Wielki krok wstecz. Restrukturyzacja polskiego rolnictwa

rolnictwo-ekologiczne-9

ZDROWA WŁASNA ŻYWNOŚĆ – TO DŁUŻSZE ZDROWE ŻYCIE, A NAWET…  PRZEŻYCIE.  Publikujemy bardzo interesującą analizę o skutkach transformacji w rolnictwie i na wsi oraz konsekwencjach dla wyżywienia Narodu Polskiego, opracowaną przez  dr Ludwika Staszyńskiego, wybitnego znawcę spraw wsi i rolnictwa, długoletniego publicysty m.in. na te tematy, byłego żołnierza Armii  Krajowej i obecnego Honorowego Członka Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej.

Analizę tę publikujemy w 36 rocznicę porozumień ustrzyckich między przedstawicielami rolników i ich popleczników, a Rządem RP,

KU PRZESTRODZE,

prezentując skutki dla wsi i rolnictwa, za które są współodpowiedzialni.

Analiza ta jest porażająca dla wszystkich rządów, przede wszystkim z rodowodu solidarnościowego, do czego doprowadzili kolonialną transformacją ustrojową w zakresie wyżywienia Narodu, poprzez politykę wobec rolnictwa i wsi. Polska z rozdrobnioną strukturą agrarną i naturalną,  nie zniszczoną chemią i pestycydami glebą jak na Zachodzie,  miała wszelkie predyspozycje: produkcji ekologicznej zdrowej żywności, zachowania naturalnego ekosystemu oraz zatrudnienia dużej liczby ludzi na wsi, zamiast bezrobocia, wykluczenia, biedy i ucieczki do miast lub za granicę za chlebem…

Naturalne sposoby produkcji, mimo niższych plonów, pozwalają zachować o 30-50 % wyższe stężenie wszelkich niezbędnych składników odżywczych dla organizmu ludzkiego, czy zwierząt hodowlanych. Ponadto struktura tych składników jest znacznie lepsza, powodując, że jedząc mniej zaspokajamy lepiej potrzeby organizmu w niezbędne składniki, a tym samym także na zachowanie dłużej dobrej kondycji fizycznej i zdrowia.

Co z tego że produkujemy obecnie dużo biomasy na hektar w postaci plonów, kiedy ich wartość odżywcza jest 2-3 krotnie niższa i musimy jeść więcej, aby zaspokoić te potrzeby oraz szybciej i więcej chorując.

Polska przed transformacją była dużym eksporterem żywności netto, a obecnie dużym importerem żywności netto, dużo gorszej jakości, często zatrutej lub przeterminowanej, sprzedawanej w hipermarketach. Znacznie zdrowszą polską żywność zagraniczne sieci przetwórcze i handlowe, głównie niemieckie, sprzedają na Zachodzie z dużym zyskiem, w sytuacji gdy polski rolnik za najbardziej pracochłonną fazę produkcji, otrzymuje od kilku do kilkunastu procent ceny konsumenta. Ta sytuacja uczyniła polskich rolników z małych i średnich gospodarstw – chłopami pańszczyźnianymi z okresu feudalizmu, powodując biedę i wyludnianie się wsi.

Samowystarczalność żywnościowa jest podstawą strategiczną bytu Narodu i Państwa, zwłaszcza w przypadku wojny. Niezdrowa, a wręcz zatruta żywność sprowadzana z Zachodu powoduje nie tylko radykalny wzrost zachorowalności, ale także otępienie, nadumieralność, bezpłodność i jeden z najniższych w skali świata przyrostów naturalnych 1,23 dziecka na kobietę, chociaż te statystyki mogą być także zawyżane.

Dr Krzysztof  Lachowski wiceprezes KIP proroczo przewidywał w 1989 r.  tak: Nie zrozumiały jest fakt, że pierwszy niekomunistyczny rząd prowadzi nadal taką samą politykę w stosunku do chłopów i rolnictwa, jak w latach 50-tych. Dowodzi to, że mimo dokonanych zmian nadal w dalszym ciągu te same ugrupowania polityczne decydują o polityce żywnościowej, która jest prowadzona w interesie krajów wysoko rozwiniętych, a nie w interesie Polski. Nie wynika to z niekompetencji, lecz raczej ze złej woli wpływowych doradców gospodarczych.” [za: „Polityka pustego żołądka”, Dziennik Ludowy z 16-17 grudnia 1989 r.]

Polecamy zatem uwadze skondensowaną analizę dr Ludwika Staszyńskiego, którą zaprezentujemy w kolejnych 4 częściach, poczynając od poniższej.

Redakcja KIP.

 

Wielki krok wstecz. Restrukturyzacjapolskiego rolnictwa (I)

Fakty i opinie. Warszawa 2017.

 Rozwój i postęp gospodarczy nie może dokonywać się kosztem człowieka i uszczuplania jego podstawowych wymagań. Musi to byćrozwój, w którym człowiek jest podmiotem, czyli najważniejszym punktem odniesienia. Rozwój i postęp nie może dokonywać się za wszelkącenę. Nie byłby wówczas godny człowieka.

                                                Jan Paweł II w Ełku 8 czerwca 1999 r.

Na prawach rękopisu                   © Ludwik Staszyński 2017

SPIS TREŚCI

Blaski i cienie zachodniego rolnictwa     

Rady i przestrogi  

Plan zdystansowania Unii

Wielki krok wstecz   

Pustki w zagrodach i na polach    

Zanik rolnego rynku

Dużo, tanio i zdrowo  

Dotkliwe szkody społeczne

Są Polsce bardzo potrzebni

Polska dieta    

A co z jakością?  

Lepsze bo wiejskie   

Restrukturyzacja w PGR-ach 

Czy historia się powtórzy? 

Jak gospodarują?   

Biedni biednieją, a bogaci się bogacą 

Nadzieja w spółdzielczości  

Wbrew Konstytucji     

Wieś zabrała głos  

ŹRÓDŁA   

Niektóre niepublikowane artykuły autora korespondujące z treścią opracowania o restrukturyzacji  

         Reformy rolne – efekty i problemy (2016 r.)   

Dlaczego drożeje żywność? (2011 r.)     

Wieś ginie dzięki dopłatom       

Wieprzowiny może być pod dostatkiem (2009 r.)

Samorządowa lekcja demokracji (2011 r.)  

Z  rolnictwa utrzymują się na świecie 3 miliardy ludzi
Gdyby   światowe rolnictwo zostało zmodernizowane
podstawę utrzymania straciłyby 2 miliardy ludzi.                               

                          

 Blaski i cienie  zachodniego rolnictwa

Przy  ocenie i kreśleniu kierunków przemian w polskim  rolnictwie, m.in. dotyczących  struktury agrarnej bardzo często daje się za przykład Europę Zachodnią.  Ukazując  zmiany, jakie tam nastąpiły w ostatnich dziesięcioleciach przechodzi się niestety nierzadko do porządku dziennego nad bardzo poważnymi ujemnymi ich następstwami.Tak np. w latach  1971 – 1992  wydatki na interwencję rynkową w rolnictwie  państw należących wówczas do UE – wzrosły siedemnastokrotnie, ale 80 proc. tych środków  trafiało  do 20 proc. gospodarstw posiadających ok. 70 proc. użytków rolnych. Połowę zbóż uprawiało tylko 6 proc.  gospodarstw, dając  60 proc. ich produkcji towarowej. 15 proc. gospodarstw  dawało 50 proc. towarowej produkcji mleka, zaś  10 proc. gospodarstw specjalistycznych miało  50 proc. pogłowia bydła.

Marek Wigier, z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, z którego opracowania pochodzą powyższe dane w 2004 r. pisał: ...Konsekwencją intensyfikacji produkcji rolnej był   wzrost zanieczyszczenia wód gruntowych  i erozja ziemi. Ogromne dysproporcje  dotyczyły takżeśredniej powierzchni gospodarstw rolnych, która  wahała się od 4 do 65 ha; ponad połowa rolników przekroczyła  55 rok życia, zaś 1/3 zajmowała się działalnością rolniczą w niepełnym wymiarze czasu pracy. Wszystkim  tym zjawiskom towarzyszyła także wzmożona migracja ludności ze wsi do miast, skutkująca w konsekwencji wyludnianiem się obszarów wiejskich i wzrostem powierzchni odłogów… Pojawiła się  więc wówczas w Unii  koncepcja zmiany  polityki rolnej, której  celem stało się„…utrzymanie na obszarach wiejskich dostatecznej liczby rolników, którzy są   gwarantem zachowania środowiska naturalnego, tradycyjnego  krajobrazu wsi oraz preferowanego modelu rolnictwa europejskiego opartego na gospodarstwie rodzinnym.

O skali problemu wyludniania się wsi i o mądrych decyzjach, ważnych z punktu widzenia interesów ogólnospołecznych świadczy dyrektywa  Rady Wspólnot Europejskich nr 63/262 umożliwiająca podejmowanie działalności  gospodarczej w gospodarstwach porzuconych lub niezagospodarowanych  przez okres dłuższy niż dwa lata,umożliwiająca   przejmowanie takich gospodarstw  przez obywateli państw członkowskich, w tym m. in. przez pracowników najemnych, którzy pracowali nieprzerwanie w rolnictwie danego kraju przez okres dwóch lat.

Prawdziwie rodzinne gospodarstwo rolne nie jest  więc jakimś polskim dziwolągiem wpisanym do Konstytucji. Zostało uznane również w państwach Zachodniej Europy za  ratunek dla niszczonego przyrodniczego  środowiska  i  sposób na  zatrzymanie ludzi na wsi, za modelową preferowaną w Europie formę gospodarowania w rolnictwie. Ważna  misja rodzinnego gospodarstwa   rolnego powinna  więc być także u nas  doceniona,  jego  miejsce na wsi uszanowane i zaniechane   zamachy  na te gospodarstwa pod pretekstem odgórnej restrukturyzacji. Preferencje dla chłopów  nie mogą mieć charakteru tylko deklaratywnego. Muszą  znajdować  odbicie nie tylko w Konstytucji, lecz także  w   dobrym ustawodawstwie,  w polityce  państwa i  jego organów.

Nie był  przypadkiem apel byłego ministra rolnictwa  Francji Jeana Glavanyego, który w czasie  wizyty w Polsce w 2000 r. wezwał polski  rząd (J. Buzka) do podjęcia starań w  Komisji Europejskiej o środki finansowe  na podtrzymanie polskich drobnych rodzinnych gospodarstw, aby zapobiec  błędom  krajów UE, w których doprowadzono do wyludnienia wsi. Małe  gospodarstwa indywidualne mówił J. Glavany  powinny mieć swoje miejsce w krajobrazie wiejskim…”  Apel ten pozostał  bez echa.  Kłócił się z zapoczątkowanym wówczas w Polsce  programem restrukturyzacji rolnictwa, który  zamiast środków finansowych na podtrzymanie małych gospodarstw otwarcie  zapowiedział   długoletnie ubóstwo wielu wiejskich rodzin..!

Rady i  przestrogi

Polskie rolnictwo w pierwszym okresie po odzyskaniu  niepodległości w 1989 r. stało się  obiektem sporego zainteresowania niektórych środowisk zachodnich. Wywoływało z jednej  strony   obawy przed  zalewem Zachodu polską żywnością. Wzbudzało jednak także podziw i uznanie. Niemiecki przyrodnik Lutz Ribbe po  pobycie w naszym kraju wydał broszurkę, w której m.in. napisał:..W krajach UE  w rezultacieintensyfikacji  rolnictwa mamy do czynienia z poważnymzanieczyszczeniem ziemi, wody i powietrzaW Polsce  powstały lub sięzachowały  dzięki produkcji chłopskiej  prawdziwe raje przyrody… w dużym stopniu  zachowały się kolorowe, bogate  w wiele  gatunków pastwiska  i łąki, na których ekstensywnie hoduje się  bydło lub uzyskuje siano, podczas gdy w Niemczech  dawno już nie mają ekonomicznej wartości  i zrezygnowano z nich…Niewiarygodne bogactwo przyrody w Polsce jest  rezultatem produkcji chłopskiej. W dalszym ciągu istnieje daleko idąca symbioza z naturą. Są jednak  widoczne  pierwsze tendencje  nasuwające przypuszczenia, iż nadejdą  szkodliwe dla przyrody i  środowiska zmiany…

Ten sam autor w niemieckim tygodniku  „Zeit” pisał w 1993 r. …Polskie rolnictwo jest jaskrawym przeciwieństwem gospodarki rolnej wspólnoty. Daje pracę wielu ludziom, którzy inaczej przepadliby; nie kosztuje państwa wielomiliardowych dotacji, nie produkuje nadwyżek rolnych, daje szanse przeżycia środowisku i naturze. Powinno więc być przykładem, ale polscy chłopi czują się zagrożeni. Nie pasują do koncepcji tzw. ekspertów zachodnich,    których błędne wizje mają  być teraz zaprowadzane w Europie Wschodniej…

Polskiemu rolnictwu poświęcili też swoje obszerne opracowanie, zachodni eksperci z Ośrodka Współpracy  z Krajami Europy Środkowej i  Wschodniej przy   OECD, organizacji najbogatszych państw świata. W wydanym w 1995 r w Paryżu raporcie o polskim rolnictwie. napisali  m.in. że „…małe gospodarstwa mogązapewnić lepsze wykorzystanie zasobów…Niski poziom  substancji szkodliwych w żywności jest  przede wszystkim wynikiem niższego zużycia środków chemicznych w Polsce w porównaniu z krajami zachodnio-europejskimi… Rolnictwo polskie  zużywa średnio  dwu –  trzykrotnie mniej nawozów  nieorganicznych i  około siedmiokrotnie  mniej pestycydów niż kraje OECD…Jest to dogodny czynnik  dla rozwijania eksportu…Zapotrzebowanie na taką żywność na rynkach międzynarodowych powiększa się

Eksperci OECD  opowiedzieli się także przeciw intensyfikacji produkcji   w polskim rolnictwie i przeciw powiększaniu gospodarstw prywatnych, które …jeśli ulegną powiększone  staną się bardziej wyspecjalizowane  i bardziej zmechanizowane, będą korzystały w większym stopniu z  nawozów i środków chemicznych, co… niesie z sobą ryzyko  pewnych zjawisk szkodliwych dla środowisku…

rolnictwo ekologiczne 8

Inni eksperci w raporcie fundacji PHARE powołanej  do pomocy w przygotowania Polski i Węgier do akcesji z UE napisali w  1996 r.,  że …rozdrobnienie w  polskim rolnictwie  utrzyma się przez dziesięciolecia. Przez  dziesięciolecia utrzyma się także przeludnienie wsi, gdzie co trzeci mieszkaniec jest bezrobotnym…rozdrobnienie jest obecnie dla polskiego państwa korzystne, ponieważ drobne gospodarstwa  zapewniają  utrzymanie milionom ludzi. Gdyby ich nie  było ten obowiązek musiałoby wziąć na siebie państwo…

         Największą głupotą, wręcz zbrodnią  na Narodzie Polskim – mówił w 2000 r. dr Franciszek Bujak  – będzie likwidacja  małych niedochodowych  gospodarstw rolnych. o czym słyszy się z ust polityków nie mających nic wspólnego z polską racją stanu, a myślących o posadach w Brukseli. Zawsze polskie rolnictwo było przechowalnią  dla nadwyżki rąk do pracy. Obecnie również te małe gospodarstwa  mogąstanowić  bardzo istotny element ochrony przed psychicznymi i społecznymi skutkami bezrobocia. Ta praca jest jedyną szansą na psychiczną stabilizację, będzie chronić całe pokolenia  przed równią pochyłą, jaką jest bezrobocie z jego skutkami obserwowanymi na dużą skalę  w rodzinach popegeerowskich. Te małe gospodarstwa  dla właścicieli  i ich rodzin  stanowić będą punkt oparcia, dawać im poczucie bezpieczeństwa…(z referatu na międzynarodowym seminarium w Lublinie  23-24.10.2000 r.).

Odnotować w tym miejscu trzeba także memoriał na XXI wiek proklamowany przezMiędzynarodową Koalicję dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC), w którym m.in. stwierdzono:, że…olbrzymie  problemy innych krajów związane z przemysłowymi  metodami  produkcji żywności  są  poważnym zagrożeniem dla Polski…Polacy powinni odżywiać się  lokalna żywnością wysokiej jakości, chronić rodzimy, cechujący się biologicznąróżnorodnością krajobraz i rozwijać strategię sprzyjającą   zachowaniu dużej liczby rolników. Rząd polski  powinien natychmiast rozpocząćrealizację  świadomej polityki, której celem  będzie ochrona wartości polskiej wsi…

W manifeście  ICPPC zawarta została przestroga …przed popełnieniem błędówrestrukturyzacyjnychinnych państw  europejskich, co grozi pozbawieniem  kraju jego lokalnych zasobów i doprowadzeniem do bankructwa setek tysięcy  rolników… ICPPC  wzywał w swoim manifeście do…ochrony  unikalnej geograficznej oraz historycznej  siły Polski  i rozwijania jej tak,  aby stała się na całym świecie  symbolem nadziei  dla milionów ludzi,  których przetrwanie zależy od pracy na roli…

rolnictwo ekologiczne 9
Rzeczywiste problemy polskiego rolnictwa doskonale rozumiał Bernard Margueritte, związany z Polską publicysta francuski. W 2000 r. na łamach tyg. „Solidarność” napisał: Polska ma rozdrobnionąrodzinną strukturę rolnictwa. Elity warszawskie uważają, że to wstyd i kula u nogi. Należy w momencie przystąpienia do Unii zlikwidować 1,5 mln gospodarstw, kreować wielkie farmy. Innymi słowy Polska demokratyczna miałaby zniszczyć to, czego komunistom nie udało sięzniszczyć. To jest zarówno głupie, jak i karygodneMożna by wykorzystać to rozdrobnienie gospodarstw polskich i orientować się na bardzo drogie, pracochłonne rolnictwo ekologiczne.

Niezależni eksperci zagraniczni, a także  polscy w sposób jasny,  logiczny i  przekonujący- udowadniali, że  rozdrobnieni w  rolnictwie, przed akcesją do UE  było dla Polski   korzystne Spełniać  mogło nie tylko ważne funkcje gospodarcze,  ale także nie  mniej  ważne funkcje społeczne, dając podstawy egzystencji  milionom ludzi.

Przykładem  mogą być niektóre inne kraje, .które posiadają również dużo drobnych gospodarstw na wsi.W Japonii gdzie średni obszar jednego gospodarstwa rolnego nie wiele przekraczał 1 ha,  a cały obszar użytków rolnych był  3,5 raza mniejszy niż  w Polsce, przy 123-milionowej ludności rolnictwo w latach 90’  w wielu dziedzinach zaspokajało   krajowe zapotrzebowanie na ryż, mleko, jaja, mandarynki a nawet dawało produkcję większą od własnych potrzeb.  Już   30 arów gruntów rolnych było  w Japonii uznawane za gospodarstwo rolne. Była nim nawet 10-arowa działka, jeśli sprzedawano z niej produkty za co najmniej 1000 USD. Produkcję na sprzedaż za co najmniej 750 USD prowadziło wtedy w Japonii 4,2 mln właścicieli działek o powierzchni od  5 do 10 arów! (prof. Franciszek Tomczak).

W Rosji  właściciele działek o średnim obszarze 0,4 ha, posiadający łącznie .zaledwie 7% wszystkich rosyjskich użytków rolnych  dostarczyli na rynek w 2001 r – 92 % ziemniaków , 77%  warzyw,  59,4% mięsa i 49,7% mleka.       

  Plan… zdystansowania Unii!

W UE15 gospodarstwa rodzinne zostały  objęte  szczególną ochroną. Jedną z podstawowych wprowadzonych tam  zasad był zakaz  stosowania  wobec  rodzinnych gospodarstw rolnych  jakichkolwiek ograniczeńadministracyjnych. Chodziło o powstrzymanie procesu wyludniania się wsi. Gospodarstwa rodzinne nikomu tam nie przeszkadzają, a w niektórych zachodnich państwach, jak Grecja, Włochy, Portugalia, czy Hiszpania gospodarstwa o powierzchni poniżej 5 ha stanowią większą cześć  ogólnej liczby gospodarstw rolnych, W 2005 r.. następnym po przystąpieniu Polski  do Unii miała ona przeciętnie prawie 55% gospodarstw do 5 ha  a Polska niecałe 59%.

W Polsce już w pierwszym okresie transformacji pojawiły                                                                                                                                         się opinie o konieczności radykalnej   przebudowy naszego rolnictwa i likwidacji  rozdrobnienia gospodarstw. W listopadzie 1993 r. III Kongres  Polskiego Stronnictwa Ludowego w przyjętej uchwale odrzucił…  filozofię radykalnej przebudowy  ustroju rolnego zakładającą bankructwo około 1,5 1,8 mln najdrobniejszych gospodarstw rodzinnych i ukształtowanie zamiast nich  600 700 tys. farmerskich gospodarstw rolnych,  które byłyby w stanie wyprodukować dostateczną ilość  surowców rolnych i żywności…Nie możemy bowiem liczyć  na tak szybki  rozwój działów pozarolniczych i miast, aby kilka milionów ludzi mieszkających na wsi mogło sprzedać lub wydzierżawić  ziemię… Zmiany obecnych struktur  mogą się dokonać  tak, jak dokonały się  w Europie Zachodniej, tj. dzięki wielkiej koniunkturze w całej gospodarce

…Po przezwyciężeniu komunizmu, którego istotą  było dążenie do wywłaszczenia wszystkich obywateli, powstaje w Polsce ustrój obywatelski, którego myślą przewodnią powinno być zapewnienie  wszystkim obywatelom możliwości bogacenia się  w warunkach chronionej przez prawo własnościByłoby więc niezgodne z tątendencją  dążenie do  powstania   setek tysięcy  pełnorolnych gospodarstw  przez bankructwo  ekonomiczne  i   wywłaszczanie ponad miliona gospodarstw chłopskich. Zmiany strukturalne w rolnictwie  powinny się dokonywać stopniowo, ewolucyjnie,  w sposób naturalny w dostosowaniu do zewnętrznych i wewnętrznych uwarunkowańrozwojowychZdecydowanie opowiadamy się  przeciwko powrotowi do   kapitalistycznego rolnictwa ziemiańskiego

. W  1997 r. uchwalono Konstytucję a w niej fundamentalny zapis, że podstawą ustroju rolnego w Polsce jest gospodarstwo rodzinne. Upłynął jednak zaledwie rok i sprawa przebudowy polskiego rolnictwa znów pojawiła się na scenie politycznej w całej okazałości. Rada Strategii  Społeczno Gospodarczej, organ doradczy  premiera  Jerzego Buzka (rząd AWS-UW) przyjęła plan radykalnej przebudowy polskiego rolnictwa i jego otoczenia, przewidujący   koncentrację  produkcji rolnej  większą niż w Unii Europejskiej. Oznaczało to plan  zdystansowania Unii pod względem struktury agrarnej poprzez tworzenie w Polsce większych niż w UE  gospodarstw rolnych. Zdumiewające było  uzasadnienie proponowanych   zmian na wsi. Nie był to żaden interes społeczny, czy państwowy. Za powód Rada uznała  konieczność dostosowania gospodarstw rolnych  do wymagań przemysłu przetwórczego, który chce dostaw dużych partii jednolitych surowców rolnych..!

Ze strony rolniczej  w skład wspomnianej Rady: wchodzili profesorowie  . KatarzynaDuczkowska –  Małysz z Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiegooraz . Antoni Leopold. Ministrami rolnictwa byli w ówczesnym rządzie Artur Balazs i Jacek Janiszewski, wicepremierem i ministrem finansów  prof. Leszek Balcerowicz.  

W ślad za raportem  Rady  powstał   w ministerstwie rolnictwa  plan restrukturyzacji  gospodarki chłopskiej  – trzykrotnego zmniejszenia  liczby gospodarstw indywidualnych,  zwiększeniu ich  przeciętnego obszaru i  kilkakrotnego zmniejszenia zatrudnienia  w polskim rolnictwie  w okresie 10 lat! 

Program nie przewidywał migracji mieszkańców wsi do miast. Mają pozostać na wsi, ale autorzy tego programu, który zakładał likwidację 2/3 indywidualnych gospodarstw  rolnych – otwarcie zapowiedzieli, że jego następstwem  będzie długotrwała bieda wielu rodzin na wsiMiała to więc być modernizacja i koncentracja  ziemi w rolnictwie;  – kosztem  milionów   ludzi…

W swojej  strategii  Rada doradcza  premiera J. Buzka  wspomniała wprawdzie o potrzebie tworzenia miejsc pracy na wsi, ale prof. A. Leopold w artykule na łamach „Nowego Życia Gospodarczego” (nr. 12/1999), omawiając raport wspomnianej Rafy otwarcie przyznał, że …niezależnie  od  głównego nurtu polityki  restrukturyzacyjnej  wsi i rolnictwa  musimy się liczyć z długoletnim  występowaniem  na wsi sytuacji  ubóstwa wielu rodzin…!

Realizację tego nieludzkiego programu, zagrażającego nie tylko żywotnym interesom wielu milionów polskich obywateli,  ale także interesom państwa  podjęto wbrew  opiniom i przestrogom wielu zagranicznych i krajowych ekspertów. Należał do nich m.in.James  Goldsmith, amerykański miliarder i polityk. Zapytany o to, co powinniśmy zrobić z naszym rozdrobnionym rolnictwem rolnictwem przestrzegał: Musicie chronić swoje  rolnictwo, bo jeśli nie Polska zginieCelem rolnictwa powinno być wytworzenie odpowiedniej ilości żywności właściwej jakości, zarówno w sensie ludzkiego zdrowia, jak i w  trosce o środowisko i nie po najniższej cenie, lecz po cenie  najwyższej, przy zatrudnieniu na roli nie najmniejszej liczby ludzi, ale takiej, która zapewnia zachowanie społecznej stabilności Ekonomia jest po to, aby służyć społeczeństwu. Społeczeństwo nie istnieje po to, aby służyć ekonomii Zdrowe rolnictwo, w którym ludzie spełniają odpowiednią rolę, oparte na rodzinie  – jest niezbędne Bez zdrowego rolnictwa nie można myśleć o zdrowym narodzie…

Powyższa wypowiedź amerykańskiego polityka ukazuje wielkie   ogólnospołeczne  znaczenie  sytuacji w   rolnictwie dla Polski. J. Goldsmith nie proponuje żadnych zmian. Mówi, żeby rolnictwo chronić. Kreśli zarys polityki wobec wsi – z rolnictwem opartym na rodzinie. Sprzeciwia się  ograniczaniu zatrudnienia w rolnictwie bez troski o zachowanie społecznej stabilności. Realizowany w Polsce już prawie przez dwie dekady proces radykalnej przebudowy rolnictwa  jest całkowitym przeciwieństwem  tego, o czym  mówił w 1995 r. amerykański polityk. Jakie są  skutki?

 Wielki krok wstecz

Podjęte zostały działania określane jako restrukturyzacja i modernizacja polskiego rolnictwa. Powołano specjalny urząd o takiej nazwie  (istnieje po dziś dzień). Rozpoczęły się na wsi  zasadnicze zmiany. Stopniowo zaczęła się zmniejszać liczba indywidualnych gospodarstw rolnych i powiększać się średni ich  obszar,  w 2015 r. – do 10,3 ha użytków rolnych.   W 1990 r. mieliśmy 2138 tys. gospodarstw o powierzchni ponad  1 ha, w 2000 r. – 1887 tys., w 2002 r. spis rolny wykazał, że jest ich 1782 tys.: a według  kolejnego  spisu rolnego w 2010 r. – 1509 tys.: w 2014 r. znów mniej – 1413 tys. i w 2015 r. – 1378 tys.  Od 1990 r. liczba indywidualnych gospodarstw rolnych  o powierzchni ponad 1 ha zmniejszyła  się w Polsce do 2015 r – o 760 tys!  Zmniejszenie dotyczyło  wszystkich grup obszarowych gospodarstw   do 50 ha, Najsilniej spadła  liczba gospodarstw najmniejszych. Wzrosła  natomiast  liczba gospodarstw  o obszarze ponad 50 ha. Już w 2010 r  spis rolny wykazał, , że prawie połowa wszystkich  polskich użytków rolnych  należała  do gospodarstw  o powierzchni 20 ha i więcej. Stanowiły one jednak zaledwie 8,2% ogólnej liczby gospodarstw!!!

Szybko zmniejsza się liczba  gospodarstw najmniejszych – do 1 ha. W 2002 r. był ich prawie milion (998 tys,), Posiadały łącznie niecałe 400 tys. ha użytków rolnych, ale miały  prawie 3 mln mieszkańców (2956 tys.) W 2010 r. liczba tych najmniejszych gospodarstw zmniejszyła się do 715 tys , w 2015 r. pozostało ich już tylko ok. 30 tys. Z gospodarstw   od 1 do 2 ha, których w 2002  r. było 517 tys.  pozostało  w 2015 r. już tylko   254 tys.

W pierwszej  dekadzie  transformacji  posiadana przez Polskę powierzchnia użytków rolnych zmniejszyła się  prawie o  900 tys. ha (z 18,7 – do 17,8 mln ha).  W dalszych latach obszar ten systematycznie się zmniejszał, aby  w 2015 r. obniżyć się  aż do 14,5 mln ha! Straciliśmy więc od 1990 r. prawie 4,2 mln ha użytków rolnych, w tym w latach 2000-2014 ponad 3,2 mln ha! Ogólna powierzchnia zasiewów zmniejszyła się  z 14242 tys. ha w 1990 r. do 10753 tys ha w 2015 r.

Powszechny spis rolny przeprowadzony w 2010 r. wykazał, że było wówczas w Polsce ponad 626 tys.     gospodarstw rolnych   prowadzonych przez kobiety. Były w większości po czterdziestce, a  ponad 100 tys. miało  nawet 65 i więcej lat. Posiadały   głównie małe gospodarstwa do 1 ha lub od 1 do 2 ha.  Nie ma żadnych  badań na temat  sytuacji rodzinnej i materialnej właścicielek tych gospodarstw. Jaką liczbę  dzieci wychowywały te kobiety? W rękach wielu kobiet są niekiedy również gospodarstwa, w których  są mężczyźni.  Obserwuje się bowiem niestety pojawienie się  na wsi   pijaństwa jednego ze skutków  bezczynności i celu w życiu. Musi wtedy  kobieta  brać  losy gospodarstwa i rodziny w swoje ręce.

Wielkie i szybkie zmniejszanie się  powierzchni  użytków rolnych, niekorzystne dla wsi i dla gospodarki żywnościowej Polski  okazało się korzystne dla tej części  rolników, którzy nadal gospodarują. Otrzymują  bowiem coraz większe wsparcie finansowe  ze środków unijnych i krajowych, których wielkość dla Polski z roku na rok się zwiększa, co przekłada się na zwiększone jednolite  bezpośrednie dopłaty obszarowe oraz płatności  z innych  tytułów.  Zwiększone  dopłaty rozkładają się więc na coraz  mniejszą liczbę rolników i coraz mniejszy obszar użytków rolnych. Gruntów rolnych mamy  więc coraz mniej, ale pieniędzy z Unii  dla zmniejszonej  liczby rolników coraz więcej!. Ich  sytuacja  materialna  się więc poprawia, ale w niewielkim  stopniu  stoją za tym dochody z produkcji rolnej. W 2014 r.  realne dochody do dyspozycji  brutto indywidualnych gospodarstw rolnych  były zaledwie   o 6.1% większe niż w 2010 r! Strumieńdochodów sektora rolnego w 2014 i 2015 roku obniżył się znacząco, a rokowania  nie są dobre(Józef S. Zegar, Barbara Chmielewska (raport Polska wieś 2016).   

Ponieważ jednak  prawie polowa  użytków rolnych była w 2010 r. w rękach zaledwie 8,2% rolników –  dostali  w 2010 r.  prawie połowę wszystkich środków przeznaczonych  na   dopłaty. Pozostała wielokrotnie większa liczba   rolników (91,8%) otrzymała resztę,  nieco więcej niż połowę tych dopłat!  .

 Pustki w  zagrodach i na polach

Chów bydła  na początku lat 90’ prowadzony był przez . 84%  rodzinnych gospodarstw indywidualnych o obszarze do  15 ha, a w gospodarstwach od 5 do 15 ha nawet przez prawie 90% gospodarstw. Ponad  połowę całego krajowego pogłowia krów posiadały  gospodarstwa o obszarze  od 2  do 7  ha. Ogółem w kraju  w 1990 r.mieliśmy  ponad 10 mln sztuk bydła, w tym prawie 5 mln krów.   W  2015 r. było już tylko- niecałe 6 mln szt.  bydła, w tym niespełna  2,5 mln krów.

Głęboki regres  objął również chów trzody chlewnej. W 1990 r mieliśmy  jeszcze prawie 19,5 mln. świń, a w 2015 r.   11,7 mln, ale w gospodarstwach indywidualnych już  tylko ok. 9,2 mln! Chów owiec uległniermal całkowitej likwidacji. W w 1990 r. było ich prawie 4,2 mln, w 2015 zaledwie  228 tys! Ponad czterokrotnie zmniejszyło się również  pogłowie  koni.

Ogromny spadek pogłowia zwierząt gospodarskich pociągnął za sobą pokaźny spadek dochodów  w bardzo w wielu gospodarstwach rodzinnych.                                                                                                                                                Sprzedaż  bydła rzeźnego, trzody chlewnej i mleka dawała  im prawie 2/3 dochodów. Spowodował także niekorzystne zmiany w strukturze  produkcji  roślinnej – wielkie zmniejszenie zapotrzebowania  na pasze dla zwierząt oraz – poważne zmniejszenie ilości  nawozów  naturalnych, szczególnie  potrzebnych na polskich  lekkich, piaszczystych glebach.  Wielką stratą  stała się również  likwidacja 1,1 mln hektarów dobrych na ogół w Polsce  pastwisk.

Nowym zjawiskiem jest natomiast bardzo dynamiczny  rozwój  produkcji drobiarskiej Produkcja  drobiu rzeźnego  od  2000 r, powiększyła się więcej niż trzykrotnie – z ok.834 tys. ton – do 2669 tys. ton w 2014 r.(w 2016  r. – 3,1 mln).   Produkcja jaj  wzrosła w tym okresie z   ponad 7,2  mld szt. do prawie 10,3 mld szt. (w 2016 r. – 10,5 mln) Ta gałąź produkcji żywności utraciła   swój charakter drobnotowarowy i w części także swój związek z rolnictwem. Rozwój dotyczy doskonale zorganizowanego  drobiarstwa   wielkofermowego, opartego o gotowe  pasze przemysłowe z zakupu. Z rolnictwem, a czasem  z warzywnictwem  związane jest  ewentualne wykorzystywanie w celach nawozowych   pokaźnych ilości odchodów  produkowanych w  fermach kurcząt (brojlerów),, kur niosek,  kaczek, gęsi, czy indyków.. Fermowe drobiarstwo jest głównym odbiorcą  produkowanych przemysłowo pasz treściwych

Na potach  w produkcji roślinnej  również  nastąpiły ogromne zmiany. Ziemniaki, uprawiane  latami mniej więcej  na obszarze ok. 2 mln ha, zbierane w ilości nawet do ok. 37 mln ton. rocznie  – straciły  całkowicie swoje znaczenie pastewne. Jeszcze w 1990  r. były uprawiane  na obszarze 1825 tys. ha  – zredukowanym stopniowo  w 2015 r.  do  292 tys. ha.  Masowo uprawiane kiedyś jako pasza dla świń, stały się dziś już niemal całkowicie tylko składnikiem  pożywienia ludzi  Ziemniaki traciły stopniowo swoje znaczenie pastewne  bo w   gospodarstwach indywidualnych bardzo  skurczyło się pogłowie świń, a do tego – były paszą  upływem czasu coraz droższą.   Pojawiła  się bowiem  obfitość względnie  tanich  zbóż, będących wygodniejszą paszą w żywieniu  zwierząt.

Bardzo duże zmniejszenie pogłowia bydła i  krów spowodowało w Polsce   znaczne zmniejszeni  uprawy roślin pastewnych  – z 2005 tys. ha w 1990 r. do 1056 tys. ha w 2015 r., a również bogatych w białko  roślin motylkowych wieloletnich – z 782 tys. ha w 1990 r. do zaledwie 93 tys. ha w 2015 r.  Procentowy udział zbóż w zasiewach  w okresie restrukturyzacji  zwiększył się dość znacznie i w 2015 r. zbliżył się do 70% (w 1990 r. 58,4%). Zbiory, mimo że  zasiewy zbóż są   o ok. 1,1 mln ha  mniejsze – były i są większe  w porównaniu z ich   poziomem w latach 90’, ponieważ wzrosły  plony (w 2014/2015 r. – 32 mln ton). Pojawiły się  dwa nowe na liczącą się skalę  zboża:  pszenżyto (. prawie 5 mln ton) i kukurydza na ziarno (.ponad 4 mln ton).

Zmiany  struktury zasiewów e idą w kierunku ekstensywnego rolnictwa, zgodnie z mocno ograniczonym pogłowiem zwierząt gospodarskich o czym świadczy wzrost  udziału zbóż w zasiewach i duże ograniczenie uprawy roślin  pastewnych i okopowych. Zmniejszają się także  uprawy  pracochłonne, ważne dla  przeludnionej wsi. Zmiany struktury zasiewów  ograniczają m. in.  możliwości stosowania racjonalnego  płodozmianu, nie sprzyjają utrzymywania gleb w dobrej kulturze, nie dają możliwości odbudowy  produkcji zwierzęcej, a   równocześnie  pośrednio wymuszają import   niektórych pasz.

Zanik rolnego rynku

Zmiany na wsi  i w jej otoczeniu  zapoczątkował  ostatni Sejm  PRL, uwalniając  ceny żywności i znosząc – ustanowione w 1924 r.  państwowe  monopole spirytusowy i  tytoniowy, na których wprowadzeniu ówczesny  premier Władysław Grabski oparł swoją   reformę finansów publicznych i wprowadzenie mocnego,   opartego na złocie polskiego złotego. Zniesienie państwowych monopoli utorowało drogę do późniejszej prywatyzacji zakładów przemysłu spirytusowego i tytoniowego. Dla finansów publicznych   nie było korzystne.

W roku gospodarczym 1937/1938  dochody z obydwu monopoli, spirytusowego i tytoniowego – pokryły niemal  w całości wydatki polskiego państwa na obronę narodową. W PRL-u w 1988 r. sam podatek obrotowy, nie licząc  innych podatków i zysków zakładów objętych  tymi monopolami pokrył z nadwyżką  wydatki państwa   na oświatę, wychowanie i  na naukę, a był nie wiele  mniejszy  od wydatków na ochronę zdrowia i opiekę społeczną. W 1993 r. największy zakład tytoniowy w  Krakowie, miał obroty na poziomie ok. 550 mln USD.

Po przemianach 1989 r. wicepremier i minister finansów prof. Leszek Balcerowicz uzupełnił decyzje PRL-owskiego Sejmu o uwolnieniu cen   żywności, znosząc  państwowe dotacje do jej cen i pod pretekstem inflacji wprowadził w bankach niezwykle wysokie,.  wprost rujnujące oprocentowanie. W 1990 r. NBP ustalił to oprocentowanie  na poziomie ponad 600%, w 1991 r. – ponad 120%  Dodatkowym obciążeniem przedsiębiorstw było znaczne  podwyższenie  podatków – w przemyśle  2,3 raza, w budownictwie – 1,7 raza . w rolnictwie  – 3 razy, , w leśnictwie –2,5  raza, w transporcie i w handlu – 1.5 raza. Zniesiono też cła na ok.. 8000 produktów, co pobudziło import  i  dodatkowo  pogłębiło finansowe trudności krajowych producentów.

Zniesienie dotacji do żywności pociągnęło za  wzrost jej  cen detalicznych i gwałtowny spadek popytu.  Chleb zdrożał wtedy 2,5-krotnie, mleko ponad 4-krotnie  Równocześnie. z roku  na rok  zmniejszył się realny poziom  wynagrodzeń o ponad 37%. Dochody realne gospodarstw indywidualnych spadły w 1990 r. o ponad 51% . Załamał się wówczas  rynek mleka. Producenci nie mogąc go sprzedać – wylewali je do rowów. Przeciw protestującym pod Mławą  producentom  mleka  ówczesny rząd  wysłał transportery  opancerzone…

W artykule pt. „Ekonomiczne zagrożenie demokracji” prof. Władysław Szymański (Szkoła Główna Handlowa) pisał Przyjęty w grudniu 1989 r.  program był zbyt restrykcyjny w stosunku do istniejących wtedy wymogów. Jego realizacja okazała sięzdecydowanie  ostrzejsza w stosunku do założeń… A więc  nie tylko zastosowano  zbyt ostre lekarstwo, ale to lekarstwo zdecydowanie  przedawkowano…

 Popadające  w długi przedsiębiorstwa państwowe  redukowały zatrudnienie, a często ogłaszały upadłość. Jan Paweł Gieorgica w opracowaniu  PAN na ten temat pisał:…w 1991 r  doprowadzono do nieprawdopodobnego regresu wszystkich jednostek ekonomicznych…żaden kolejny rząd nie mógłby prowadzić sensownej polityki, tzn. egzekwować zobowiązań finansowych przedsiębiorstw czy ich upadłości…Wtedy to właśnie  otworzyła się  droga  realizacji głównego celu  polskich neoliberałów otwartej  prywatyzacji przedsiębiorstw ...

Była to droga do wykupu upadających przedsiębiorstw państwowych  i spółdzielczych za marne grosze, a nierzadko nawet za symboliczną złotówkę… Otwartą  drogę do ich prywatyzacji wykorzystywali   ministrowie przekształceń własnościowych (m. in.Janusz Lewandowski i Wiesław Kaczmarek), prywatyzując  pozbawione przez Sejm PRL monopolowej ochrony zakłady przemysłu spirytusowego, tytoniowego i wiele innych przedsiębiorstw różnych branż, w tym szereg zakładów przemysłu spożywczego:  zakłady mięsne, mleczarnie, cukrownie, młyny, zakłady zbożowe  i  inne przedsiębiorstwa tej  branży.

Upadały również  i przechodziły w  prywatne, bardzo często obce ręce  liczne zakłady spółdzielcze należące do rolników  i ogrodników, m. in. potężny spółdzielczy koncern Hortex i wszystkie bardzo nowoczesne spółdzielcze zamrażalnie warzyw i owoców. Skrajny fiskalizm ówczesnego państwa,  zalew rynku przez towary zagraniczne, także takie, które  były produkowane w kraju,  restrykcyjna polityka wobec krajowej gospodarki pociągnęły za sobą wielkie bezrobocie. W  1993 r. codziennie traciło pracę ok. 3000  osób.

Zagraniczni nabywcy państwowych i spółdzielczych związanych z wsią  zakładów przetwórczych w nowych warunkach popadli w  poważne finansowe kłopoty.  Niektóre zakłady, także mięsne  po prostu likwidowali. Nie wytrzymywali konkurencji  z tysiącami małych prywatnych zakładów przetwórczych, które powstały po uwolnieniu cen  żywności i świetnie sobie radziły na rynkach lokalnych, oferując konsumentom wyroby niejednokrotnie lepsze i tańsze w porównaniu z oferowanymi przez  duże zakłady przetwórcze.

W połowie 1990 r. istniało w Polsce ponad 7 tys. małych zakładów mięsnych i powstawały  dalsze. Był to skutek uwolnienia cen żywności i okres powstawania prawdziwego rynku  żywności po zniesieniu kartek na mięso.. Ten rynek po prostu  rzeczywiście  zaczynał funkcjonować. W niewielkich zakładach przetwórczych  znalazło zatrudnienie ponad 80 tys. osób. Nie potrafił znaleźć sobie miejsca na tym rynku duży przemysł przetwórczy. Przegrywał konkurencję z rynkową  drobnicą Wkrótce jednak  stała się to   konkurencja nierówna.

Bruksela  mnoży przeszkody i przymyka swoje bramy – pisał w „Times’ie” w 2000 r. brytyjski publicysta Roger Boyes dobrze zorientowany w  polskich realiach Przeszkody obejmują między innymi żądanie natychmiastowego   wprowadzenia surowych  norm higienicznych  w polskich rzeźniach, co jest niepraktyczne i wysoce bezsensowne..

  Ministerstwo  rolnictwa, a ściśle mówiąc  ówczesny minister  Artur Balazs zgodnie z żądaniami Europejskiej Komisji wydał rozporządzenie wprowadzające nadzwyczaj surowe  wymagania sanitarne w zakładach przetwórstwa mięsnego.  Były  to wymagania  nawet większe od bardzo surowych przepisów sanitarno – weterynaryjnych  obowiązujących w UE15. Pociągały za sobą wysokie koszty, przekraczające możliwości większości właścicieli  niewielkich zakładów przetwórczych. Komisja Europejska ponownie naciskała na kolejnego ministra rolnictwa WojciechaOlejniczaka domagając się dalszego ograniczenia rozdrobnionego przetwórstwa mięsnego nie spełniającego ustalonych bardzo surowych  norm sanitarnych . Po powrocie z Brukseli minister zapowiedział likwidację dalszych 2 tys. mniejszych zakładów mięsnych przez podległą mu  służbę weterynaryjną.

Prawie wszystkie mniejsze zakłady mięsne zostały zamknięte . Pracę straciły tysiące  ludzi, a  rolnicy – lokalnych odbiorców zwierząt rzeźnych. Stracili też konsumenci. Nie było już możliwości  zakupu sprzedawanego na miejscu pierwszej świeżości mięsa i na ogół niedrogich przetworów dobrej  jakości..  Wielki zagraniczny przemysł mięsny, który przyszedł  na gotowe  do Polski  nigdy  nie interesował się  ogromnym potencjałem produkcji zwierząt rzeźnych w przeważających w Polsce rodzinnych gospodarstwach chłopskich.

Zmianom na   lokalnym rynku towarzyszyła również zarządzona  przez ministra rolnictwa koncentracja ubojów w dużych rzeźniach przemysłowych powiązanych  z przemysłem mięsnym. Oznaczało to przewozy żywych zwierząt  do rzeźni i ponowne przewozy produktów uboju w odwrotnym kierunku – w stanie świeżym lub po zamrożeniu. Likwidacja rozdrobnionej konkurencji i koncentracja ubojów oddały  rynek (w tym ceny) zwierząt rzeźnych, mięsa i jego przetworów niemal w całości w ręce oligopolu mięsnego. który dzięki temu zmonopolizował rynek zwierząt rzeźnych i mięsa. Jego przedstawiciel, prezes Polskiego  Związku Eksporterów i Importerów Mięsa  prof. Stanisław Zięba  zapewniał wówczas w TVP, że. przeprowadzane  zmiany nie przyniosą nikomu żadnej szkody…

Działającym w Polsce zagranicznym  zakładom przemysłu mięsnego Traktat akcesyjny Polski do UE zapewnił  wieloletnie odroczenie terminów  realizacji obowiązujących w UE bardzo surowych wymogów weterynaryjno – sanitarnych.  Traktat wyłączył też na 5 lat  66 zagranicznych  ferm przemysłowego chowu zwierząt z obowiązku przestrzegania w Polsce  bardzo surowych w Unii wymagań ekologicznych. Surowe i bezwzględnie egzekwowane wymagania weterynaryjno – sanitarne dotyczyły więc tylko polskich  mniejszych zakładów przetwórczych. Likwidowano je tysiącami, aby  rynek mięsa oddać w całości w ręce przemysłowych molochów.

Nieco podobna była sytuacja na rynku mleka. Przed akcesją Polski   do UE przemysł mleczarski  miał ponad 800 tys. dostawców. Zarządzony  przez ministra rolnictwa zakaz skupu mleka III klasy i zapowiedź dalszego zaostrzenia jakościowych wymagań   spowodowały, że wielu zwłaszcza drobnych producentów mleka przestała je sprzedawać mleczarniom. Rozpoczęli natomiast  jego sprzedaż bezpośrednio konsumentom, po cenach nawet nieco wyższych niż płaciły im wcześniej  mleczarnie. Dla konsumentów mleko „prosto od krowy” było nie tylko tańsze od „mleczarnianego”, ale i lepsze, bo pierwszej świeżości i  pełnotłuste. Tak dobrego  mleka nie było w sklepach. Wzajemne korzyści producentów i konsumentów sprawiły, ze bezpośrednia sprzedaż wspaniale się rozwijała, dochodząc w całym kraju do ok.  3,5 mld litrów mleka w skali roku.

W nieźle na ogół funkcjonujący rynek mleka  uderzył jednak  brutalnie fatalny traktat akcesyjny do UE. Zachodnioeuropejskie rolnictwo produkowało o wiele więcej  mleka niż go  potrzebowały państwa UE15. Postanowiono więc  mocno ograniczyć  w traktacie z Polską  limit towarowej produkcji mleka w naszym kraju. I polscy negocjatorzy się na to zgodzili. Protestował wówczas wicepremier i minister rolnictwa  Jarosław Kalinowski. Prowadząca negocjacje Danuta Hübner z kancelarii PrezydentaAleksandra. Kwaśniewskiego zażądała wówczas od premiera Leszka Millera,  aby minister rolnictwa  przestał się  mieszać do prowadzonych przez nią negocjacji  z Unią…W efekcie powiedział J. Kalinowski w jednym z wywiadów – na własne życzenie strona polska nie tylko doprowadziła do zaniżenia limitów niemal we wszystkich dziedzinach, lecz także rozwaliła solidarność grupy wyszehradzkiej…Przez wiele miesięcy Hübner reprezentowała stanowisko  sprzeczne z polskim interesem narodowym… Danuta Hübner  zna tylko jedną strategię – ustępstw…

 Ustalona dla  Polski w traktacie z UE roczna  kwota skupu mleka na poziomie niespełna 8,9 mld litrów była  mniejsza niż jego spożycie, które  w 2002 r. wyniosło u nas prawie  10 mld litrów. Kwota ta była jeszcze bardziej rażąco  mała w porównaniu  z poziomem spożycia mleka w końcu lat osiemdziesiątych, które  przekraczało  w 1989 r. 15 mld litrów!
  Limity produkcyjne zamykają szanse ekspansji w wielu ważnych branżach rolnictwapisał  w 2003 r. prof. Józef S. Zegar. Szczególnie dotkliwe   mogą się  okazać w mleczarstwie, ponieważ ten kierunek produkcji jest nader korzystny dla rolnictwa zrównoważonego, potencjalne możliwości  produkcji mleczarskiej są  relatywnie duże, dając zatrudnienie i dochody. Również pod względem  produktów mleczarskich Polska  może z powodzeniem włączyć się  w konkurencję  na rynku międzynarodowym. W tym przypadku limit dla polskiego rolnictwa  jest nie tylko daleko niższy od możliwości produkcyjnych, ale i relatywnie niższy od limitów innych krajów o daleko mniejszym potencjale przyrodniczym, by wymienićchociażby Holandię, czy RFN…

Traktat z UE  spowodował upadek  chowu  bydła mlecznego w Polsce na wielką skalę.  Uderzył nie tylko w producentów mleka, lecz również  w przemysł mleczarski, tym bardziej, że przyznana  Polsce w traktacie kwota  obejmowała ok. 2 mld   litrów mleka przeznaczone do jego bezpośredniej sprzedaży przez rolników. Pod naciskiem przemysłu mleczarskiego  kwota takiej sprzedaży została zmniejszona  do 500 mln litrów. I znów pojawiła się na wsi służba weterynaryjna, skuteczne narzędzie ówczesnej polityki rolnej, decydując o tym,  kto może  produkować mleko na sprzedaż, a kto nie. Liczbę dostawców do mleczarń ograniczono do 355 tys., a prawo bezpośredniej  sprzedaży mleka otrzymało  tylko ok. 79 tys rolników. Wprowadzono  cały system kar pieniężnych  za  przekroczenie przez producenta  przyznanego mu limitu dostaw mleka (kara na rzecz UE), a także  za sprzedaż mleka lub jego przetworów bez zezwolenia (grzywny wymierzane przez służbę weterynaryjną).

Proces ograniczania rynku mleka był kontynuowany. Do 2008 r. liczba  dostawców mleka do zakładów mleczarskich zmniejszyła się  prawie o 1/4  (do zaledwie 201 tys.) a liczba rolników sprzedających mleko bezpośrednio  zmniejszyła się ponad  trzykrotnie (do zaledwie 21 tys.)!

Efektem fatalnego traktatu z UE było znaczne zmniejszenie pogłowia  krów i produkcji mleka oraz duże zmniejszenie spożycia  mleka  w  kraju, najsilniejsze na wsi, gdzie żyła prawie połowa polskich dzieci. O dostatek mleka dla nich  nie było u kogo się upomnieć. Negocjatorzy traktatu byli już na posadach w Brukseli, a Danuta Hübner została nawet jednym z komisarzy  KE.

Traktat akcesyjny Polski do UE 16 kwietnia 2003  r. podpisali: prezydent RP  Aleksander Kwaśniewski, prezes  Rady Ministrów Leszek Miller, minister spraw zagranicznych  Włodzimierz Cimoszewicz i główna negocjatorka układu z UE  –  Danuta Hübner.

 Dużo, tanio i zdrowo

Na wyjątkowo niekorzystny  dla polskiego rolnictwa  kształt  traktatu  z UE miały niewątpliwie  wpływ obawy zachodnich środowisk  rolniczych przed  przyjęciem  do Unii państwa dysponującego  potencjalnie dużymi możliwościami  produkcyjnymi i eksportowymi w   dziedzinie rolnictwa.  Obawy wzmagała świadomość wysokiej jakości zdrowotnej polskiej żywności Naszą potencjalną konkurencyjną przewagę na europejskim żywnościowym rynku  wzmacniały dodatkowo o wiele niższe koszty produkcji rolnej w Polsce w porównaniu z UE.

Już autorzy  wspomnianego wcześniej raportu fundacji PHARE  stwierdzili, że dzięki niskim kosztom produkcji rolnej  ceny detaliczne  żywności  były  w Polsce  2 – 3 – krotnie niższe niż w państwach UE15. Także niemieccy ekonomiści z Uniwersytetu wHohenheim, po wizycie w Polsce wyliczyli, że  koszty produkcji rolnej w Polsce są o wiele niższe  niż w RFN, w przypadku mięsa i mleka nawet dwukrotnie niższe. Prof.  Konrad  Hagedorm  z Uniwersytetu Humboldta w  Berlinie w wywiadzie dla „Gazety  Wyborczej (z 25.03.1999)  stwierdził:…kraje kandydujące do Unii, przede wszystkim  Polska. mają  bardzo niskie koszty produkcji rolnej  i duży potencjał  produkcyjny…Dlatego należy zmniejszyćzachęty  do produkcji rolnej dla nowych członków…

Tak więc także niemieccy ekonomiści wystawili polskiemu rolnictwu bardzo dobre świadectwo. Nasuwa się w związku z tym pytanie z czego brała się  tak  wielka przewaga naszego rolnictwa nad rolnictwem zachodnioeuropejskim? Dlaczego polskie rolnictwo produkowało znacznie taniej? Dlaczego mieliśmy potencjał produkcyjny tak duży, że stanowił zagrożenie dla zachodnich rolników?

Źródłem przewagi polskiego rolnictwa  były  nasze gospodarstwa rodzinne, polska rozdrobniona struktura agrarna i drobnotowarowa produkcja rolna, pracowitość i zapobiegliwość polskich rolników, starających się wykorzystać każdy skrawek posiadanej  ziemi, wszystkie istniejące możliwości powiększania produkcji – zgodnie ze społecznymi  potrzebami kształtowanymi przez rynek.

 Komu przeszkadzało to, że nasze rolnictwo pracuje dobrze, produkuje dużo i tanio, a mogło produkowaćjeszcze  więcej dla kraju i na eksport?

Pojawiły się w ośrodkach zagranicznych opinie i oceny bardzo pozytywne na temat polskiego rolnictwa. Pojawiły się jednak również publikacje  i opracowania bardzo krytyczne, wprost dyskwalifikujące  nasze rolnictwo. Najogólniej biorąc sprowadzały się do tezy – zatrudnienie w rolnictwie macie  bardzo duże a udział rolnictwa w tworzeniu dochodu narodowego bardzo mały. Tego rodzaju  opinie płynęły do Polski z OECD, z Komisji Europejskiej, a nawet z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie, w którym  wiceprezesami byli . b. premier Jan Krzysztof Bielecki, a następnie  b. prezes NBP Hanna Gronkiewicz Waltz. Uszczypliwe uwagi na  temat naszego rolnictwa łączono ze  wskazówką, że  będąc w Unii powinniśmy  zrobić porządek na wsi, przyspieszyć „poprawę” struktury  agrarnej.  popędzić polskich rolników do roboty…

W 2004 r., gdy już byliśmy w Unii.  w  raporcie na temat zatrudnienia Komisja Europejska  sformułowała pod naszym  adresem zarzut, żeaż 19 proc.  ogółu zatrudnionych  w Polsce to rolnicy. Wytworzona  przez nich  wartośćdodana to  tylko 2 proc. produktu krajowego brutto…

Druzgocąca nasze rolnictwo wiadomość w raporcie KE była błędna i bardzo nieobiektywna. W 2003 r., tuż przed przystąpieniem Polski do UE – wśród ogółu zatrudnionych było 16,1% rolników (2073,8 tys.) w 1850 tys. indywidualnych gospodarstwach rolnych (nieco więcej niż 1 pracujący w jednym gospodarstwie). Ich udział w tworzeniu wartości dodanej brutto Polski  wynosił w 1995 r.  6,4%. W następnych latach stopniowo sięzmniejszał aż  do 2,9% w 2003 r.. tj. – więcej  niż o połowę w ciągu 8 lat! W 1989 r. udział całego polskiego rolnictwa, łowiectwa i leśnictwa w wytworzonej  wartości  dodanej Polski  wyniósł 13,8%.

Inaczej więc powinna mówić o naszym  rolnictwie Komisja Europejska w 2004 r., Zamiast pisać w swoim raporcie…wartość dodana to tylko 2 proc… rzetelni eksperci  tak poważnej instytucji, jaką jest Komisja Europejska powinni zdobyć się na napisanie prawdy, że wartość dodana tworzona przez polskie rolnictwo zmniejszyła się w latach 1995 2003  więcej niż o połowę. Należało też próbować ustalić przyczyny tak dużego regresu udziału   rolnictwa w tworzeniu polskiego  dochodu narodowego.

Relacja wskaźnika zatrudnienia do wskaźnika udziału w tworzeniu dochodu narodowego jest kruchą podstawą do oceny poziomu rolnictwa w danym  kraju, Japonia w latach 90’ posiadająca 3,5 raza mniej gruntów rolnych niż  Polska  miała dwa razy większe zatrudnienie  w rolnictwie i zaledwie 2 – procentowy jego udział  w tworzeniu dochodu narodowego! Ciekawe co by o tym powiedzieli eksperci KE? Japończycy cieszą się, że tak dużo ludzi ma pracę w rolnictwie. Duże zatrudnienie jest lepsze niż duże bezrobocie. W Japonii w latach 90’  pracowało w rolnictwie 11% ogólnej liczby zatrudnionych w tym  kraju, a licząc wraz  z przemysłem przetwórczym i agrobiznesem – 20%.(prof. Franciszek Tomczak).

Duże zatrudnienie  w rolnictwie było  bardzo korzystne dla Polski. Dawało duże ilości jakościowo dobrej i taniejżywności, a równocześnie zapewniało pracę i podstawy utrzymania bardzo  dużej liczbie wiejskich rodzin. Niszczenie tej struktury, jaka była i w części jeszcze istnieje było i jest niezwykle szkodliwe.

Odnosząc się do planu szybkich przemian na wsi pos. Waldemar Pawlak pytał w 1999 r. z trybuny sejmowej: Kto na wsi przynosi straty, kto zyski? Czy rolnik gospodarujący na małym gospodarstwie, dający utrzymanie swojej rodzinie, zapewniający dzieciom wykształcenie przynosi zyski, czy straty społeczeństwu?

 Praca jest podstawową potrzebą człowieka. Daje mu możliwość rozwoju i środki materialne dożyciaWszelkie decyzje gospodarcze podejmowane w kraju powinny być analizowane pod kątem ich skutków dla rynku pracy. (VII Kongres PSL marzec 2000 r.)

Nowym zjawiskiem jest w Polsce rozwój wielko fermowej przemysłowej produkcji  trzody  chlewnej, przy czym szczególne zainteresowanie  tworzeniem  takich ferm  wykazują  niektóre firmy zagraniczne.  Na zachodzie Europy napotykają na coraz surowsze  ograniczenia i coraz większe wymagania ekologiczne ze względu na gromadzenie w jednym miejscu dużych ilości  odchodów  zwierząt i zagrożenie zanieczyszczeniem naturalnego środowiska.. Tworzenie  zagranicznych ferm przemysłowego tuczu świń w Polsce           wspierał swoimi kredytami  Europejski Bank Odbudowy I Rozwoju. Swoje fermy tuczu świń założył w Polsce,  przy pomocy tego banku – amerykański koncern Smithfield Foods, a także największa w północnej Europie  duńska firma Poldanor wspierana dotacjami przez duński rząd. Wymagania ekologiczne w  Polsce im nie zagrażały. Traktat akcesyjny  do UE uwolnił te fermy od tych wymagań  na 5 lat…!

Fermy przemysłowego chowu świń  oparte o prosięta w większości pochodzące z importu i o kupne gotowe pasze przemysłowe nie dorównują produkcji żywca wieprzowego w rodzinnych  gospodarstwach indywidualnych, w których prosięta są przeważnie krajowe. Pasze także  w większości są własne. Mniejsza liczebność zwierząt w jednym gospodarstwie  eliminuje zagrożenie zanieczyszczenia gruntu, wód podziemnych i powietrza. 

Dr Ludwik Staszyński

Ciąg dalszy nastąpi

Autor jest Członkiem Honorowym Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej

 

za: http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/02/wielki-krok-wstecz-restrukturyzacja-polskiego-rolnictwa-czesc-i/

 

Wielki krok wstecz. Restrukturyzacja polskiego rolnictwa część II

Rolnictwo a CETA

ZDROWA WŁASNA ŻYWNOŚĆ – TO DŁUŻSZE ZDROWE ŻYCIE, A NAWET…  PRZEŻYCIE.  Publikujemy II część bardzo interesującej analizy o skutkach transformacji w rolnictwie i na wsi oraz konsekwencjach dla wyżywienia Narodu Polskiego, opracowaną przez  dr Ludwika Staszyńskiego, wybitnego znawcę spraw wsi i rolnictwa, długoletniego publicysty m.in. na te tematy, byłego żołnierza Armii  Krajowej i obecnego Honorowego Członka Stowarzyszenia Klub Inteligencji Polskiej.

Analiza ta jest porażająca dla wszystkich rządów, przede wszystkim z rodowodu solidarnościowego, do czego doprowadzili kolonialną transformacją ustrojową w zakresie wyżywienia Narodu, poprzez politykę wobec rolnictwa i wsi. Polska z rozdrobnioną strukturą agrarną i naturalną,  nie zniszczoną chemią i pestycydami glebą jak na Zachodzie,  miała wszelkie predyspozycje: produkcji ekologicznej zdrowej żywności, zachowania naturalnego ekosystemu oraz zatrudnienia dużej liczby ludzi na wsi, zamiast bezrobocia, wykluczenia, biedy i ucieczki do miast lub za granicę za chlebem.

To co przedstawia Autor w całej analizie daje podstawę dla wniosku, że ta grabież i niszczenie rolnictwa i wsi nie były efektem bałaganu transformacji rynkowej, lecz planowej działalności opcji solidarnościowej, pookragłostołowej, wspólnie z genetycznie powiązanymi ośrodkami zewnętrznymi. Celem tej polityki i wielu innych podobnych  działań jest rozłożone w czasie ludobójstwo Polaków i zmniejszenie populacji na terenie Polski do poziomu 15 milionów, zgodnie z planami Klubu Rzymskiego z lat siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych.

Naturalne sposoby produkcji, mimo niższych plonów, pozwalają zachować o 30-50 % wyższe stężenie wszelkich niezbędnych składników odżywczych dla organizmu ludzkiego, czy zwierząt hodowlanych. Ponadto struktura tych składników jest znacznie lepsza, powodując, że jedząc mniej zaspokajamy lepiej potrzeby organizmu w niezbędne składniki, a tym samym także na zachowanie dłużej dobrej kondycji fizycznej i zdrowia.

Co z tego że produkujemy obecnie dużo biomasy na hektar w postaci plonów, kiedy ich wartość odżywcza jest 2-3 krotnie niższa i musimy jeść więcej, aby zaspokoić te potrzeby oraz szybciej i więcej chorując.

Polska przed transformacją była dużym eksporterem żywności netto, a obecnie dużym importerem żywności netto, dużo gorszej jakości, często zatrutej lub przeterminowanej, sprzedawanej w hipermarketach. Znacznie zdrowszą polską żywność zagraniczne sieci przetwórcze i handlowe, głównie niemieckie, sprzedają na Zachodzie z dużym zyskiem, w sytuacji gdy polski rolnik za najbardziej pracochłonną fazę produkcji, otrzymuje od kilku do kilkunastu procent ceny konsumenta. Ta sytuacja uczyniła polskich rolników z małych i średnich gospodarstw – chłopami pańszczyźnianymi z okresu feudalizmu, powodując biedę i wyludnianie się wsi.

Samowystarczalność żywnościowa jest podstawą strategiczną bytu Narodu i Państwa, zwłaszcza w przypadku wojny. Niezdrowa, a wręcz zatruta żywność sprowadzana z Zachodu powoduje nie tylko radykalny wzrost zachorowalności, ale także otępienie, nadumieralność, bezpłodność i jeden z najniższych w skali świata przyrostów naturalnych 1,23 dziecka na kobietę, chociaż te statystyki mogą być także zawyżane.

Dr Krzysztof  Lachowski wiceprezes KIP proroczo przewidywał w 1989 r.  tak: „Nie zrozumiały jest fakt, że pierwszy niekomunistyczny rząd prowadzi nadal taką samą politykę w stosunku do chłopów i rolnictwa, jak w latach 50-tych. Dowodzi to, że mimo dokonanych zmian nadal w dalszym ciągu te same ugrupowania polityczne decydują o polityce żywnościowej, która jest prowadzona w interesie krajów wysoko rozwiniętych, a nie w interesie Polski. Nie wynika to z niekompetencji, lecz raczej ze złej woli wpływowych doradców gospodarczych.” [za: „Polityka pustego żołądka”, Dziennik Ludowy z 16-17 grudnia 1989 r.]

Polecamy zatem uwadze skondensowaną II część analizy dr Ludwika Staszyńskiego, której ciąg dalszy zaprezentujemy jeszcze w następnych 2 częściach.

Redakcja KIP.

Wielki krok wstecz.Restrukturyzacja polskiego rolnictwa (II)

Fakty i opinie. Warszawa 2017.

Na prawach rękopisu                                  © Ludwik Staszyński 2017

Dotkliwe szkody społeczne

Wskutek wyprzedaży  zakładów  przemysłu rolno – spożywczego przeważnie w obce ręce i  unicestwienia większości spółdzielni handlowych i przetwórczych oraz likwidacji  niemal wszystkich, liczonych w tysiące mniejszych przetwórni prywatnych i spółdzielczych – lokalny rynek produktów rolnych i żywności  uległ niemal całkowitej likwidacji.  Rozdrobniona wieś  została odcięta  od  rynku rolnego i utraciła możliwości wytwarzania i  zbytu wielu produktów, a zwłaszcza zwierząt rzeźnych i mleka. Ich sprzedaż dawała wcześniej rolnictwu  prawie 2/3 wszystkich  dochodów. 

Zmiany objęły w okresie wielu lat także  bezpośrednią  sprzedaż konsumentom na wsi i w mieście takich prostych produktów, jak  mleko, ser, czy np.  jaja – pod rygorem kar pieniężnych nakładanych przez służbę weterynaryjną Ubój cieląt w gospodarstwie został całkowicie zakazany  i  obłożony szczególnie wysokimi karami. Próbowano nawet wprowadzić zakaz gospodarczego uboju świń na własne potrzeby rodziny rolnika!

Brak zwierząt gospodarskich zburzył  porządek funkcjonowania niewielkich rodzinnych gospodarstw, współzależność pola, łąki i pastwiska z oborą i chlewnią i na odwrót. Bardzo mocno osłabił  kondycję ekonomiczną gospodarstw, a także pogorszył poziom i jakość odżywiania  się wiejskich rodzin.

W tworzonych sztucznie, w trybie  administracyjnym stosunkach rynkowych ziemia stopniowo traciła  swoje przeznaczenie jakim była  głównie produkcja pasz dla zwierząt gospodarskich. Przestała być często  potrzebna  wobec ograniczonych możliwości  przetwarzania tych  pasz na mleko i żywiec. Swoje znaczenie  miał zapewne także  brak własnej   siły pociągowej (koni) i  pieniędzy na usługi mechanizacyjne. Nie uprawiane przez lata pola, czy nie użytkowane  pastwiska dziczały, stopniowo zarastały chwastami, krzakami i drzewami, przestawały być użytkiem rolnym. Katastrofalne zmniejszenie pogłowia zwierząt gospodarskich stało się zapewne jedną z przyczyn tak wielkiego zmniejszenia się  powierzchni użytków rolnych.

  Osobliwością polityki wobec polskiego rolnictwa zarówno w latach PRL-u. jak i w III RP było skuteczne torpedowanie wszelkich inicjatyw zmierzających do uruchomienia krajowej produkcji małego ciągnika rolniczego. Dziwolągiem na skalę światową jest brak na polskim rynku dobrego i taniego sprzętu technicznego dostosowanego do potrzeb dominujących w naszym kraju  mniejszych gospodarstw rolnych.

Nie wszyscy się poddali pod naporem mnożących się przeciwności. Przestawiali się na uprawę warzyw, sadzili krzewy t  drzewa owocowe, ale nie zawsze mogą swoje zbiory korzystnie sprzedać. Nie ma już spółdzielni  ogrodniczych. Gdy w pewnej gminie  była spółdzielcza przetwórnia – kupowała pomidory  na przeciery i koncentraty  od ok. 400 plantatorów.  Gdy przetwórnię przejęła  zagraniczna firma – kupuje taką sama ilość pomidorów tylko od 20 plantatorów. Zmiana ta  pozbawiła w owej gminie  pracy i dochodów  95% drobnych  rolników.  Dotyczy to oczywiście nie tylko  pomidorów.

W 1990 r. buraki/ cukrowe uprawiało   384,5 tys. plantatorów; w 2010 r. – tylko 51,3 tys., przy czym   prawie połowę buraczanych plantacji miało   4475 gospodarstw o obszarze  50 do 100  ha  oraz 100 ha i więcej. Ogólna  powierzchnia uprawy buraków cukrowych  wynosiła w 2010 r. prawie  208,5 tys. ha. z czego  prawie 71 tys. tys. ha miało 1601 gospodarstw o obszarze 100 i więcej ha. (W 2016 r. liczba plantatorów buraków cukrowych znów się zmniejszyła się i to  do  zaledwie 34 tys!)

Podobnie  wyglądał  podział  między gospodarstwa o różnym obszarze  plantacji rzepaku i rzepiku uprawianych w 2010 r.  dla przemysłu tłuszczowego na obszarze ponad 946 tys. ha.  Wśród prawie 86 tys. gospodarstw uprawiających rzepak i rzepik  były 6783 gospodarstwa o obszarze od 50 do 100 ha (ponad 119 tys. ha plantacji) oraz 5599 gospodarstw  o obszarze 100 i więcej ha (ponad 508 tys. ha plantacji). W obydwu tych grupach obszarowych plantacje przekraczające swoją skalą 20 ha w jednym gospodarstwie zajmowały łącznie ponad 593 tys. ha. z czego ponad 508 tys. ha w gospodarstwach o obszarze 100 i więcej ha.

Wymagający wiele pracy przy uprawie i zbiorze  tytoń  uprawiało prawie 250 tys. drobnych rolników; obecnie – ok. 14,5 tys. Tytoń był dobrej  jakości,  szedł na eksport, nawet na Zachód, teraz w większości pochodzi  z importu.  Mleko mleczarniom i bezpośrednio konsumentom przestał sprzedawać prawie milion rolników. Jeszcze więcej prawie  zaniechało sprzedaży trzody chlewnej.

  Dla przemysłu przetwórczego  koncentracja produkcji surowców była bardzo wygodna i opłacalna. Odcięła jednak przeważająca większość  gospodarstw o mniejszym obszarze od najbardziej dochodowych kierunków  rolniczej produkcji.  A przecież kiedyś ten  sam przemysł zanim został sprywatyzowany świetnie sobie radził z   wieloma setkami tysięcy rolniczych partnerów! Przemysł przetwórczy powinien być dostosowany  do struktury agrarnej, a nie na odwrót!…Ekonomia jest po to, aby  służyć społeczeństwu; społeczeństwo nie istnieje po to, aby służyć ekonomii…(James Goldsmith).

Koncentracja produkcji rolniczej ma także „drugie dno”. Człowieka wyeliminowanego z pracy na roli zastępuje nie tylko technika, ale w coraz większym zakresie  również chemia. W Szwecji pozostałości wielu chemicznych środków ochrony roślin znaleziono nawet w mleku matek  karmiących  swoje  niemowlęta…

Utrzymująca się  od lat dekoniunktura pisała w 2003 r. Anna Szyrmer zInstytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – i znaczące pogorszenie sytuacji  dochodowej  w ostatnim okresie  sprawiły, że zmalała aktywność produkcyjna rolników i utrzymywał się  proces  wycofywania  gospodarstw  z najmniej opłacalnych i trudno zbywalnych  gałęzi  produkcji. Wyjściem z tej sytuacji było  ograniczenie produkcji  tylko do potrzeb rodziny i gospodarstwa lub nawet  zaniechanie w ogóle produkcji rolnej…

Prof. Walenty Poczta z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu stwierdził  w 2016 r., że produktywność polskiego rolnictwa jest  15 razy niższa niż w krajach zachodnich (Nasz Dziennikz 7.04.2016)   i  dlatego przed  rolnictwem stoi  ogromne wyzwanie w postaci konieczności zarówno modernizacji, jak i   zmiany struktury agrarnej.

Strukturę agrarną  trzeba rzeczywiście zmieniać, ale w jakim kierunku? Uległa już przecież bardzo głębokim zmianom. Od 1990 r. ubyło 1/3 indywidualnych gospodarstw o powierzchni ponad 1 ha. Niemal całkowitej likwidacji uległy gospodarstwa  poniżej 1 ha, Prawie polowa użytków rolnych  znalazła się już w 2010 roku w gospodarstwach posiadających  20  i więcej hektarów użytków rolnych, a produktywność polskiego rolnictwa, w efekcie tych bardzo dużych strukturalnych zmian absolutnie się nie poprawiła, lecz przeciwnie –  ogromnie się pogorszyła. Produktywność  polskiego rolnictwa jest nie tyle niska, ale bardzo mocno została obniżona właśnie przez jego restrukturyzację, której tak bardzo pragnie prof. Poczta. Poprawiestruktury agrarnej towarzyszy   u nas eliminowanie  z pracy na roli wielkiej liczby rodzinnych gospodarstw rolnych, ekstensyfikacja  produkcji  rolnej i bardzo duże  zmniejszenie pogłowia zwierząt gospodarskich!   Czy więc zmiany struktury agrarnej mają iść dalej w tym samym zgubnym  kierunku, co dotychczasowa restrukturyzacja i modernizacja naszego rolnictwa?

Restrukturyzacja przyniosła nie tylko duże zmniejszenie  produktywności polskiego rolnictwa,  Przyniosła  przede wszystkim dotkliwe szkody społeczne, pozbawiając pracy i podstaw utrzymania miliony mieszkańców wsi, żyjących w prawie 1,7 mln zlikwidowanych rodzinnych gospodarstwach rolnych pozbawionych dotychczasowych źródeł dochodów. Przetrwali komunę; pokonała ich t. zw. „społeczna gospodarka rynkowa”, w rolnictwie restrukturyzacja…

Prof. Jerzy Wilkin  we wstępie do  raportu Polska wieś w 2016 r.” jaki powstał pod jego  kierunkiem  podał, że...mieszkańcy wsi stanowią . ponad 60%   osóbżyjących w naszym kraju  w skrajnym ubóstwie…Niepokoić musi fakt, że poziom niedostatku i biedy w Polsce, który wyraźnie obniżał  się od 2004 roku  aż do lat  2010 2011, zaczął ponownie wzrastać w ostatnich latach….

Z badań GUS wynika, że w 2015 r. poniżej  granicy ubóstwarelatywnego(o dochodach poniżej 50%  przeciętnych) żyło na wsi   24,0% mieszkańców (w miastach 10,0%). Poniżej granicy ubóstwa ustawowego(uprawniającej do ubiegania się o pomoc społeczną)  na wsi żyło 19.8%  mieszkańców (w miastach 7,4%). Dochody poniżej granicy egzystencji (prowadzące ludzi do wyniszczenia organizmu) miało na wsi w 2015 r.  11,3% mieszkańców (w miastach w 2015 r. 3,5%). Co czwarty mieszkaniec wsi ma więc dochody niższe od połowy dochodów przeciętnych; prawie co piąty ma prawo do pomocy społecznej, a co  dziewiąty pogrążony byłw 2015 r. w skrajnym ubóstwie (w 2010 r.  co jedenasty).

Szczególnie wysokie i z każdym rokiem rosnące są ukazane przez GUS wskaźniki ubóstwa w gospodarstwach  domowych rolników, gdzie w 2015 r. ubóstwem  relatywnym objętych było 28,9% mieszkańców(w 2010 r. 26,5%) ubóstwem ustawowym 25,2% (w 2010 r. 12,3%), a żyjących poniżej minimum egzystencji 14,7% (w 2010 r. 9,0%). Są to wskaźniki alarmujące!

Najwięcej  ubóstwa GUS odnotował  w rodzinach wielodzietnych. W 2015 r. przy 3 dzieci  było 21,85 ubóstwa ustawowego, przy 4 dzieci aż  45,0%, natomiast ubóstwa poniżej granicy egzystencji  było odpowiednio 9.0 i 18,19%)! 60% pieniędzy z programu rodzina 500+ trafiło w 2016 r. na wieś.

Prof. Wielisława Warzywoda-Kruszynska z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego uważa, że bieda wśród dzieci należy do najpoważniejszych  aktualnych problemów Polski:…wśród 100 Polaków  – 24 osoby nie ukończyły  osiemnastego roku życia. a wśród  100 osób  biednych  aż 44 nie ma jeszcze dowodu osobistego. Wśród stu dzieci  prawie trzydzieści żyje  w gospodarstwach domowych wspieranych przez pomoc społeczną, gdy wśród  ogółu obywateli tylko szesnaście osób.(2004 r.)

Co  trzecie dziecko rodziło  się w Polsce w biedzie. W  2012 r.  szacowano, że spośród ok. 390 tys, dzieci, które miały urodzić się  w 2013 r. blisko 35%  urodzi się w rodzinach, w których miesięczny dochód na osobę nie przekraczał 589 zł. Minimum egzystencji wynosiło wówczas  u nas 500 zł na osobę.

Z opublikowanych w 2014 r. wyników badań Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w skrajnej biedzie żyło wówczas ponad 2,5 mln Polaków, 10 mln było zagrożonych ubóstwem; w biedzie żyła prawie połowa rodzin wielodzietnych; ponad 1/3 ludności Polski nie było stać na ogrzewanie mieszkań; 1,4 mln dzieci żyło w biedzie lub w niedostatku, pół miliona cierpiało głód!

Wątpliwości mogą wzbudzać  opinie o zbyt liberalnym i zbyt życzliwym dla rolników systemie podatkowym, o  relatywnie zbyt niskich składkach rolników na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne., o czym m. in. pisze Renata Przygodzka (raport „Polska wieś 2016”), twierdząc, że …za znakomitą częścią  powyższych  rozwiązań kryją się publiczne środki pochodzące przede wszystkim  od podatników spoza rolnictwa, rodzi się pytanie o ich skuteczność i efektywność… 

Wprowadzone przez okupacyjne władze niemieckie  przymusowe dostawy produktów rolnych zostały uznane w PRL za rozwiązanie  dobre i utrzymywano ten przymus  przez 28 lat (do 1972 r). Za  obowiązkowe  dostawy w PRL-u :płacono rolnikom ok.15%  cen rynkowych,  co nie wystarczało na zapłacenie wymierzanych im podatków…Jedliśmy więc  przez wiele lat  ten „kradziony chłopom  chleb”. Ogólne straty indywidualnych gospodarstw z tytułu obowiązkowych dostaw produktów rolnych obliczano  na równowartość półtorarocznego budżetu państwa.

Inną istotną stratą, jaką poniosła wieś w latach PRL-u,  jest utrata przez  gospodarstwa indywidualne  ogromnego obszaru gruntów rolnych  – prawie. 4,3 mln hektarów, zabieranych w latach 1945 – 1989 bez  zapłaty lub za symboliczną zapłatą – pod rozbudowę miast, zakładów przemysłowych, dróg, przejmowanych przez państwo pod różnymi pretekstami, przekazywanych także  PGR-om i spółdzielniom produkcyjnym oraz lasom państwowym pod zalesienie. Pewne obszary gruntów gospodarstw indywidualnych przeszły też  na własność państwa w zamian za skromne renty i emerytury dla ich właścicieli. Jeszcze w 2003 r. było 145 tys.  rent i emerytur wypłacanych z tego tytułu (w przeciętnej wysokości ok.  904 zł  miesięcznie).

Mieszkańcy budowanych w  latach PRL-u  osiedli i wielkomiejskich dzielnic mieszkaniowych nawet  nie zdają  sobie sprawy z tego, że  ceny ich mieszkań  pomniejszały minimalne  koszty gruntów zabieranych rolnikom za zapłatą stanowiącą ułamek ich rzeczywistej wartości.

Znaczny udział budżetu państwa w finansowaniu  ubezpieczeń rolniczych nie jest polską osobliwością. Tak jest nawet w krajach, w których kondycja ekonomiczna rolnictwa jest znacznie lepsza niż u nas. We Francji dopłaty państwa na ten cel stanowią 85 proc. funduszu ubezpieczeń rolniczych; w Niemczech 78 proc.

 Są Polsce bardzo potrzebni

W latach PRL- u Polska była liczącym się importerem zbóż. Import wzrastał najbardziej w okresie dążeń do powiększenia produkcji zwierzęcej, szczególnie  mięsa –  w PGR-ach i spółdzielniach kółek rolniczych.  W roku gospodarczym  1980/1981 sprowadzono do Polski  prawie 10 mln  ton zbóż i innych pasz, Cały duży eksport węgla i koksu nie pokrywał  koszów importu zbóż, pasz i żywności (1979 r.). Kredyty zaciągnięte na import zbóż i pasz  stanowiły  1/3 zagranicznego zadłużenia pozostawionego przez ekipę Edwarda  Gierka. Efekty tego były mizerne.   Zwierząt do chowu na mięso PGR-y  miały. za mało, aby zapełnić liczne nowo budowane  pomieszczenia dla zwierząt  Kupowały je więc od gospodarstw indywidualnych – rocznie 4 – 5 mln prosiąt  oraz ok. 4 mln  cieląt i młodego bydła do chowu  na rzeź.  Pogłowie  świń   rosło, ale niski poziom  opieki nad zwierzętami w wielu dużych fermach sprawiał, że produkcja mięsa relatywnie się obniżała.  Ten wielki i kosztowny import zbóż i pasz nie byłby potrzebny, gdyby produkcja zwierzęca rozwijała się w gospodarstwach indywidualnych – głównie w oparciu  o produkowane tam pasze.

W niepodległej Polsce nie mamy już  problemu  wielkiego i kosztownego  importu zbóż. Raczej pojawiły się pewne zjawiska, które świadczą, że mamy ich za dużo. W 2012 r. weszło nawet w życie rozporządzenie zezwalające na wykorzystywanie zbóż w celach energetycznych  czyli po prostu na ich spalanie. W niektórych  okolicach czynią to także mieszkańcy wsi. Palą ziarnem owsa w  specjalnie do tego celu skonstruowanych piecach.

Dlaczego rolnicy nie przeznaczają owsa na paszę dla zwierząt?  Bo zwierząt już w wielu gospodarstwach nie. ma. Dlaczego  ich nie ma? Bo nikt  od drobnych producentów nie chce kupić  zwierząt rzeźnych,  a  mleka to nawet sąsiadowi nie wolno było sprzedać pod groźbą  grzywny…

Nie importujemy  już prawie wcale zbóż, ale dla odmiany zaczęliśmy już importować i to na dość  dużą skalę  mięso, głównie wieprzowinę.  Powstała więc  osobliwa  sytuacja –  zboże służy na wsi do ogrzewania domów bo w  Polsce   rolnicy nie   mogą  go przetworzyć na mięso choćby nawet bardzo chcieli  i dlatego musimy je sprowadzać w dużych ilościach z zagranicy.  Importujemy  nie tylko mięso. Również żywe  zwierzęta, głównie prosięta (w 2014 r – 5,5 mln szt.), po to, aby mieć z nich mięso, gdy podrosną.  W przeliczeniu na mięso import żywych zwierząt wzrósł z 27 tys. ton w 2005 r do 248 tys. ton w 2014 r., (w 2015 r.- 226 tys. ton). Mamy więc drugą osobliwość:  PGR – y  w PRL-u nie musiały sprowadzać prosiąt z zagranicy, bo bez trudu mogły ich miliony   kupić od  polskich rolników. Nie tylko prosiąt, czy warchlaków, lecz także miliony cieląt do opasu na rzeź. Właściciele obecnych  dużych ferm i przemysł mięsny nie mogą tego robić. Nie potrafią, czy po prostu z jakichś powodów nie chcą?

W latach trzydziestych ubiegłego wieku Polska należała do największych  europejskich  eksporterów jaj bardzo wysoko cenionych zagranicą za ich dobrą jakość.  Nie było wówczas żadnych wielkich ferm kur niosek. Kury były  prawie  we wszystkich polskich gospodarstwach i prawie w każdej wsi były zbiornice jaj,  przynoszonych w koszyczkach przez wiejskie gospodynie. Z tych drobnych  koszyczkowych dostaw powstawał duży eksport dający rocznie  180 – 200 mln zł  (ok. 3,4  – 3,6 mld obecnych złotych). Organizatorem skupu i eksportu jaj (drobiu także)  była ogólnokrajowa spółdzielnia  producentów jaj i drobiu. W Paryżu polskie wiejskie kurczaki  były  tylko w niektórych sklepach i  do tego sprzedawane  po bardzo wysokich cenach tylko na zapisy…

Organizacja rynku rolnego i  żywnościowego  przy produkcji drobnotowarowej nie stanowi żadnego problemu w Japonii, gdzie średni obszar jednego gospodarstwa rolnego nie wiele przekracza 1 hektar, a za gospodarstwo uznaje się tam nawet 1     10 -30 – arową działkę. To samo można powiedzieć o Rosji, w której  ziemniaki prawie w całości, a warzywa w 3/4 pochodzą z 40 – arowych działek. Nawet prawie 60% spożywanego w Rosji mięsa i prawie połowa mleka pochodzą  z tych małych 40 – arowych  działek. I nikt zdrowo myślący nie chce ich tam  likwidować, jak w Polsce, tylko dlatego, że przemysł przetwórczy chce dużych dostaw jednolitych surowców rolnych..!     

Bardzo nowoczesny i  eksportujący  dawniej duże ilości znakomitych  mrożonych truskawek na Zachód – spółdzielczy zakład Hortexu w Górze  Kalwarii  opierał całą swoją produkcję m. in. na truskawkach  pochodzących z niewielkich plantacji w  małych chłopskich  gospodarstwach. Plantatorzy wcale nie  musieli  wozić zebranych truskawek do  Góry Kalwarii. W każdej wsi, w której były zakontraktowane plantacje truskawek  prowadzony był sezonowo ich skup i każdego dnia  ten delikatny towar trafiał do zamrażalni  w stanie absolutnej świeżości.

Można więc jeśli się chce,  również obecnie w Polsce,  uruchomić produkcję i skup produktów rolnych od drobnych rolników z korzyścią .dla nich i dla kraju. Aby mieli z czego żyć i  czuli, że są Polsce potrzebni. W  PRL-u w 1973 r., po zniesieniu przymusowych dostaw produktów rolnych najmniejsze  gospodarstwa do  5 ha  użytków rolnych  dostarczyły do punktów skupu ponad 54% całej kontraktowanej trzody chlewnej (ok. 7 mln szt.) i ponad 50% całego skupu kontraktowanego bydła rzeźnego. Nawet bezrolni  dostarczyli wówczas do punktów skupu 9,9% kontraktowanych tuczników (prawie 1,3 mln szt.).

Punkty skupu były  w każdej gminie, zbiornice jaj w każdej wsi. Dziś chlewy i chlewiki oraz kurniki świecą pustkami, ludzie nie mają zajęcia i biedują, a miliony prosiąt i setki tysięcy ton wieprzowiny  sprowadza się z zagranicy!  A jaja na rynku mamy tylko z dużych  ferm.  Gospodyni, która ma małe stadko kur nie może sprzedać a nawet komuś podarować  części znoszonych przez te kury jaj –  bo grożą  za to weterynaryjne pieniężne  grzywny. Są weterynarze, którzy je wymierzają, brakuje takich, którzy zatroszczyliby się  o to, aby jajka i drób z wiejskich kurników gwarantowały wysoką jakość zdrowotną…                  

Import  mięsa (bez drobiowego) wzrósł w Polsce  z  36  tys. ton w  2000 r. do 816 tys. ton w   2015 r. Była to niemal z całości wieprzowina.  Rozpoczął sięnawet  import świeżego mleka krowiego  i wzrasta. Było 295 mln litrów w 2005 r  i  już 16307 mln litrów w 2015  r. Potwierdza się prognoza  Jadwigi Seremak Bulge  z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, która w 2009 r. przestrzegała, że gdy pogłowie spadnie poniżej 2,4 mln  krów – Polska stanie się importerem netto  mleka i jego przetworów  

Wartość importu produktów zwierzęcych jest już większa niż wartość ich eksportu. Różnice dotyczą jednak  nie tylko   wartości, ale także jakości. Eksportujemy to, co mamy najlepsze. A jaka jest jakość tego,  co  importujemy? Tego dobrze nie wiemy i  m.in. nie wiemy z czego się w Polsce  robi tak popularne w naszym kraju kiełbasy… Jaka  jest jakość importowanej mrożonej wieprzowiny w blokach? Co to jest w ogóle za mięso? Czy powołane do tego państwowe  służby  kontrolują jakość  sanitarną tego importu?

 Polska dieta

Restrukturyzacji  rolnictwa, która wywołała tak poważne zmiany na wsi towarzyszą również bardzo poważne zmiany w  strukturze spożycia żywności, dotyczące w szczególności  mięsa i mleka. W sklepach i domach towarowych niczego nie brakuje. Półki i lady sklepowe uginają się pod  obfitością i rozmaitością  różnych gatunków mięsa i wędlin,  serów i napojów mlecznych. Tylko starsze osoby pamiętają puste haki,  długie kolejki w sklepach  i  sprzedaż mięsa na  kartki.  Dzisiejsze sklepy mięsne  są obrazem obfitości i dostatku. Jaka jest rzeczywistość? Co mówią  statystyki?

Ogólne przeciętne roczne spożycie mięsa na jednego mieszkańca  Polski wzrosło  z 68,6 kg w r.1990 do  73,6 kg w 2014 r.  Spożycie wieprzowiny  w tym okresie także nieco wrosło z  37,6 kg  do 39,1 kg. Natomiast spożycie wołowiny  na jednego mieszkańca zmniejszyło się i to aż  ponad dziesięciokrotnie  – z  16,4 kg w 1990 r. do  1,6 kg w 2014 r. a w 2015 r. nawet do 1,2 kg!  Wzrosło natomiast  bardzo znacznie, bo aż prawie czterokrotnie spożycie mięsa drobiowego – z 7,6 kg w 1990 r. do 28,2 kg w 2014 r na  jednego mieszkańca!.

Żaden kraj w UE nie na tak małego, wręcz mikroskopijnego spożycia wołowiny! Jako wyjątkowy  kraj w Europie spożywamy też obecnie  na każdego  mieszkańca 0.0 kg baraniny! W 1990 r.  jej spożycie wynosiło jeszcze  1,3 kg na 1 mieszkańca Polski. Wzrosło natomiast w tym okresie i to dość  znacznie spożycie ryb – z 7,6 kg do 12,3 kg  na jednego   mieszkańca. Pochodzą głównie z importu, własne polskie połowy zmniejszyły się  prawie trzykrotnie!

Mleko było  produktem,  którego spożycie bardzo  znacznie obniżyło się po pokaźnym wzroście jego cen detalicznych w 1990 r. (zniesienie dotacji).. a następnie – po niemal całkowitej likwidacji bezpośredniej  jego sprzedaży  przez  rolników i po ogromnym spadku pogłowia krów.

Przed 1989 r.  spożycie mleka przez szereg lat utrzymywało się na poziomie  260 – 280 litrów na jednego mieszkańca. W 1990 r. zaczęło  się zmniejszać    i jeszcze  w 2005 r.  (łącznie z mlekiem  na przetwory) wyniosło tylko 173 litry na jednego mieszkańca, w 2010  r. – 189 litrów i w 2014 r. – 205 litrów, a więc jeszcze sporo brakowało  do poziomu z lat  osiemdziesiątych. Spożycie masła  w 1990 r. wynosiło  7.6 kg na jednego mieszkańca;  w 2014 r. – 4,2 kg.

Bardzo niepomyślny jest obraz spożycia mleka, jaki ukazują  badania budżetów rodzinnych. Spadek tego spożycia  zapoczątkowany w 1990 r. trwa nadal. Miesięczne  spożycie mleka (bez przetworów), ogółem we wszystkich badanych gospodarstwach domowych – spadło w 2015 r. do 3,15 litra na osobę. W 1985 r. w rodzinach pracowniczych wynosiło 8,42 l; w 1990 r. 6,78 l). Jeszcze bardziej spadło  spożycie  mleka w gospodarstwach domowych rolników – w 2015 r.  do 4,22 litra na osobę!  W   1985 r.  wynosiło  w  gospodarstwach  rolników 12,74  litra miesięcznie na osobę; w 1990 r. –  10,78 l ! Im  więcej osób w rodzinie, tym obecnie jest  mniejsze miesięczne  spożycie mleka  na osobę

Bardzo  znaczny, kilkakrotny spadek spożycia mleka na osobę ukazany w badaniach   budżetów  rodzinnych jest bardzo niepokojący, przede wszystkim z punktu widzenia rozwoju i kondycji fizycznej naszych  dzieci i młodzieży. Jest z jednej strony odbiciem sytuacji materialnej ludności i wzrostu cen mleka oraz jego przetworów. a  z drugiej –  następstwem ogromnego zmniejszenia pogłowia krów i produkcji mleka, a na wsi także niemal całkowitej likwidacji bezpośredniej sprzedaży mleka przez rolników. Ogólne spożycie mleka  w Polsce wyniosło  w 2015 r.  ok. 10,4 mld litrów. W 1989 r. było to ponad 15 mld litrów.  Jest z pewnością  potrzebny   powrót do takiego poziomu spożycia mleka ze źródeł  krajowych, co do niedawna uniemożliwiał   limit jego towarowej produkcji.

Wysoce szkodliwe dla Polski  ograniczenia   rozmiarów produkcji mleka i wymierzanie wysokich kar   pieniężnych  za jego „nadmierną” produkcję, czy za  jego bezpośrednią sprzedaż bez zezwolenia zostały  wreszcie  zniesione i  nic nie stoi na przeszkodzie, aby zabrać się do uzdrowienia  rynku mleka i zwiększenia jego spożycia do dawnego poziomu. Wymaga to przed wszystkim zasadniczego zwiększenia pogłowia krów mlecznych oraz powrotu  do co najmniej  poprzedniej skali   bezpośredniej sprzedaży mleka przez rolników, Pobudzi to tak potrzebny wzrost spożycia mleka, zwłaszcza na wsi, także i z tego powodu, że ceny mleka z bezpośredniej  sprzedaży będą  zapewne   niższe niż ustalane przez przemysł mleczarski i handel detaliczny.

Zniesienia limitów nie chcieli najwięksi producenci żywności w Europie. Niemieccy rolnicy demonstrowali i protestowali przeciw rezygnacji z limitowania rozmiarów produkcji mleka, choć limity nie miały dla nich żadnego  znaczenia. Być może przeszkadzało im zniesienie limitów …w Polsce,  która zapoczątkowała  import mlekaZachód już nie obawia się konkurencji polskiego rolnictwa…Strach przerodził się w nadzieję. To nie Wschód  zalał  Zachód, lecz przeciwnie, można było wejść na te rynki i zarobić duże pieniądze…(Lutz Ribbe). Temu celowi służyły limity oraz  surowe kary pieniężne za ich przekroczenie, a także i za bezpośrednią sprzedaż mleka bez zezwolenia – w  kraju, w którym spożycie mleka spadło o 1/3, najsilniej na wsi!!!

Winić trzeba za to nie tylko tych, którzy ten bardzo szkodliwy system  nam narzucili, ale także tych,  którzy się na to zgodzili i przez tyle lat tolerowali!!!

Za utrzymaniem limitów  opowiadał się nawet działający w Polsce  przemysł mleczarski. Opowiadał się za tym również Związek Producentów Mleka w Polsce. Stała za tym zapewne obawa  przed utratą  monopolistycznej  pozycji na rynku mleka, strach przed konkurencją.

…Państwo – twierdzi prof. Kazimierz Stańczak  z USA –  musi stać na straży konkurencji i równości wszelkich podmiotów prawa  gospodarczego…Brak konkurencji zawsze prowadzi do  życia jednych kosztem drugich i  wcale nie do wzrostu ogólnokrajowego dobrobytu…

Także   minister rolnictwa Marek  Sawicki  nie widział potrzeby rezygnacji z limitowania produkcji mleka. Opowiadał się za stopniowym zwiększaniem tego limitu. Tego rodzaju propozycja służyć mogła jedynie dotychczasowym producentom mleka. Nie otwierała natomiast możliwości podjęcia tej produkcji przez innych rolników. Zniesienie tego limitu leżało w interesie  całego polskiego  rolnictwa, a także  w interesie polskiego społeczeństwa.

Rolnictwo zachodnie ma nadprodukcję mleka. Aby ją ograniczyć Komisja Europejska uruchomiła  w 2016 r. premie dla rolników, którzy ograniczą produkcję mleka.  Polsce nie są potrzebne  premie za ograniczanie produkcji mleka. Nie mamy jego nadprodukcji, jest głęboki  regres  i duży spadek  spożycia mleka. Potrzebna jest odbudowa pogłowia bydła,  krów i innych podupadłych gałęzi produkcji zwierzęcej .

Poziom i strukturę spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego  mogą i powinni obiektywnie ocenić  dietetycy. Uderza  jednak drastycznie duży spadek spożycia wołowiny,  jednego z najhardziej wartościowych gatunków mięsa W  krajach zachodnioeuropejskich przeciętne roczne   spożycie wołowiny sięga 20 i więcej kg na jednego mieszkańca. Spożycie drobiu w innych krajach  jest natomiast na ogół nieco mniejsze niż w Polsce. Niektórzy eksperci podejrzewają, że  przyczyną tak małego spożycia wołowiny  jest niska jakość  mięsa  tego gatunku na polskim rynku. Wpływ mogą mieć również  ceny. Nie najlepszej jakości wołowina jest u nas dosyć droga. Cena polędwicy wołowej sięga 80 – 100 zł za 1 kg. Polska  produkcja  mięsa wołowego   w większości kierowana  jest na eksport. 

 A co z jakością?

Ważna jest jednak nie tylko ilość  spożywanej żywności, lecz także  jej jakość, którą tak wysoko oceniali w 1995 r. cytowani wcześniej zachodni eksperci, podkreślając niski poziom chemizacji polskiego rolnictwa. A jak jest obecnie? Z porównania wynika, żecałkowite zużycie nawozów mineralnych w czystym składniku było w Polsce  w 2014 r.  ponad 3,5 raza większe niż w  roku  gospodarczym 1999/2000. Sprzedaż chemicznych środków   ochrony roślin zwiększyła sięw Polsce, w tym samym  okresie ponad  7-krotnie. Gdyby uwzględnić to, że od 2000 r. powierzchnia użytków rolnych i powierzchnia zasiewów znacznie się w Polsce  zmniejszyły – wzrost zużycia nawozów i środków ochrony roślin na 1 ha użytków rolnych byłby jeszcze większy.

Zwiększenie zużycia nawozów mineralnych jest m. in. następstwem  ogromnego zmniejszenia  pogłowia zwierząt gospodarskich i związanego z tym  dużego zmniejszenia ilości nawozów organicznych pochodzenia  zwierzęcego.  Sztucznych nawozów azotowych trzeba też stosować  więcej  bo rolnicy prawie całkowicie zaprzestali uprawiać  rośliny motylkowe – źródło doskonałej, bogatej w białko  paszy dla zwierząt i azotu dla gleby.  Jak oceniał prof. Tadeusz Barszczak (SGGW) – w wielu dużych  gospodarstwach, czerpiących  dochody  głównie z uprawy zbóż i rzepaku – w celu uzyskania jak największych plonów stosuje się niepotrzebnie zbyt wielkie  nawożenie mineralne, znacznie przekraczające potrzeby uprawianych roślin. Niewykorzystane składniki nawozowe przenikają do wód gruntowych, do rzek i Bałtyku zanieczyszczając wody tego akwenu.

Wzrost zużycia  nawozów  mineralnych i chemicznych środków ochrony roślin nie jest powszechny. Nie dotyczy  wszystkich gospodarstw  rolnych. Dla przykładu: w woj. opolskim zużycie nawozów mineralnych w czystym składniku wyniosło w 2014 r.. – 188 kg na 1 ha użytków rolnych, w woj. dolnośląskim  prawie 170 kg na 1  ha, podczas gdy np. w woj. podkarpackim tylko 80 kg,  a w małopolskim 84  kg. Można sądzić, że odbudowa pogłowia zwierząt gospodarskich   i zwiększenie  ilości obornika powstrzymałoby dalszy  wzrost zużycia nawozów sztucznych.

Towarowa produkcja drobiu rzeźnego i jaj  opiera się obecnie w Polsce  niemal w całości na  gotowych produkowanych przemysłowo mieszankach paszowych. Dotyczy to również  fermowej produkcji żywca wieprzowego oraz w pewnej części –  produkcji mleka. Zakłady produkujące gotowe pasze przemysłowe cechuje bardzo dynamiczny rozwój. Sprzedaż pasz przemysłowych   wyniosła w 2014 r. ponad 9 mln ton (w 1990 r. – 2,2 mln ton). Ponad 5,6 mln ton stanowiły w 2014 r. pasze dla drobiu.

Przemysł paszowy wykorzystuje oczywiście  surowce krajowe, ale w bardzo znacznej części także  surowce z importu, do których należą śruty nasion oleistych, przede wszystkim genetycznie modyfikowanej (GMO) soi oraz pewne ilości ziarna kukurydzy – łącznym kosztem ok. 4 mld zł rocznie.   Uprawa  roślin GMO nie jest w Polsce dozwolona, ale okresowo, na  4 lata Sejm ponownie dopuścił stosowanie surowców GMO do produkcji pasz dla zwierząt. Zainteresowani są w  tym właściciele ferm, ponieważ soja i kukurydza GMO są znacznie tańsze od zwykłej soi i zwykłej kukurydzy.

Może się jednak okazać, że zakaz produkcji pasz z udziałem surowców GMO  stanie się korzystny nie tylko dla polskich  konsumentów. Otworzy bowiem  drogęna  bardziej opłacalny eksport żywności wolnej od GMO.   Korzyści  mogą    więc  nieć również producenci drobiu i jaj.  

Uprawa i stosowanie  roślin GMO są przedmiotem  szerokiej  krytyki w wielu krajach, także w USA „ojczyźnie” GMO. W Austrii w referendum obywatele wypowiedzieli się przeciw uprawie i stosowaniu  produktów GMO. W tym samym kierunku zmierzają Węgry. Niemcy już zakazały uprawy kukurydzy GMO i są tam głosy,  aby  nie importować żywności produkowanej z udziałem  GMO. Argumentem zwolenników GMO  są  wyższe plony roślin GMO od roślin „normalnych”, co ma  ograniczyć głód w wielu częściach świata.

Argument ten kwestionują przeciwnicy GMO dowodząc, że w krajach, w których wprowadzono uprawy GMO liczba  ludzi umierających z głodu wzrosła.  Nie ulega jednak wątpliwości, że na nasionach GMO ich twórcy i producenci  robią bardzo duże pieniądze i nie tylko kontynuują swoją ekspansję, ale ją rozszerzają m. in. na ryż.  Odłuszczony  pozbawiony jest witaminy A, której brak powoduje m.in. ślepotę. Ryż GMO został wzbogacony  o brakujące  składniki.

Według niektórych opinii  organizmy genetycznie modyfikowane nie są   obojętne dla zdrowia człowieka, a mogą także poważnie i nieodwracalnie  szkodzić przyrodzie. W USA, gdzie na znacznych obszarach całkowicie wyginęły pszczoły są przypuszczenia, że przyczyną był pyłek z kwiatów genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy.

W Polsce aktywną  kampanię  przeciw  stosowaniu  surowców paszowych  GMO prowadzi Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi (ICPPC), a na świecie ekologiczna  Greenpeace. W obronie  GMO  i z krytyką pod adresem Greenpeace wystąpiła liczna grupa noblistów. Z pewnością  pożyteczne byłoby jednoznaczne stanowisko  Światowej Organizacji Zdrowia..

Nie można lekceważyć tradycyjnych metod hodowli roślin w celu poprawy ich wartości użytkowej. Chemik i biolog Frantz Achard w Konarach na Dolnym Śląsku (pow. Wołów), w białej ćwikle uprawianej jako warzywo w ogródkach znalazł cukier i dzięki mozolnym wieloletnim analizom i rozmnażaniu  roślin o największej zawartości cukru zwiększył jego ilość w owej ćwikle z 1,5 do  ok. 11%. Uruchomił w 1807 r. w Konarach pierwszą  na świecie niewielką cukrownię wydobywającą cukier z nowej rośliny nazwanej burakiem cukrowym.  Wcześniej jedynym  źródłem cukru na świecie była trzcina cukrowa.  Polscy hodowcy w latach przedwojennych kontynuując pracę Acharda doprowadzili zawartość cukru w burakach do 20 i więcej procent.

Nie można na słabych polskich piaszczystych glebach zbierać dobrych plonów wymagającej dobrych warunków pszenicy, ale można także i na gorszych glebach zbierać wysokie plony pszenżyta. którego ziarno nie wiele ustępuje pszenicy. Pszenżyto (krzyżówkę żyta z pszenicą) wyhodował w latach 30’ jako pierwszy na świecie  polski hodowca  roślin dr  Marceli Różański z Kruszynka k/Kutna.  Niemcy po wkroczeniu do Polski w 1939 r. zabrali  z Kruszynka całą kolekcję wyhodowanych przez dr Różańskiego odmian pszenżyta.

Burak cukrowy Acharda i pszenżyto Różańskiego były wspaniałymi  osiągnięciami o dużym praktycznym znaczeniu dla rolnictwa  w Polsce i w innych krajach.. Od najdawniejszych czasów człowiek z wielkim powodzeniem zmienia i doskonali otaczające go rośliny i zwierzęta stosownie do swoich potrzeb – bez żadnej ingerencji w  ich genetyczną naturę.

Nie wiadomo jak potoczą się dalsze losy roślinnych odmian GMO sprowadzanych do Polski na paszę dla zwierząt.? Trzeba się jednak liczyć z uchwaleniem w przyszłosci  przez Sejm  ustawy  wstrzymującej import surowców  paszowych GMO. Prawo i Sprawiedliwość, które dysponuje obecnie w Parlamencie absolutną większością – w  2012 r.  głosowało  przeciw temu importowi.

Każdy ma prawo jeść to, na co ma ochotę i co  uważa  za dobre, zdrowe i bezpieczne. Jesteśmy jednak  obecnie w sytuacji, że musimy jeść to, co jest na rynku. A np.  drób na  tym rynku, a także jajka  są produkowane w Polsce  z  pasz, w których skład wchodzą  surowce ze znakiem GMO, z czego sobie nawet  nie zdajemy sprawy. Przepisy  zobowiązują  producentów do zamieszczania na opakowaniach informacji o składzie  sprzedawanej żywności, w tym o  GMO, jeśli wchodzi w jej skład. Teoretycznie mamy więc możliwość   wyboru, ale przeważnie –   bez żadnej alternatywy, bo odpowiedniej  żywności bez GMO na rynku  prawie nie ma  (nie licząc nielicznych gospodarstw  ekologicznych). Mogłoby takiej żywności być więcej, gdyby powstał w Polsce  duży rynek, np. lokalny zdrowej  żywności produkowanej  systemem   ekstensywnym, w którym biotechnologię i chemię w walce z chwastami zastępuje pracowity  człowiek. Jest jeszcze na polskiej  wsi  i  czeka na to, aby nadszedł czas, że stanie się znów Polsce potrzebny.

 Lepsze bo wiejskie

Przed II wojną światową  na rynkach zagranicznych zawrotną karierę  robiła polska szynka. O jej wybornym smaku  świadczyć może to, że w USA rozpoczęto wtedy produkcję szynki w opakowaniach z napisem „szynka o smaku polskiej szynki”… Według opinii specjalistów  doskonały smak polskiej szynki był wówczas rezultatem żywienia świń w gospodarstwach  chłopskich własnymi, bardzo urozmaiconymi paszami z  dużym udziałem  ziemniaków

Zagraniczni goście  kilkanaście lat temu chwalili bardzo dobry  smak  żywności. w Polsce Nawet w restauracjach. Natomiast  osiedleni niedawno  na Zachodzie Polacy  narzekają  niekiedy na zły smak tamtejszej żywności, zwłaszcza mięsa. Są to być może subiektywne odczucia i porównania . Ale coś w tym jest.  Dlaczego, aby podkreślić dobrą jakość żywności  używa  się w naszym handlu przymiotnika  „wiejska” (np. szynka wiejska, mleko wiejskie, serek wiejski, chleb wiejski) Dlaczego  tym mianem  oznacza się  nawet  jajka, dodając niekiedy, że są „wybiegowe” lub „bez GMO”. Czy te określenia są zgodne z prawdą, czy też są jedynie reklamą sugerująca, że oferowane produkty są lepsze?

Dr  Zbigniew Szlenk, prezes Związku Lekarzy Polskich   oceniając w 2001 r.  jakość żywności pochodzącej z różnych źródeł  powiedział:W wielkich gospodarstwach  do produkcji żywności zarówno pochodzenia zwierzęcego, jak i roślinnego  używane są środki  chemiczne i biologiczne działające  szkodliwie na zdrowie… Naturalna produkcja zdrowejżywności może się odbywać  tylko w warunkach małych gospodarstw…Dr Szlenk ocenił krytycznie jakość produkowanej przemysłowo żywności…pozbawionej naturalnych cech trwałości, barwy i smaku, z konieczności nasycanej środkami konserwującym, barwikami, substancjami  smakowymi,  które również są szkodliwe  dla zdrowia 

Według prof. Lucjana Szponara z Instytutu Żywności i  Żywienia…mięso pochodzące od zwierząt z gospodarstw  chłopskich ma lepszy smak oraz większą wartość odżywczą  i  zdrowotną  w porównaniu  z mięsem od zwierząt z chowu fermowego. Podobnie wypowiedział się o mleku  Dariusz Sapiński, prezes spółdzielczej „Mlekowity”, według którego…sztuczniepobudzanie bardzo  wysokiej mleczności krów odbija się niekorzystnie najakości mleka. Chłopskie krowy dają  mniej mleka, ale  w sposób naturalny, co ma duży wpływ na  jego wysoką jakość..

Badania jakości mleka przeprowadzone przed laty na SGGW pod kierunkiem prof.Henryka Jasiorowskiego potwierdziły opinię prezesa Sapińskiegio. Jakość mleka z gospodarstw indywidualnych okazała się  lepsza w porównaniu z jakością mleka z dużych ferm.

Przed laty królowało na wsi ręczne dojenie krów. Przy niewielkiej liczbie krów, kiedyś trzykrotne w ciągu dnia, (obecnie przeważnie już dwukrotne) dojenie ręczne nie było pracą zbyt ciężką. Pozwalało uzyskiwać mleko dobrej jakości pod warunkiem przestrzegania wymogów  higieny – mycia wymion krów przed dojeniem, czystych rąk, czystej odzieży oraz  czystych naczyń. Ręczne dojenie, pod warunkiem spełniania tych wymogów – miało pewną przewagę  nad mechanicznym, co potwierdzają wzięte z życia dwa prawdziwe przykłady, a można bez trudu znaleźć także inne, podobne.

Przykład pierwszy. Dyrektorka jednego z wielkopolskich ośrodków hodowli zarodowej zwierząt chwaliła się, że w całym ośrodku. którym kieruje – przeciętna roczna  ilość mleka uzyskana od jednej krowy przekroczyła 8000 litrów (średnia w kraju w 2015 r. ok. 5400 litrów). Zapytana o to jak długo  krowy w tym ośrodku dają tyle mleka – odpowiedziała, że przeciętnie w całym ośrodku  tyle mleka krowy te dają przez cztery laktacje (cztery okresy mlecznści po urodzeniu cielaka). Krótkowieczność wysokowydajnych  krów towarzyszy niejednokrotnie mechanicznemu dojeniu. Pojawiają się stany zapalne wymienia, które w wielu przypadkach prowadzą do  wyłączenia krów z użytkowania i oddana ich  na rzeź.

Drugi przykład. Pracownik leśny w okolicach Wyszkowa posiadacz 1,5-hektarowego  gospodarstwo  ma w nim jedną krowę. Zapewnia całej rodzinie mleko i mleczne przetwory,  a ponieważ jego ilość  znacznie przekracza własne potrzeby rodziny (krowa ta dawała ok. 15 litrów mleka dziennie) nadwyżka dostarczana była do pobliskiej mleczarni. Krowa jest oczywiście dojona ręcznie. Właściciel zapytany o to, ile lat ma jego krowa odpowiedział, że wycieliła się już 11 razy i dala 12 cieląt, bo raz urodziła bliźniaki. Dodał, że jego krowa jest w bardzo dobrej kondycji i ani myśli o tym, aby się jej pozbyć…

Ta wspaniała krowa  spod Wyszkowa przewyższa   wszystkie krowy  wspomnianego wcześniej ośrodka hodowli zarodowej (jednego z najlepszych w kraju) pod względem ilości produkowanego w ciągu życia mleka, a cieląt dała trzy razy więcej i jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa!

Pozbawiony sensu byłby wniosek o powszechny powrót do ręcznego dojenia krów. Nie byłoby dziś ludzi do tej  pracy. Trzeba jednak uszanować i  wspierać  chów bydła i krów na mniejszą skalę, bo są jeszcze na wsi ludzie, którym to odpowiada. Rezygnacja  z ekstensywnego chowu bydła mlecznego nie była korzystna dla Polski. Zasługuje na odbudowę. Jest w łomżyńskim gospodarstwo posiadające kilkanaście krów i nowoczesne urządzenia do mechanicznego ich dojenia. Stoją nieczynne. Rolnik z synem powrócili do dojenia ręcznego ..

Przykłady powyższe wskazują, żeby nie przekreślać gospodarstw mających nawet tylko jedną, czy dwie krowy. Nie tylko nie przekreślać, lecz okazać im także   pomoc. Chodzi bowiem nie  tylko  o  mleko, którego spożycie na wsi zmniejszyło się  aż  trzykrotnie. Także  o cielęta na krowy i na mięso, o wołowinę, której nie jemy obecnie prawie już wcale. W 1990 r., gdy w gospodarstwach  najmniejszych od 2 do 7 ha  była więcej niż połowa krajowego pogłowia krów – produkcja wołowiny była w Polsce prawie dwa razy większa niż obecnie, a do tego  był jeszcze duży eksport   młodego bydła mięsnego (w przeliczeniu na mięso 148 tys. ton).

Produkcja drobnotowarowa jest bardziej odporna na wszelkie  koniunkturalne zakłócenia na rynku. Przy małej produkcji mała jest także obawa przed stratami w razie spadku opłacalności (do pewnych granic), tym bardziej, że mleko produkuje się tam również na własny użytek. W gospodarstwie opartym na pracy rolnika i jego rodziny koszty  pracy mają mniejsze znaczenie przy rachunku opłacalności.. Samo potanienie produktów rolnych nie jest  tak groźne, jak kurczenie się rynków zbytu dla produktów rolnych(Prof. Zdzisław Ludkiewicz).

Restrukturyzacja w PGR-ach

W PRLu pozycję szczególnie uprzywilejowaną miał sektor publiczny naszego rolnictwa z państwowymi gospodarstwami rolnymi na czele.  Owe przywileje to lepsze zaopatrzenie w wysoko dotowane środki produkcji i  inne formy ekonomicznego wsparcia z budżetu państwa m.in. w postaci wydatnej pomocy inwestycyjnej. Rola tego sektora w gospodarce narodowej była jednak  spora. Dawał 1/4  produkcji towarowej rolnictwa, w tym 36% zbóż i 66% rzepaku. Miał także dość  duży udział w produkcji zwierzęcej, która jednak w dużej części opierała  się na zakupach  cieląt i prosiąt w gospodarstwach  indywidualnych. W sektorze publicznym  skoncentrowana była hodowla  i nasiennictwo  roślin  oraz hodowla zarodowa zwierząt. Gospodarstwa państwowe posiadały ok. 3,5 mln ha użytków rolnych; zatrudniały w 1990 r.  ok.420 tys. pracowników. Z rodzinami była to duża grupa społeczna licząca ok.  1,6 mln osób.

Przemiany ustrojowe w całym bloku państw środkowo – wschodniej  Europy, w których poza Polską nie było już prywatnego rolnictwa pociągnęły za sobą    likwidację gospodarstw  państwowych oraz kolektywnych i powrót do prywatnej własności ziemi w  rolnictwie, przy czym   w wielu spośród tych państw już w 2005 r. dominującąpozycję zajęły gospodarstwa  mał do 5 ha (w Bułgarii 98,5%, w  Rumunii 90,1%, na  Węgrzech 89,7 %, na Słowacji 91,3%).

W państwach, w których  zwracano ziemię  dawnym właścicielom także powstało bardzo dużo małych gospodarstw do 5 ha (Czechy  52,9i, Estonia 46,4%, Łotwa 46,4%, Litwa 47,3%. Słowenia 59,7%) . Wszędzie ziemię  dostawali ludzie, którzy pracowali w likwidowanych gospodarstwach państwowych i kolektywnych.

W Czechach część „statnich statkow” załogi przekształcały w gospodarstwa spółdzielcze. Część gruntów posiadanych w Czechach  przez państwo (ok. 500 tys. ha) sprzedano na cele rolnicze po cenach urzędowych, zapewniając nabywcom wieloletnie, nisko oprocentowane kredyty na ten cel. Dotyczyło tti głównie  czeskich Ziem Odzyskanych na Zachodzie kraju.

W Polsce sektor publiczny rolnictwa po przemianach ustrojowych 1989 r. odczuwał nie tylko, podobnie jak rolnictwo chłopskie głębokie   pogorszenie koniunktury, ale dodatkowo  trzykrotnie wyższe obciążenie podatkami i parapodatkami. Pociągnęło to za sobą szybki lawinowy proces  upadania większości gospodarstw państwowych. „Terapia szokowa” prof. Balcerowicza  przyniosła sektorowi publicznemu polskiego rolnictwa prawdziwą katastrofę   ekonomiczną, produkcyjną i socjalną w postaci szczególnie wysokich  wskaźników bezrobocia w rejonach o dużej koncentracji  PGR-ów.  Po 1990 r.  straciło pracę ok. 340 tys. pracowników gospodarstw państwowych. Zlikwidowano  ponad 60 proc. pegeerowskiej  produkcji. Doprowadzono do degradacji hodowli roślin i hodowli zarodowej zwierząt. Pogłowie bydła zmniejszyło się  z blisko 2 mln do  ok. 300 tys. szt.,  pogłowie  świń z ponad 5,6 mln szt. do  ok., 2,9 mln szt. Pojawiły się tysiące hektarów odłogów i ugorów. Badane przez NIK gospodarstwa  nie posiadały materiału siewnego, nawozów, środków ochrony roślin a także pasz dla żywego  inwentarza…

Ugrupowaniem  politycznym, które wystąpiło w obronie zwalnianych z pracy robotników PGR było opozycyjne wówczas PSL. Wystąpiło  w Sejmie z wnioskiem, aby  ustawowo zapewnić  byłym pracownikom PGR bezpłatne udziały  prywatyzowanych PGR-ów, takie same jakie otrzymywali pracownicy prywatyzowanych państwowych zakładów przemysłowych. Wniosek ten został na posiedzeniu  sejmowej komisji odrzucony głosami posłów AWS i UW. Podobny los spotkał inny wniosek PSL, aby wszystkim dawnym pracownikom PGR przyznać   działki   o obszarze  po  1 ha.

Nie wszystkie jednak PGRy -upadły. Niektóre, dzięki dobremu kierownictwu, wspieranemu przez  pracowników obroniły się  i  istnieją po dziśdzień m. in. w postaci spółek pracowniczych.

Uchwalona przez Sejm  w 1991 r., ustawa o zagospodarowaniu nieruchomości rolnych Skarbu Państwa wprowadziła zakaz dzielenia państwowych gruntów międzypracowników PGR oraz zakaz tworzenia na tych gruntach nowych gospodarstw indywidualnych! W jakim celu wprowadzono te zakazy? Czemu (komu) miało to służyć? Czyja to była inicjatywa?

Ustawa powołała też do życia Agencję Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa, której zadaniem była m.in. prywatyzacja PGR-ów.W 1992 r. Najwyższa Izba Kontroli zdyskwalifikowała zarówno  ustawę, jak  i działalność Agencji wskazując w swoim raporcie na…brak realnej koncepcji  przeprowadzenia w  warunkach polskich prywatyzacji ppgr oraz brak sprawnej instytucji do jej wdrożenia.

Po dalszych badaniach Najwyższa Izba Kontroli zakwestionowała w 1995 r.  legalność  dokonywanych przez Agencję przekształceń przejętego  mienia po byłych ppgr, celowość i rzetelność  działańprowadzonych przez agencję m.in. przy organizowaniu przetargów oraz przy wycenach majątku.

Podnoszone po raz kolejny  uwagi  krytyczne NIK pod adresem Agencji nie przyniosły oczekiwanych skutków. Poselski wniosek o odrzucenie raportu  Agencji za 1994 r., co  mogłoby  utorować  drogę  do zmian prowadzonej przez nią polityki prywatyzacyjnej – nie uzyskał w Sejmie niezbędnej większości…

O skutkach restrukturyzacji  PGR-ów tak  pisał w 1995 r. prof. Augustyn Woś z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej: …Zmianie form  własności  i zasad zarządzania –  towarzyszyła niestety  bezpowrotna utrata wielkiej substancji materialnej, nie mówiąc już  o tragicznym losie załóg  pracowniczych, które pozbawione warsztatów pracy stanęły na  krawędzi ubóstwa. Teoria, że majątek ten  powinien zniknąć, gdyż nic nie jest wart w nowych warunkach, graniczy z cynizmem  ekonomicznym  i stanowi próbę wytłumaczenia  całkowicie błędnej  koncepcji politycznej, jaka legła u podstaw  restrukturyzacji tego sektora…

Oceniając sytuację polskiego rolnictwa w latach 1990 – 1994 inny  ekonomista rolny prof. Waldemar Michna (także z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej)  podkreślał niezwykle trudną sytuację w jakiej znaleźli się pracownicy PGR-ów….Zwolnienia  były i są  dla większości prawdziwą tragedią. Dziesiątki tysięcy  zwolnionych z pracy w PGR pozostało w pegerowskich budynkach mieszkalnych oddalonych znacznie od miast i ośrodków przemysłowych. Do dawnych osad PGR nie dojeżdża  już najczęściej żadna komunikacja. Bezrobotni żyją więc najczęściej na pustkowiu…

   …Zniszczenie  struktur gospodarczych  PGR  nie było podyktowane koniecznością. Stanowiło  następstwo ideologii,  a  nie  rozsądku ekonomicznego. Na miejscu PGR-ów położonych  w wyludnionych regionach pozostała pustynia produkcyjna, której nie można zapełnić zakupem rozsprzedanego inwentarza  żywego, parku maszynowego, nasion, zniszczonych urządzeń… Zagospodarowanie odłogów z pustymi budynkami inwentarskim, po rozprzedaniu maszyn rolniczych   będzie   trudne i drogie. Natomiast  pozostawienie odłogów będzie jeszcze droższe, także pod względem politycznym…  

Wymiar polityczny PGR-ów polegał na tym, że ponad 3/4 gospodarstw państwowych  zlokalizowana była na Ziemiach Zachodnich i Północnych przekazanych Polsce w Poczdamie w 1945 r. jako rekompensata za utracone  Kresy Wschodnie. Na  terytorium tym – na 5,5 mln ha użytków rolnych – 2,7 mln ha (49%) należało do PGR-ów._Nie  byłoby tego problemu, gdyby ziemia ta trafiła zaraz po wojnie w ręce spółdzielni parcelacyjno – osadniczych, co proponował Stanisław Mikołajczyk. Nie zgodzili się na to Bierut i Gomułka  Na gospodarstwach państwowych  na tym obszarze opierała się więc w wielkiej części  przynależność tej ziemi do Polski. Upadek PGR-ów ożywił resentymenty  wielu dawnych niemieckich  mieszkańców tych terenów  tzw. przesiedleńców oraz ich organizacji ziomkowskich.

Rozpad struktur i gospodarstw PGR, rozpoczęcie ich prywatyzacji ożywiło po stronie niemieckiej  tendencje do powrotu na utracone  ziemie poprzez  ich wykup albo przynajmniej wejście w użytkowanie tych gruntów w formie dzierżaw. Wykup uniemożliwiły wprowadzone  polskie  prawne przepisy. Ich główną wadą była tymczasowość i zmienność w sprawie o kluczowym znaczeniuu dla Polski oraz dość  duża  łatwość ich omijania.

Z badań opinii publicznej wynika, że zdecydowana większość polskich obywateli opowiada się  przeciw sprzedawania gruntów rolnych cudzoziemcom. Część wpływowych polityków, a także część mediów  zajmowała odmienne stanowisko i opowiadała się za dopuszczeniem cudzoziemców do kupowania gruntów rolnych w Polsce.  Podobne było stanowisko Komisji Europejskiej. W  większości  państw członkowskich UE obowiązują jednak przepisy utrudniające  a nawet  uniemożliwiające taką sprzedaż.  W Polsce w pierwszym okresie transformacji (lata 1990 – 1992) za sprzedażą ziemi cudzoziemcom  opowiedziało się ministerstwo przekształceń własnościowych. Opowiedział się za tym również Adam Tański prezes Agencji Własności Rolnej Skarbu twierdząc, że  sprzedaż ziemi cudzoziemcom jest  koniecznością, bowiem polscy rolnicy  nie kwapią się do kupowania ziemi od państwa.

Agencja  kierowana  przez A. Tańskiego sprzedawała wówczas  ziemię  po kilkaset tysięcy starych złotych za hektar (50-80 ówczesnych niemieckich marek).  W RFN cena hektara gruntów rolnych sięgała wówczas 31,5 tys. marek…W gazetach  zagranicznych  zaczęły się także  ukazywać ogłoszenia  o przetargach na sprzedaż ziemi b. PGR. Powstała nawet   spółka „Agra” . której zadaniem miało być pośrednictwo w sprzedaży cudzoziemcom polskich  nieruchomości na wsi.  Niemieckie banki uruchomiły wtedy kredyty dla swoich klientów na zakup nieruchomości w Polsce, w tym gruntów rolnych – ze spłatą rozłożoną na 30 lat, przy oprocentowaniu w wysokości 2% rocznie…

Niezadowolenie ze skutków prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw, z ogromnego bezrobocia,  z gwałtownego  i głębokiego pogorszenia  sytuacji  na wsi doprowadziło do upadku rządów J.K. Bieleckiego i H. Suchockiej. a następnie  – do klęsk  wyborczych ugrupowań,. które politycy ci reprezentowali    (Kongres Liberalno – Demokratyczny, Unia Demokratyczna). Następne rządy  podjęły pewne kroki naprawcze  i m.in. doprowadziły wraz z parlamentem do całkowitego okresowego wstrzymania sprzedaży gruntów rolnych cudzoziemcom, także  po przystąpieniu Polski  do UE.

Zakazy nie  powstrzymały  całkowicie  sprzedaży ziemi cudzoziemcom. Trwał    nadal wykup ziemi w Polsce, głównie przez Niemców z pogwałceniem obowiązujących przepisów. Specjalny program na ten temat nadała niemiecka telewizja ARD. Okazało się, że w RFN wydawane są nawet informatory i poradniki o tym, jak omijać przepisy, aby kupić ziemię w Polsce. Tysiące hektarów przeszło w ręce cudzoziemców głównie Niemców przy pomocy różnych oszukańczych praktyk – zakupu przez podstawionych obywateli polskich (tzw. słupy), poprzez zakupy na podstawie tzw. testamentów, poprzez wchodzenie do spółek z udziałem polskich wspólników. Dużo ziemi nabywały osoby o podwójnym obywatelstwie. Według niektórych ocen sprzedająca   ziemię  Agencja Nieruchomości Rolnych podchodziła  bardzo liberalnie do tych „przekrętów”. To samo można powiedzieć o niektórych ogniwach wymiaru sprawiedliwości.

Fragment tego opracowania, poświęcony publicznemu sektorowi naszego rolnictwa  dobrze może podsumować wypowiedź  nadesłana przed laty do redakcji „Słowa – Dziennika Katolickiego” przez Kazimierza Bunka z Wałbrzycha:

Myślę  podobnie, jak  wielu ludzi, że patrioci  w Sejmie i Senacie winni zażądać inwentaryzacji majątku po byłych PGR-ach i dokładnego sprawozdania, co się z tym majątkiem stało.  Rozliczyć  wszystkich wojewodów i decydentów. Potrzebne są ustawy zabezpieczające majątek polski przed zniszczeniem, rozkradaniem, marnotrawstwem i spekulacją

 Czy historia się powtórzy?

Jednym  z najtrudniejszych problemów Polski po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. była  sytuacja na wsi, gdzie żyło 3/4 ludności, w tym 7,5 mln bezrolnych, i 11,4 mln małorolnych .Według spisu przeprowadzonego w 1921` r.  było  wówczas  ponad 1,1 mln gospodarstw do 2 ha, posiadających łącznie  1076 tys. ha i ponad 1 mln gospodarstw od 2 do 5 ha, posiadających  łącznie ok. 3438 tys. ha.   Równocześnie ok. 19 tys. rodzin w gospodarstwach o powierzchni ponad 100 ha posiadało łącznie 13589 tys. ha, w których użytki rolne zajmowały 5481 tys. ha., lasy  6763 tys. ha.

W Sejmie Ustawodawczym powołanym do życia w styczniu 1919 r. sytuacja na wsi stała się jednym z głównych tematów szeregu debat. Istniejący ustrój rolny był niemal powszechnie potępiany. Doceniana też była konieczność parcelacji części większych  posiadłości ziemskich. Spór dotyczył obszaru ziemi wyłączonego z  reformy rolnej. Z  trudem uchwalono (przewagą jednego głosu), że tą granicą  będzie  300 mórg, a w rejonach przemysłowych i podmiejskich 100 mórg. zaś na Kresach Wschodnich 500 mórg  użytków rolnych. Tylko 12 tys.   posiadłości   ziemskich  przekraczało te granice i  podlegało częściowej parcelacji swoich gruntów w ramach  reformy rolnej.

 O wiele  bardziej radykalne rozwiązanie  znalazło się  w  marcu 1944 r. w deklaracjiRady Jedności Narodowej, krajowej reprezentacji głównych demokratycznych i patriotycznych   sił politycznych Polski powiązanych  z obozem londyńskim. Rada mówiąc o upowszechnieniu własności  rolnej  oraz upełnorolnieniu gospodarstw karłowatych…, zapowiedziała że …państwo przejmie natychmiast  po wojnie na planowe  zabezpieczenie  przebudowy ustroju rolnego   wszelkie prywatne obszary  ziemi przekraczające 50 ha… 

Pod pewnym względem  sytuacja na wsi w 2015 r  przypomina to, co było w Polsce w 1919 r. Swoje gospodarstwa, licząc także gospodarstwa do 1  ha  straciło po 1990 r. 1 mln 768 tys. wiejskich rodzin.  Jakie były tego przyczyny? Co się z tymi ludźmi teraz dzieje? Z czego się utrzymują? Jest to bardzo poważny problem. Dotyczy wielkiej  liczby ludzi, nie tylko samych rolników, lecz także członków ich rodzin.

Ze spisu rolnego przeprowadzonego w 2002 r. wynika, że przeciętna liczebność rodzin w  grupach obszarowych  do 50 ha wynosi 3.55 osób w jednym gospodarstwie. Jest to rachunek uproszczony, ale raczej bliski rzeczywistości. Jeśli ten wskaźnik przemnożymy przez liczbę gospodarstw, które przestały istnieć  okaże się.  ze  jest to licząca prawie 6,3 – milionów rzesza ludzi, prawie 60%  całej polskiej ludności rolniczej. Ukazuje to skalę i społeczną wagę tego faktu.

Z dużym powodzeniem realizowany jest   główny cel wytyczony przez wspomnianą Radę Strategii Społeczno o Gospodarczej, a mianowicie – tworzenie w Polsce  gospodarstw większych niż w Unii Europejskiej. Już w 2010 r mieliśmy w naszym kraju   9888  gospodarstw o obszarze 100 i więcej ha,  posiadających  3 mln  795 tys. ha   powierzchni ogólnej.   w tym 3 mln 454 tys. ha użytków rolnych. Średnio na jedno  gospodarstwo przypadało w 2010 r.  ponad 381 ha powierzchni ogólnej, w tym ponad 347 ha użytków rolnych. .

Wśród gospodarstw  o obszarze 100  i więcej ha   było w 2010 roku  7575   gospodarstw  indywidualnych. Posiadały łącznie. 1781 tys. ha powierzchni ogólnej, w tym 1666 tys. ha użytków rolnych. Średni obszar jednego indywidualnego gospodarstwa w tej grupie obszarowej wynosił 235 ha powierzchni ogólnej, w tym ok. 220 ha użytków rolnych. Tak dużych  gospodarstw w Unii Europejskiej także nie ma i pod tym względem realizację planu radykalnej przebudowy polskiego rolnictwa nakreślonego przez Radę Strategii Społeczno – Gospodarczej przy rządzie  J. Buzka  – trzeba uznać za zaawansowaną.

Powstaje jednak sytuacja, że swoje niewielkie gospodarstwa straciło prawie 1,8  mln drobnych rolników, a  licząc z rodzinami ok. 6,3  miliona mieszkańców wsi. Równocześnie 1781 tys. ha gruntów trafiło w ręce zaledwie 7575  rodzin. Na tym polega pewne podobieństwo obecnej sytuacji w  rolnictwie do   sytuacji na wsi po odzyskaniu   niepodległości w 1918 r.
Gdyby to był rok  1919 większość obecnych gospodarstw z grupy obszarowej 100 i więcej hazostałaby  objęła przepisami ustawy o reformie rolnej uchwalonej  przez Sejm Ustawodawczy II RP.  

za:http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/02/wielki-krok-wstecz-restrukturyzacja-polskiego-rolnictwa-czesc-ii/

Advertisements

32 komentarze

Filed under Bez kategorii

32 responses to “Wielki krok wstecz. Restrukturyzacja polskiego rolnictwa

  1. defaut

    Toz to o czasie przeszlym. Dzisiaj jez juz CETA i jakosc produkowanej zywnosci w Polsce bedzie zanizona do tej w USA, czyli sprowadzona do poziomu trucizny.
    Ale, gdy wygra Le Pen, byc moze bedzie inaczej, bo lawina wreszcie pojdzie.

    Lubię to

    • paziem

      Należy skończyć z myśleniem, że nic nie jest możliwe, a jeżeli, to tylko wtedy, gdy inni zrobią za Polaków to, co my powinniśmy zrobić dzięki własnej organizacji, programowi oraz woli i determinacji działania. Nie ma sytuacji politycznych nieodwracalnych. Ale w dyskursie środowisk narodowych dominuje narzekanie, czarnowidztwo lub oddawanie się pod opiekę sił wyższych zamiast dyskusji programowej oraz działań organizacyjno-praktycznych. Wyłącznie komentowanie działań innych nie przybliża nas nawet o krok do realizacji celu , jakim jest odzyskanie wpływu na instytucje społeczne i państwowe, a w rezultacie odzyskanie suwerennego państwa narodu polskiego.

      Lubię to

      • nana

        No, panie Paziem, widzę, że zaczyna Pan myśleć logicznie. Ale proszę, nie od dupy strony – mówiąc bezpośrednio.

        Problem Polski to wcale nie „PGRy” czy „obowiązkowe dostawy” za czasów Polski Ludowej.
        Jak wszędzie, problem stanowi poziom świadomości danej grupy ludzi, ich jakość.

        Jeżeli mieszkańcy wsi dali się przekonać, że powinni mieszkać tak, jak ci w mieście i pracować tak, jak ci z miasta, no to przecież sprawa z miejsca przegrana.

        Na wsi nie tylko można, ale i należy sobie „ubrudzić ręce”. Inaczej się nie da pracować na wsi. Mechanizacja to zabijanie wszelkich istot żywych, chemia także.

        Jeżeli ludzie na wsi narzekają, że jest błoto, a błoto to po prostu mokra ziemia, no to o czym tu jeszcze mówić? W takim „błocie” mieszkają miliardy wszelakich bakterii, robaczków większych i mniejszych oraz ich zjadacze.

        Wybetonowanie „błota” to zabicie całej mikroflory. Co skutkuje śmiercią zwierząt od niej zależnych.

        Na zachodzie mają co prawda „ochronę lanszaftu” ale są to tereny może i dla oka jakoś miłe, choć nie wiem jak, ale za to totalnie martwe. Dlatego Niemcy na przykład tak masowo jeżdżą na urlopy do krajów tzw. trzeciego świata, gdzie co prawda chcą mieszkać w luksusowych hotelach, ale za to robią wycieczki „do dżungli” czyli w nie skultywowane obszary.

        Podobnie ma się rzecz z pracą.
        Jeżeli wziąć pod uwagę, że stojąc przy taśmie w fabryce osiem godzin nie można bez poproszenia o zmianę nawet się wysikać, a rolnik sika kiedy chce i gdzie chce, no to życie rolnika jest jednak łatwiejsze. Może on sam sobie robić przerwy kiedy uważa, oraz może sam u siebie być kierownikiem.

        Z tym, że nie każdy ma żyłkę do bycia kierownikiem i jeżeli ktoś ma mentalność parobka to nawet mając własną ziemię nie będzie na niej pracował należycie.

        Te wywody z artykułu głównego to dmuchanie w bambus, czyli ględzenie mieszczucha o sprawach znanych teoretycznie. I nie ma to nic wspólnego z tzw. prozą życia wiejskiego, czyli praktyką.

        Polscy rolnicy chcieli dopłat.
        I tu należy się zastanowić, co to są te dopłaty i czemu tak naprawdę służą.
        Według tego, co ja widzę na własne oczy, to służą one do demoralizacji polskiego chłopa.
        Ma on dochody ale nie musi nic sprzedawać i nic produkować. Wystarczy, że ma ziemię. Toż to jest chore! Jak można dopłacać z puli państwowej komuś do czegoś, co ktoś ma???:

        Gdyby rolnik w zamian za dopłaty miał obowiązek dostarczenia reszcie nie wiejskiej ludności jakiejś tam ilości plonów z własnego gospodarstwa, no to jeszcze można by to było zrozumieć.
        Tak samo dopłaty do sadów.
        Ale w sytuacji, gdy państwo dopłaca z publicznych pieniędzy a rolnik w dalszym ciągu jest jedynym właścicielem nie tylko ziemi ale i zboża, jakie na niej urosło oraz bierze za to publiczne pieniądze, to to jest chore, a ludzie w miastach są frajerami dopłacającymi do cudzego.

        Jeżeli właściciel sadu bierze dopłaty z publicznych pieniędzy, to część jego zbiorów powinna być przekazana bezpłatnie do użytku tych, którzy na te dopłaty się składają poprzez podatki. Ale dopłacanie do sadowników po to, żeby oni potem ludziom – tym samym, którzy finansują dopłaty do sadów! – sprzedawali jabłka też jest totalnie chore!!!

        Rolnik został przez dopłaty zwolniony z wszelkiej odpowiedzialności za to, co robi.
        Jeden taki posiał groch, bo mu unia tak doradziła, a potem tym grochem palił w piecu. To jest fakt, niestety!

        Wielu trzyma zboże do wiosny, by sprzedać drożej. W tym celu stawiają silosy – kto ma z tego kasę? nie rolnik przecież, lecz producent blachy i producent silosów. I potem na wiosnę i tak sprzedają po cenie, jaką chcą im zapłacić, bo muszą zwolnić te silosy i w sumie są frajerami bo zysk był żaden.

        To wszystko jest chore.

        A rozwiązanie?

        Nie dawać rolnikom dopłat, lecz pieniądze te rozprowadzić wśród mieszczuchów i zobowiązać ich do kupowania produktów od wyznaczonych rolników.
        To by było rozwiązanie konkretne, bo rolnik musiałby się starać, by mieć dobry towar, a zbyt miałby zapewniony. I sprawa odbywała by się bez pośredników i to obcych pośredników, którzy żerują zarówno na polskich podatnikach jak i na polskim chłopie.

        Dodatkowo należało by zobowiązać baby na wsi do zachowania gatunków zwierząt i roślin użytkowych, ponieważ tylko na wsi możliwe jest uchronienie ginących gatunków przed bezpowrotnym wymarciem.
        A więc taka baba mogła by brać kury z wylęgarni, ale powinna być zobowiązana do utrzymania na przykład stadka 20 kur „nierasowych”, by zachować pulę genów.
        Tak samo z roślinami. Bo to nie są żarty lecz sprawy życia i śmierci.

        Innym, albo raczej dodatkowym rozwiązaniem byłoby rozparcelowanie ziemi należącej do państwa polskiego na zasadzie dzierżawy wieczystej – jak to było dotąd – z zastrzeżeniem, że jeśli ktoś nie chce tej ziemi uprawiać, no to musi ją zwrócić państwu polskiemu.
        I wówczas możliwe byłoby zakładanie osad wiejskich i wsi, co by pobudziło przemysł budowlany, a także przemysł meblowy i każdy inny, jako że wyposażenie tych domów na wsi stymulowało by właśnie te gałęzie przemysłu. A praktycznie wszystkie gałęzie przemysłu. I jednocześnie zlikwidowało by bezrobocie i bezdomność, bo ludzie mając szansę utrzymać się z pracy na własnej ziemi stali by się niezależni. A bardziej pracowici jeszcze by sprzedawali plony własnej pracy.

        Ale jak wiemy, Polacy chcą wszyscy i to gremialnie – pracować za biurkiem, bo na wsi jest „błoto” i ma się „brudne ręce”.
        No to w takiej sytuacji nasze państwo musi przejść w obce ręce, bo nasze, polskie ręce nie chcą pracować na krajowy dobrobyt i na całą, polską wspólnotę.

        I zaznaczam, że nie jest to ani komunistyczne ani żadne inne, ponieważ ziemia jest wieczna i ona rządzi się od zawsze tylko swoimi prawami.
        Jeżeli człowiek działa zgodnie z nimi, to ma co jeść i w co się ubrać oraz gdzie mieszkać.
        Natomiast jeśli człowiek działa wbrew odwiecznym prawom ziemi i powodowany chciwością i lenistwem nie chce sobie „rąk pobrudzić”, no to musi wegetować w mieście, spożywać trujące żarło i chorować.

        Tylko ziemia daje możliwość przeżycia, a nie jakieś „technologie” i inne dyrdymały wygłaszane przez wykształciuchów.

        Chore, ludzkie mózgi wyrządziły Matce Ziemi wiele szkód.
        Należy wrócić do korzeni, do pracy z ziemią i na ziemi. To jest jedyne rozwiązanie i jedyny ratunek dla sponiewieranej cywilizacją ludzkości.

        A rolnik? rolnik to taki sam człowiek jak wszyscy inni i nie ma powodu traktować go jako czegoś wyjątkowego. Wśród rolników są osoby pracowite i odpowiedzialne – tak samo jak są takie osoby w miastach; wśród rolników są lenie i lawiranci dokładnie tak samo, jak można ich spotkać w mieście.
        Wiara, że rolnik to coś wyjątkowego i należy mu się więcej niż innym ludziom spowodowała na wsi demoralizację dopłatami i to należy skończyć.

        Albo nauczymy się wszyscy ze sobą współpracować bez przywilejów dla jakichś grup zawodowych, albo będzie dalsza część wyścigu szczurów, a polski rolnik po sprzedaniu ziemi obcym zasili rzesze bezrobotnych w mieście i stanie się materiałem na przestępcę.

        Matka Ziemia i wszystko co na niej, to JEDNA WIELKA CAŁOŚĆ.

        Takie podejście pozwoli ludziom nawiązać do dobrych i sprawdzonych wzorców i zapobiec ogólnoludzkiej katastrofie.
        Albo każdy z nas jest jednakowo ważny, albo życie nie ma wartości i wzajemne pozabijanie się stanie się jedynym wyjściem z tej pozbawionej logiki sytuacji.

        Polubione przez 2 people

      • paziem

        Szanowna Pani,

        ja w ogóle jestem zwolennikiem wyłącznie logicznego myślenia ( jak eufemistycznie stara się to pani we we mnie „odkryć”). Przypominam sobie nawet, że ileś tam czasu temu na tle pani ocen specyfiki i potrzeb polskiego rolnictwa i cech polskiego rolnika ( czy jak kto woli chłopa) doszło miedzy nami do poważnych różnicy zdań. Jak widzę pani nie mija takie zupełnie „teoretyczno – mieszczańskie” myślenie o tym „niewdzięcznym, leniwym polskim chłopie”. Ja bynajmniej nie cierpię na chłopomanię, ale najpierw trzeba zdać sobie sprawę z całej inżynierii socjotechniczno-finansowej i politycznego gangsteryzmu jakie zastosowano wobec tak chłopa, jak i w innym wymiarze wobec polskiego robotnika i tzw. inteligenta wielkomiejskiego – aby formułować „dobre rady dla leniwego i pazernego chłopa”. Zatem proponuje wyzbyć się taniej dydaktyki, a bardziej mówić o twardych polityczno-gospodarczych realiach.

        Polubione przez 2 people

      • „Dopłaty” najwyżej służą dużym rolnikom mającym kilkadziesiąt czy kilkaset hektarów ziemi. Jeżeli ktoś ma poniżej hektara nie ma prawa do „dopłat”. Ktoś kto ma 2 lub 3 hektary „dopłaty” ma groszowe. Takie pieniądze niewiele rolnikowi dają, może na opał lub paliwo, na więcej raczej nie starcza. Nie wspomnę ile kombinacji, obostrzeń i problemów jest z wnioskami na takie czy inne „dotacje”, jak agencje kombinują nad obcinaniem dotacji z byle powodu, kontrole, zdjęcia satelitarne, itp. Wielu się też na tym przejechało i olało ciepłym moczem unijne zapomogi. O sprzedaży bezpośrednio produktów rolnych i utrzymania się z tego nie ma co na razie marzyć. Fajnie by było być kierownikiem na swoim gdzie nikt cię nie gnoi za niewyrobienie normy ale dopóki mentalność ludzi się nie zmieni uważających że w Biedronce czy Kauflandzie jest „tańsze i lepsze” bo „ładnie zapakowane” czy „pachnące” i „wyczyszczone” a od rolnika jest be… a jeżeli już to najlepiej żeby za darmo oddał to nie ma szans żeby rolnictwo dobrze w Polsce prosperowało. Przy czym mówię o małych gospodarstwach, te wielkie stosują chemię i nawozy na potęgę i to już nie jest jedzenie… Jak na razie to w miarę opłaca się zabawa w rolnictwo wyłącznie dla siebie i najbliższej rodziny(lub czasem zamówienia), ma się tańszą i lepszej jakości żywność. A reszta nie się truje jeżeli taka ich wola…

        Lubię to

      • nana

        Panie Paziem, jak był pan oderwany od rzeczywistości tak pan pozostał. Ja mieszkam na wsi i to wszystko widzę, choć akurat tego nie jest pan w stanie zrozumieć. Nie wymagam tego od pana, bo nie każdy ma konieczną do tego zdolność poznawczą.

        Problemem jest jedynie, że takie „elity” i „doktory” jak pan uzurpują sobie, że działają w interesie ojczyzny, choć jest to ich własny interes i nic poza tym. To dlatego nie macie szerszego wsparcia i zamiast zmienić podejście do ludzi to się trzymacie mrzonek.

        Nic pan w Polsce nie naprawił i nie ma pan żadnych szans tego zrobić, a jedynie zawraca pan ludziom głowę licząc na ich wsparcie i dorwanie się do koryta.

        I co? ocenzuruje pan ten wpis bo nie pasuje do pańskiego wizerunku własnego? Niech pan nie zapomni skrytykować PiSu za zamykanie ludziom ust, jak to ma pan w zwyczaju.

        Nie ma pan pomysłu i to żadnego, jak naprawić Polskę.
        Polska się rozleciała, bo dawała wykształcenie i tytuły byle komu. I teraz są to „elity”. Miałeś chamie złoty róg – czy tak to było?

        Szkoda na was czasu, bo jesteście zarozumiali i nudni.

        A zwalanie wszytkiego na „żyda” to już wam przeszlo, jak widać. Szukacie czegoś zastępczego, czy co?

        Polubione przez 1 osoba

      • paziem

        Pani nano,
        to,że pani mieszka na wsi, to jeszcze nie znaczy, że pani rozumie czym jest wieś, czym jest tradycja i kultura ludowa, a jeszcze mniej może rozumie pani na czym polegały błędy w polityce rolnej, nie mówiąc już o z pełną premedytacją prowadzonym niszczeniu polskiego rolnictwa i polskiej wsi, jako jednym z naczelnych zadań w dziele przejmowania Polski przez syjonistyczne korporacje.
        Te pani cudzysłowy i „zjadliwe” epitety, to śmieci, na dyskusje z którymi szkoda czasu.
        Zbliża się wiosna więc lepiej proszę się zająć dłubaniem w ziemi, której pani w rzeczywistości jest nienawistna.

        Lubię to

      • Ciekawy ten wywód Pani Nany (oprócz krytykanckiego wstępu).

        ‚Mechanizacja to zabijanie wszelkich istot żywych, chemia także. Jeżeli ludzie na wsi narzekają, że jest błoto, a błoto to po prostu mokra ziemia, no to o czym tu jeszcze mówić? W takim „błocie” mieszkają miliardy wszelakich bakterii, robaczków większych i mniejszych oraz ich zjadacze. Wybetonowanie „błota” to zabicie całej mikroflory. Co skutkuje śmiercią zwierząt od niej zależnych.’

        Niektórzy powiadają, że nawet używanie narzędzi kaleczy Matkę Ziemię: słowa te przywodzą na myśl ideę tworzenia naturalnych siedlisk rodowych. I chociaż na pozór takie podejście niewiele ma wspólnego z polityką, to w rzeczywistości powrót do rozsądnej polityki rolnej nie jest możliwy bez podnoszenia poziomu świadomości związku człowieka z ziemią i przyrodą.

        Lubię to

      • prosty chłop

        Ad. @Nina:”Nie dawać rolnikom dopłat, lecz pieniądze te rozprowadzić wśród mieszczuchów i zobowiązać ich do kupowania produktów od wyznaczonych rolników.”
        Jasne, zabrać chłopu dać miastowym, zeby ten się bardziej elegancko wypinał na wieś. A najlepiej to chłopstwo zamknąć w czworakach i dokręcać im śrube upodlenia jak to drzewiej bywało. Chlopi od tego taplania sie w tym zimnym błotku maja rozjebane stawy i reumatyzm, w zasadzie małorolny po 50-ce to juz wrak. Nic kurwa tylko chycić siekiere i pokazać tym wujkom dobra rada ze „dworu” gdzie ich miejsce, tak jak to robili z panami rusini (ukraińcy chłopi) Polska na wzor Republiki Kozackiej a nie judeopoloni
        Jebany Maciar was poprowadzi..tepe c… i niech was ma w opiece ojczulek toruński. Amin
        Julian Tuwim

        Do prostego człowieka

        Gdy znów do murów klajstrem świeżym
        Przylepiać zaczną obwieszczenia,
        Gdy „do ludności”, „do żołnierzy”
        Na alarm czarny druk uderzy
        I byle drab, i byle szczeniak
        W odwieczne kłamstwo ich uwierzy,
        Że trzeba iść i z armat walić,
        Mordować, grabić, truć i palić;
        Gdy zaczną na tysięczną modłę
        Ojczyznę szarpać deklinacją
        I łudzić kolorowym godłem,
        I judzić „historyczną racją”,
        O piędzi, chwale i rubieży,
        O ojcach, dziadach i sztandarach,
        O bohaterach i ofiarach;
        Gdy wyjdzie biskup, pastor, rabin
        Pobłogosławić twój karabin,
        Bo mu sam Pan Bóg szepnął z nieba,
        Że za ojczyznę – bić się trzeba;
        Kiedy rozścierwi się, rozchami
        Wrzask liter pierwszych stron dzienników,
        A stado dzikich bab – kwiatami
        Obrzucać zacznie „żołnierzyków”. –
        – O, przyjacielu nieuczony,
        Mój bliźni z tej czy innej ziemi!
        Wiedz, że na trwogę biją w dzwony
        Króle z panami brzuchatemi;
        Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
        Gdy ci wołają: „Broń na ramię!”,
        Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
        I obrodziła dolarami;
        Że coś im w bankach nie sztymuje,
        Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
        Lub upatrzyły tłuste szuje
        Cło jakieś grubsze na bawełnę.
        Rżnij karabinem w bruk ulicy!
        Twoja jest krew, a ich jest nafta!
        I od stolicy do stolicy
        Zawołaj broniąc swej krwawicy:
        „Bujać – to my, panowie szlachta!”

        Ps. Pozdrawiam trzeźwą w tym pijanym I upalonym świecie, redakcje WPS

        Lubię to

      • Dokładnie, po własnych rodzicach widzę jakim rolnictwo jest „lekkim” kawałkiem chleba, zniszczone spuchnięte stawy, reumatyzm, itp. Wszystko od ręcznej roboty przez lata ponad siły z powodu braku odpowiednich maszyn. I co z tego mają? Niezbyt wiele w porównaniu do tych co przez całe życie żyli z kombinowania, ściemniania i kradzieży i przy niczym paluszkami osobiście nie ruszyli…

        Polubione przez 1 osoba

      • Fredo

        Może pan doktor powiedzieć czemu dal polubienie nanie ? . Nadstawia pan drugi policzek po co ?

        Lubię to

  2. Fredo

    To jest głos pana Kiki z innego forum .Proszę przeczytać i podać dalej :
    kika22 22 Luty 2017 o 21:10
    KOLEJNE PRZYKŁADY ,,BARDZO DOBRYCH” RZĄDÓW DOBREJ ZAMIANY.

    Morawiecki łupi przedsiębiorców, a bankom odpuszcza! Pod okiem wicepremiera banksterzy unikają podatków, wymyślają nowe opłaty i liczą rekordowe zyski

    PRAWDOPODOBNIE CHODZI O ,,ŁUPIENIE” POLSKICH PRZEDSIĘBIORCÓW, BO NA SKUBANIE ZAGRANICZNYCH, TO ON JEST ZA CIENIUTKI BOLEK!

    http://wolnosc24.pl/2017/02/09/morawiecki-lupi-przedsiebiorcow-a-bankom-odpuszcza-pod-okiem-wicepremiera-sektor-unika-podatkow-wymysla-nowe-oplaty-i-liczy-rekordowe-zyski/

    Szczyt absurdu! Morawiecki każe płacić podatek nowym spółkom zanim osiągną jakikolwiek zysk. Doradcy podatkowi łapią się za głowy

    http://wolnosc24.pl/2017/02/12/szczyt-absurdu-morawiecki-kaze-placic-podatek-nowym-spolkom-zanim-osiagna-jakikolwiek-zysk-doradcy-podatkowi-lapia-sie-za-glowy/

    Tak się bawi, tak się bawi PiS! Nowym prezesem Energi został były wójt Pcimia z zarzutami prokuratorskimi. Poprzedni nie pełnił tej funkcji nawet przez miesiąc

    http://wolnosc24.pl/2017/02/11/tak-sie-bawi-tak-sie-bawi-pis-nowym-prezesem-energi-zostal-byly-wojt-pcimia-z-zarzutami-prokuratorskimi-poprzedni-nie-pelnil-tej-funkcji-nawet-przez-miesiac/

    Morawiecki oszalał: 32 tysiące warszawiaków musi zapłacić podatki od umorzonych długów. Także najbiedniejsi, którzy nie mają z czego. A państwo zarobi na tym grosze

    http://wolnosc24.pl/2017/02/12/morawiecki-oszalal-32-tysiace-warszawiakow-musi-zaplacic-podatki-od-umorzonych-dlugow-takze-najbiedniejsi-ktorzy-nie-maja-z-czego-gdzie-sa-granice-absurdu/

    Starczy tego dobrego, bo z tego wszystkiego, to można puścić ,,pawika” kolorowego!

    Pozdrawiam

    Lubię to

  3. Felix

    Gdzie pojawia się uprawa roli, inne sztuki podążają za nią. Dlatego to słowiańscy rolnicy są założycielami ludzkiej cywilizacji.

    Lubię to

  4. zorbaG22

    Powtarzam i zdania nie zmieniam, przejęcie Polski przez reżim Solidarności B’nei B’rith to największa katastrofa która mogła spotkać Polaków. Żydzi się doskonale przygotowali, stworzyli aparat polityczny złożony z potomków największych wrogów Polaków- członków międzynarodowej parchatej mafii która stworzyła komunizm, hitleryzm, banderowców, ustaszy, sanacyjnych współpracowników gestapo i agentów watykanu. Potem przygarnęła jeszcze terrorystów czeczeńskich, bandziorów z Gruzji i neobanderowców, to znaczy dla nas bandziorów dla nich – Kaczyńskich, Gowina, Sikorskiego, Komorowskiego to koledzy z jednej ławki na szkoleniu agentów. Chyba oczywiste że w tym trockizmie nie przetrwamy jako naród, posłużymy jako krótkożyjąca półdarmowa siła robocza.
    Ja już się nauczyłem robić bezpieczne zakupy nie tylko żywności, wyszukiwać okazje i robić zapasy zamiast biegać na jednej nodze do hipermarketu, kupować byle co i fundować sobie zatrucie organizmu.

    Lubię to

  5. nana

    Słyszę właśnie w dzienniku tv na ZDF (15h), że Niemcy mają Überschuss – czyli nadmiar kasy! O ile dobrze usłyszałam, to jest tego u nich w tym momencie 23 mld euro.

    No to wypada zapytać, skąd się im to wzięło?

    – bo Polska jęczy pod jarzmem kredytów i odsetek i o żadnej nadwyżce u nas mowy być nie może. Tak się u nas Niemcy rządzą.

    No to czas na zmianę przyjaciół, bo za Polski Ludowej pod przywództwem Władysława Gomułki nadwyżek może i nie było, ale też nie było żadnych długów i Niemcy nie mogli żerując na nas tych nadwyżek mieć.

    Jest to dowodem, iż ZSRR był dla Polski prawdziwym sojusznikiem.

    Lubię to

  6. defaut

    Paziem, wyluzuj z opowiastkami, co nalezy czynic. Polak sam z siebie nie wykaze zadnej inicjatywy, bo Polak ma mentalnosc niewolnika, nabywana sukcesywnie na przestrzeni swoich dziejow. Polak jest tylko w stanie jako narwaniec dac sie zydowi w maliny wpuscic.
    Paziem, czytaj uwaznie, co napisane zostalo a napisane zostalo o lawinie.
    Ona rowniez Polaka za soba porwie. Bez niej niech sie Polak nie wychyla, bo zostanie spacyfikowany na cacy i na dlugo.

    Lubię to

    • paziem

      Panie szanowny,

      wyluzowanie to dobrze robi na stoku narciarskim, albo w przypadku innej potrzeby fizjologicznej w pozycji na narciarza :))) Żadnej wielkiej lawiny nie będzie, a nawet nie jest pewne, czy przemieleni tolerancją Francuzi nie wystraszą się na dzień przed … „zwycięstwem Le Pen”. A nawet gdyby do tego doszło, to i tak lawina tych wyłącznie wyluzowanych przyciśnie do ziemi i nawet nie pisną jak będą robić dla innego rozdania. Zatem jeśli nie chce się być niewolnikiem, albo wyrobnikiem, to liczyć trzeba wyłącznie na siebie i nie robić za prymusa, ale absolutnie nie czepiać się cudzej kapoty, bo można być wydymanym bez skrupułów nawet przez tzw. „przyjaciół”. Zmiana układu musi być okazją do wykorzystania własnymi silami szansy, która nie często się powtarza. Do tego konieczne są kadry i organizacja. Bez tego ani rusz.

      Lubię to

      • paziem

        Jak chcemy poznać realny wymiar „narodowego myślenia” Francuzów, Niemców, Duńczyków, Portugalczyków albo Anglików oraz ich „rozczarowanie” UE, to spróbujmy pozamykać Auchan, Carrefour, Castoramę, Lidla, Kaufland, Rossmanna, Tesco, Biedronkę, „polskie wędliny” Sokołów, kilkanascie lichwiarskich firm parabankowo -pożyczkowych: Providenty, Vivusy, Bociany, itd.
        Zatem nie licz pan na lawinę tylko na konsekwentną, uporczywą walkę na śmierć i życie.

        Lubię to

  7. sredni

    Tak było 10 lat temu podejrzewam , że tych świn z Danii jest w naszym kraju ponad połowa z całej ilosci na obecną chwilę!
    http://rakiel-czarnecka.pl/index.php?action=edit&id=182

    Lubię to

  8. “Rozwój i postęp gospodarczy nie może dokonywać się kosztem człowieka i uszczuplania jego podstawowych wymagań. Musi to być rozwój, w którym człowiek jest podmiotem, czyli najważniejszym punktem odniesienia. Rozwój i postęp nie może dokonywać się za wszelką cenę. Nie byłby wówczas godny człowieka.”
    Jan Paweł II w Ełku 8 czerwca 1999 r.

    To chyba jakiś koszmarny żart!: autor rozpoczyna swój wywód cytatem z wypowiedzi największego wroga Polski suwerennej!!! Może w takim razie ja również przytoczę cytat o tym, fatalnym dla Polski suwerennej, Polakatoliku:

    „W Polsce Jan Paweł 2 jest jedną z ikon kultury masowej, jego fenomen zaś da się streścić w trzech słowach: Joannes Paulus Superstar. I chyba nikt już nie zdoła zliczyć stawianych mu pomników, przyznawanych honorowych obywatelstw, ulic nazywanych jego imieniem, szlaków turystycznych wytyczonych śladami jego wędrówek, rozmaitych izb pamięci, czy pojawiających się niczym grzyby po deszczu tablic upamiętniających miejsca, w których postała jego noga. Wizerunek papieża prześladuje nas dosłownie na każdym kroku, od znaczków pocztowych począwszy, a na różnego rodzaju szczególnie kiczowatych gadżetach skończywszy. Swego czasu jeden z polskich banków detalicznych, wychodząc naprzeciw społecznemu zapotrzebowaniu, zaoferował swoim klientom kredyt i lokatę „Pielgrzym”.

    Ten uwielbiany przez tłumy, niepodlegający krytyce, wielki guru Watykanu, wepchnął nas do nazistowskiej Unii Europejskiej, spowodował biedę i cierpienia miliardów ludzi. Za tą wspaniałą inscenizację, którą aktor Wojtyła odegrał znakomicie, powinien dostać Oskara, a nie uświęcenie.”
    ————————-
    Dr Ludwik Staszyński jest niewątpliwie wybitnym fachowcem, który chyba ma wszystko z wyjątkiem … zdrowego rozsądku.

    Polubione przez 1 osoba

    • paziem

      Panie Konrad,

      oczywiście, pełna zgoda, że największa słabość ruchu ludowego i chłopskich partii polega na tym, że w swej naiwności uważają KK za element pro polski. Natomiast KK ze względu na siłę oddziaływania na środowiska na wsi ponosi szczególna odpowiedzialność za proces niszczenia polskiego rolnictwa i polskiej wsi w okresie przedakcesyjnym i po wejściu Polski do UE. Dlatego wypowiedzenie konkordatu musi być jednym z priorytetów suwerennego rządu polskiego.
      Działacze ludowi powołują się na JP II z taką naiwnością i zaufaniem, jak szanują kapliczki przydrożne. Trzeba zatem mieć tego świadomość i nie przewartościowywać symboliki, ale zarazem dostrzegać siedlisko raka.

      Polubione przez 1 osoba

  9. defaut@wp.pl

    Paziem, ani nie ma kadr, ani organizacji. Powod tegoz stanu wypisal powyzej Robert Konrad: podsuniecie Polakowi, falszywych autorytetow, wrogow narodu polskiego, robiacych za jego zbawcow. Popierajac zdanie Roberta Konrada nalezy sie cofnac w czasie do „ruchawek” szpiega obcych na Ukrainie , zakompleksionego karakana Zelmanna , bo od nich sie zaczelo dostawanie w dupe po odzyskaniu niepodleglosci panstwowej i one byly powodem pozniejszej agresji sowieckiej w 1920 roku, poprzez karakanowy przewrot w 1926 roku, samobojcze Powstanie Warszawskie
    w 1944 roku, „zolnierzy wykletych”, wypuszczonych w maliny poprzez londynskich fotelowych pierdziuchow, z ktorych to „zolnierzy” czesc zwykla bandytke uprawialo w powojennej zawierusze i nas, wspolczesnych, oszukanych zydowska sciema o nazwie „Solidarnosc”, z „naszym” bolkiem, proznym przymulem, akceptujacym nazwe lotniska wlasnym imieniem
    za doczesnego zycia.i obecnie gloryfikowanym konusem starszym z zasluga wspoludupienia prawdy o Jedwabnem, jako punkt wyjscia do uczynienia
    z Polaka mordercy a zamiecienia pod dywan winy bylych „nadpanow” poprzez wprowadzenie pozbawionego glebszej identyfikacji okreslenia „nazisci”.
    Wbrew ogolnemu mniemaniu, na takim samym wozku jak Polak jada juz obecnie inne narodowosci rodzime Europy, bo sukcesywme rownanie w dol
    nastepowalo od wielu lat. Narodowosci te rowniez zostaly pozbawione wlasnosci wytworczej i staja sie wyrobnikami-niewolnikami w lapach zydowskiego bankierstwa. Ludzie to czuja i zmiany nastapia ale nie
    „konsekwentna, uporczywa walka na smierc i zycie”, na ktora szczuje Polaka administrator wzorem niejakiego majora LWP, wieszcza od paly
    juz za czasow portalu ProPolonia.
    We wszelakich zawieruchach traci zycie ten podszczuty a szczujacy przechodzi najczesciej „do innego rozdania”.

    Lubię to

    • paziem

      Szanowny Panie,

      łatwiej byłoby mi dyskutować z kimś nie anonimowym – zwłaszcza, że taki „wieszcz” jak pan ma poważne braki w rozumieniu napisanych przeze mnie treści, albo ma po prostu złą wolę.
      Moja aktywność polityczna ma swoje początki kilka lat wcześniej niż wspomniany przez pana okres publikowania przeze mnie na portalu Pro Polonia.
      Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek wzywał Polaków do walki zbrojnej „na śmierć i życie”. Żeby to postulować, to po pierwsze trzeba mieć armaty, a po drugie wojsko. Polacy obecnie nie mają ani jednego, ani drugiego więc bezsensem byłoby popierać samospalenie z lubością gloryfikowane przez sanacyjne miernoty i solidarnościowo – PiSdzielskie popłuczyny.
      Mając tego świadomość starałem się i staram wybić z głowy Polakom, zwłaszcza młodym, podbijanie im bębenka bohaterszczyzny insurekcyjno-powstańczej przez różnych gabinetowych wodzów i pastwiskowych „marszałków”, czy żoliborskich ” naczelników”.
      Konsekwentną walkę na śmierć i życie rozumiem jako walkę o godne trwanie we własnym kraju i rządzenie się w nim suwerennie zgodnie z własnymi możliwościami i ambicjami i nie pozwalanie na traktowanie siebie-rdzennego narodu, jak niewolniczej , nie mającej nic do powiedzenia masy. Tak rozumianą walkę można i należy prowadzić konsekwentnie, wytrwale, rozumnie i z wolą zwycięstwa – używając stosownych sposobów i narzędzi.
      Proszę sobie obejrzeć chociażby film ” Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” o zwycięskim zmaganiu się Wielkopolan o polskość, a być może zrozumie pan co mam na myśli ( http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=123487).
      Pańskie insynuacje i „mądrości” proszę zachować na własny użytek i „bohaterów zza płota”, albo zza wielkiej wody jakich najwięcej na internetowym froncie walki o polskość.

      Polubione przez 1 osoba

  10. defaut

    Z gory bylem pewien odpowiedzi na zaczepke po niefortunnych sformulowaniach i to dokladnie takiej, jaka nastapila a za plotem jest obecnie tak, jak i przed plotem.
    Nie wierze juz w skutecznosc walki przed plotem dopoki za plotem na dobre
    sie nie zawiruje, ludzie w swojej masie wlasnie zaczynaja lapac, ze aktualne bajdorzenie starej kliki o „wspolnych wartosciach” w odniesieniu do nich
    to pustoslowie.
    Przed plotem bylo zawsze za duzo nieprzemyslanego narwanstwa, doprowadzajacego do kolejnych porazek, tym samym zdolowania.
    .

    Lubię to

  11. Fredo

    Mam pytanie do pani nany .
    Może jest pani członkinią tego zespołu ?

    Wszystko co pani pisze to brednie kobieto . Moja babcia ledwo żyje po ciężkiej harówce w polu a cała życie robiła na roli .

    Polubione przez 1 osoba

    • Abstrahując od tego czy Nana pisze „brednie”, chciałem Cię Fredo zapytać ile lat ma Twoja babcia?
      Bo w swoim komentarzu pod artykułem „Barłoga odpłynął” przyznałeś, że:
      ————————————————————-
      „Mój rocznik 45 , a więc młody nie jestem.”
      ————————————————————-

      Wychodzi mi, że masz 72 lata. To ile ma Twoja babcia? 110? Więcej?
      Widać ta harówa na roli za bardzo jej nie zaszkodziła…

      Lubię to

  12. Fredo

    Drogi Tomku sarkazm niepotrzebny ale odpowiem bo weżmiesz mnie za syjonistę prowokatora i kłamcę .
    Moja babcia ma 101 lat i w związku z tym dostała dodatek do renty w związku ze ukończyła setkę . Takie coś jest . Moją mamę urodziła w wieku lat 18 co wcale na wsi nie było czymś dziwnym . Oczywiście napisałem rok 45 co wynikło z błędu jaki popełniłem na klawiaturze .Potem próbowałem go skorygować ale za cholerę mój wpis nie był publikowany na WPS .
    Oczywiście prawidłowy rocznik 55.
    Jeżeli udostępnisz mi swojego emiala zrobię skan korzystając ze sprzętu mojego kolegi bo nie mam skanera osobiście i ci wyslę skan mojego dowodu czy jak mówią Anglicy ID.
    Co do choroby czy chorób mojej babci .Sarkazm niepotrzebny w już w wieku lat 60 zachorowała na stawy czy kręgosłup a mimo tego pracowała do póżnej starości w polu . To jest robota naprawdę ciężko dużo wiem o tym i ludzie naprawdę wcześnie zaczynają chorować chyba że mają końskie zdrowie a ilu takich jest .

    Polubione przez 1 osoba

    • Niekoczownik

      Żydowska barbarzyńska chciwość zieleń Warszawy pożera. Dla tego bydełka talmudycznego piękno, estetyka, moralność jest w portfelu i wekslu. Reklamy są piękniejsze od kwiatów bo kasę dają i gówna reklamują.

      Polubione przez 1 osoba

  13. kamilbay

    Znakomity artykuł. Dziękuję

    Lubię to

    • paziem

      Też uważam, że jest to jeden z najciekawszych tekstów ostatnio publikowanych na naszym portalu, ale to zasługa wyłącznie autora – dr Ludwika Staszyńskiego

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s