Siła nabywcza Polaków. Nie mamy nawet połowy średniej dla Europy

silanabywcza

Warszawa zgarnia wszystko, a Pruszków bogatszy niż Poznań czy Wrocław. Takie wyniki przynosi najnowszy ranking firmy badawczej GfK. Analitycy liczyli siłę nabywczą na głowę mieszkańca – w Europie Polska zajęła 29 miejsce. Mamy mniej niż połowę średniej europejskiej.

Według badania GfK, w skali kraju, siła nabywcza na głowę mieszkańca wynosi w Polsce 6366 euro. Dla porównania: zajmujący pierwsze miejsce w rankingu Lichtenstein ma aż… 63 011 euro na mieszkańca.

Kolejne miejsce na podium zajmuje Szwajcaria i Luksemburg. Stawkę 42 państw zamykają Białoruś, Mołdawia i Ukraina. Ukraińcy mają tylko 1/80 średniej siły nabywczej mieszkańców Liechtensteinu.

U naszych zachodnich sąsiadów Niemców, którzy zajęli 9. miejsce – siła nabywcza na głowę to 21 879 euro. Tuż za nimi są Brytyjczycy z 21 141 euro, a Węgrzy (30 pozycja) mają – 5549 euro.

W Polsce wszystko zgarnia Warszawa z przyległościami. I Sopot

W Polsce, co zapewne nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, regionem o najwyższej sile nabywczej jest Warszawa. Mieszkańcy stolicy – z 11 651 euro (50 142 zł) do dyspozycji, mają średnio o 83 proc. wyższą siłę nabywczą niż średnia dla całej kraju. Ale i tak to 15 proc. mniej niż średnia europejska, która wynosi 13 672 euro.

Tuż za Warszawą, na drugim miejscu jest powiat Piaseczno, a na trzecim powiat warszawski zachodni. Czwarte miejsce przypadło Sopotowi, a piąte powiatowi pruszkowskiemu. Dopiero na dalszych miejscach znalazły się duże polskie miasta: Poznań, Wrocław i Katowice.

Miejsce Powiat Indeks krajowy
1 Warszawa 183
2 powiat piaseczyński 149,4
3 powiat warszawski zachodni 142
4 Sopot 141,4
5 powiat pruszkowski 139,4
6 Poznań 135,9
7 Wrocław 135,1
8 Katowice 134,3
9 powiat grodziski 130,1
10 Tychy 126,6
źródło: GfK Purchasing Power Europe 2016

Najniższa w Polsce siła nabywcza jest w powiecie przysuskim – to zaledwie 66,5 proc. krajowej średniej.

Jak podaje GfK, 19 z 380 powiatów polskich może pochwalić się siłą nabywczą o przynajmniej 20 proc. wyższą niż krajowa średnia. W 103 powiatach siła nabywcza jest o 20 proc. lub więcej mniejsza od średniej. Natomiast w powiecie grójeckim – jest najbardziej zbliżona do krajowej średniej.


GfK

Jak to liczyło GfK?

Co uwzględnia badanie GfK? Firma oblicza siłę nabywczą według własnej metodologii. Jest ona miernikiem rozporządzalnego dochodu per capita po odjęciu podatków, składek na ubezpieczeniespołeczne, ale z uwzględnieniem wszelkich świadczeń otrzymywanych od państwa.

Badanie podaje siłę nabywczą na osobę w skali roku w euro lub w postaci wartości indeksu. Pojęcie siły nabywczej stosowane przez GfK odnosi się do nominalnego dochodu rozporządzalnego, czyli podane wartości nie uwzględniają inflacji. Badanie opiera się na statystycznych danych dotyczących dochodów, stawek podatkowych, wysokości świadczeń społecznych oraz na prognozach instytutów ekonomicznych.

Według definicji siła nabywcza to wydatki konsumentów pokrywające koszty związane z zaopatrzeniem w artykuły spożywcze, wydatki mieszkaniowe, na media, prywatne fundusze emerytalne i ubezpieczeniowe oraz inne wydatki, np. wakacje, transport i wydatki konsumpcyjne.

za:http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/sila-nabywcza-polakow-2016,66,0,2203714.html

Reklamy

18 Komentarzy

Filed under Bez kategorii

18 responses to “Siła nabywcza Polaków. Nie mamy nawet połowy średniej dla Europy

  1. Pingback: Siła nabywcza Polaków. Nie mamy nawet połowy średniej dla Europy — WIERNI POLSCE SUWERENNEJ | Pekok Antylichwiarz

  2. ja

    moja sila nabywcza to przerzyc od 1 do 1 miesiąca-podlaskie.

    Polubienie

  3. ja

    kto dla mnie to zabiera?geszeft i ilchwa

    Polubione przez 1 osoba

  4. zydozerca

    Prawda o Szwajcarii – treborok.wordpress.com /melina Rothschildów/
    Sekrety bogactwa Szwajcarii – Uważam rze

    Dwa szwajcarskie myśliwce ” pilotowały” rosyjski samolot rządowy z W.Putinem na pokładzie lecący do Peru.

    Polubienie

  5. andrzej

    Pozwoliłem sobie wkleić tekst z Onetu, ale tylko dlatego, że chodzi głównie o komentarze do niego, przepraszam za zaśmiecanie, ale czytam czasem opinie komentujących i po niewielkiej poprawie wstawiłem pierwszych kolejnych dziesięć (bez wybierania), oto one pod poniższym tekstem:

    Z Piotrem Lipińskim – dziennikarzem, reporterem, autorem książek „Humer i inni” czy „Bicia ich nie trzeba było uczyć”, rozmawia Rafał Zychal. Niedawno nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się jego najnowsza książka „Cyrankiewicz. Wieczny premier”.

    Rafał Zychal (Onet): „Jedni zapamiętali, że premier Cyrankiewicz był wysoki, drudzy, że niski, trzeci, że średni. Większość nie wątpi, że był łysy. Co też nie do końca jest prawdą? To, jaki on w końcu był? I skąd te rozbieżności?
    Piotr Lipiński: Pewnie, dlatego, że większość ludzi widziała go albo w telewizji, albo na jakiejś trybunie, chociaż to rzadziej. Przez to określenie choćby jego wzrostu mogło być trudne. W książce Cyrankiewicza wspominają głównie osoby, które go znały, więc one zapamiętały poprawnie. Ale to pokazuje też, jak potrafimy po latach patrzeć na historię zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy ona się rozgrywała.
    Na przykład?
    Bardzo dobrym przykładem, wrócę do tego, jest to, jak różnie mówimy, gdy chodzi właśnie o wzrost czy wygląd Cyrankiewicza. Bo Jan Nowak-Jeziorański, który spotkał się z nim w kolumnie jenieckiej w 1939 roku, mówił o szczupłym chłopaku, który szedł kilka rzędów wcześniej. Nie był, więc zupełnie podobny do późniejszego spasionego współwłaściciela Polski Ludowej. I rzeczywiście cała masa ludzi zapamiętała go właśnie tak – spasionego, łysego, starszego pana.
    W młodości wyglądał zupełnie inaczej…
    Gdy w 1947 roku Nina Andrycz wychodziła za niego za mąż, to porównywano go do słynnego aktora Yula Brynnera. To tak, jakby ówczesny Cyrankiewicz wyglądał jak choćby Brad Pitt obecnie. Zupełnie inna osoba. Co więcej, to jest o tyle ciekawe, że o ile ciężko jest niekiedy odtworzyć tę fizyczność, to jeszcze trudniej jest odtworzyć psychikę i motywacje, które siedziały w jego głowie.
    Nazywano go „wiecznym premierem”. Nikt w historii Polski nie kierował rządem tak długo – ponad dwadzieścia lat. Choć równie dobrze można by go ochrzcić „wietrznym premierem”. Wyczuwał najlżejsze podmuchy politycznego wiatru. Poddawał się im jak liść, który nie zamierza opaść. Fragment książki
    Choć Cyrankiewicz kierował rządem znienawidzonych komunistów, to jednak pisze pan, że miał w sobie coś, co budziło sympatię Polaków. Jak to możliwe, gdy w jego życiorysie pełno jest sytuacji, które raczej przysparzały mu wrogów?
    To prawda. Szczególnie zapamiętano mu te słowa z 1956 roku o „odrąbywaniu ręki”. Mimo tego on się cieszył jednak chyba dość dużą sympatią, co wynika ze wspomnień ludzi…
    Skąd, więc ta sympatia?
    Z jednej strony, ona wynikała zapewne z tego, że w ludziach rzeczywiście jest coś takiego, że potrzebują, by ten ich władca jednak był fajnym człowiekiem. Nawet przy Bierucie tak było. Udało mu się korzystać, jakbyśmy dziś powiedzieli, ze sztuczek PR-owskich i wzbudzać sympatię u ludzi. Było przecież choćby to jego słynne zdjęcie z sarenką, które właśnie było takim chwytem pokazującym łagodność władzy.
    I to wystarczyło?
    Ale jest też coś takiego, co szczególnie wychodzi przy Cyrankiewiczu – właśnie ta potrzeba ludzi, by ten rządzący krajem był kimś sympatycznym. I Cyrankiewicz idealnie do tej roli pasował. Bo on się odróżniał od tej całej reszty nudnych, sztywnych szefów państwa, choćby Gomułki. Był też człowiekiem, którego nie było wstyd pokazać za granicą. Znał języki, razem z Niną Andrycz stanowili całkiem niezłą „pierwszą parę” PRL. Trudno sobie wyobrazić, żeby Władysław Gomułka z żoną Zofią stanowili taką parę. Zresztą, to jest o tyle ciekawe, że ilekroć ktoś z moich rozmówców opowiadał o Cyrankiewiczu, to zawsze mówił też o Gomułce.
    To dwie zupełnie różne osoby, całkowite przeciwieństwo…
    Właśnie tak. I może też, dlatego Cyrankiewicz budził sympatię. Owszem, Gomułkę niektórzy lubili za ascetyczny tryb życia, czy za to, że nie nadużywał władzy w takim osobistym znaczeniu. Ale u Cyrankiewicza zaakceptowano, że jeździł drogimi samochodami, czy że lubił dobre jedzenie. Był kimś takim, który mógł się podobać i jakoś tam imponować.
    Ale przede wszystkim skłaniam się ku temu, że on tak trochę usprawiedliwiał ten PRL-owski konformizm. Bo on ewidentnie był konformistą. I przez to ludzie jakby łatwiej sobie tłumaczyli, że oni też szli na układy z tym państwem. Bo skoro taki Cyrankiewicz idzie na układ, to dlaczego ja mam nie pójść?
    A nie jest czasem tak, że książka jest tak naprawdę opowieścią o kilku milionach konformistów, którzy w tamtym okresie podjęli podobne decyzje?
    Trochę tak jest. Zależało mi na tym, żeby właśnie pokazać te miliony Polaków. Bo to nie jest tak, że w tamtych czasach wszyscy byli w podziemiu i wszyscy protestowali przeciw ustrojowi. Cała masa ludzi pogodziła się z tym, że umrze w kraju, który zawsze będzie zależny od ZSRR. Bo prawie nikt nie wyobrażał sobie, że Związek Radziecki upadnie. I ci ludzie, żeby jakoś tam w miarę normalnie żyć, szli na kompromisy. Zapisywali się do partii, a dzięki temu dostawali talony, rekomendacje na to, by zostać dyrektorem jakiegoś przedsiębiorstwa. Bez tego o to było trudno. Moim zdaniem, tak naprawdę ci ludzie nie wierzyli w socjalizm czy komunizm…
    Czyli chodziło o w miarę spokojne życie, karierę?
    Sam się zastanawiałem, będąc w latach osiemdziesiątych nastolatkiem, czy ci tzw. komuniści czy członkowie partii, w ogóle wierzą w to, co mówią. Przecież to były takie absurdy, że trudno w to uwierzyć. I sądzę, że oni nie wierzyli. Pamiętajmy też, że oni też niesłychanie różnili się o tych komunistów, którzy przejęli władzę tuż po wojnie, jak choćby Gomułka czy Bierut. Co by o nich nie mówić, to byli komunistami z przekonania. Natomiast cała masa tych komunistów z lat siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych, to byli konformiści. I dla nich ten Cyrankiewicz był takim usprawiedliwieniem.
    Ale nawet na tym tle, jednak Cyrankiewicz się wyróżniał swym konformizmem. Zwłaszcza, gdy popatrzy się na jego wcześniejsze losy. To największy konformista tamtych czasów?
    Historycy mi mówili, że trudno było mieć pretensje do Bieruta czy Gomułki o powojenne zachowanie, bo to była konsekwencja tego, co robili przed wojną. Natomiast z Cyrankiewiczem sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Jeżeli popatrzymy na jego przedwojenne i powojenne przekonania, to można mieć wrażenie, że to zupełnie inni ludzie. Przed wojną nic nie wskazywało na to, że on będzie mógł pójść na taki „pakt z diabłem”.
    Był socjalistą i daleko mu było wtedy do komunistów.
    Tak, ten jego przedwojenny socjalizm nijak się miał do przedwojennego komunizmu. Owszem, miał jakichś znajomych wśród komunistów, ale to były bardziej związki towarzyskie niż ideowe. Nic nie wskazywało na to, że może aż tak bardzo zbliżyć się do komunistów.
    A jednak taki przełom nastąpił…
    Doszło do niego już w czasie drugiej wojny światowej, zwłaszcza w czasie pobytu w obozie Auschwitz. Ktoś mi opowiedział, że jeszcze przed wojną mówiono o Cyrankiewiczu „złoty Józio” – był jednak osobą, która w przedwojennej polityce socjalistyczną robił świetną karierę. I nagle, po wojnie, jest człowiekiem, który się zaprzedał i niemal zupełnie zapomniał o tamtych ideach. Dla mnie to jest bardzo intrygujące, do jakiego stopnia on się naprawdę zatracał wchodząc w ten układ…
    To, dlaczego to zrobił?
    Pytanie jest, czy on od razu po wojnie się zaprzedawał, czy jednak najpierw miał nadzieję, że socjalizm w jego wykonaniu będzie jednak jakąś kontynuacją tego przedwojennego. Bo przecież w tej słynnej rozmowie ze Stalinem padły słowa o tym, że PPS była, jest i będzie potrzeba Polsce. Trzeba też pamiętać, że od samego początku emigracja bardzo dystansowała się od tego PPS, na czele którego stanął Cyrankiewicz. A potem go otwarcie potępiała. Mnóstwo wybitnych działaczy, choćby Kazimierz Pużak, nie wstąpiło do tej partii. Było dla nich jasne, że to jest „pseudo-PPS”. Z tego by więc wynikało, że po wojnie Cyrankiewicz od razu poszedł na tak daleko idące koncesje, że to już było zaprzedanie się.
    Ale mimo to, miał tuż po wojnie, co najmniej dwie okazje, by jednak przejść na tę drugą stronę. Dlaczego się na to nie zdecydował? Przecież jego sytuacja w kraju wcale nie była pewna.
    Myślę, że u niego po prostu przeważyła chęć udziału w polityce. Był takim typowym zwierzęciem politycznym, kimś, kto miał niesłychane parcie na to, by tę politykę uprawiać. Choć tak naprawdę, to jej przecież nie uprawiał. Choć formalnie został premierem, mówiono, że jest „numerem dwa”, to był właściwie tylko trybikiem. Bo choćby w latach stalinizmu, formalnie był premierem, ale przecież rządził triumwirat pod wodzą Bieruta.
    W Cyrankiewiczu było coś, co wzbudzało sympatię wielu Polaków. A to już sporo. Kierował przecież rządem znienawidzonych komunistów. Fragment książki
    Nie miał żadnego wpływu na władzę?
    Miał, bo był premierem, ale nie był człowiekiem numer dwa. On się godził na olbrzymie ustępstwa, na to, żeby być jakoś w cieniu, choć formalnie bardzo wysoko, bo koniecznie chciał tę politykę uprawiać.
    A tego nie dało się robić na emigracji…
    Chęć uprawiania polityki, jak sądzę, oznaczała, że musi zostać kraju. Mimo wszystko, ciężko było być politykiem na emigracji, który ma jakikolwiek wpływ. Oczywiście mógł tam protestować, uczestniczyć w wiecach, ale to jednak zupełnie co innego niż uczestniczenie we władzy. To zwierzę polityczne po prostu w nim zwyciężyło i dlatego postanowił zostać i pójść na ten układ.
    Wróćmy jeszcze do Auschwitz, bo to był jednak moment przełomowy. Dlaczego, po tych wszystkich doświadczeniach, Cyrankiewicz po wojnie nie pomógł Witoldowi Pileckiemu? Nie mógł? Nie chciał?
    Jak sądzę, on nie wstawił się w żaden sposób za Pileckim, bo tak naprawdę nie kojarzył go z obozu. Owszem, znał go, ale pod innym nazwiskiem – Serafiński. Taką tożsamość przybrał rotmistrz, gdy działał w Auschwitz. Co więcej, Cyrankiewicz najprawdopodobniej się z nim tam również nie zetknął fizycznie. Trzeba pamiętać, że to jednak była konspiracja obozowa, oni działali w specjalnych warunkach i nie wszyscy się znali z wszystkimi. Choć on wiedział, że jest taki przywódca obozowy, to nie musiał go fizycznie kojarzyć. Po wojnie, gdy towarzysze Pileckiego próbowali dotrzeć do Cyrankiewicza i prosić o wsparcie, to on najprawdopodobniej nie skojarzył Pileckiego z Serafińskim. A może jednak było jeszcze coś, o czym my do tej pory nie wiemy, a co powstrzymało Cyrankiewicza przed jakąś próbą pomocy
    Czyli nie wiedział?
    Co ciekawe, już po opublikowaniu książki, odezwała się do mnie córka jednego z pierwszych więźniów Auschwitz. Opowiedziała mi, że w latach pięćdziesiątych jej ojca skazano na śmierć za rzekome szpiegostwo. Wtedy jego obozowi towarzysze dotarli do Cyrankiewicza i on się za nim wstawił i udało się załatwić zmianę wyroku. Kary śmierci nie wykonano. Ale w tym przypadku było wiadomo, że ci dwaj ludzie znali się bardzo dobrze z czasów Auschwitz, blisko ze sobą współpracowali. On go znał i w tym przypadku zadziałał. Być może też dlatego, że to był inny okres. Jednak w przypadku Pileckiego, ja bym się skłaniał ku temu, że on go po prostu nie skojarzył i dla tego nie mógł nic zrobić.
    Dobrze, ale jest jeszcze drugi przypadek, sprawa uwięzienia Kazimierza Pużaka. Tu już nie może być mowy o tym, że go nie kojarzył.
    Tak. I moim zdaniem ta sprawa obciąża go dużo bardziej, choć rzadziej się o tym wspomina. Bo przecież to był jego towarzysz partyjny, człowiek, który był legendą PPS i był mu przez lata bardzo bliski. Ale jeżeli podejdziemy do tego logicznie, to on nie mógł interweniować w tej sprawie.
    Dlaczego?
    Pużaka skazano w momencie, gdy powstawała PZPR. Skazano go tak naprawdę po to, by ta partia mogła powstać. W 1948 roku, gdy PPR łączyła się z PPS, to pokazowo go osądzono, żeby uderzyć w to „prawicowe” skrzydło PPS. Pużak nie przystąpił do partii, którą „odradzał” Cyrankiewicz. A i sam „pseudo-PPS” przeszedł przed połączeniem oczyszczenie – wielu działaczy wyrzucano, pozbawiano pracy itd.
    Cyrankiewicz po prostu walczył o swoją karierę?
    Podchodząc do tego politycznie, interwencja w sprawie Pużaka byłaby też po prostu nielogiczna. Cyrankiewicz i jego partia jednoczyły się z PPR, a żeby do tego mogło dojść, należało skazać Pużaka. Trudno więc, żeby w takiej sytuacji wystąpił w jego obronie. I to zachowanie bardzo obciąża sumienie Cyrankiewicza. Bo jednak Pużak to był wielki autorytet w PPS i jego lider.
    Przez lata, mimo poważnych wpadek, Cyrankiewicz jednak utrzymywał się na szczycie. Aż przychodzi grudzień 70 i jego kariera dość szybko się kończy. Skąd ten nagły upadek? To wyłącznie zasługa dojścia do władzy nowej ekipy, z Gierkiem na czele?
    W dużej mierze tak. Bo to była nie tylko nowa ekipa, ale też po prostu nowe pokolenie w PZPR. O ile jeszcze do roku 1970 ta ekipa Gomułki w jakimś stopniu wywodziła się z przedwojennej KPP, a w część i z PPS, to wraz z Gierkiem przyszło do władzy inne pokolenie. I ono nie bardzo miało wspólny język z tymi starszymi działaczami. Cyrankiewicz już po prostu nie bardzo do nich pasował do nowego układu, także towarzysko. Zresztą, nawet gdyby dalej jego kariera trwała, to byłoby to już czymś niemal niewiarygodnym
    Dlaczego? Jakoś do tej pory to mu się doskonale udawało.
    To jednak było ponad 20 lat w fotelu premiera bez poniesienia jakiejkolwiek odpowiedzialności politycznej za to, co się przez ten czas w kraju działo. A co by nie mówić, to jednak od czasu do czasu, w tym PRL-u ci politycy jakąś tam odpowiedzialność ponosili. Choćby po 1956 roku, kiedy wielu stalinistów wymiotło. Oczywiście, część została, a Gomułka pogodził się, że wszystkich usunąć nie można. Ale przynajmniej początkowo byli usuwani w cień. Zresztą samemu Cyrankiewiczowi się udało. Bo to jednak był fenomen. Człowiek, który był premierem w latach stalinowskich, zostaje nim także u Gomułki. Kraj miał się odciąć od tamtej epoki, a tu zostaje premier z tamtych lat.
    Co więc zdecydowało?
    Jak mówiłem, lata siedemdziesiąte i ta zmiana pokoleniowa. Ale też, w jakimś stopniu, obciążenie samego Cyrankiewicza odpowiedzialnością polityczną za to, co się wydarzyło na Wybrzeżu. Przede wszystkim za to, że nie hamował niektórych zapędów Gomułki. Zresztą już pod koniec lat sześćdziesiątych Cyrankiewicz stawał się coraz bardziej wycofany, nie uczestniczył w samej władzy, a raczej korzystał z przyjemności, jakie dawała. I te dwie rzeczy zdecydowały o jego szybkim końcu.
    Odchodził nie tylko wyjątkowo szybko, ale i szybko o nim zapomniano…
    Tak, był to też swoisty paradoks. Bo Cyrankiewicz był zbyt młody, żeby go tak zupełnie odstawić na boczny tor. Z tego też wynikały jego kolejne funkcje. Bo ostatnim poważnym stanowiskiem, jakie zajmował, było kierowanie Radą Państwa. Ale tylko przez chwilę, bo tam też nie pasował. Już na sam koniec przesunięto go, więc do Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju, do ruchu pacyfistycznego.
    Historia zatoczyła pewne koło.
    W pewnym sensie tak, jego kariera właśnie zatoczyła koło. Bo przecież Cyrankiewicz, jeszcze przed wojną, zaczynał swoją polityczną drogę od ruchów pacyfistycznych. I tak też ją kończył. Z jednym zastrzeżeniem, to jednak był tzw. pacyfizm, bo przecież całkowicie uzależniony od Związku Radzieckiego.

    ~Hanys:
    Taki śmieć postawił Polskę i ci świetni i wspaniali ludzie pracy 26 lat żyją z tego, co śmieć wybudował. Tacy ludzie jak Cyrankiewicz, to teraz można wszystkich tych świetnych z wolnej Polski postawić na przeciw na wadze i trzeba czekać jeszcze 25 lat żeby ta waga się wyrównała to za jego czasów było ciężko, ale efekty były widoczne codziennie. Jako dziecko gdzie tylko się z rodzicami ruszyłem tam wszystkie miasta były obrócone w gruzy? Bez żadnych dotacji własnymi siłami naród Polski usunął te gruzy i postawił tam piękne budynki, ale te cwaniaki mówią, że wcale nie piękne, że piękne to są na Manhattanie i tak z wszystkim, co zrobili w tamtych czasach nieudacznicy bronią się atakiem na przyzwoitych ludzi żeby ukryć swoją nieudolność.

    ~Marcin ze Skarżyska Kamiennej do ~Hanys:
    Na początku grudnia 1981 rodzice DOSTALI 3 POKOJE Z KUCHNIĄ!!! Mój ojciec PROSTY ROBOTNIK BUDOWLANY miał dwoje małych dzieci i po 8 latach czekania dostali z mamą mieszkanie. Przez ten czas odkładali tylko jakieś grosze na tzw. książeczkę mieszkaniową. Nie chodzili płaszczyć się po bankach o kredyt, którego pewnie i tak by im nie przyznali. Rodzice mieli pracę, my jeździliśmy CO ROKU na ZIMOWISKA I KOLONIE organizowane przez ich zakłady.
    W latach 90 tych, po obaleniu komunizmu, mama poszła na bruk a tato tułał się po Polsce, po hotelach robotniczych, aby zarobić jakiekolwiek pieniądze. Upodlili go każąc pracować mu w niedzielę, Boże Ciało itp. po 12 godzin… Teraz gdy rozmawiam czasem ze starszymi ludźmi na emeryturach, wszyscy twierdzą że za komuny było o wiele lepiej niż jest teraz.

    ~Staszek z Grębowa:
    Panie Rafale Zycha. Józef Cyrankiewicz był wysoki, miał ponad 190 cm wzrostu i tęgiej budowy (piszesz Pan „spaślak” – nie przystoi szanującemu się publicyście używać mało eleganckich określeń, chyba, że jesteś Pan z tych nie szanujących się i bez dobrego wychowania pismaków). W ramionach miał 128 cm, a w pasie stosownie do figury – niewielki brzuszek. Skąd te dane? ano, jeśli się za coś porządnie brać to należy skorzystać ze wszystkich źródeł informacji, a nie wybiórczo pod własny punkt widzenia. Rzetelność i bezstroniczość / obiektywizm. Panie Zychal składa się na dobry warsztat dziennikarski, pisarski. Ucz się chłopie ucz, a może jeszcze coś z ciebie będzie.

    ~xer:
    Gomółki mi nie tykajcie. To najlepszy mąż stanu po wojnie. Zagospodarował Ziemie Zachodnie, siedział w wiezieniu za to, że sprzeciwiał się Kołchozom, za to obecny rolnik powinien mu Być Wdzięczny. Azyl bardzo skromnie to przykład dla innych – mieszkał w bloku ze zwykłymi ludźmi palił papierosy w lufce a mógł miech cygara hawańskie. Rozprawił się z Syjonistami w Polsce a Żydom wytknął, że biorą od Niemiec duże pieniądze, by nie pamiętać zbytnio o ich morderstwach na Żydach w czasie II Wojny Światowej, co trwa do dzisiaj. Głupcy go potępiają, ale Polska nie miała długów. Co Miał według głupców pokonać Armie Czerwoną i dopuścić w Polsce do drugich Węgier ze strasznymi skutkami wobec narodu.

    ~xxx:
    Do PZPR należało w różnych latach od 1 mln do 3 mln Polaków, znakomita większość obywateli Polski do partii nie należała, co nie przeszkadzało jej uznawać PRL za swoją ojczyznę i normalnie pracować na utrzymanie swoje i swoich rodzin.
    Rozpisywanie się jak to rzekomo Polacy gremialnie nienawidzili socjalizmu i PRL-u to kłamstwo i naginanie historii, podobnie jak tworzenie mitu Żołnierzy Wyklętych i próba stworzenia wrażenia, że w Polsce po II Wojnie Światowej wszyscy Polacy chcieli walczyć z socjalizmem i marzyli o wybuchu III wojny światowej.

    ~El Corason for Poland do ~Staszek z Grębowa:
    Całe to pisanie tych dziennikarzy onetowskich o tamtych czasach, o myśleniu i wyglądzie ludzi… Czy doczekamy się jakiegoś artykułu – wywiadu – z normalnym, przeciętnym zwykłym, ale mądrym, obiektywnym człowiekiem, który funkcjonował, żył w tamtych czasach? Wiem, że nie doczekamy się. Takim ludziom pozostaje komentarz pod spodem artykułu… i to, jeżeli będzie cenzor onetu chciał to puści, jeżeli nie to nie puści… Im dłużej będziesz człowieku pisał ten post, tym bardziej się wściekniesz i stracisz parę tygodni życia.
    Ja od siebie powiem jedno: ludzie / 90% wówczas nie bawili się w politykę i nie interesowali się pod czyim wpływem Polska jest i kto komu ją sprzedał w Jałcie.
    Polacy cieszyli się pokojem, swoją biedą wynikłą z wojny i rządów przedwojennych.
    Odbudowywali swoje gruzowiska… Cieszyli się Zamkiem Królewskim, odbudowanym za ludzkie składki… Co nas obchodziło, kto owija makaron o uszy jakiemuś naszemu premierowi czy sekretarzowi? To był jego problem…
    Co prawda były różne środki mącenia spokoju, typu wrogie radia … Ale każdy ciągle wiedział i pamiętał, czym jest wojna i czym jest stabilny silny rząd…

    ~emeryt do ~Stary56:
    Ale bredzisz!!! Czyim kosztem, może Twoim? Każdy, kto pracował miał takie możliwości. Większość zakładów pracy posiadało swoje ośrodki wypoczynkowe. W tamtym czasie, gdy dyrektor zarobił 3-4 krotną to, co pracownik to było wszystko!!!! A dzisiaj!!!! Taki dobrobyt, że po wielu latach ciężkiej pracy nie stać mnie na wszystkie leki czy nawet (niektóre) podstawowe środki do życia!!!!! Do pracy się nie nadaję, bo organizm został wyeksploatowany w tamtych czasach przy dźwiganiu kraju z ruin.

    ~kuba:
    A teraz? Rocznie tysiące samobójstw z przyczyn bytowych. Setki zamarzniętych bezdomnych każdej zimy. Prawie cała młodzież parobkami całego świata. Unicestwianie narodu poprzez spowodowanie niespotykanej w jego historii bezpowrotnej emigracji zarobkowej. Stworzenie państwa bezprawia. Większość narodu wdeptana w socjalne bagno, bez szans na lepsze jutro. Bezdenna pauperyzacja środowisk robotniczych. Już dziedziczna bieda. Kult śmietnika i żebraka.
    To są sukcesy styropianowych bohaterów, za które płaci dzisiaj reszta narodu. Symbolem ich postawy były zawsze dwie lewe ręce i gęby pełne niedorzecznych frazesów. Należałoby ich najpierw pozbawić wysługi emerytalnej za lata PRLu, gdyż wówczas nie pracowali a jedynie za judaszowe dolary, w/g zasady „im gorzej, tym lepiej” rozwalali gospodarkę i państwo.
    Za ten dokonany na narodzie sabotaż – pod trybunał z nimi!

    ~benia do ~olo:
    Facet nie napisał, w jakim zawodzie pracował szanowny tatuś. Życie to nieustanny wybór i jego konsekwencje. Zawsze można odmówić i je ponieść. Przyjrzyj się obecnej rzeczywistości i odpowiedz sobie na pytanie czy dla koryta można łamać prawo, czy Rydzyk to kapłan? Ja poczekam na konsekwencje. Jak dalece można się posunąć przy tej interpretacji, mamy obecnie więcej pielgrzymek i modłów niż pracy? Tylko zapytam jak to się ma do prawdziwej wiary bez demonstracji i jupiterów. Bóg do kościoła a rząd do roboty. Praca w święto to akurat najmniejsze zło, jakie obserwuję w obecnej rzeczywistości.
    W takim układzie poczekajmy spokojnie na mannę z nieba, skoro praca jest taka przykra.

    ~emigrant:
    Wtedy Polska była Polską, wtedy był polski przemysł, polska nauka, wtedy wszyscy mieli równe szanse, wtedy była praca dla każdego do wyboru i koloru, wtedy był polski eksport, wtedy była polska ekologiczna żywność, wtedy była polska nauka, polskie biura konstrukcyjne i projektowe, dzikiej nie ma nic polskiego, I żyd chazarski rządzi Polską i udaje Polak., Polska jest sprzedana żydom – lichwiarzom chazarskim, Chazarowie wdarli się do polskiego kościoła i oszukują Polaków. Obecne uczelnie to są pseudo-uczelnie, Polacy jeżdżą na roboty do obcych i się poniżają, bo tam ich nie chcą. Każdy kraj dba o swoich obywateli, taka jest prawda. Polacy włóczą się po świecie jak bezpańskie psy. Wstyd i kompromitacja!

    Polubienie

    • Jurek

      Panie Jabłonowski , tu chodzi o zwierzchność nad Światem.

      Watykan mocą zapisów Starego Testamentu uzurpuje sobie tą władzę. Nad Słowianami przede wszystkim.
      Rosja jest szczególnie zagrożona. Jest przecież prawosławna !! I o Prawosławie chodzi !!!! Nie Rosję.
      Dlatego w rozbiorach podzielono Polskę wg kryterium – katolicy Watykanowi ( Niemcy dostali administrację – którzy niemal nie doprowadzili do zagłady biologicznej Polaków) , prawosławni Rosji ( gdzie mogli żyć Mickiewicz, Słowacki, Szopen, gdzie zachowała się oryginalna polska mowa ! , gdzie powstał UW )

      Dlaczego w Polsce, tak dynamicznie w ostatnim 20 leciu trwa katolicyzacja ? Fanatyczna ! Przy czym kształtuje się w głowach katolików tylko rusofobię !
      Watykan potrzebuje nowych krzyżaków do wojny z Prawosławiem ! . Powtórzę – nie z Rosją.

      Polubienie

  6. julius

    Charakter narodowy determinuje główne cechy przeciętnej społecznej, a tym samym i sposób jej zachowania się w życiu gospodarczym. Gdybyśmy porównali sposób zachowania się milionów Polaków ująć w wykres ich codziennej aktywności, to dostrzeglibyśmy, że pewne tory tej aktywności powtarzają się u większości obserwowanych jednostek. Zauważylibyśmy więc, iż aktywność przeciętnego Polaka na kanwie 1600-1950 r. nie wykracza poza minimum egzystencji. Dla setek milionów Polaków, którzy przeszli przez ramy narodu, wysiłek gospodarczy sprowadzał się przede wszystkim do zdobycia minimum egzystencji. Z chwilą, gdy minimum to było uzyskiwane, dalszy wysiłek z zasady ustawał. Był to panujący typ aktywności gospodarczej w całym okresie 1600-1950r. Wynikał on z panujących zasad światopoglądowych. Aktywność w skali wyższej, stałaby w sprzeczności z polską ideologią grupy, nic więc dziwnego, że do głosu nie doszła, chociaż liczne zapewne jednostki w minionych pokoleniach i żyjące obecnie, usiłowały z tych norm się wyłamać. Głucho o nich: życie takich jednostek musiało być nieustanną męczarnią, gniciem sił i zdolności; piekłem aż do chwili zbawczego zgonu. Jest to zwykły los prężniejszych jednostek w Polsce.

    Ten typ polskiego podejścia do życia gospodarczego, jest zgodny z zasadniczymi cechami polskiego charakteru narodowego: personalizmem ścieśnionym, katolickim i wolą wegetacji. Możemy tę postawę wobec problemów gospodarstwa nazwać „wolą minimum egzystencji”. Jest to refleks polskiej ideologii grupy na zagadnienia gospodarcze.

    Wola minimum egzystencji jest tą siła motoryczną, która porusza państwo polskie od trzech przeszło stuleci. Każdy naród, nawet najbardziej aktywny ma w swoim składzie zawsze wiele jednostek o nastawieniu wegetatywnym. W Polsce ten typ, uzbrojony w wycyzelowany światopogląd narzucał arbitralnie swoje pojmowanie życia wszystkim tym, którzy urodzili się jako twórcy i zdobywcy. Tu są źródła tego niezwykłego stanu gospodarczego, który urzeczywistnia się z dnia na dzień w naszych oczach.

    Wręcz odmiennie przedstawia się kwestia potrzeb. Skłonność do wysiłku gospodarczego jest zakreślona przez wolę minimum egzystencji, potrzeby natomiast nie są z niczym związane. Mamy więc słabe napięcie woli pracy z jednej strony i nader prężne, oderwane potrzeby konsumpcyjne. W umysłowości przeciętnej społecznej czynności gospodarcze nie są związane wyobrażeniowo z potrzebami rzędu wyższego niż minimum egzystencji. Stąd też mamy dziwne zjawisko: dążenie do zdobywania środków na potrzeby dalsze niż minimum egzystencji, na drodze pozagospodarczej. Stając na tym stanowisku, można wytłumaczyć wiele rzeczy, jakie działy się i dzieją w Polsce. I znów jest to właściwość wynikająca z charakteru narodowego, powszechna dla wszystkich pokoleń omawianego okresu. Minimum woli egzystencji w decydującym stopniu wpływa na strukturę gospodarstwa społecznego.

    PNP Zadruga 1938

    Polubienie

  7. Papiesz…Franczesko potępia Rosję i wojska Assada za bombardowanie ‚opozycji średnio-terrorystycznej’…Franczesko straszy Putina – Bogiem..
    https://professorsblogg.com/2016/09/30/the-church-the-nazis-gallery/

    Polubienie

  8. ciao

    Poczytali i podziekowali. Wyplakiwac sie dluzej nad Polakami nie beda i nad soba rowniez nie.

    Polubienie

  9. zydozerca

    a propos żyda cyrankiewicza – zbrodniarza,premiera Polski Ludowej przez 21 lat: był donosicielem w obozie koncentracyjnym a niektórzy twierdzą,że nawet kapo ,dla ratowania własnej skóry sypał Polaków,zaś po wojnie demaskatorów jego parszywej przeszłości posyłał do więzień albo szpitali psychiatrycznych nasyłając UB z odwiedzinami do rodzin oskarżonych o prawdomówność. Kawał obleśnego sk..rwysyna – łajdaka ,w parze z k.rwą andrycz duet na miarę PRLowskiego burdelu pod żydowskim nadzorem.

    Polubienie

  10. zydozerca

    W czasie wojny Cyrankiewicz trafił do obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Tam zrozumiał, że przeżyje w jeden sposób – wysługując się hitlerowcom i donosząc gestapo.

    Z kilku wspomnień dowiemy się, że za drutami zachowywał się szczególnie podle, sadystycznie.

    Okradał Żydów z kosztowności. Wśród żydowskich kobiet wynajdywał co ładniejsze i doprowadzał hitlerowcom jako prostytutki. Te, które się opierały, wysyłał do komór gazowych.

    „Jego oficjalna tam pozycja to pełnienie roli rajfura sadystycznych niemieckich oficerów w obozie” – wspominał pewien funkcjonariusz wywiadu. A więzień Auschwitz opowiadał: „Jest prawdą, że pełniłem w Oświęcimiu funkcję kapo, ale Cyrankiewicz uprawiał to samo, lecz w nieco innej formie, bo bardziej zawoalowanej”.

    Z tych relacji dowiemy się, że Cyrankiewicz codziennie wyszukiwał sędziów, księży, posłów, ministrów i zachęcał ich do ucieczki. Ale nie dlatego, że zamierzał im pomóc. Kiedy wieczorami zbierali się w umówionym miejscu, prowadził ich do komory gazowej. Ciała uśmierconych palił w krematorium jego kolega – późniejszy minister kultury.

    Podobnie twierdziło kilku świadków. Wszyscy już po 1989 roku, bo w PRL-u Cyrankiewicz uchodził za dzielnego przywódcę obozowego ruchu oporu.

    Niektórych te relacje wprawiły w zdumienie, ale inni zupełnie się nie zdziwili. Czego bowiem spodziewać się po komuniście? Przecież nie bohaterstwa.

    Zwłaszcza że tuż po wojnie Cyrankiewicz nie pomógł wybitnemu przywódcy podziemia w Auschwitz. Kiedy skazywano rotmistrza Witolda Pileckiego, wysłał do sądu list, w którym odżegnywał się od związków z oskarżonym.

    Pewna kobieta śledząca z ław publiczności proces zapamiętała, że Józef Cyrankiewicz wyraźnie stwierdził: Pileckiego należy osądzić z całą surowością prawa. Bez taryfy ulgowej.
    cyrankiewicz.wieczny premier
    piotr lipiński.pl

    Polubienie

  11. koral

    zydozerca, ty gnido kłamliwa. Jeżeli Cyrankiewicz był zydem i „Okradał Żydów z kosztowności. Wśród żydowskich kobiet wynajdywał co ładniejsze i doprowadzał hitlerowcom jako prostytutki. Te, które się opierały, wysyłał do komór gazowych.” to powinno cię raczej cieszyć, jeżeli jesteś „zydozerca”, ale widać jesteś tylko fałszywa gnida i bardziej interesuje cię los żydów niż Polaków. A przy okazji oczerniasz człowieka, który już nie żyje a więc nie może się bronić. Ciekawe, że WPS puszcza twoje wypociny.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s