AWANTURA UKRAIŃSKA

Katastrofa Ukraińska. To byłby chyba bardziej adekwatny tytuł tej pracy. Ukazuję tu jak ludzie uważający się za Ukraińców zmarnowali szansę obronienia i zachowania państwa oraz jego terytorium, które zostało im dane na tacy.

 

Publikujemy niżej tekst autorstwa p. Władysława Gauzy, przesłany do naszej redakcji przez Autora. Jak napisałem w liście do p. W.Gauzy nie w pełni podzielamy Jego poglądy w odniesieniu do genezy szeregu wydarzeń, na których przebieg On się powołuje,  lecz podzielamy ogólną ideę przewodnią przesłanego tekstu i jego konkluzje. Dlatego publikujemy za przyzwoleniem Autora pełną wersję przesłanego opracowania.

PZ

 

AWANTURA  UKRAINSKA

       Za ścianą propagandy i mitów

Oslo 2016

 

                                         Zamiast wstępu

Katastrofa Ukraińska. To byłby chyba bardziej adekwatny tytuł tej pracy. Ukazuję tu jak ludzie uważający się za Ukraińców zmarnowli szansę obronienia i zachowania państwa oraz jego terytorium, które zostało im dane na tacy. Nie było to państwo przez nich wywalczone.

Nie kosztowało ich ani jednej kropli krwi w chwili powstawania. Dlatego zapewne, że było tak tanio uzyskane – było mało wartościowe. Nie było potrzeba o nie dbać ani zabiegać o jego pomyślność i lepszą przyszłość. Bo i – po co?  Ale ta filozofia polityczna panowała do chwili, kiedy nadarzyła się okazja, że można je sprzedać za „trzydześci srebrników”.
Wbrew temu, co jest głoszone wszem i wobec przez propagandę proNATOwską i proukraińską w Polsce i na Zachodzie, poród państwa ukraińskiego przebiegał całkiem inaczej, niż przedstawia się to nam od czasu, kiedy USA, Niemcy i Izrael zainteresowały się terytoriami na podbrzuszu Rosji po rozpadzie Związku Sowieckiego (ZSRR). Jak ten rozpad nastąpił? O tym za chwilę. Najpierw – jak powstało państwo ukraińskie?

 

Zacząć wypada od tego, co to jest państwo? Państwo, to jest polityczna organizacja społeczeństwa zamieszkującego określone granicami terytorium. A jak zostały określone

(ustanowione) granice Ukrainy na dzień 31 stycznia 2014 roku, tj. przed „Majdanem”?

 

W 1954 roku, po śmierci Gruzina, J.Stalina, bolszewickie Politbiuro, w którym na ten czas dominującą rolę zaczęli odgrywać, m.in. Ukraińcy, Nikita Chruszczow i Leonid Breżniew, n.b.obaj rodem z Doniecka, postanowili, i uzyskali akceptację pozostałych członków góry komunistycznej, że granica Republiki Ukraińskiej ma przebiegać tak, jak nam się na dzień dzisiejszy widzi. Czyli, że mała grupka ludzi, wykorzystując chwilową słabość umysłową innych członków gremium kierowniczego gangu bolszewickiego, zadecydowała o losach setek tysięcy i nawet milionów ludzi, gdzie mają być i żyć na zawsze. To tyle w sprawie ustanowienia granic Ukrainy.

 

Teraz możemy spokojnie przejść do mitu założycielskiego państwa ukraińskiego. Według oficjalnej propagandy, obliczonej na codzienny użytek gawiedzi ukraińskiej, polskiej i zachodniej, architektem i twórcą dzisiejszego państwa ukraińskiego był Leonid Krawczuk, członek i działacz Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. A więc bolszewik tej miary, co Chruszczow i Breżniew. Ale przypominanie tego faktu nie leży w dobrym tonie i koliduje z linią poprawności politycznej. Natomiast poprawnym i zasługującym na pochwałę jest pogląd, że „Leonid Krawczuk wraz ze Stanisławem Szuszkiewiczem i Borysem Jelcynem rozwalił imperium sowieckie”.  Kiedy i gdzie się to wydarzyło?  8 grudnia 1991 roku w Wiskulach w Puszczy Białowiejskiej ci trzej bonzowie komunistyczni  podpisali „traktat” o rozwiązaniu ZSRR i powołaniu WNP (Wspólnoty Niepodległych Państw). To, co się stało potem to, że w ciągu następnej nocy do tego układu dołączyły sowieckie republiki azjatyckie.

 

Leonid Krawczuk był sowieckim bonzem komunistycznym, rządzącym t.zw. Ukraińską Republiką Sowiecką. Nie skończył tak, jak Chruszczow, Breżniew i Andropow tylko dlatego, że nie pozwolił mu na to, między innymi, szybki bieg wypadków i zmieniające się okoliczności. W jego życiorysie podkreśla się, że: „wsparł działania niepodległościowe” Ukrainy.  A co miał zrobić w obliczu perspektywy skończenia na śmietniku historii?

 

W związku z powyższym cofnijmy się trochę w czasie. Wiosną 1990 r. gensek  KPZR , M.Gorbaczow, został wybrany prezydentem Związku Sowieckiego. (Nie mylić tu z Borysem Jelcynem, bo ten w lipcu 1991 r. został wybrany prezydentem Rosji, t.zn. Republiki Rosyjskiej). W marcu 1991 r. Gorbaczow zadbał, żeby przeprowadzić referendum w sprawie zachowania struktury organizacyjnej Związku Sowieckiego. W wyniku tego referendum większość, t.j. 77,8 %, głosowało za zachowaniem Związku. Co prawda, to referendum  zbojkotowały republiki bałtyckie, Armenia i Gruzja, ale to nie wpłynęło na dalszy przebieg wypadków. Referendum dało Gorbaczowi mandat do przeprowadzenia rokowań z Rosją, Ukrainą, Białorusią i Azerbajdżanem, w sprawie (nowej unii) utworzenia nowego związku państwowego. Gdyby wówczas doszło do porozumienia Związek Sowiecki przemieniłby się w federację państw z szerokim samorządem dla wszystkich republik.

 

Stało się inaczej, bo dwa dni (18 sierpnia 1991 r.) przed podpisaniem nowej umowy związkowej dokonano zamachu stanu (t.zw. „pucz Janajewa”) z zamiarem usunięcia od władzy M. Garbaczowa. Pucz ten został zorganizowany przez najbliższych współpracowników samego Gorbaczowa. A wśród nich był jego zastępca, wiceprezydent Związku Sowieckiego, Gjennadij Janajew, szef KGB Wladimir Kiczkow i minister Obrony Narodowej Dmitrij Jazow.
Pucz się nie udał, bo B. Jelcyn, który miesiąc wcześniej (w lipcu 1991r.) został wybrany na prezydenta Rosji, stanął po stronie Gorbaczowa i przeciw zamachowcom wysłał czołgi, po czym zaaresztował ich. Blady strach padł na regionalnych kacyków partyjnych, jak na przykład,  L.Krawczuka, wówczas szef Komunistycznej Partii Ukrainy czy S. Szuszkiewicza (Białorusi) i innych t.zw. republik związkowych, bo…  poparli zamachowców.
Przerażeni, że teraz dosięgnie ich karząca ręka Kremla, w przeciągu jednej nocy przepoczwarzyli się z internacjonalistów na nacjonalistycznych separatystów i zaczęli ogłaszać „niepodległość” zarządzanych przez nich folwarków, t.zn. republik sowieckich. Jak już zostać ukaranym, to z dwojga złego, lepiej za „nacjonalizm”, bo tylko w tym przypadku można było jeszcze stać się męczennikiem i…  „bohaterem narodowym”. Zostać wówczas ukaranym za odejście od komunizmu i internacjonalizmu, oznaczało śmierć cywilną i zapewniało miejsce na śmietniku historii. O tym stare lisy bolszewickie, jak L. Krawczuk, doskonale wiedziały.
W wyniku puczu autorytet Gorbaczowa został bardzo osłabiony. Inicjatywę polityczną przejął Jelcyn, który wykorzystując sytuację, wymusił później na Gorbaczowie rozwiązanie Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR). Stojąc w obliczu ogromnego kryzysu gospodarczego i ekonomicznego w Rosji (nie mylić tu ze Związkiem Sowieckim), Jelcyn nie widział możliwości dalszego utrzymywania Ukraińców, Białorusinów i innych republik sowieckich.  Powiedział im: Matuszka Rosja nie będzie was dalej utrzymywać i podtrzymywać przy życiu, idźcie na swój garnuszek.
8 grudnia 1991 roku w Wiskulach, w Puszczy Białowiejskiej, spotkali się Borys Jelcyn z ramienia Rosji (nie Związku Sowieckiego), Leonid Krawczuk z ramienia Ukrainy oraz Stanisław Szuszkiewicz z ramienia Białorusi i podpisali porozumienie o powstaniu Wspólnoty  Niepodległych Państw (W.N.P.).  I tak powstało państwo ukraińskie, jako polityczna organizacja społeczeństwa na terytorium wyznaczonym przez bolszewików.

 

Przypomnijmy tu sobie jeszcze, że państwo to nie powstało w wyniku zbrojnych walk o niepodległość,  ani  układów międzynarodowych. Nie powstało również w wyniku przeprowadzonego plebiscytu, w którym ludność miejscowa wyraziła swoją wolę bycia niepodległym.

 

To zaś, że Ukraina została uznana na forum międzynarodowym jako państwo niepodległe, to tylko dlatego, że państwa uznające Ukrainę (n.p.Rosja, USA, Polska czy Niemcy) widziały w tym swój interes, a nie interes mieszkańców tego tworu państwowego.

 

Ukraina jest już faktycznie państwem upadłym. Od czasu „Majdanu” jest podtrzymywana przy życiu kroplówkami, (100 milionów euro Kopacz, 4 miliardy zł. Duda i amerykańsko-żydowski MFW, 17 miliardów dolarów). Jeżeli ostanie się w przyszłości przy swojej nazwie, to tylko jako potworek państwowopodobny, jak Kosowo, żyjący na garnuszku obcych. Waszyngton, Londyn i Bruksela już powątpiewają, czy jest o co się strzelać. Takich wątpliwości nie mają tylko „elyty” postPRLowskie wyklute z jajek złożonych przy okrągłym stole w 1989 roku przez szarańczę PZPRowsko-Ubecką, przywleczoną do Polski w 1944 r. ze wschodu na bolszewickich czołgach.

 

W.G.

 

                                               AWANTURA UKRAIŃSKA

Ukraińskie przedstawienie, jakie odstawiają nam politycy państw NATO, przybrało charakter tragikomedii. Są zabici (prawie 9000 według ostatnich danych) i ranni, których zawsze jest wielokrotnie więcej. I masy uchodźców  z terenów działań  wojennch (ponad 800 000), którzy poszukali schronienia w Rosji. Ale dostajemy też chwile wzbudzające wesołość na widowni. Tą część spektaklu zapewniają nam politycy, którzy pojawiają się regularnie  na scenie, żeby nas oświecić swoją wiedzą, przypominając do znudzenia, kto jest winnym awantury ukraińskiej. Swoimi wystąpieniami propagandowymi przypominają bardzo klownów w cyrku, których zadaniem jest zabawianie publiczności w przerwach.

Dlatego każde ich wystąpienie oficjalne na forum europejskim (EU i NATO), powielane bezwłocznie w wasalnych mediach, tzw.mainstraem’owych, wzbudzają zdziwienie i zarazem  podejrzliwość, co do intencji brykających beztrosko po scenie politycznych mądrali.

Gdyby to była zwykła scena cyrkowa, to nie byłoby się czym przejmować, bo ta jest po to, żeby zabawiać publiczność. Ale tutaj mamy do czynienia ze sceną polityczną, nie ograniczoną terytorialnie do tylko kilkuset cyrkowych metrów kwadratowych.

 

Według wytworzonej i rozbudowanej przez USA i Zachód siatce poglądów politycznych,  poprzez którą należy widzieć NATO i Rosję, to Rosja dokonała inwazji na inny kraj i anektowała część jego terytorium. Tym samym Rosja złamała prawa międzynarodowe i uczyniła świat bardziej niebezpiecznym. A dowodem na prawdziwość tego poglądu jest fakt, że wszystkie znaczące siły polityczne w państwach członkowskich NATO i EU tańczą w rytm orkiestry grającej pod batutą dyrygentów z Waszyngtonu. Tu chyba nie potrzeba dodawać, że utwory dla tej orkiestry są komponowane w Tel Avivie i Nowym Jorku.

 

„Utworów” tych nie wolno kwestionować, bo „w jedności siła”. Obowiązuje „solidarność” wobec agresji rosyjskiej, musimy trzymać się razem it.p. A że to może skończyć się jak z biblijną wieżą Babel, to już inna sprawa. Dlatego obowiązuje szeroko ogarniająca masy ludzkie „solidarność”, bo jak powiedział prezydent USA, G.W. Bush,  przed napaścią na Afganistan, „kto nie z nami, ten przeciw nam”. Dlatego wszystkie pieski, małe i duże,  postanowiły być „z nami”/Amerykanami Busha, więc muszą szczekać i wyć: „Rosja dokonała aktu agresji na inny kraj i anektowała część jego terytorium. Tym samym połamała prawa międzynarodowe i uczyniła świat bardziej niebezpiecznym.” I to jest ten refren propagandowy. A ludziska, to co pamiętają i radośnie powtarzają w czasie śpiewu, to właśnie refren. Wtedy pokazują, że są razem…  w chórze i na fali.

 

John Kerry był pierwszym, który wywołał falę śmiechu na widowni politycznej, kiedy potępił Rosję za „inwazję Ukrainy” i za „złamanie prawa międzynarodowego”.  J.Kerry jest szefem MSZ USA, państwa, które łamiąc brutalnie prawa międzynarodowe, napadło na Jugosławię a potem napadło bezprawnie na Afganistan, Irak, brało czynny udział w niszczeniu państwa libijskiego, a od paru lat jest jednym z głównych rozbójników obalających zbrojnie B.Assada i rozwalającego państwo syryjskie. Rząd rosyjski skwitował wystąpienie Kerry’ego tym, że politycy amerykańscy podnieśli hipokryzję, bezwstydność i arogancję na wyższy – niż dotychczasowy – poziom.

„Putin jest tyranem” – orzekł szef brytyjskiego MSZ, Philip Hammad, w wywiadzie udzielonym na Skay News. „ – Ten człowiek wysłał żołnierzy poprzez międzynarodową granicę w celu okupacji terytorium innego kraju w 21. wieku”.

Oczywiście, kiedy Tony Blair wraz G.W. Bushem wysłali swoje wojska poprzez międzynarodową granicę w 21. wieku w celu okupacji Afganistanu i dwa lata później Iraku, to tyranami nie byli.  To byli – rzecz jasna – aniołowie, którzy spadli tam w celu

wprowadzenia „demokracji”, „wolności obywatelskich”, „uniwersalnych praw człowieka” i temu podobych „wartości europejskich”, wymyślonych przez łgarzy państw zachodnich.

 

Natomiast szef niemieckiego MSZ, Frank-Walter Steinmeier, za nieszczęścia Ukrainy obarczył winą Rosję i Putina. „ – Agresji na Ukrainę dokonała Rosja”. Ale już na czym ta agresja polegała i w czym się wyrażała, tego nie był w stanie sprecyzować.

 

W styczniu 2015 roku Sekretarz Generalny NATO, Jens Stoltenberg i kanclerz Niemiec, Angela Merkel, po raz kolejny wzywa Rosję do zaprzestania udzielania pomocy militarnej „seperatystom” na wschodniej Ukrainie.

 

Ale najpierw Niemcy. Te same Niemcy i ich kanclerz (ówczesny) nie uważał za złe udzielanie pomocy militarnej Słowenii  przy rozbijaniu Jugosławi w latach 1990-tych. Zachodnio-niemieckie (a tak naprawdę – niemieckie, bo po zjednoczeniu Niemiec) służby specjalne tego państwa, za przyzwoleniem ówczesnego kanclerza i niemieckiej „wierchuszki”, przemycały broń, amunicję i inne wyposażenia militarne z demobilu po DDR(NRD) do Słowenii. A gdy ta proklamowała niepodległość, czyli odseperatowanie się od Jugosławii, to Niemcy były pierwszym państwem, które uznało niepodległość Słowenii. Później słano (przemycano)  w tym samym celu broń do Chorwacji, Bośni-Hercegowiny i Kosowa.

 

To samo NATO , Merkel, Cameron i Hollande, nie uważali za stosowne w 2015 roku wezwać USA i NATO (Turcja), żeby zaprzestały udzielać pomocy zbrojnej, finansowej i logistycznej rebeliantom arabskim spod znaku FSA(Free Syrian Armee) i Jabhat an-Nusra (al Quaida) w Syrii. W wręcz przeciwnie – na zebraniu NATO w New Port w Walii (W.Brytania)  uchwalono zwiększenie tej pomocy.

 

W sierpniu 2015 r. prezydent III PRL, Andrzej Duda, udzielił wywiadu niemieckiemu dziennikowi „Bild”. Powiedział w nim, że „Europa powinna domagać się od Rosji zwrotu Krymu Ukrainie”. I dodał: „Nie możemy zapomnieć, że tutaj suwerenny kraj został napadnięty przez sąsiedni, został zaatakowany – bezpośrednio u naszego progu”, podkreślając przy tym z całym przekonaniem, że „Rosja złamała prawo międzynarodowe”.  A zatem: dokonała przestępstwa. Ten sam A.Duda nie widział za stosowne wspomnieć o innych suwerennych krajach, które zostały napadnięte takie, jak Afganistan, Irak czy Libia. I że napastnicy, USA i NATO, dokonali przestępstwa.  

 

2 listopada 2015 roku wyreżysowano „szczyt państw wschodniej flanki NATO” w  Bukareszcie. Inscenizatorami tego „szczytu” – według doniesień głównego ciągu propagandowego massemediów proNATOwskich – byli prezydenci III PRL i Rumunii. Po

„szczycie” wydali wspólną deklarację, w której, bez cienia wątpliwości, uznali  „Moskwę za agresora i skrytykowali ją za nielegalną aneksję Krymu”.

A więc refren ten sam: Rosja i Putin jest agresorem. Mamy tu do czynienia z rosyjską ekspansją. Rosja i Putin są wrogami ludzkości, bo stanowią zagrożenie dla pokoju światowego.

 

No dobrze. Ale kto tutaj dokonuje ekspansji? Na to pytanie nie jest trudno znaleźć odpowiedź, kiedy postawimy sobie następujące pytanie pomocnicze: Co było najpierw? NATO u granic Rosji, czy awantura ukraińska?! 

 

Raz Rosja (sowiecka) uczyniła krok rzeczywiście stanowiący o śmiertelnym zagrożeniu dla pokoju światowego. Było to w roku 1962, kiedy na zaproszenie kubańskich władz  państwowych (zgodnie z obowązującymi prawami międzynarodowymi), Związek Sowiecki zaczął tam instalować bazy wojskowe z wyrzutniami rakiet z głowicami atomowymi. Sprawa ta znana jest jako „kryzys kubański”. Warto przestudiować dokładnie ówczesny przebieg wypadków, żeby pomóc sobie samemu w zrozumieniu dzisiejszej awantury ukraińskiej.

 

Kuba to podbrzusze USA. Zaś Ukraina to podbrzusze Rosji. Rosja w w 2014 roku zareagowała tak samo, jak USA w 1962 roku. Po wycofaniu się Rosji Sowieckiej z Kuby pokój światowy został uratowany, ale za to Kuba została ukarana przez USA blokadą gospodarczą i ekonomiczną na ponad 50 lat, a faktycznie istniejącą do dzisiaj. Czy Federacja Rosyjska uczyniłaby coś gorszego, gdyby poszła śladem USA i potraktowała Ukrainę tak samo? – co oznacza całkowitą blokadę morską na Morzu Czarnym wybrzeży ukraińskich z Odessą włącznie. Realizacja tej, wzorem amerykańskim, blokady gospodarczo – ekonomicznej zmaterializuje się tym, że statki i okręty zmierzające do wybrzeży Ukrainy, będą kontrolowane przez rosyjskie okręty wojenne.

 

Separatyzm.  Zachodnio-europejskie traktowanie separatyzmu jest interesujące z różnych względów. Z jednej strony, kiedy separatyści z regionów wschodniej Ukrainy pragną – na wskutek niepoważnej polityki władzy w Kijowie – odłączyć się od tego państwa, politycy zachodni i podporządkowane im massemedia mainstream’owe  uważają to za całkowicie nie do przyjęcia (nie do zaakceptowania). „Rosja ma oddać Krym Ukrainie, Ługańska Republika Ludowa, i Doniecka Republika Ludowa mają przestać stawiać opór” mafii lwowsko-kijowskiej, paść na kolana i nastawić szyje do poderżnięcia.

 

Ale, przyglądając się bliżej zachowaniu Zachodu w różnych czasach i okolicznościach, zauważymy szybko, że tenże Zachód z zasady nie jest przeciwny separatyzmom. Weźmy tu dla przykładu Jugosławię. Państwo to zostało rozczłonkowane na kilka małych państewek (Słowacja, Chorwacja, Czarnogóra, Kosowo) przy wydatnej pomocy militarnej i politycznej Zachodu.

To NATO przecież wymusiło na Serbii siłą zbrojną  (78 dni bombardowania tego kraju)  odseperowanie Kosowa od Serbii. Rozbijanie na części tego państwa odbyło się z pogwałceniem praw międzynarodowych i konwencji genewskich (bombardowanie objektów cywilnych n.p. stacji telewizyjnej w Belgradzie, ambasady chińskiej czy pociągu pasażerskiego na moście na Dunaju), a więc NATO połamało najprawdziwiej te prawa  międzynarodowe, których złamanie tak napastliwie wytyka  się dzisiaj Rosji. Ale idźmy dalej.

 

Nieco później w czasie – ten sam świat nie wył z przerażenia, kiedy Południowy Sudan i Szkocja ogłosiły swoje prawo do separacji, domagając się referendum w tej sprawie.

Po przeprowadzonym referendum w Południowym Sudanie, większość opowiedziała się za odseperowaniem się od Sudanu khartumskiego. Khartum to uznał i strony konfliktu usiadły przy stole – przy pełnej akceptacji świata zachodniego – żeby znaleźć praktyczne rozwiązania.

 

W 2014 roku W.Brytania stanęła przed problemem Szkocji, która zapragnęła odseperować się od W. Brytanii i ogłosić swoją niepodległość. (Sprawa nie jest jeszcze zamknięta). Jak wiemy dzisiaj, cały świat nie wił się z bólu i z przerażenia – i nie krzyczał, że oderwanie się Szkocji

od W.Brytanii jest nie do zaakceptowania przez społeczność międzynarodową. Rząd W. Brytanii był przygotowany na taką ewentualność i nie mobilizował z tego powodu własnych sił zbrojnych do walki z separatystami, ani massemediów proNATOwskich i polityków świata zachodniego do walki o zachowanie nienaruszalności granic Wielkiej Brytanii.

 

Inaczej „demokratyczny” reżim kijowski. Z jednej strony usiłuje dowieść, że Ukraina dojrzała cywilizacyjnie i mentalnie do Europy, ale z drugiej wybiera i stosuje azjatycką strategię rozwiązywania konfliktów politycznych, polegającą na rozwiązaniach siłowych. Nie zważając na późniejsze konsekwencje, wyzywa obywateli ukraińskich na wschodzie kraju od najgorszych, mniej wartościowych ludzi, (bo ich językiem ojczystym jest rosyjski), od terrorystów i ludzi gorszego rodzaju (to premier Jaceniuk) po czym wysyła na nich czołgi, działa i wojsko, żeby ich rzucić na kolana przed sitwą ukraińskich watażków, którzy dorwali się do władzy przy wydatnej pomocy sił zewnętrzych.

 

Skoro już jesteśmy przy siłach zewnętrzych, to na marginesie warto wspomnieć, że w 2015 roku amerykański reżyser, Oliwer Stone, zaangażował się w sprawę i przeprowadził na własną rękę śledztwo w sprawie awantury ukraińskiej. I, że w czasie tego śledztwa znalazł „odciski palców CIA i MOSSAD-u”. Victoria Nuland? – Kto to jest?   Tu cytuję z internetu: „13 grudnia 2013 r. asystent Sekretarza Stanu USA d.s. Europy i Euroazji, Victoria Nuland, powiedziała otwarcie w National Press Club w Waszyngtonie, że USA zainwestowało 5 miliardów  dolarów w rozwój procesów demokratycznych na Ukrainie”. Dalej autor  tej informacji stawia logiczne pytanie: Dlaczego Amerykanie tak bardzo pochylili się z troską o demokrację właśnie nad Ukrainą? Dlaczego nie chcieli w tym samym czasie pochylić się z taką samą troską nad humanitaryzmem i wolnościami obywatelskimi w wydaniu Arabii Saudyjskiej, Bahrainu czy Emiratów Arabskich? A przecież rzeczą naturalną jest, że proces podciągania cywilizacyjneggo (n.p. do demokracji, wolności obywatelskich et.c.) powinien głównie dotyczyć – i rozpoczynać się od najbardziej zacofanych społeczności.

Społeczeństwa wschodniej Ukrainy i Krymu do tych ostatnich nie należą.

 

W sytuacji, kiedy ludność tych obszarów (Doniecka i Ługańska) widzi, że idą na nich wojska wrogiego reżimu, to czują, że prowadzą wojnę obronną. I tego faktu nie możemy odrzucić w naszych rozważaniach. To ukazuje analogię sytuacji polskiej po I.wojnie światowej. Polska wtedy odseperowała się od Rosji carskiej. Co prawda, nielegalny reżim bolszewicki ogłosił w celu ratowania swej skóry „prawo narodów do samostanowienia”, ale gdy tylko okrzepł i poczuł się silniejszy, to wysłał wojska na polskich separatystów. Rozwiązanie było siłowe. I

polski separatyzm zwyciężył, bo zdołał się obronić. Powstało nowe (stare) państwo. Ale separatystycznych państw było więcej. Finlandia, Litwa, Łotwa, Estonia i wiele innych państewek i państw, zaczynało swoje powstawanie od separatyzmu, tj. od odłączania się od

innych tworów państwowych. Weźmy chociaż by na przykład Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, które swoją drogę do niepodległości rozpoczęły od odseperowania się od reżimu królewskiego W.Brytanii. Skończyło się to, co prawda, wojną o niepodległość i zwycięstwem separatystów, podobnie zresztą jak w przypadku Polski w 1920 r., ale nikt  przytomny nie  kwestionuje tych aktów separatyzmu i nikt nie mówi, że są nie do zaakceptowania.

W kwestii separatyzmu stanowisko dużej części Polaków też nie jest uczciwsze niż innych.

Zwłaszcza tych, którzy uważają się za niepodległościowców i tych, którzy ustawiają się na prawicy politycznej. Górują tu zwolennicy PiS-u, wielbiciele „Gazety Polskiej”, Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Z nimi konkurują też inni, tzw. „wykształceni z dużych miast” z

wokół innej gazety,  „Gazety Wyborczej”. Tytułem przykładu należy tu przypomnieć ich  stosunek do islamskiego separatyzmu w Czeczenii w połowie lat 1990-tych, Ten separatyzm był dla nich dobry. Godny poparcia. Dlatego dostał gorące poparcie, wyrażające się licznymi demonstracjami pod ambasadą rosyjską w Warszawie i pod konsulatami w  Krakowie i Poznaniu, nie mówiąc już o propagandzie w prasie i akcjach ulotkowych na ulicach. A kiedy

Rosja rozpoczęła drugą rozprawę zbrojną z islamskim separatyzmem na Kaukazie, nasi prawicowcy i niepodległościowcy zaczęli wyć z przerażenia i bólu, jaka ta Rosja jest  brutalna, agresywna i groźna. Jak wielka dzieje się niesprawiedliwość!

 

Kiedy zaś pomajdański reżim ukraiński rozpoczął zbrojną rozprawę (na wzór rosyjski) z separatystami z okręgów Doniecka i Ługańska, to te same tuby propagandowe tzw. IIIRP,

(PiS-u i PO) gromadnie potępiły separatyzm i udzieliły szerokiego i gorącego poparcia przeciwnikom separatyzmu, opowiadając się bezwzględnie za „intergralnością  granic”, ich „nienaruszalnością” it.p. Jak widzimy, w świetle powyższych faktów, Polacy też mają swoje zasady (nabyte od „grandziarzy z za wielkiej wody”?): Potrafią być – za i przeciw…  Rozdwojenie jaźni? Pomroczność jasna? Bo czym innym wytłumaczyć tak różny stosunek do separatyzmu?

 

Gdy ludzie, zamieszkujący te terytoria (prowincje Doniecka, Ługańska czy Krym), czują na własnej skórze, że prowadzą wojnę obronną, to nie możemy odrzucić tego faktu, jako niezgodnego z rzeczywistością. Trudno jest  bowiem ludności tych obszarów pojąć, że prawo, jakie świat był skłonny dać, na przykład serbskiej prowincji Kosowo, Czarnogóry, czy części obszaru Sudanu, albo w W.Brytanii (Szkocja) – nie może dać prowincjom Doniecka, Ługańska i Krymu. Co jest przyczyną tak różnego traktowania ruchów separatystycznych?

 

Również sprawa Krymu nie jest jasna i przejrzysta  na tyle, żeby twardo stać przy tezie, że Rosja dokonała aneksji półwyspu krymskiego. Twórcy tego poglądu mają problem.

 

Wyrażenie „aneksja” wywołuje u ludzi skojarzenia, że dokonano inwazji Krymu przy pomocy czołgów, artylerii, bombardowań i karabinów maszynowch. I w tak krwawy sposób powalono ludność Krymu na kolana. Półwysep krymski znalazł się pod okupacją Rosji.

 

Warto tutaj przyjrzeć się bliżej, jak przebiegało przejęcie obszaru Krymu przez Rosję. Dajmy głos faktom. W czasie  „aneksji” półwyspu krymskiego przez Rosję, na tym terenie

stacjonowała 18 000.  armia ukraińska. Po odbytym plebiscycie, w którym 83% ludności głosowało za odłączeniem się od Ukrainy – i po oficjalnym przejęciu Krymu przez Rosję, na Ukrainę wróciło zaledwie 2000 ukraińskich żołnierzy w mundurach, ale bez broni. A co z

Pozostałymi 16 000-cami? Byli to Ukraińcy – czy tylko obywatele ukraińscy?  Patrioci ukraińscy? Jeśli nie, to kto to był?  Dlaczego bliższa im była Moskwa, a nie Kijów?

Kiedy Rosja Sowiecka próbowała zaanektować z powrotem Polskę  i Finlandię, napotkała tak gwałtowny i krwawy opór Polaków w 1920 roku i później w 1939 Finlandczyków, że kraje te mają dzisiaj, co prawda ograniczoną suwerenność, ale egzystują jako samodzielne państwa, a nie prowincje rosyjskie. Ukraińcy nie byli i nie są do tego zdolni. W zamian próbują tak wymanewrować Europę, żeby ta przelewała za nich krew tak, jak Polacy i Finlandczycy za siebie.

 

W kwestii Krymu wygląda na to, że zaistniało tutaj jakieś nieporozumienie. Ktoś tu coś przeoczył. Na przykład demografię: przytłaczającą większość ludności (prawie 90%) stanowią Rosjanie. Ich językiem ojczystym i codziennym jest język rosyjski. Następnie historię: Półwysep krymski był terytorium rosyjskim od 1783 roku do 1991. (Pomijam tu wyskok pijanego Ukraińca, Nikity Chruszczowa, na posiedzeniu bolszewickiego Politbiura w 1954 r.). Przy tym trzeba też wziąść pod uwagę status prawny  i polityczny Krymu: Prowincja ta – przed odłączeniem się od Ukrainy – miała własną konstytucję i parlament. Zmiana statusu politycznego Krymu odbyła się bezkrwawo. Zadecydował plebiscyt, w którym przytłaczająca większość mieszkańców wyraziła swą wolę, w wśród nich 16 000-czna „armia ukraińska”.

 

Jeszcze nie tak dawno, bo przy  końcu listopada (30.11.2015r.),  po podliczeniu wyników wyborów lokalnych w Mariupolu, prorosyjska formacja polityczna zdobyła 66,5 %  głosów. Natomiast patriotyczna partia „Solidarność” Petra Poroszenki uzyskała zaledwie 2,7 %.  Gdzie w czasie tych wyborów byli etniczni i patriotyczni Ukraińcy? Zapadli w sen zimowy? Coś tutaj nie zgadza się z duchem propagandy ukraińskiej, polskiej i zachodniej.

 

Jak zatem uzasadnić tak niekonsekwentny stosunek Zachodu i państw NATO do separatyzmu? Co jest powodem tak różnego traktowania przejawów separatyzmu? Jak wytłumaczyć ludziom, dlaczego jedne separatyzmy są dobre a inne złe?

 

Nie sposób wytłumaczyć to czymś innym, niż tym, że tak duże poparcie NATO dla reżimu w Kijowie wynika z dalekosiężnego celu wyrwania Ukrainy z rosyjskiej strefy wpływów i

wciągnięcia tego obszaru w strefę interesów Zachodu. Gdyby to się udało, to Wall Street

znalazłby się przy płocie Rosji i tylko 500 km od Moskwy. I wszystko działoby się  pod   wysoko podniesionymi sztandarami i transparentami, bogato udekorowanymi sloganami „uniwersalnych praw człowieka”, „wolności obywatelskich”, „społeczeństwa otwartego” (dla kogo?), „demokracji prawdziwej” it.p. Oczywiście „prawdziwa demokracja” to ta w wydaniu zachodnim, zdefiniowana przez mądre głowy w Waszyngtonie, Tel Avivie i Berlinie, a realizowana gorliwie przez ich wasali europejskich, w tym polskich.

 

Nie potrzeba być sympatykiem Rosji ani Putina, żeby zrozumieć, że Rosja nie może sobie pozwolić na oddanie Morza Czarnego pod panowanie Waszyngtonu i Tel Avivu, oraz na zainstalowanie baz wojskowych i wyrzutni rakietowych 500 km od Moskwy, do czego NATO dążyło i nadal się próbuje.

Bo jeżeli nie o to chodziło na Ukrainie i Gruzji, to o co? Jaką sprawę, cel i interes, mają w tych krajach państwa zrzeszone w NATO?

 

Demokracja demokracją, ale kiedy wyszkolona przez propagandę zachodnią ludność – która niby ma prawo do wolności obywatelskich i demokracji, w której liczy się i decyduje wola większości – bierze to prawo na poważnie i próbuje zadecydować o swojej przyszłości i o swoim losie, ma, niestety niewielkie, żeby nie powiedzieć – żadne szanse. O tym, kiedy mamy do czynienia z demokracją a kiedy z reżimem, definiuje Zachód.

 

„Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – pouczyła stara Pawlakowa swego syna, podając mu granat do ręki, gdy ten udawał się na rozprawę sądową o kota. (Scena z filmu „Sami swoi”). Działo się to 70 lat temu, ale w mentalności ludzkiej – tej  zachodnio-europejskiej również – tak pozostało do dzisiaj.

 

Analogicznie rozumują politycy zachodni: Demokracja demokracją, ale jej duch, forma i struktura organizacyjna ma być taka, jaka jest dla nich korzystna, wygodna i kiedy im służy.

Inne formy demokracji, a zwłaszcza te, które są nieposłuszne i stają okoniem, nie są demokracjami. To są reżimy, tyranie, dyktatury it.p.

 

Mówi się o nich w propagandzie zachodniej nie inaczej, jak na przykład, „reżym Janukowicza”, „reżim Assada”,  „reżim Putina”, „reżim Łukaszenki”, a ostatnio, tu i ówdzie w propagandzie mainstraemowej zaczyna się wymieniać „reżim Orbana”.  Ale już o reżimach prawdziwych i najgorszego rodzaju, dyktaturach absolutnych państw najbardziej zacofanych kulturowo i  cywilizacyjnie, jak na przykład Arabia Saudyjska, Bachrain, Emiraty Arabskie czy Oman, w których ucinają  kończyny za drobne przestępstwa i głowy za poglądy polityczne – w dobrym tonie jest mówić „królestwo”, „księstwo” itp. Dlaczego tak? A no dlatego, że co prawda, to są s…syny, ale sprzymierzone. To znaczy z USA i jego wasalami europejskimi, zrzeszonymi w NATO-wskiej formacji organizacyjnej, której członkiem jest również III PRL.

 

Ponieważ te s….syny znajdują się po naszej stronie barykady i przytulone do naszego obozu wojskowo-politycznego, więc wara od nich. To są nasi sprzymierzeńcy. W takich sytuacjach   „uniwersalne prawa człowieka”, „wartości europejskie” , „wolności obywatelskie” , „demokracja”, „otwarte społeczeństwo” i temu podobne slogany nie są wymagane. I w dobrym tonie jest nie pamiętać o ich istnieniu.

 

Trochę uwagi należy się sprawie łamania praw międzynarodowych, co mocno zarzuca się od prawie dwóch lat Rosji. Przyczyna: aneksja Krymu. Według narracji państw zachodnich i

NATOwskich, Rosja anektując Krym, złamała prawa międzynarodowe. Dokonała aktu bezprawia, czym zasłużyła na solidną karę za dokonane przestępstwo. Prawo do ukarania Rosji przypisały sobie państwa, które nie są bez  grzechu. Ale o tym za chwilę.

 

Jako formę kary, zastosowano wobec Rosji ostre sankcje gospodarcze i ekonomiczne, czyli bojkot handlowy i gospodarczy Rosji.  Równocześnie przymyka się stale oczy na akty aneksji dokonanych przez państwa zachodnie. Na przykład W. Brytanii, Danii (Grenlandia) czy kryjącego się pod skrzydłami amerykańskiej kwoki malutkiego i rozbójnickiego Izraela.

 

W połowie grudnia 2015 r., prezydent III RP, Andrzej Duda, złożył dawno oczekiwaną przez reżim kijowski wizytę polityczną. Podczas pobytu i różnych wystąpień politycznych, złożył

ważną, nie tylko dla Ukraińców, deklarację, która ponoć bardzo zadowoliła gospodarzy. Mianowicie , prezydent Polski wypowiedział się stanowczo również w kwestii bojkotu politycznego i handlowego Rosji, „opowiadając się jednoznacznie za przedłużeniem jego obowiązywania” , a nawet „zaostrzenia sankcji”.  To wystąpienie ma wydźwięk  wybitnie agresywny.

A.Duda jest reprezentantem siły politycznej pod nazwą PiS. Formacja ta jest bardzo proukraińska, a dokładnie probanderowska. W popieraniu przewrotu i później dzisiejszego reżimu ukraińskiego, konkurowała z PiS inna siła polityczna, PO z Komorowskim i Kopacz na czele. A na Majdanie ramię w ramię z J.Kaczyńskim i R. Czarneckim występował P.Kowal i inni.

 

Co jest przyczyną tak agresywnego bojkotu Rosji, ze strony polskich sił politycznych, które w  ostatnich 25 latach były twardymi przeciwnikami stosowania blokad ekonomicznych, jako środka nacisku politycznego? A jako jeden z przykładów weźmy tu reżim izraelski, stosujący apartheid w swym państwie, olewający wszelkie rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ, prawa

międzynarodowe i Konwencje Genewskie. Okupowane bezprawnie tereny i ludność palestyńską zamieszkałą tam od wieków traktują, jak Niemcy hitlerowskie Polaków na Zamojszczyźnie. Niszczą ich posiadłości, przeganiają siłą zbrojną i zasiedlają swoimi braćmi w wierze. Ci zaś, którzy stawiają opór temu bezprawiu i bronią się aktywnie, są zabijani, jako że Izraelici mają prawo do obrony. Jednocześnie ci, którzy popierają prawo Izraela do obrony, odbierają takie samo prawo Palestyńczykom. Jeżeli Izraelitom wolno walczyć mieczem, to dlaczego nie wolno Palestyńczykom bronić się tą samą bronią?!  – to jedno. A drugie – dlaczego nie wolno bojkotować politycznie i gospodarczo Izraela za tak notoryczne łamanie praw międzynarodowych?!

 

Oficjalnie przyczyną agresywnego bojkotu handlowego Rosji jest to, że Rosja złamała prawa międzynarodowe anektując półwysep krymski i że wmieszała się w wojnę domową na wschodzie Ukrainy. Problemem jest tutaj to; dlaczego rzekome złamanie praw międzynarodowych przez jedno państwo (Rosja Putina) nagle prowadzi do tego typu przeciwdziałania?

 

Nowy prezydent Polski, A.Duda, swym nawoływaniem do zaostrzenia i przedłużenia bojkotu Rosji, nie łagodzi konfliktu na Ukrainie i przy granicach Polski, a jedynie go zaognia. W czyim to czyni interesie?

 

Każdy zaś Polak, Niemiec, Węgier czy Norweg, który śmie postawić znak zapytania przy konieczności zaostrzania tego konfliktu i jego eskalacji przeciw Rosji i Putinowi, natychmiast zostaje oskarżony o wspieranie dyktatury Putina, popieranie agresywności Rosji i jej chorobliwego dążenia do podboju i okupacji innych państw, zwłaszcza sąsiednich.

 

A co by stało się, gdybyśmy tu odwrócili argumentację i zapytali: Dlaczego w III RP żadna z sił politycznych (PiS, PO, PSL i inne pomniejsze), nie jest zdolna do zareagowania na amerykańskie czy na przykład izraelskie, łamania praw międzynarodowych i Konwencji Genewskich (vide: Jugosławia, Afganistan, Irak, Libia, Syria i inne) w taki sam sposób, ogłaszając wprowadzenie przeciw nim sankcji politycznych, gospodarczych i handlowych?!

 

Odpowiedź na to pytanie jest tak prosta, jak osławiona konstrukcja cepa: Tu w ogóle nie chodzi o prawa międzynarodowe, ani nie o demokrację. Polska bojkotuje i nawołuje (prez.A.Duda i jego PiS, PO Komorowskiego i Kopacz, oraz reszta tej samej stadniny magdalenkowo-okrągłostołowej) do zaostrzenia bojkotu Rosji, ponieważ USA prosiła, aby Polacy to zrobili. Za to oni,  „Wall Streat”, w zamian pochylą się z troską nad naszym, trudnym polskim losem, pogłaskają nas po głowach i odwdzięczą się nam tym, że sprzedadzą nam parę F-16 z demobilu  i trochę innego złomu wojskowego. Zatem bądźcie Polacy zadowoleni i nie wierzgajcie nogami, gdy was doimy i wykorzystujemy. Takie jest zawoalowane przesłanie Zachodu dla Polaków.

 

Teraz, wiedząc trochę więcej, jak Zachód rozumie, pojmuje i tłumaczy ludziom  „prawa międzynarodowe” i o co chodzi w tej walce o „demokrację”,  możemy kontynuować prezentację tych, którzy przedstawiają się nam, że są bez winy i „rzucają kamieniami”.

 

Najgorszym typem w tej dziedzinie jest W. Brytania.  W tym roku  (2016) europejskim reprezentantom wolności obywatelskich, demokracji i innych „uniwersalnych praw człowieka”, powinno zostać przypomniane 100-lecie powstania wyzwoleńczego w Irlandii w 1916 roku. Katolicka ludność Irlandii została siłą i krwawo zmuszona do życia w W. Brytanii.

W 1998 r. podpisany został „układ pokojowy” – pokój, owszem – ale żadnej wolności, żadnego powrotu do Irlandii. Anektowane krwawo terytorium pozostaje nadal pod okupacją brytyjską.

 

Wielka Brytania łamała w Ulsterze prawa międzynarodowe ponad 90 lat. I łamie nadal. Dlaczego to zachodnie państwo może bezkarnie anektować terytorium państwa sąsiedniego,

a inne państwa nie?

 

  1. Brytania dokonała aneksji Islas Malvinas, terytorium morskiego u wybrzeży Argentyny. Terytorium to występuje pod kolonialną nazwą angielską jako „Wyspy Falklandskie”. Argentyna złożyła do ONZ meldunek o złamaniu przez W. Brytanię prawa międzynarodowego. Ale o tym…. trzymaj pysk! W złym tonie jest o tym mówić. Jeżeli zaś chodzi o część terytorium Hiszpanii (Gibraltar), zaanektowany przez Anglię zbrojnie i krwawo, to na Zachodzie wszyscy udają, że złamania tego prawa międzynarodowego nie widzą. A przecież Hiszpania ciągle głośno domaga się zwrotu zaanektowanej zbrojnie tej części swego kraju.

 

W 1974 roku państwo tureckie (członek NATO) napadło zbrojnie na  wyspę Cypr,  której część północną okupuje do dzisiaj. Ale – żeby Turcja nie wypadała tu jako agresor i okupant północnego Cypru, utworzyła tam „niepodległe państwo”, które do dzisiaj uznawane jest tylko przez Turcję. Mamy zatem tutaj sytuację bardzo podobną do tej, za którą NATO krytykuje Rosję. Ciekawe! – Rosja kwalifikuje się do potępienia, bo latem 2008 roku pogoniła agentów CIA i MOSSAD’u w Gruzji i utworzyła im niepodległe państwo Osetia Południowa, które – w przeciwieństwie do tureckiego północnego Cypru – jest uznawane przez cztery państwa więcej. Przypominać i wytykać Turcji złamanie prawa międzynarodowego nie wypada. A dlaczego nie? A no dlatego, bo Turcja jest członkiem naszej bandy.

 

W 1981 roku Izrael dokonał aneksji części terytorium Syrii, tzw. „Wzgórza Golan”. Nie tak dawno znowu dokonał kolejnego aktu aneksji. Tym razem Wschodniej Jerozolimy. W obu przypadkach zbrojnie. Nie poprzez plebiscyt, jak to się stało w przypadku Krymu czy regionów Doniecka i Ługańska.

Czy nie jest tu specjalnie interesujące, dlaczego po tych aktach izraelskich aneksji obcych  terytoriów nikt na Zachodzie i w Polsce, nie domaga się się kroków odwetowych w postaci sankcji gospodarczych i ekonomicznych, bojkotu polityków i innych osób,  powiązanych z reżimem Izraela?! Czy nie jest ciekawe, dlaczego te aneksje są akceptowane przez reprezentantów „wartości europejskich”? Nikt tutaj – jakość tak dziwnie – nie domaga się

respektowania praw międzynarodowych i integralności granic państwowych Syrii. Co to za (nie)uczciwość?!  Czy ludzie, którzy są skrajnie nieuczciwi, mają prawo żądać i oczekiwać

uczciwości od innych?  Co to za moralność?!  Kali kłania się tu w całej okazałości…  z ukradzioną  krową.

 

W obliczu tych faktów;  w tak stworzonej atmosferze politycznej i moralnej, są jeszcze ludzie, którzy mają czelność skowyczeć o konieczności obrony „wartości europejskich”. Jakich wartości europejskich?!  – należałoby tutaj zapytać. Wartości zbudowanych – na jakim podłożu etycznym?

 

Bądźmy choć na moment uczciwi. Spójrzmy sobie w oczy, choćby poprzez lustro.

A zobaczymy jacy jesteśmy. Nie lepsi od polityków europejskich, którzy podrzucają nam te wartości i oczekują, że je zaakceptujemy bezwarunkowo, to znaczy: bezmyślnie.

 

Głównym elementem wartości zachodnio-europejskich jest hipokryzja. A następnym i równym obok  jest bezwstydność. ( Pomijam tu świadomie już te czynniki, widoczne u polityków zachodnich z amerykańskimi włącznie, które znamionują psychopatów, jak arogancja, pyszałkowatość, przekonanie o swojej wyższości it.p.).  Czy kultywowanie i pielęgnowanie tych wartości uszczęśliwi nas Europejczyków? Wyzwoli od czegoś? Jeśli tak – to od czego?!

 

W proNATOwskich środkach masowego przekazu konflikt na Ukrainie przedstawiany jest jednostronnie, jako rezultat zbrojnej agresji Rosji na Ukrainę. Dlatego na ten akt agresji Zachód i Unia Europejska musiały odpowiedzieć. I odpowiedzieli zarządzeniem bojkotu  gospodarczego, ekonomicznego, politycznego i finansowego. NATO natomiast, jako organizacja polityczna i militarna, odpowiada na zaistniałą sytuację zakładaniem nowych centrów dowodzenia w Polsce, na Litwie, Rumunii, Bułgarii, Łotwie i Estonii. A władze tych państw, zwłaszcza polskie, podbijają  bębenka o zagrożeniu rosyjskim, żeby uzyskać od społeczeństwa przyzwolenie na zainstalowanie na terenie Polski obcych baz wojskowych, głównie amerykańskich i brytyjskich.

 

Gdyby sprawa była tak prosta, jak się ją nam przedstawia, i problemem była inwazja wojsk rosyjskich na państwo ukraińskie, to nie ma nic prostszego, jak zarządzić natychmiast powszechną mobilizację, ogłaszając wojnę obronną, najlepiej „ojczyźnianą”, po czym wyrzucić obce wojska z granic państwa.

 

Jednakże takie rozwiązanie w przypadku Ukrainy jest nierealne, bo – według informacji niezależnych – na terenie Ukrainy nie znajdują się regularne rosyjskie oddziały wojskowe, o czym wie doskonale reżim ukraiński i jego popieracze polscy i zachodni. Separatystyczne formacje wojskowe składają się przede wszystkim z mobilizacji obywateli ukraińskich, zamieszkujących te obszary z dziada pradziada. Prowincje takie, jak obłast ługańska, doniecka czy Krym, zostały wrzucone w granice dzisiejszej Ukrainy wbrew własnej woli ich mieszkańców przez bolszewickie Politbiuro. Nikt wówczas nie pytał ludności tych terenów, czy chcą być i żyć w granicach Rosji czy Ukrainy. A każdy zaś protest, lub próba zakwestionowania decyzji bolszewickiej wierchuszki, kończyła się wówczas gułagiem. Dlatego stan granic dzisiejszej Ukrainy i ludności zamieszkującej jej wschodnie tereny, nie był kwestionowany do chwili, kiedy tęgie polityczne głowy banderowskie nie wymyśliły, żeby ze starych  etnicznych Rosjan zrobić Ukraińców drogą narzucenia im ukraińskiego języka. Gdy starzy etniczni Rusini stanęli okoniem i powiedzieli NIE! – ogłoszono ich w Kijowie i Lwowie „terrorystami”, ludźmi „gorszego gatunku” (Jaceniuk), „bandytami” i wysłano przeciw nim wojsko. A winną za całą awanturę obarczono Rosję i Putina.

Powiedzmy sobie tutaj otwarcie: gdyby grupy ludności rosyjsko-języczne na wschodzie Ukrainy miały poczucie bezpieczeństwa i to bezpieczeństwo zagwarantowane politycznie i prawnie, nie udzieliłyby poparcia separatystom.

 

Dlatego zrozumienie konfliktu na Ukrainie jest niemożliwe, jeżeli nie weźmiemy pod uwagę faktu, że separatyści na wschodnich terenach tego państwa żyją od stuleci i są głęboko         zakorzenieni w tej ziemi, która dla nich jest ziemią ojczystą. Zresztą zakorzenieni tam są głębiej niż dzisiejsi Ukraińcy we Lwowie, czy na Wołyniu.  A poza tym mają historię, w której tkwią korzeniami równie głęboko.

 

Na  obszarze Ługańska i Doniecka mieszka około 3 miliony ludzi. Na Krymie nieco ponad 2 miliony. Daje to w sumie 5 milionów mieszkańców. Zatem ludność tych terytoriów jest zdolna wystawić armię większą niż Norwegia, albo Finlandia. Rosja nie potrzebowała wysyłać tam swoich wojsk, co najwyżej doradców wojskowych, do czego ma święte prawo.

Mówienie w tej sytuacji o „wojnie hybrydowej”, prowadzonej przez Moskwę i Putina , a zwłaszcza o „zielonych ludzikach”, nic nie wyjaśnia, bo nie odzwierciedla rzeczywistości. Jasne, że Rosja świadomie i planowo pracuje nad tym, żeby przeszkodzić w włączeniu

Ukrainy do NATO, co z kolei w Moskwie rozumiane jest – i słusznie, bo zgodnie z rzeczywistością  – jako militarne okrążanie Rosji. A niby dlaczego Rosjanie nie mają prawa tak myśleć? Z kolei zarzucanie Rosji, że czyni diabelskie zło, dostarczając separatystom broń jest tak głupie, jak tylko być może. Polskim separatystom w 1920 roku też dostarczali broń obcy: Francja, Belgia i inni. Separatystom finlandzkim: Szwecja, Anglia, Niemcy i Norwegia. Amerykańskim: głównie Francja i inne drobne państewka. Polska zaś dostarczyła doradców wojskowych, dowódców i oficerów (n.p.Puławski, Kościuszko).

 

Dlatego też – jeżeli Rosja dostarcza Donieckiej R.L. i Ługańskiej R.L. doradców wojskowych, to – po pierwsze, ma do tego pełne prawo, a po drugie, czyni to w swojej

obronie. A każdy ma prawo do obrony swego życia i życia najbliższych, a dopiero później dalszych.

 

Kiedy separatyści polscy prowadzili wojnę obronną w 1920 roku, to też mieli doradców wojskowych obcych, np.wyższych oficerów francuskich. Finlandia zaś miała niemieckich i

szwedzkich, wyższych oficerów wojskowych, jako doradców. I nikt rozumny nie widział w tym nic nagannego.

 

Samozwańcze republiki.  Złośliwe definiowanie i określanie Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej R.L., jako „samozwańcze republiki”, nie daje się pogodzić z przyjętymi i uznawanymi w świecie politycznym i wojskowym zasadami, które obowiązują do dzisiaj.

 

W 1918 roku seperatyści polscy ogłosili samozwańczo powstanie państwa polskiego. Identycznie samozwańczo uczyniła to Finlandia, Litwa, Łotwa i Estonia po upadku Rosji carskiej. W latach 1990-tych Słowenia, Chorwacja i Bośnia-Hercegowina też ogłosiły się samozwańczo państwami niepodległymi.To tylko tytułem przykładu. Ale nie tylko te byty polityczne powstały samozwańczo. Ludność dzisiejszego USA też rozpoczynała tworzenie     swojej państwowości od samozwańczego odseperowania się od Anglii, poprzez ogłoszenie powstania Stanów Zjednoczonych i w następstwie prowadzenie krwawej wojny o niepodległość. W świetle tych faktów nie sposób zarzucić władzom politycznym i wojskowym Doniecka i Ługańska, że źle się bawią. Albo, że łamią jakieś prawa, lub że zachowują się nieprzyzwoicie.

 

Takich państw, które powstały samozwańczo i drogą odseperowania się od innych, można wymienić dziesiątki, zwłaszcza po II wojnie światowej. W związku z tym nie wiadomo dokładnie, o co chodzi proNATOwskim i proukraińskim propagandystom, kiedy w swej narracji definiują Doniecką RL i Ługańską RL, jako państwa samozwańcze.

 

Mało kto dzisiaj pamięta szczyt NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku. Warto jednak to wydarzenie przypomnieć, bo zdaje się, że politycy polscy i ukraińscy zapomnieli, co było tam poruszane i powiedziane. Czy wyciągnęli z tego wnioski? Wygląda na to, że wyrażone tam stanowisko Rosji zostało zignorowane i olane.

 

Wśród 250 000 rozmaitych dokumentów (notatek i raportów) ambasadzkich, wyciekłych z MSZ USA i umieszczonych na Wikileaks, znajdują się i takie, które dotyczą bezpośrednio Ukrainy. W szczycie tym brała udział Rosja i Putin w ramach Partnerstwa z NATO. Dokumenty, jakie wyciekły z amerykańskiej ambasady przy NATO w Brukseli, zapowiadały obecny konflikt ukraiński i ostrzegały przed nadchodzącą katastrofą.

 

W swym wystąpieniu na bukareszteńskim szczycie Putin powiedział, że jeżeli do kwestii NATO będą podłączane inne problemy, to będzie zagrożona sama egzystencja państwa ukraińskiego. Notatki i raporty dyplomatów amerykańskich na Wikileaks ukazują ostrzeżenia Rosji pod adresem USA i NATO przed próbą kładzenia łapy na Ukrainę.

 

„ – Ukraina  w swej obecnej formie terytorialnej została stworzona w czasach sowieckich z części terytorów Polski, Czechosłowacji, Rumuni i dużej części Rosji, – powiedział w swym wystąpieniu Putin. I dodał zaraz, że Krym został po prostu dany Ukrainie poprzez postanowienie Politbiura sowieckiego.

 

Zaraz po tym szczycie ambasador USA przy NATO pisał do Waszyngtonu, że prezydent Rosji w swym wystąpieniu zakwestionował w sposób niebezpośredni integralność terytorialną Ukrainy i zasugerował, że Ukraina jest sztucznym wytworem.

 

Wymienione dokumenty na Wikileaks były znane i dostępne długo przed Majdanem i obaleniem demokratycznie wybranego prezydenta  W.Janukowicza, który później chciał ratować całość terytorialną Ukrainy. Pamiętał, że próba podgryzienia Rosji przez Zachód przy pomocy Gruzji, skończyła się parę miesięcy po tym szczycie wojną w której Gruzja dostała lanie. Po tym epizodzie Amerykanie (administracja Busha), zatrzymali się „na chwilę” w swej ekspansji na podbrzusze Rosji.

 

W obliczu tych faktów ludzie z poczuciem odpowiedzialności i pewną dozą wyobraźni politycznej, powinni wykazać rozwagę, ostrożność i powściągliwość w wysuwaniu żądań i oczekiwań politycznych.  Ale do władzy dorwali się ludzie mało inteligetni politycznie i przy poparciu bezmyślnego tłumu, podżeganego przez  J.Kaczyńskiego, R.Czarneckiego, P.Kowala oraz innych naganiaczy politycznych,  którzy swymi nieodpowiedzialnymi wystąpieniami tworzyli Ukraińcom fałszywe nadzieje przyczyniając się tym wydatnie do dzisiejszej katastrofy ukraińskiej.

 

Sytuacja dzisiaj jest taka, że Ukraina może zapomnieć o członkostwie w NATO od razu.

Również o Krymie i o terenach Ługańska i Doniecka zajętych przez byłych obywateli ukraińskich, których językiem ojczystym jest język rosyjski. Natomiast o członkostwie w

Unii Europejskiej Ukraina może zapomnieć na kilkanaście, albo i więcej lat. Żeby stać się członkiem UE trzeba bowiem mieć uregulowane granice i pokojowe stosunki z sąsiadami. To zaś oznacza w praktyce zrzeczenie się Krymu na rzecz Rosji i uznanie za niepodległe państwa Ługańska i Doniecka, uzgodnić granice i podpisać traktat pokojowy. A więc w praktyce

uznać utratę tych ziem, a może i coś jeszcze więcej. Póki co, wszystkie kolejne władze ukraińskie i ich polscy podpieracze mogą sobie pokrzykiwać i ośmieszać się, ile tylko chcą.

 

Władysław Gauza

Styczeń 2016

 

Nieco  o autorze:

http://polonus.forumoteka.pl/temat,826,w-gauza-kpn-na-zachodzie.html

http://www.usopal.pl/images/stories/2012/(fl%20184)pdf-elity-iii-rp-rodowod.pdf

https://bs.sejm.gov.pl/F?func=find-acc&acc_sequence=000017288

https://pl.wikipedia.org/wiki/Konfederacja_Polski_Niepodleg%C5%82ej

http://gazetawyborcza.republika.pl/csk.htm

4 komentarzy

Filed under Polityka

4 responses to “AWANTURA UKRAIŃSKA

  1. Kaczor,”gierojom slawa”,szczesliwy,bo posrod swoich.
    Ciekawe,czy odwiedzil Gronowke pod
    Odessa,skad jego korzenie.

    Lubię

  2. Pingback: Banderowskie zagrożenie | hubalblog

  3. Pingback: Banderowskie zagrożenie | 7777777blog

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s