. Trzeba było udowodnić, że nie bez pokrycia.(J. Sobran w The Wanderer 1.IV.99)
    10) Zapewnić, by Clintona bardziej pamiętano z okazji wojny bałkańskiej niż z romansu z Moniką. W USA wielcy prezydenci (Waszyngton, Lincoln, Wilson, Roosevelt) kojarzą się z wielkimi wojnami (Robert H. Goldsborough Catholic Family News maj 1999).
    11) Przejąć największe w Europie złoża ołowiu i cynku w Stari Trg i Trepča koło Prištiny. Towarzyszą im inne metale nieżelazne – kadm, złoto, srebro i ogromny przemysł wydobywczy i metalurgiczny. Ponoć w tym celu Armia Wyzwolenia Kosowa otrzymała pieniądze i broń od USA i Niemiec (Sara Flounders w Workers’ World 30.VII.98 i Chris Hedges w The New York Times 8.VII.98 za The Wanderer 15.IV.99)
    Z tej listy celów wojny najmniej wiarygodnie brzmią dwa pierwsze. Gdyby oficjalne cele były prawdziwe, to NATO dawno już walczyłoby, broniąc Kurdów w Turcji, Palestyńczyków w Izraelu, murzynów w Sudanie, Tamilów w Sri Lance, itd. Jakoś prędzej widzę NATO broniące Ślązaków w Polsce, niż tam gdzie brak innych celów niż te oficjalne.
    Serbii i jej polityki można nie aprobować, ale brzmi wiarygodnie gdy mówi, że broni integralności swego kraju przed separatystami albańskimi w Kosowie, którzy utworzyli Wyzwoleńczą Armię Kosowa (WAK to coś jak ukraińskie UPA czy irlandzkie IRA) i w oparciu o pobór wśród ludności albańskiej w Kosowie prowadzą wojnę z serbską władzą państwową. Serbowie traktują NATO jako sprzymierzeńców WAK.

    Łamanie prawa międzynarodowego
    W wojnie tej programowo łamie się wszelkie prawo – wraca orientalna zasada, że prawem jest quod principi placuit. Tym księciem prawodawcą jest Bill Clinton lub ci, co za nim stoją.
    Karta Narodów Zjednoczonych nie zezwala na użycie siły lub groźby siły przeciwko terytorialnej integralności i niezależności jakiegokolwiek państwa (§2,1,4), ani na wtrącanie się w wewnętrzne sprawy jakiegokolwiek państwa (§2,1,7). O zagrożeniu pokoju i koniecznym przeciwdziałaniu decydować może tylko Rada Bezpieczeństwa ONZ (§ 39). Takiej decyzji nie uzyskano.
    W ramach KBWE (Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie) strony porozumienia, USA, Kanada i wszystkie kraje Europy (bez Albanii), w Akcie Końcowym § 1a I zobowiązują się do wzajemnego poszanowania suwerenności, integralności terytorialnej i prawa do swobodnego określania swego systemu politycznego, oraz §1a II wyrzekają się stosowania siły lub nawet groźby użycia siły we wzajemnych stosunkach. Walka z separatystami albańskimi w Kosowie to sprawa wewnętrzna Serbii.
    NATO jest sojuszem obronnym. Serbia nie zagraża żadnemu państwu członkowskiemu. Atak na nią nie jest aktem obronnym.
    Wysłanie wojska lądowego USA do Albanii „by chronić uchodźców” odbyło się wbrew obowiązującej w USA poprawce Robertsa do ustawy o budżecie obronnym wymagającej na to szczególnych warunków i zgody Kongresu (Sen. James M. Inhofe z Oklahomy – The Free Press 23.IV.99).
    W nalotach na Serbię zastosowano bomby kasetowe, rozpryskujące się – zakazane Konwencją Genewską jako szczególnie dotkliwe dla ludności cywilnej (Nasz Dziennik 5.V.99).

    Co już osiągnięto?
    Ukazano całemu światu, że największe mocarstwo światowe, dzisiaj USA, nie zależnie od deklarowanej wierności zasadom praworządności i demokratyzmu, nie potrzebuje się liczyć z jakimkolwiek prawem własnym czy międzynarodowym, nawet solennie przez siebie podpisanym.
    ONZ została uznana za organizację niesprawną ze względu na prawo veta w Radzie Bezpieczeństwa krajów nie zawsze posłusznych USA (Rosja, Chiny). NATO przejęło od ONZ rolę światowego policjanta jako jedyna „akceptowalna międzynarodowa siła” (The Guardian 14..IV.99).
    Kierownictwo NATO podejmuje działania bez zgody własnych parlamentów i bez uzgodnienia ze wszystkimi państwami członkowskimi. Tony Benn, poseł do parlamentu brytyjskiego ma pretensje do premiera Tony Blaira, że wciągnięto Anglię w wojnę bez zgody parlamentu (The Observer 18.IV.99). Nasz rząd dowiedział się z mediów, że idziemy na wojnę z Serbią. Ustaliła się więc zasada, że w NATO są członkowie lepszej i gorszej kategorii. Ci drudzy mogą się znaleźć w stanie wojny nie wiedząc o tym.
    Zmieniono doktrynę NATO z obronnej na policyjną również poza granicami sojuszu. Najpierw przez fakt dokonany, a teraz od spotkania na szczycie NATO z okazji 50-lecia sojuszu opracowuje się już tę doktrynę w szczegółach. Doktrynę dopasowuje się do faktów.

    Krzywda ludności cywilnej
    Przy okazji przeróżnych krzyżujących się interesów jak zawsze na wojnach krzywdzona jest ludność cywilna. Słyszy się o straszliwych mordach na bezbronnych, mordach dokonywanych zarówno przez Serbów i Albańczyków, jak i przez naloty NATO. Amerykanom się wydawało, że bombardowaniami zmuszą Serbów i Albańczyków do wzajemnej miłości i tolerancji. Gdyby trochę znali twórczość Feliksa Konecznego to wiedzieliby, że u Albańczyków msta, mszczenie skrzywdzonego rodowca, to obowiązek moralny, obowiązek dziedziczny. Tych samosądów nie zlikwiduje się ani prośbą ani groźbą. Jedyny sposób to zwaśnionych rozdzielić fizycznie i trzymać z dala od siebie. Tylko do takiej roli mogą się przydać wojska rozjemcze, międzynarodowe. W tej roli polskie wojska już nieraz się sprawdziły. Natomiast do roli agresorów się nie nadajemy.
    Obecnej wojnie towarzyszą też inne barbarzyństwa, jak np. zmuszanie dziewczyn spośród uciekinierek z Kosowa do prostytucji i handlowanie nimi – czynią to albańskie mafie na niewolniczych targach Europy zachodniej (Wiadomości KAI 29.IV.99). Stale słyszy się, że broń dla WAKu opłacana jest z handlu narkotykami. Zaledwie 10-20% pomocy dla Kosowian kierowanej do Albanii trafia do adresatów – resztę rozkradają albańskie mafie (Wiadomości KAI 6.V.99).
    Bombardowania natowskie to też barbarzyństwo. Ponoć atakowane są tylko obiekty wojskowe i strategiczne. Ale giną też cywile, kobiety, dzieci, nie tylko Serbowie, ale i kosowscy Albańczycy, którym rzekomo udziela się pomocy. Okazuje się, że ogromne straty ponoszą też obiekty sakralne i w ogóle budynki historyczne. Zestawił je Simon Jenkins w London Times (7.V.99, za The Wanderer 20.V.99). Najwięcej strat jest w Kosowie – w gruzach są meczety i cerkwie. Może meczety niszczą sami Serbowie, ale przecież cerkwii prawosławnych, jak chociażby sanktuarium w Gracanicy z zabytkowymi freskami, sami nie zniszczyli.
    Może spędzono specjalnie Albańczyków dla ochrony obiektów wojskowych? Może sztaby wojskowe kryją się po monastyrach? Prawdy wnet się nie dowiemy. Wszystkie strony kłamią.
    Mamy nowy rodzaj barbarzyństwa – świadomie fałszywe informacje. Tu nie chodzi o błędne informacje – na każdej wojnie jest ich wiele – ani o świadome wprowadzanie przeciwnika w błąd, ale o oszukiwanie własnych narodów i sojuszników. Przykładowo, rzekoma masakra Kosowian przez Serbów we wiosce Racak okazała się być fikcją. Zabici to przebrani w stroje cywilne wojownicy WAK, którzy zginęli w starciu zbrojnym z wojskiem serbskim, o czym Serbowie donosili jako pierwsi (Straight Left marzec 1999). Potwierdziła to międzynarodowa komisja złożona z fińskich lekarzy kryminologów. Ale ich raport nie trafił do światowych mediów (The Wanderer 15.IV.99).
    Po II wojnie światowej Amerykanie bombardowali już (The Free Press 21.V.1999) Chiny 1945-46, Koreę 1950-53, Chiny 1950-53, Gwatemalę 1954, Indonezję 1958, Kubę 1959-60, Gwatemalę 1960, Kongo 1964, Peru 1965, Wietnam 1961-73, Laos 1964-73, Kambodżę 1969-70, Gwatemalę 1967-69, Grenadę 1983, Libię 1986, El Salwador 1987, Nikaraguę 1988, Panamę 1989, Irak 1991-99, Sudan 1998, Afganistan 1998, Jugosławię 1999 – i komu to pomogło?
    Gdyby jacyś Serbowie określili bombardowania Jugosławii jako „bicz Boży” za ich grzechy, to wypowiedź taka, jako ekspiacyjna, budziłaby respekt. Gdy pochodzi z kraju NATO (Wiadomości KAI 13.V.99), brzmi jak znajome nam Gott mit uns.

    O czystkach etnicznych
    Jeszcze słowo o czystkach etnicznych. Dzisiaj uważa się „czystki etniczne” za największą zbrodnię. Czystki etniczne wymyślili Anglicy po I wojnie światowej zmuszając Turków i Greków do masowych przesiedleń zgodnie z narzuconą przez ustalenia międzynarodowe granicę między Turcją i Grecją. Chodziło o to by nie było Turków w Grecji, a Greków w Turcji. Równocześnie na terenach spornych polsko-niemieckich zarządzono plebiscyty. Nic one nie dały. Wykazały, że w miastach są Niemcy a po wsiach Polacy? Żadna linia graniczna nikogo nie mogła zadowolić. Pretensja o tą, którą ustalono, była jedną z przyczyn II wojny światowej. Tak więc po II wojnie światowej zarządzono i tu czystki etniczne. Tak samo na nowej granicy wschodniej Polski. Ci co przeżyli te przesiedlenia wspominają je boleśnie, ale dziś na granicy turecko-greckiej konfliktów nie ma. Czystki okazały się na dłuższą metę skuteczną metodą usuwania przyszłych źródeł konfliktów. Skoro Serbowie i Albańczycy walczą ze sobą od lat w Kosowie, czemu i tam nie zaproponować granicy kompromisowej i przemieszczeń ludności? Podobnie można by zrobić w Bośni i Hercegowinie. Nie tak dawno pod nadzorem NATO dokonano tego na Cyprze, rozdzielając ludność grecką i turecką.
    Tymczasem z tematu „czystek” czyni się zarzut o zbrodnię. Czemu? Czyżby chodziło o anulowanie czystek etnicznych dokonanych po II wojnie światowej, czyli o powrót Niemców do Czech i Polski? Tak by wynikało z niedawnej wypowiedzi Huberta Hupki (Nasz Dziennik 17.V.99) i premiera Bawarii Edmunda Stoibera (Gazeta Wyborcza 24.V.99) porównującej przesiedlenia Niemców po II wojnie światowej do czystek etnicznych w Kosowie .

    Sojusz z Niemcami
    W dniu 29. IV.99 r. prezydent Kwaśniewski w obecności kanclerza Niemiec G. Schroedera powiedział w Sopocie, że po raz pierwszy Polska i Niemcy są sojusznikami wojskowymi (TVP1, l9.30). Nasz niedokształcony prezydent nie tylko nie słyszał o Sobieskim, który pod Wiedniem dowodził również wojskami niemieckimi, ale nawet o latach 1938 i 1968 .
    W październiku 1938 roku Niemcy wspólnie z Polską i Węgrami dokonują rozbioru Czechosłowacji. Niezależnie od słuszności naszych praw do Zaolzia, zdobywanie go w takim towarzystwie było nie tylko błędem, ale i hańbą. Uczciwi ludzie mieli uczucie, jakby im kto napluł w twarz. To wtedy utraciliśmy moralne prawo do Zaolzia. Po II wojnie światowej już nie wypadało nam po nie sięgać.
    W roku 1968 wspólnie z ZSRR i NRD najechaliśmy Czechosłowację. Wspominamy ten czyn zbrojny z obrzydzeniem.
    Dzisiaj, gdy wspólnie z Niemcami uczestniczymy w napaści na Jugosławię uczciwi ludzie podobnie patrzą ze wstydem na własny rząd. Uśmiechy w Sopocie są tyle warte, co polowania z Göringiem w Białowieży, czy całusy Ulbrichta z Gomułką.

    Opozycja wobec wojny w Kosowie
    W Polsce w dwa tygodnie po szumnym wejściu do NATO zobaczyliśmy co to dla nas oznacza w rzeczywistości. Tylko „Nasze Koło” miało odwagę głosować przeciwko wejściu Polski do tego sojuszu. Dziś, gdy nasi żołnierze idą na wojnę, w której interes Polski nie jest po żadnej ze stron, gdzie będziemy tylko mięsem armatnim, sprzeciw wobec naszego udziału w tej wojnie jest powszechny. Media i sondaże opinii publicznej najpierw wmawiały nam, że poparcie dla interwencji NATO w Kosowie jest przytłaczające i że rośnie. Wnet przestano o tym mówić w ogóle. Polacy nie popierają tej wojny i nie sposób im wmawiać, że jest inaczej. Zapewnienia polskich polityków o naszym poparciu dla interwencji NATO wynikają z ich uzależnienia od struktur euroatlantyckich lub euroentuzjazmu. Nie wyrażają ani polskich interesów, ani polskiej opinii publicznej.
    Czytam sporo prawicowej prasy anglosaskiej i francuskiej. Wszędzie opozycja wobec interwencji NATO jest jednoznaczna i zdecydowana. Oburza niemoralność tej wojny i jej uzasadnień. Ciekawe, że również tradycyjne środowiska lewicowe protestują wobec tej interwencji, wychodząc jednak z innych przesłanek, z solidarności z komunistycznym rządem w Serbii. Ale efekt jest niecodzienny. Prawica i lewica zgłasza protest wobec polityki liberalno-globalistycznego centrum. Świat się podzielił na zwolenników i przeciwników interwencji NATO. Każdy liczący się polityk, dziennikarz, czy intelektualista zabrał w tej sprawie głos. To trochę jak z wojną domową w Hiszpanii w latach trzydziestych. Wtedy też cała Europa podzieliła się na zwolenników i przeciwników gen. Franco i podział ten trwa. Ale był to podział na lewicę i prawicę. Dziś jest to podział na globalistów i zwolenników nieingerencji w wewnętrzne sprawy państw.
    Może jest to jakiś istotny znak czasu.

    za:http://opoka.giertych.pl/owk30.htm

    Lubię to

  3. paziem

    Jak podżegano do agresji na Jugosławię
    autor: Karol Kaźmierczak

    Polscy politycy i media biją dziś na alarm przed moskiewskim imperializmem z powodu aneksji Krymu. Mało kto chce pamiętać, że pierwszy raz w nowej, post-zimnowojennej Europie pogwałcono zasadę nienaruszalności granic suwerennego państwa piętnaście lat temu. 24 marca 1999 r. państwa NATO rozpoczęły bombardowania Jugosławii.

    Polskie elity i media przyłożyły rękę do tamtej agresji i do dziś nie potrafią przyznać się do błędu. Dowodem tego jest fakt pojawienia się ostatnio komentarzy i artykułów w mediach najbardziej krytycznych wobec polityki rosyjskiej, jednocześnie chętnie jeszcze dziś broniących agresji na Jugosławię jako czegoś rzekomo nieporównywalnego. Z tej okazji przytoczono całą litanię oskarżeń, którymi dziennikarze, czy to w swojej złej woli czy to ignorancji, żonglowali niegdyś przez miesiące poprzedzające agresję przeciw Jugosławii wpisując się w plan elit zdobycia społecznego przyzwolenia dla działań militarnych.

    Siła propagandy

    W krajach zachodnich, przede wszystkim Francji i Niemczech, gdzie media odegrały równie haniebną, bo zaprzeczającą ich podstawowej informacyjnej misji, rolę podżegaczy, już rok czy dwa po wojnie rozkwitła dyskusja demaskująca kłamstwa, jakich użyto dla legitymizacji jej rozpoczęcia. Tymczasem wielu polskich publicystów dalej brnie w manipulacje i kłamstwa. Dalej podtrzymuje narrację jakoby bombardowania NATO miały być jedynym sposobem na uniknięcie rzekomej kampanii czystek etnicznych organizowanych przez władze Jugosławii w celu całkowitej eliminacji rzekomo bezbronnej i pokojowo nastawionej ludności albańskiej.

    Carl Savich w pracy „War, Journalism and Propaganda: An an lysis of Media Coverage of the Bosnian and Kosovo conflict” zebrał wszystkie takie określenia, których używały zachodnie media głównego nurtu w ciągu okresu bezpośrednio poprzedzającego interwencję NATO i w czasie jej trwania. Posługiwały się one określeniami: agresorzy, mordercy, najeźdźcy, zbiry, gwałciciele, degeneraci, rzeźnicy, komuniści, bolszewicy, staliniści, faszyści, naziści.

    Eksponowano rzekomy skrajny, morderczy szowinizm upodobniający Serbów, a co najmniej funkcjonariuszy Federacyjnej Republiki Jugosławii do nazistów. 14 maja 1999 r. w magazynie transmitowanym przez brytyjską telewizję BBC jej dziennikarz Jeremy Paxman nawoływał do przeprowadzenia „po wojnie” na obszarze tego państwa „denazyfikacji”.

    Ton nadawali zachodni politycy i wojskowi co było zresztą o tyle oczywiste, że dziennikarze ograniczali się do spijania oficjalnych komunikatów przekazywanych im przez rzecznika NATO Jamie Shea i sekretarza generalnego Solanę w sztabie sojuszu w Brukseli. W Kosowie było obecnych zaledwie kilku zachodnich korespondentów. „Dziennikarze i służby prasowe NATO żyją w symbiozie […] świat musi wiedzieć, że operacja rozwija się zgodnie z planem” pisał 29 marca 1999 r., w sposób kompromitujący z punktu widzenia standardów dziennikarstwa, korespondent „Gazety Wyborczej”. W tym przypadku wiernie opisywał rzeczywistość.

    Ogłaszając 23 marca 1999 r. rozpoczęcie agresji prezydent Clinton jako źródło problemów wskazał „trwające dziesięć lat próby zdobycia dominacji w byłej Jugosławii przez przywódcę Serbii”, „jego dążenia do zmiażdżenia ludzi innej narodowości i religii” oraz „tłumienie autonomii Kosowa”. Mówił, iż w wielu wsiach „serbska policja wyciąga z domów mężczyzn, stawia ojców i synów pod ścianą i z zimną krwią rozstrzeliwuje”, „uderza w bezbronnych ludzi”. Sytuację porównał do ludobójstwa.

    Z kolei ówczesny niemiecki minister obrony Rudolf Scharping twierdził cztery dni po rozpoczęciu nalotów, że jugosłowiańskie władze zorganizowały na przedmieściu Prisztiny obóz koncentracyjny dla Albańczyków w którym miały przetrzymywać 100 tys. z nich. Twierdził, że serbscy strażnicy grają tam w piłkę nożną odciętymi głowami swoich więźniów i wyrywają płody ciężarnych kobiet. W rzeczywistości nigdy nie potwierdzono aby jugosłowiańskie służby zorganizowały jakikolwiek obóz koncentracyjny.

    5 kwietnia przedstawiciel Departamentu Stanu USA informował, że w Kosowie zginęło pół miliona cywilów. Podawano jeszcze wyższe liczby uchodźców, mające rzekomo osiągać pułap 800 tys. (według spisu z 1991 r. Kosowo zamieszkiwało 1,7 mln mieszkańców). Jak było w rzeczywistości?

    Kontekst historyczny

    Kosowo było co najmniej od stulecia miejscem konfliktu między dwiema grupami narodowościowymi. W toku tureckiej okupacji od 1459 r., wraz z eksodusem Serbów spod władzy islamskiego imperium przeciwko któremu kilkukrotnie oni powstawali, dawna kolebka ich średniowiecznego państwa stawała się w coraz większej proporcji zamieszkana przez zislamizowanych Albańczyków. W przedwojennej monarchicznej Jugosławii próbowano kolonizować Kosowo, co tylko wzmogło wrogość Albańczyków. Ci ostatni masowo kolaborowali w czasie drugiej wojny światowej z włoskim i niemieckim okupantem, także poprzez dokonywanie zbrodni na ludności serbskiej.

    W nowej socjalistycznej Jugosławii, odwrotnie niż w przedwojennej, zasadą była bardzo liberalna polityka narodowościowa, definiowano ją wręcz określaniem „czym słabsza Serbia tym silniejsza Jugosławia”. W istocie, komunistyczne władze starały się czynić koncesje na rzecz różnych grup narodowych i etnicznych w kraju najczęściej kosztem właśnie tej największej. Dość wspomnieć, że Tito nie pozwolił po 1945 r. powrócić do Kosowa około 90 tys. wypędzonym w czasie wojny Serbom, mało tego przyjął na obszar Kosowa 70 tys. imigrantów z sąsiedniej Albanii.

    Serbska republika w ramach federacyjnego państwa była jedyną, w której wydzielono jednostki drugiego rzędu w postaci autonomicznych prowincji: Wojwodiny (liczna grupa ludności węgierskiej) i właśnie Kosowa. Po uchwaleniu w 1974 r. nowej konstytucji Jugosławii zwierzchność Serbii nad teoretycznie podległymi jej jednostkami autonomicznymi była już iluzoryczna, zajęły one w praktyce podobną pozycję co republiki. Dość wspomnieć, że autonomiczne prowincje mogły zmieniać swojej prawa zasadnicze bez żadnej konsultacji z Belgradem, tymczasem zamiana konstytucji Republiki Serbii wymagała akceptacji z ich strony.

    Bardzo daleko posunięta niezależność Kosowa, łącznie z prawem do zawierania różnego rodzaju umów z podmiotami zagranicznymi, z którego Prisztina chętnie korzystała dla zacieśniania relacji z Albanią, nie zaspokoiły oczekiwań dominujących w niej Albańczyków. Pierwsze masowe protesty wybuchły w Kosowie jeszcze w 1967 r. Trzeba podkreślić, iż często nie ograniczały się one do postulatów dalszego rozszerzenia samodzielności prowincji ale nasycone były hasłami antyserbskimi. Po 1981 r. doszło do znacznego zaognienia stosunków między-etnicznych w prowincji. To Albańczycy byli stroną agresywną. Wyraźnie liczniejsze pobicia, dewastacje mienia a nawet zabójstwa, wielu Serbów skłaniały do wyjazdu. W latach 1968-1988 Kosowo opuściło około 200 tys. Serbów. Z 410 do 670 wzrosła liczba miejscowości w której nie mieszkał ani jeden Serb.

    Kryzys ekonomiczny w sytuacji którego bogatsze republiki nie mogły sobie pozwolić na tak hojne jak kiedyś dotowanie ubogiej prowincji a także secesja Słowenii i Chorwacji jeszcze bardziej pobudziły separatyzm Albańczyków, który przejawiał się także agresją wobec ludności serbskiej. Władze Serbii zareagowały znacznym ograniczeniem kompetencji autonomicznej legislatywy Kosowa. W odpowiedzi na to jego albańscy członkowie 2 lipca 1990 r. proklamowali swoją prowincję odrębną republiką i przystąpiły do tworzenia podziemnych struktur administracyjnych.

    W warunkach trwających gwałtownych demonstracji ulicznych Belgrad zdecydował się w 1991 r. wprowadzić bezpośrednie rządy nad Kosowem, tyle że wbrew szerzonej propagandzie, była to reakcja na działania separatystyczne Albańczyków a nie przejaw apriorycznego anty-albańskiego nastawienia.

    Podziemne struktury tych ostatnich w 1992 r. proklamowały niepodległość Kosowa. W tym roku swoje istnienie ujawniła także Wyzwoleńcza Armia Kosowa (UÇK), która rozpoczęła metodami zbrojnymi walkę o oderwanie Kosowa od ówczesnej Jugosławii. Podkreślić trzeba, że UÇK imała się także metod terrorystycznych (podkładanie bomb, atakowanie cywilów, w tym Albańczyków lojalnych wobec władz).

    Nieustępliwość Belgradu?

    Czołowym motywem mającym usprawiedliwić agresję przeciw Jugosławii miała być rzekoma nieustępliwość jej władz wobec Albańczyków. Tymczasem w pierwszej połowie lat 90 serbskie władze obserwowały budowanie podziemnych struktur i separację etnicznych społeczności stosunkowo biernie. Właściwie nie przeszkadzały one w przeprowadzeniu nielegalnych wyborów do podziemnego albańskiego parlamentu w maju 1992 r.

    Ostrzejsze środki podjęły dopiero w 1998 gdy znacznie wzrosła aktywność zbrojna UÇK co wiązało się z faktem, iż otrzymała ona znaczne ilości uzbrojenia z pogrążonej w politycznym chaosie, po przewrocie politycznym roku poprzedniego, Albanii. Według szacunków UÇK w czerwcu 1998 r. kontrolowała około 35% obszaru Kosowa. Trudno by jakiekolwiek władze suwerennego państwa mogły sobie na to pozwolić toteż w tymże roku rozpoczęły się masowe operacje specjalnych oddziałów jugosłowiańskiej policji a potem wojska.

    Prawda jest taka, że mocarstwa zachodnie przymierzały się ataku na Jugosławię już wtedy. Już 8 marca 1998 r. sekretarz stanu Madelaine Albright oraz minister spraw zagranicznych Niemiec Klaus Kinkel wzywali do podjęcia działań przeciw „reżimowi w Belgradzie”. W czerwcu tego roku sztab NATO miał już gotowe kompletne plany ataku lotniczo-rakietowego na Jugosławię.

    Wbrew narracji zachodnich mediów prezydent Slobodan Miloszević był raczej ustępliwy. W maju zgodził się na spotkanie z delegacją podziemnych struktur albańskich z Ibrahimem Rugovą na czele co było znacznym ustępstwem politycznym. Gdy w drugiej połowie roku zaczynała się wzmagać presja zarówno zachodnich polityków jak i mediów (w sierpniu niemieckie, austriackie i włoskie dzienniki, za nimi „Gazeta Wyborcza”, podały całkowicie wyssaną z palca informację o rozstrzelaniu w Kosowie 567 osób w tym 430 dzieci) Miloszević zgodził się na umiędzynarodowienie kwestii kosowskiej.

    15 października zgodził się na daleko idące ustępstwa w umowie zawartej z Richardem Holbrookiem wysłannikiem Clintona – to jest na wycofanie specjalnych oddziałów policji i wojska, loty obserwacyjne NATO nad prowincją, wpuszczenie Misji Weryfikacyjnej OBWE pod całkowitą kontrolą amerykańską. Wykorzystała to natychmiast UÇK, wówczas rozbita, na skraju klęski. Natychmiast wtargnęła tam z pogranicza Albanii w dodatku z nowym arsenałem nowoczesnego uzbrojenia niewiadomego pochodzenia.

    Od stycznia 1999 r. nastąpiła eskalacja walk powodująca również straty wśród cywilów. Misja Weryfikacyjna OBWE pod kierownictwem Williama Walkera jako winnych wskazywała oczywiście wyłącznie władze i służby jugosłowiańskie. Szczytem kampanii dezinformacji było oskarżenie ich o rozstrzelanie 45 cywilów w Raczaku 15 stycznia 1999 r. Walker wysunął je bez przeprowadzenia żadnego profesjonalnego śledztwa (w tym autopsji). Dziś wiemy już, że „masakra w Raczaku” była inscenizacją.

    Pod jawną groźbą zbrojnego ataku władze Jugosławii zgodziły się na rozwiązanie sprawy Kosowa na konferencji w Rambouillet, która rozpoczęła się 6 lutego 1999 r. Już 5 dni po jej rozpoczęciu delegacja jugosłowiańska zaakceptowała dość trudne dla niej warunki związane z natychmiastowym wycofaniem sił bezpieczeństwa, ustalenie trzyletniego okresu przejściowego dla wypracowania rozwiązania politycznego kwestii Kosowa, amnestię dla członków UÇK i kontrolę nad całym procesem ze strony OBWE. Niemniej zakładały one poszanowanie integralności terytorialnej Jugosławii.

    Jednak już w końcowej fazie konferencji za sprawą Madelaine Albright pojawił się „Aneks B” do umowy, który zakładał iż oddziały NATO będą mogły funkcjonować na zasadach właściwym siłom okupacyjnym na terenie nie tylko kosowskiej prowincji ale całej Jugosławii. Miloszević odrzucił taki zapis i całą umowę. Droga do wojny stanęła otworem.

    Interwencja humanitarna?

    Bazując na rozpętanej kampanii propagandowej określono agresję jaka rozpoczęła się 24 marca jako „interwencję humanitarną”. Miało to znaczenie o tyle, że atak na suwerenne państwo odbył się bez legitymacji ONZ, był złamaniem podstawowych norm prawa międzynarodowego.

    Jego głośno reklamowane przesłanki były fałszywe. Poza parawanem oficjalnych wypowiedzi polityków dla mediów wystarczy zajrzeć do oficjalnych dokumentów organów państw NATO. Według dokumentu niemieckiego MSZ z 19 marca, cytowanego przez prof. Waldenberga („Rozbicie Jugosławii 2005), szacowało ono liczbę uchodźców z Kosowa pozostających bez dachu nad głową na około 2 tysiące osób. Zauważono także, że proporcjonalnie uciekło więcej Serbów niż Albańczyków – według niemieckiego ministerstwa 90% wiosek zamieszkanych przez Serbów zostało opuszczonych. Prawdziwy eksodus rozpoczął się dopiero po rozpoczęciu nalotów. Warto wszakże zaznaczyć, że jedynymi którym nowi panowie Kosowa nie pozwolili powrócić było około 100 tys. Serbów którzy uciekli w czasie konfliktu.

    W pierwszym kwartale 1999 r., w tym samym czasie gdy przez zachodnie media przetaczała się kampania oskarżeń pod adresem władz i służb Jugosławii, ministerstwo spraw zagranicznych Niemiec wysyłało do niemieckich sądów administracyjnych informacje w związku z rozpatrywanymi przez nie sprawami o przyznanie prawa czasowego pobytu przybyszom z Kosowa.

    Cytuje je w swojej monografii Łukasz Szurmiński („Mechanizmy propagandy. Wizerunek konfliktu kosowskiego w publicystyce” 2008). „Nawet w Kosowie nie można wiarygodnie stwierdzić wyraźnego prześladowania politycznego związanego z albańską przynależnością etniczną” (informacja dla sądu w Trewirze z 12 stycznia). „Nie istnieją wystarczające dowody na istnienie ze strony serbskiej tajnego programu ani też choćby milczącej zgody na likwidowanie ludności albańskiej, na wypędzanie jej ani też na jej szczególne prześladowanie” (informacja dla Wyższego Sądu Administracyjnego w Münster z 24 lutego). „Reporty Ministerstwa Spraw Zagranicznych z 6 maja, 8 czerwca i 13 lipca […] nie dają podstaw do wyciągnięcia wniosku, że etniczni Albańczycy z Kosowa są jako grupa przedmiotem prześladowań (orzeczenie Bawarskiego Sądu Administracyjnego z 29 października 1998 r.). Media niemieckie niezwykle aktywne w epatowaniu rzeczywistymi bądź domniemanymi okrucieństwami działań armii jugosłowiańskiej jeszcze przez wiele miesięcy nie poświęcały szczególnej uwagi tym oficjalnym dokumentom organów własnego państwa.

    W listopadzie 2000 r. sam Trybunał haski określił liczbę ciał odkrytych w Kosowie po konflikcie w latach 1998-1999 na około 4 tys. osób przy czym jest łączna liczba poległych z obu stron walczących i cywilów. Nigdy nie znaleziono masowych grobów o rozmiarach o jakich mówili zachodni politycy i media przed rozpoczęciem ataku.

    Same bombardowania NATO spowodowały śmierć 504 cywilów w tym 88 dzieci (według sądu w Belgradzie). Według ówczesnych władz Jugosławii straty materialne zamknęły się w kwocie około 100 miliardów dolarów, serbskie środowiska opozycyjne podawały znacznie mniejszą choć i tak ogromną wartość 30 miliardów dolarów.

    Według włoskiego autora Marcona w samej Serbii zniszczono 61 mostów i 121 fabryk nierzadko w ogóle nie mających żadnego związku z jakimikolwiek potrzebami sił zbrojnych. Osobnym zagadnieniem pozostaje stosowanie przez NATO amunicji ze zubożonym uranem, oraz bombardowania zakładów chemicznych, co w kilku miejscach doprowadziło do katastrofy ekologicznej i skutków groźnych dla zdrowia i życia lokalnych populacji (np. zakłady w Panczewie). Do tej pory brak jednoznacznych ustaleń czy wzrost zachorowań na nowotwory w tych rejonach ma związek jedynie ze skażeniem toksynami czy także faktem użycia przez NATO pocisków ze zubożonym uranem.

    Jak kłamano w Polsce

    Na łamach tygodnika „Wprost” Janusz Bugajski, kierujący w 1999 r. Instytutem Europy Wschodniej przy Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie, określał Jugosławię jako państwo „neofaszystowskie i neokomunistyczne” zarazem, które musi poddać się „denazyfikacji i dekomunizacji”. W marcowym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Jim Hooper twierdził, że „serbski nacjonalizm jest jednym z najbardziej agresywnych na świecie – znam tylko kilka równie groźnych” nie podając przy tym żadnych punktów odniesienia dla swojej klasyfikacji „groźności”.

    Tygodnik „Wprost” bezkrytycznie cytował w czasie nalotów opinię chorwackiego działacza społecznego Zvonimira Cicak: „To co się dzieje w Serbii jest klasycznym nazizmem. I jeśli chce się go [Miloszevicia] zatrzymać trzeba wprowadzić tam wojska lądowe”. Na łamach tego samego tygodnika w marcu 1999 r. Jarosław Giziński pisał „Eksplozje pierwszych bomb zrzucanych z natowskich samolotów Serbowie potraktowali jako sygnał do ostatecznego rozwiązania kwestii albańskiej” używając jednoznacznie kojarzącego się ze zbrodniami III Rzeszy określenia.

    29 marca „Gazeta Wyborcza” opublikowała artykuł „Jak dzikie zwierzęta” – określono tak serbskich funkcjonariuszy i był to cytat z wypowiedzi przywódcy UÇК Hasima Thaciego. Autor uznał bowiem za stosowne oprzeć swój artykuł o rzekomym rozstrzelaniu przez jugosłowiańskich policjantów kilkuset Albańczyków wyłącznie na twierdzeniach środowisk albańskich separatystów. Informacji podanych przez ten dziennik nigdy nie potwierdzono. Podobny ton i tendencję do wykorzystywania niesprawdzonych pogłosek przekazywanych tylko przez jedną ze stron konfliktu miały filmowe relacje przygotowywane przez Waldemara Milewicza dla TVP.

    Jakby mało było porównań do nazizmu i holokaustu dopuszczano się wprost pejoratywnego etykietowania Serbów jako narodu. W artykule opublikowanym na łamach „Gazety Wyborczej” w sierpniu 1999 r. Andrzej Mandalian pisał, że „psychopaci nie wszędzie dochodzą do władzy z tak dziecinną łatwością. Zdarza się to jedynie w społeczeństwach chorych”.

    Polski rząd wiosną 1999 r. poparł oficjalnie atak NATO. Ówczesny minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek przedstawiając to stanowisko Sejmowi RP 8 kwietnia powielał narrację o „czystkach etnicznych”, „zbrodniach na obywatelach własnego państwa” i „odrzucaniu kompromisu” przez władze Jugosławii. Nie potrafił w jasny sposób odpowiedzieć na gruncie jakich przepisów prawa międzynarodowego broni się decyzja o ataku militarnym na suwerenne państwo. Snuł jedynie niejasne ideologiczne rozważania o prawach człowieka, które miały być w tym przypadku, według jego arbitralnej opinii, ważniejsze od suwerenności państw.

    Stanowisko to poparły wówczas wszystkie siły polityczne, poza Polskim Stronnictwem Ludowym. Polityczne wotum separatum zgłosiło wówczas kilku posłów SLD i Jan Łopuszański. Dziś gdy doświadczamy poczucia zagrożenia związanego z zakwestionowaniem integralności terytorialnej jednego z naszych sąsiadów warto by nasze elity zrobiły rachunek sumienia za swoją postawę sprzed piętnastu lat. Czytając wszakże niektóre publicystyczne głosy można odnieść wrażenie, że to płonna nadzieja.

    za: http://prawy.pl/5390-jak-podzegano-do-agresji-na-jugoslawie/

    Lubię to

  4. paziem

    Media zachodnie wobec konfliktu

    Zagraniczna prasa i telewizja nie zajęły bezstronnego stanowiska wobec walk na Bałkanach. Znawca problematyki bałkańskiej prof. Marek Waldenberg nazwał konflikt lat 1991-1995 pierwszą w dziejach wojnę medialną, wirtualną. Chodzi o niebywale intensywną kampanie medialną w państwach które wywierały szczególny wpływ na przebieg wydarzeń w Jugosławii.

    Liczne zachodnie media (od paryskiej ,,Le Monde” po amerykański ,,Washington Post”) nie ograniczyły się do komentowania i przedstawiania wydarzeń ale rozpętały wręcz kampanie propagandową. Lansowano fałszywe bądź uproszczone obrazy przyczyn wojny (wyłączna wina Serbów dążących do stworzenia Wielkiej Serbii), kształtowano i nagłaśniano jednostronny oraz tendencyjny przebieg walk. Zbrodnie wojenne dokonywały wszystkie strony, ale rozpowszechniono i utrwalono obraz Serbów jako jedynych zbrodniarzy.

    Niezwykły jest przypadek firmy ,,Ruder Finn Global Public Affairs” specjalizującej się w wyrabianiu opinii publicznej. Warto poświęcić mu więcej uwagi. Firma ta podjęła się pracy dla władz Chorwacji oraz Bośni i Hercegowiny jak i później dla kosowskich Albańczyków. Jej zadanie polegało na bardzo szybkim przekazywaniu korzystnych dla zleceniodawców informacji, zwłaszcza wpływowym politykom i mediom. Dyrektor firmy James Harff w kwietniu 1993 r. udzielił wywiadu zastępcy dyrektora francuskiej TV2 Jacquesa Merlino ( wywiad został opisany w książce Merlino ,,Niedobrze mówić prawdę o Jugosławii” ). Na pytanie z jakiego osiągnięcia jest szczególnie dumny Harff odpowiedział: ,,Z tego, że zdołaliśmy przeciągnąć na naszą stronę opinię żydowską”. Okazją był artykuł w ,,New York Yesterday”, w którym autor Roy Gutman podał informacje o serbskich obozach przetrzymania w Manjacy i Omarskiej, które nazwał ,,obozami koncentracyjnymi” (Gutman bazował na informacjach pochodzących z drugiej ręki i ze źródeł rządu muzułmańskiego). James Harff: ,,Podeszliśmy trzy wielkie organizacje żydowskie: B’nai B’rith Anti-Defamation League, American Jewish Committee i American Jewish Congress. Zasugerowaliśmy im opublikowanie wkładki w New York Times i zorganizowanie manifestacji protestacyjnej przed Narodami Zjednoczonymi. Poszło to znakomicie: wejście do gry organizacji żydowskich po stronie Bośniaków było wspaniałym zagraniem pokerowym. Od razu mogliśmy w opinii publicznej połączyć Serbów i nazistów.(…) nikt nie rozumiał tego co dokonywało się w Jugosławii i (…) duża większość Amerykanów pytała się w jakim państwie Afrykańskim znajduje się Bośnia, a my za jednym zamachem zdołaliśmy przedstawić sprawę ,prostą historię, w której występują dobrzy i źli”. Na uwagę, że brak było dowodów na rozpowszechnianą przez jego firmę, niekorzystną dla Serbów, informację odpowiedział: “Naszym zadaniem nie jest weryfikowanie informacji. Nie jesteśmy do tego przygotowani. Naszym zadaniem jest przyspieszenie obiegu informacji, które są dla nas korzystne. To jest to, co uczyniliśmy. Nie twierdziliśmy, że istnieją w Bośni obozy śmierci, poinformowaliśmy, że “Newsday” tak twierdzi… Jesteśmy fachowcami, mamy pracę do wykonania i wykonujemy ją. Nie płacą nam za głoszenie moralności”. Podobno we wczesnej fazie konfliktu firma ,,Ruder Finn” zaproponowała Slobodanowi Miloseviciowi swe usługi i spotkała się z odmową. Władze w Belgradzie zbagatelizowały wpływ międzynarodowej opinii publicznej (3).

    Wszystkie te zjawiska: demonizowanie Serbów, manipulacja przekazu i jednostronny, czarno-biały obraz wydarzeń powtórzyły się w czasie kryzysu w Kosowie i podczas interwencji NATO w Jugosławii w 1999 r. Konflikt między Albańczykami a Serbami został umiędzynarodowiony i przykuł uwagę światowej opinii publicznej właśnie dzięki mass mediom, które eksponowały kilka głównych informacji-tez (4):

    1) Kosowo to prowincja o przeważającym albańskim charakterze- nie przedstawiono dokładnie historii tej prowincji i jej związku z historią Serbii (bitwa o Kosowe Pole 1389 r., liczne monastyry i świątynie prawosławne) ani skomplikowanych relacji serbsko-albańskich.

    2) Konflikt wywołali Serbowie likwidując autonomię Kosowa w 1990 r.- pomijano takie czynniki jak: tendencje separatystyczne wśród kosowskich Albańczyków, złą sytuację ekonomiczną prowincji i przestępcze akty UCK (zamachy na serbskich urzędników i policjantów), która wywołała represyjne działania serbskich sił bezpieczeństwa.

    3) W Kosowie doszło do katastrofy humanitarnej i ludobójstwa- główna teza mająca usprawiedliwić interwencje NATO. Szeroko nagłaśniano liczbę zaginionych i najprawdopodobniej zabitych Albańczyków podaną przez Departament Stanu USA w kwietniu 1999 r. – 500 tys. Tymczasem w listopadzie 2000 r. pojawiła się informacja, iż haski Trybunał do Spraw Zbrodni w Byłej Jugosławii zakończył ekshumację zwłok ofiar konfliktu w Kosowie a eksperci wydobyli szczątki ok. 4 tys. osób rożnej narodowości. Wiadomości zdobywano głównie od ,,naocznych świadków”- Albańczyków bez weryfikacji z innymi źródłami, co czasem kończyło się kompromitacją ( np. telewizja francuska podała 14 kwietnia 1999 r., że zaatakowanie kolumny albańskich uciekinierów to dzieło Serbów na co znaleziono świadka , po czym NATO przyznało, że bombardowania dokonało, omyłkowo, jego lotnictwo). Media pomijały niemal całkowicie informacje ze źródeł jugosłowiańskich.

    4) UCK to organizacja walcząca o wyzwolenie Kosowa – nie mówiono o związkach UCK z albańską mafią ani o jej aktach terrorystycznych.

    Zastanawiające jest to, że o ile w wielu państwach europejskich doszło do manifestacji sprzeciwu wobec operacji NATO (np. w Grecji czy we Włoszech) w środkach masowego przekazu konsekwentną i stałą krytykę podjęło się niewielu. Można wymienić- we Francji Regis Debray, w Rosji Aleksander Sołżenicyn, w Austrii Peter Handke, w Anglii Harold Pinter, w Polsce Waldemar Łysiak. Owa manipulacja medialna po zakończeniu interwencji NATO i wprowadzeniu wojsk międzynarodowych do Kosowa została zauważona i w miarę nagłośniona. Dla przykładu w Polsce problem ujęli: pod kątem naukowym Marek Waldenberg (,,Rozbicie Jugosławii”) i pod kątem publicystycznym Waldemar Łysiak (,,Stulecie Kłamców”).

    Przekaz informacji dokonywany przez media powinien być rzetelny, bezstronny i pozbawiony manipulacji. Większość mediów, które relacjonowały konflikt bałkański uwikłała się ideologicznie i propagandowo po którejś ze stron walk. W przypadku mediów lokalny zaważył związek z aparatem państwowym. Czym jednak wytłumaczyć postawę mediów zachodnich ? Dlaczego prasa i telewizja różnych orientacji politycznych i z różnych krajów przemówiły jednym głosem w tym konflikcie i wzięły czynny udział w NATO-wskiej propagandzie? Po wydarzeniach 1999 r. część dziennikarzy tłumaczyło się dezinformacją dokonaną przez NATO. Moim zdaniem odpowiedz jest natury ogólnej, dotyczy istoty dzisiejszego przekazu informacyjnego. Współczesne wiadomości stały się usługami, metodą przykucia uwagi widza. W takim układzie działają prawa reklamy, uproszczone wizerunki i łatwe rozróżnienia. Tragedia Bałkan, ze skomplikowanymi zaszłościami historycznymi i niejednoznacznymi racjami ujęta w obiektywny sposób nie byłaby dobrym wydarzeniem medialnym.

    Zadaniem społeczności międzynarodowej na dzień dzisiejszy jest stabilizowanie rejonu Bałkan i tworzenie tam społeczeństw obywatelskich. Jednym z elementów tego procesu jest wspieranie wszelkich wartościowych inicjatyw obywatelskich i społecznych, w tym tworzenie wolnych mediów. To jest poziom lokalny. Media zagraniczne natomiast mogą pomóc poprzez obiektywne relacjonowanie obecnej sytuacji: stanu procesu pokojowego, mozolnych i trudnych prób budowania obszarów normalności, stanu gospodarki i stanu ducha ludności. Zamieszczanie w światowych mediach wiadomości stamtąd o charakterze pozytywnym może się przyczynić do wzmocnienia pożądanych przemian (5).

    1. R. Bilski ,,Kocioł Bałkański” Warszawa 2000r., s. 10.
    2. J. Piekło ,,Syndrom bałkański- nacjonalizm i media”, EuroDialog Nr 1/97 -http://www.instesw.ebox.lublin.pl/ed/1/pieklo.html.po
    3. M. Waldenberg ,,Rozbicie Jugosławii” Warszawa 2005r., s. 186-193.
    4. Patrz: W. Łysiak ,,Stulecie Kłamców”, Warszawa-Chicago 2000r., str. 252-312.
    5. J. Piekło, op. cit.

    Mateusz Oborzyński

    http://www.stosunkimiedzynarodowe.pl/rola-medi%C3%B3w-w-konflikcie-ba%C5%82ka%C5%84skim-w-latach-90-xx-wieku

    fragment wywiadu z Jamesem Harff’em dyrektorem jednego z działów firmy Ruder Finns’s Global Public przeprowadzony przez Jacquesa Merlino (telewizja francuska TV2)

    za:http://akademiacontramatrix.org/2014/11/konflikt-balkanski-planowa-dezinformacja/

    Lubię to

  5. Przywódców serbskich skazano za fikcyjną zbrodnię w Srebrenicy. Podawane 8 tysięcy ofiar to tak naprawdę około 2 tysięcy zabitych. Z tych „ofiar” około 3 tysięcy głosowało w następnych wyborach. Typowy mechanizm przeprowadzony jak z Holokaustem, czyli rzeczywista liczba ofiar (głównie słusznych) pomnożona przez 2,5. Typowy mechanizm USA-syjonistów. Wymyślić sobie zbrodnię, świadków, ofiary i powiększyć trzykrotnie rzeczywistą ilość zabitych. Znany mechanizm.

    Lubię to

  6. paziem

    Wyroki tzw.”międzynarodowego” Trybunału w Hadze, to w czystej formie i treści Noahide Low, a zatem system obcy Słowianom i wszystkim nierasistowskim i nie psycho- urojonym wspólnotom, społeczeństwom i narodom świata.

    Nie do pogodzenia jest zatem talmudyzm oraz wyrosłe z niego: syjonizm i aplikowany przez niego współczesnemu światu: psychopatyczny NWO globalizm – z cywilizacjami naturalnymi, kreatywnymi i afirmującymi człowieka.

    zob. http://www.noahidelaw.org/why-repeal-public-law-102-14-and-noahide-law/

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s