Edward J. Moskal. W rocznicę śmierci prezesa Związku Narodowego Polskiego i Kongresu Polonii Amerykańskiej.

Dwanaście lat temu, w nocy z 21 na 22 marca 2005 roku zmarł  Edward J. Moskal – prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej i Związku Narodowego Polskiego  od 1988 do 2005.

A Tribute To Edward J. Moskal

22 marca 2005 r. w Chicago zmarł ś.p. Edward J. Moskal, prezes dwóch największych polonijnych organizacji Kongresu Polonii Amerykańskiej i Związku Narodowego Polskiego, którymi kierował od 1988 roku. Człowiek waleczny, w pełni oddany sprawom Polonii i mocno wspierający Polskę i Polaków.

Szeroka działalność prezesa Moskala na rzecz pomocy Stanów Zjednoczonych w kształtowaniu zmieniającej się Polski umożliwiła mu zjednać szerokie grono osób nie tylko polskiego pochodzenia ale również i wielu znaczących Amerykanów. W efekcie szeroko zakrojonej akcji nastąpiło przyjęcie Polski do NATO. Pamiętam, te niespotykane w swej ilości, wcześniej i nigdy później, słane petycje do Kongresu Stanów Zjednoczonych, senatorów i kongresmentów co dało tak bardzo pożądany skutek.

Waleczność i zdecydowane przeciwstawianie się antypolonizmom przez prezesa Edwarda Moskala spowodowała agresję środowisk wrogich Polsce i Polakom, od lat chcących wymusić na nas niczym nie uzasadnioną uległość i niszczących naszą tożsamość narodową; których siła oddziaływania w Stanach Zjednoczonych a także w świecie na nasze nieszczęście szybko rosła. W efekcie prezesowi Edwardowi J. Moskalowi przylepiono nalepkę “antysemity” i rozpowszechniono ją na tyle skutecznie, że wielu rodaków zagubiło się w ocenie zarówno osoby prezesa Moskala, jak i prowadzonej przez niego politycznej działalności.

Dzisiaj, z perspektywy czasu widać, że w wielu kwestiach dotyczących spraw polsko-polonijnych przemyślenia i związane z nimi obawy prezesa Edwarda J. Moskala były uzasadnione.

Waldemar Glodek
www.polishclub.org

 *     *     *

 

Dokąd zmierzasz, Polsko?edward-moskal

Wystąpienie prezesa Edwarda J. Moskala na Zjeździe Dyrekcji Kongresu Polonii Amerykańskiej w Lincolnwood, IL. w dniu 16 czerwca 2001

Szanowni zebrani!

Niedawne wydarzenia i publikacja skłoniły mnie do wzięcia pióra do ręki i skreślenia serii uwag na temat minionego, II Zjazdu Polonii oraz Polaków z Zagranicy, zorganizowanego przez profesora Andrzeja Stelmachowskiego, byłego marszałka Senatu RP, a obecnie prezesa Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Zaraz po przybyciu do Warszawy stało się zupełnie jasne, jaki to rodzaj powitania przygotowała nam miejscowa prasa.

W istocie, ich zachowanie nie stanowiło dla nas niespodzianki, uważam, że reakcja ta stanowiła po prostu odbicie tego, jak służy ona swoim obecnym panom. Typ retoryki, jaki zainicjowała „Gazeta Wyborcza”, dla mnie potwierdzał jedynie zupełny brak uczciwości w przedstawianiu faktów. Wobec osób, które prowadza z nami dialog, podejmowano natychmiastowe ataki. Ich napaści na Kardynała Józefa Glempa czy też profesora Stelmachowskiego, nawet nie tyle na mnie, stanowiły tylko jawny dowód, komu media te służą – i musze przyznać, że pan Michnik w sumie wyświadczył nam wielka przysługę, kierując tak duża uwagę swoich czytelników na odbywający się Zjazd. W istocie, nasi adwersarze starali się w tym wręcz prześcigać miedzy sobą.

Nasze pierwsze spotkanie przed dziewięciu laty, w Krakowie zgromadziło Polaków, którzy zostali zmuszeni szukać życia poza krajem, nie z własnej woli, głównie z racji na brutalną przemoc użyta wobec nich najpierw przez Niemców, tak jak później przez Rosjan. Zmiana granic Polski dokonana wola „wujka Józefa” (Stalina), która nasi przywódcy zaakceptowali bez zastrzeżeń, sprawiła, że nastały czasy niewiele lepsze od dawnej niewoli. Pomimo ciężkiego życia i przeszkód, niepokonany duch Polaków pozwolił im przetrwać i znieść wszystko, na co naród został wystawiony. Wielu rodaków zapłaciło za to swoim życiem, ale reszta przetrwała i znalazła się obecnie w trochę dziwnej rzeczywistości, pozwalającej wszakże na zbudowanie własnych rodzin i nowych społeczności.

Tak więc spotkaliśmy tym razem nowe pokolenie (Polaków i Polonii), tak różne od tych, z którymi spotkaliśmy się przed laty. Ludzi daleko lepiej poinformowanych i wykształconych, czy to z Litwy, Ukrainy, Łotwy, Estonii i samej Rosji, Kazachstanu bądź Białorusi. Starają się oni dziś przede wszystkim pozyskać dla siebie to wszystko, co w Stanach bierzemy za należne i naturalne: prawa humanitarne, godność ludzka i związaną z tym wolność słowa, prawo do posiadania własności, wyznawania swojej religii bez leku i obaw z jakiejkolwiek strony. Sam Zjazd potwierdził wymownie ogrom prac prowadzonych przez „Wspólnotę Polską” w kierunku odrestaurowania przez te wszystkie środowiska własnych korzeni i związków z Macierzą. Niektórzy pragną powrócić do Polski, podczas gdy inni wola pozostać w krajach zamieszkania, tam, gdzie założyli własne rodziny, pozostając w duchowym związku z tradycjami i krajem pochodzenia. Są lojalni wobec krajów, które ich przyjęły, ale ciążą do Polski pamiętanej z przeszłości, która dziś jednak już nie istnieje.

Dochodzimy teraz do chwili prawdy: W jakim trybie obecny rząd w Warszawie stara się wychodzić naprzeciw wszystkim tym potrzebom i problemom, których my jesteśmy w pełni świadomi? Z pewnością profesor Stelmachowski i jego współpracownicy, pomimo ogromnych trudności jakie to przedstawia, starają się rzeczywiście przychodzić im z pomocą i usiłują zaspokoić dostrzeżone potrzeby. W podziękowaniu za swa prace i wysiłki spotykają się natomiast w Polsce z fałszywymi oskarżeniami, oczernianiem i ordynarnymi kłamstwami, rzucanymi przez środowisko denuncjatorów upartych w dążeniach do zniszczenia organizacji „Wspólnota Polska”, tak jak i jej prezesa. Nasze najgorsze obawy mogą się zmaterializować, jeśli nie nastąpią zasadnicze zmiany w rezultacie nadchodzących wyborów w Polsce, w których, jak wierzymy, do głosu dojdą reprezentanci wyrażający najlepiej prawdziwe wartości swego społeczeństwa.

Myślę, że dochodzimy w tej chwili do prawdziwych powodów kampanii kłamstw, przekręceń i pól-prawd, podobnie jak usiłowań niszczenia oskarżanych fałszywie osób, w jaka zostaliśmy wmieszani, i to nie tylko ze strony określonych środowisk w kraju, ale również także tutaj – w Chicago, w Nowym Yorku czy gdziekolwiek indziej, tak, również i w samym Waszyngtonie!

Opinie naszych wrogów, które w ich przekonaniu reprezentują słuszność, nie wytrzymują nawet bliższego testu prawdy. Nasi lokalni tak zwani dziennikarze, którzy wpuścili truciznę do swych piór, dokładnie wiedzą jednak co zawiera bagaż, jaki ze sobą noszą. Ci adwersarze należą do tej samej kategorii co indywidua, które postanowiły zniszczyć Kongres Polonii Amerykańskiej w celu zdemoralizowania i rozbicia całej polonijnej społeczności. Przed laty to właśnie nasz Kongres zabiegał intensywnie o zdobywanie i przekazywanie tym środowiskom pomocy finansowej ze Stanów Zjednoczonych, za pośrednictwem Narodowego Funduszu na Rzecz Demokracji. Widzę teraz, że to, co wtedy podjęliśmy w najszlachetniejszym zamiarze i wierze we wniesienia w życie Polaków prawdziwej demokracji – w praktyce przekształcił się w proces pompowania uczciwych funduszy do kieszeni wątpliwej konduity, vis-a-vis „Gazeta Wyborcza”, której wydawcy stali się obecnie milionerami, naszym kosztem.

Jest godna ubolewania rzeczą, że ówczesny kurier i pośrednik w tym projekcie, pan Milewski, nie przebywa już z nami na tym świecie. Mógłby się on dziś okazać bardzo użyteczną osobą dla wyjaśnienia w jaki sposób tamte fundusze zostały naprawdę wykorzystane, z pomocą niektórych naszych byłych partnerów, którzy raz po raz wychodzą zza kulis ze wściekłymi przeciwko nam wymierzonymi diatrybami. I jakkolwiek pewni gracze zgarnęli już dawno swoje nagrody i zdążyli zapomnieć jak nawet trafiły one do ich rąk, dokumenty tamtych transakcji wciąż istnieją, i mogę ich zapewnić, że w swoim czasie, już niebawem, ujrzą światło dzienne. Możecie spytać w jaki sposób i dlaczego zostałem wplatany w te układy, w których nieustannie okazujemy się winowajcami? Otóż od najmłodszych lat nauki w szkole przy parafii św. Jana Kantego w Chicago pasjonowałem się dziejami Polski, jej tradycjami, zaborami, losem zgotowanym jej mieszkańcom, rozkładanym od środka i od zewnątrz przez napływające siły, zawsze jednak wywodzące się z kręgów tak zwanych „liberałów”. Czułem się zawsze dumny ze swojego polskiego pochodzenia, pomimo negatywnych stron życia wnoszonego przez fałszywych przyjaciół, rzekomo mających uczyć nas tolerancji, ale takiej, która funkcjonuje wyłącznie w jedna stronę, skierowana właśnie tylko ku nim.

Od samego początku nasz Kongres Polonii Amerykańskiej włączył się do wysiłków na rzecz dyskusji i lepszego zrozumienia. Ale nie zabrało to nam wiele czasu, aby zdemaskować inicjatywę jako szaradę polegającą na manipulowaniu ludźmi i ich poglądami dla bardzo egoistycznych celów. Odkrywamy, że najgorszymi wrogami okazują się dziś ci, którzy byli obarczani poprzednio winą [amerykańscy Żydzi – wtr. WK], a teraz oskarżają nas o zainicjowanie Holocaustu! Cóż za potworne kłamstwo! To nowe podejście lansowane jest obecnie przez marginalne grupy próbujące pomniejszać winę i odpowiedzialność Niemiec – pozwolę sobie zadąć pytanie – a to dlaczego? Możemy się oczywiście tylko domyślać, że chodzi o pieniądze, które zostały im już wypłacone, i o pieniądze jakich oczekują jako swoją cześć z procesu wypłat odszkodowań niemieckich, z pomocą Waszyngtonu. Cóż za gorzki paradoks! Byliśmy obecni na Jasnej Górze kiedy Prymas Polski otwarcie oświadczył, że Episkopat Polski zamierza prosić Boga o wybaczenie za grzechy i występki, ale nie Żydów – oczekując natomiast słów przeprosin ze strony Żydów za ich przestępstwa wobec Polaków. Jest prawdziwym wstydem, że przemilczała to cześć polskiej prasy, podobnie także nasza, rzekomo polska prasa, podobnie jak zostało to pominięte przez prasę amerykańską, co jest bardzo smutne, choć nie stanowi właściwie żadnej niespodzianki.

Jeśli chodzi zaś o samo przepraszanie, musimy w końcu postawić pytanie: kto dał prawo i powody pewnym indywiduom wśród Polonii do formowania żądań pod adresem Polaków, aby zaczęli przepraszać żydów? Kogo ci ludzie naprawdę reprezentują? Jak nisko niektórzy ludzie muszą się zniżać, aby wysługiwać się wybranym politycznym protektorom?

Kiedy opublikowana została książka Jana T. Grossa stała się przedmiotem zasadniczej kontrowersji, na jaką w pełni zasłużyła. Jego „uczciwe przedstawienie” wypadków w Jedwabnem powinno być sprawiedliwie ocenione jako zbiór autorskich wyobrażeń o faktach spisanych zatrutym, jadowitym piórem.

My, ze swej strony, zawsze nawoływaliśmy o rzetelne śledztwo mające na celu ujawnienie całej prawdy, bez względu na to, kogo miałaby ona obciążyć. Oczekując na wyjście całej prawdy na jaw, dowiedzieliśmy się o naciskach i demonstracjach grup żydowskich, starających się narzucić swoje żądania polskim władzom.

edward-moskal-george-bushCo jest szczególnie zasmucające, usiłowali oni także dyktować wyniki prac ekshumacyjnych na terenach poszukiwań w Jedwabnem, powołując się na swoje religijne zastrzeżenia. Ekshumacja [patrz tez: „Parodia ekshumacji” – wtr. WK.] się odbyła i na światło dzienne zostały nie tylko wydobyte zwłoki, ale przede wszystkim kłamstwa i świadome przekręcenia prawdy, obliczone na zrzucenie całej winy na Polaków.

Podobno są wciąż naoczni świadkowie okrucieństw czynionych przez Polaków, ale my także mamy żywych świadków, którzy mogą zeznawać na temat żydów, którzy zdradzali i wydawali Polaków w ręce okupantów, tych którzy wydawali polskich księży, nauczycieli, intelektualistów, nie wyłączając własnych braci, Żydów – w ręce czy to Rosjan, czy to Niemców. Tyle na temat współpracy z okupantami.

Polski prezydent, Aleksander Kwaśniewski powinien dobrze zastanowić się i przemyśleć prowadzona przez siebie politykę oraz postanowienie publicznego wystąpienia z uwłaczającymi przeprosinami. Powinien raczej wziąć pod uwagę długą listę obelg i występków przeciwko własnemu narodowi i uczynić co należy, nie tyle w imię zadośćuczynienia doraźnej presji politycznej, co raczej w imię zachowania zasadniczej godności i uczciwości.

Wprowadzenie Polski w struktury Unii Europejskiej rychło okazać się może jego „pięta Achillesa”. Wielu z nas, zarówno tu, w Ameryce, jak i wszędzie indziej, bardzo usilnie walczyło przeciwko ogromnym przeszkodom jakie blokowały drogę Polski do NATO. Niektórzy maja teraz spóźnione wątpliwości czy warto było to wtedy czynić – po prostu patrząc i widząc to, co się dziś dzieje w Polsce. Kiedy tamta sprawa była pilna potrzebą, wówczas Stany Zjednoczone i jej Polonia były przedmiotem starań najwyższej wagi, dziś najwyraźniej daleko ważniejszy jest flirt z Europejczykami. Tyle na temat lojalności i sprzymierzeńców.

Prowadzimy pilna obserwacje wszystkiego, co dzieje się dziś w Polsce, bo wynika to z naszego przywiązania, lojalności i dumy z polskiego pochodzenia. Nie mamy po prostu innego wyboru, tak jak nie możemy uznawać i oceniać aktów podporządkowywania się obcemu naciskowi i ustępstw inaczej niż jako aktu jawnej zdrady polskich, narodowych interesów.

Edward J. Moskal
Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej

Read in English:  A short biography of Edward J. Moskal – Polish American Congress  

 

*     *    *

 

OŚWIADCZENIE PREZESA
KONGRESU POLONII AMERYKAŃSKIEJ

Chicago, 12 kwietnia 2001

FARYZEJSKIE WZYWANIE
INNYCH DO PRZEPROSIN

I znów Jan Nowak Jeziorański, za sprawą jakże chętnie nagłaśniającej go Agencji Prasowej PAP, powtórzył publiczne wezwanie pod adresem Polaków: trzeba przeprosić za Jedwabne! Przypadek uporu godnego lepszej sprawy – czy też osobisty kompleks obciążonego sumienia? Zastanawiam się przede wszystkim – z jakich to pozycji Nowak-Jeziorański zwraca się wciąż do społeczeństwa i narodu polskiego. Czy jako noszący paszport amerykański były dyrektor rozgłośni „Wolna Europa”, czy też jako były działacz i wiceprzewodniczący Kongresu Polonii Amerykańskiej, z którym lata temu się rozstał (choć lubi ten tytuł „byłego” i wciąż się nim podpisuje pod każdą petycją). Nie jest rzeczą bez znaczenia, kto i z jakiej pozycji tak często i chętnie chce przemawiać, aspirując wyraźnie do roli kogoś, komu dano specjalny mandat trybuna – i jest w tej mierze jakimś samozwańczym „autorytetem moralnym”.

Jerzy Robert Nowak (nie mylić z Janem Nowakiem-Jeziorańskim!) nie tak dawno miał odwagę w swojej „Encyklopedii Białych Plam” zaliczyć Jana Nowaka-Jeziorańskiego do kategorii „fałszywych autorytetów” – i po zapoznaniu się z jego wywodem przyznałem mu w duchu absolutną rację. Posłuchajmy jego opisu i definicji: „Od pewnego czasu obserwujemy nasilenie różnego typu grupowych wystąpień tzw. autorytetów. (…) „Autorytety” grupowo wyrokują, protestują, oceniają, potępiają, pouczają naród, co ma robić od zaraz. „Autorytety” najcześciej zabierają głos w sprawach, na których zupełnie się nie znają, ale to akurat im zupełnie nie przeszkadza” – pisze Nowak. „łączy ich pokora wobec lobby żydowskiego – kontynuuje swoją charakterystykę autor hasła – są „kurierami” dziejowych zafałszowań” – dodaje. Rzeczywiście, jesteśmy w domu!

W swoim pierwotnym apelu zawartym w tekscie „Rzeź w Jedwabnem” (na łamach styczniowego „Nowego Dziennika”) Jan Nowak-Jeziorański domagał się od społeczeństwa polskiego „poczucia narodowego wstydu za czyny haniebne”, faryzeuszowsko argumentując, „skoro dzielimy dumę narodową płynącą z czynów” (jakich – szlachetnych?). „Musimy zdobyć się na poczucie narodowego wstydu”, domaga się uporczywie w swoim artykule Nowak, głosząc tam takie radykalne i apodyktyczne sądy jak: „Wysuwanie wniosku z pogromów w lecie 1941r., że zagłada była wspólnym dziełem Polaków i Niemców, jest oszczerstwem”. I zaraz dalej: Każdz kto poczuwa się do polskości, ma obowiązek bronić się przed nim”. Proszę mi powiedzieć w oparciu i już o te zdumiewające sądy, kim właściwie jest ich autor, kogo reprezentuje – i czyich interesów tutaj broni?

Jest to o tyle paradoksalne, że cała ujawniająca się ostatnio naszym oczom baza dowodowa, żmudnie wydobywana przez prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej, zmierza dokładnie w strong przeciwną. Dzień po dniu staje się jawne, że zbrodnia w Jedwabnym była, tak jak to przez 60 lat uważano, dziełem okupanta niemieckiego, a udział Polaków był w niej marginalny, wymuszony i niejasny. Nie są to tylko studia i analizy dokumentów czynione „w marszu” przez prof. Tomasza Strzembosza i kilku innych prawdziwych historyków, mających reputację i zasady, nie traktujących też swojej pracy jako koniunkturalne usługi dla określonych grup dzisiejszych polityków. Badaczy tych, dobrze znanych publicznemu ogółowi, nie można posądzać o to, o co Jan Nowak-Jeziorański pomawia w swoim artykule własnych rodaków, którzy ośmielają się podważać wiarygodność „świadków” i „w ten aposób oddalają się od tego, co stanowi – meritum sprawy”.

Właśnie, co jest tutaj „meritum sprawy”? Z tekstu „Rzeź w Jedwabnem” wygląda, że nie jest nim bynajmniej dotarcie do prawdy i faktów, ale wyegzekwowanie planu rzucenia Polaków na kolana, wyekspediowanie z misją pątniczą prezydenta RP, premiera i prymasa do Jedwabnego, aby na oczach reporterów i agencji medialnych z całego swiata błagali naród żydowski o przebaczenie… Uchodzący za polakiego patriotę Jan Nowak-Jeziorański narzeka, że „debata zaczyna zmierzać w falszywym kierunku”, ponieważ kwestionuje się wiarygodność książki Grossa i założony z góry plan zaczyna się wykolejać. Tylko komu plan ten miał służyć – rodakom czy sponsorom książki „Sąsiedzi”, którzy zamierzali na niej ubić swój moralny kapitał?

Ani przez chwilę Nowaka-Jeziorańskiego nie interesują publiczne szkody, jakie wyrządza książka Grossa, oparta na fałszywym założeniu i nie mająca wartości naukowego dokumentu, za to nagłaśniana już w wielu krajach zachodu przez doskonale wazystkim znanych, dawnych wrogów Polski, prawdziwych „polakożerców”, z Abrahamem Brumbergiem na czele. Nowaka niepokoi wyłącznie „jakikolwiek wybuch nieoantysemityzmu”, czyli fali oburzenia Polaków na widoczną już dla każdego, grubo szytą manipulację. Taka ewentualność, zdaniem Nowaka – „w Polsce wyrządziłaby straszne szkody, nie żydom, bo pozostało ich w Polsce zaledwie kilka tysięcy, lecz pozycji i dobremu imieniu Polski w świecie”. Tak więc w każdym przypadku troską legendarnego „kuriera z Warszawy” są tylko i wyłącznie kalkulacje, plany i skuteczność akcji żydowskiego lobby…

Stąd ponowiony dziś apel, „by Polacy koniecznie przeprosili za Jedwabne” niezależnie już od tego, jakie konkluzje na temat sprawców przedstawi niebawem specjalnie powołana w tym celu Komisja Inatytutu Pamieci Narodowej – rysuje się jako bardzo dziwny i zawiły myślowo. Nowak-Jeziorański w trybie przypominającym szmańskie zaklecia, wmawia teraz czytelnikom: „Czy więc nie powinniśmy, jako Polacy, poczuwać się do moralnego obowiązku przeproszenia za czyn zbrodniczy, popelniony przez naszych braci?” Powołuje się przy tym i na kanclerza Brandta, który przepraszał za zbrodnie Hitlera, którego nie był ani sympatykiem ani wyznawcą, to znów na polakich biskupów, którzy „wybaczyli Niemcom i prosili o wybaczenie”, choć tu Nowak zastrzega się już, abyśmy nie oczekiwali tej samej wzajemności od żydów! Pisze: „Akty przeproszenia i przebaczanie nie są towarami wymiennymi i nie mogą być przedmiotem przetargu na zasadzie: ja przeproszę ciebie, jeśli ty mnie przeprosisz. W myśl nauki Chrystusa” (tak tak, pisze to Jan Nowak!) „żale za grzechy są obowiązkiem sumienia, więc nie mogą się opierać na zasadzie wzajemności”.

Pozostawmy już w spokoju faryzejską spekulację, mętlik słów i pojęc, w których gmatwa się „fałszywy autorytet”, tym razem starający się być ekspertem w kwestii nauk Koscioła (?!). Zapytajmy raczej, kto tak uporczywie ponawia wyzwania o coś, na czym mu osobiście tak bardzo zależy – czy doprawdy ktoś, kogo się słucha – i ktoremu się ufa, człowiek, który cieszy się społecznym autorytetem? W obsesji Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który z uporem desperata pcha koniecznie prezydenta RP, premiera i prymasa do wdziania pokutniczej sukni i ruszenia na kolanach, w prochu – do Jedwabnego, bo sytuacja ta i obraz są czymś, na czym chyba nie tylko jemu tak bardzo zależy, kryć się może daleko ciekawszy kompleks własnej winy, kompleks nie złożonych dotąd przeprosin i ekspiacji za niegodne, osobiste czyny.

Nie jest od dawna tajemnicą, bo ujawnili to już w paru publikacjach książkowych wspąłpracownicy radia „Wolna Europa”, wśród których pracował Jan Nowak-Jeziorański, że przegrał on lata temu proces o zniesławienie, wytoczony niemieckiemu funkcjonariuszowi, który zidentyfikował go jako współpracownika niemieckich władz okupacyjnych na terenie Generalnej Guberni. Po prostu, Jan Nowak-Jeziorański pracował dla hitlerowców jako ich zaufany i lojalny zarządca „przejętego mienia pożydowskiego”. Pytany o ten epizod wyjaśniał, że do pracy tej skierowało go dowództwo Armii Krajowej, aby zapewnić mu „żelazne dokumenty”, niezbedne w jego dalszej, konapiracyjnej pracy. Być może i w tym przypadku poznamy kiedyć pełną prawdę. Tym niemniej, Jan Nowak-Jeziorański nie przeprosił dotąd publicznie za funkcje jakie pełnił pod nadzorem ludzi z trupimi czaszkami na czapkach – ani swoich współbraci, ani swoich współrodaków. Może od tego powinien raczej sam zacząć zanim popędzi polakie społeczeństwo i jego liderów do Jedwabnego?

Edward J. Moskal
prezes Związku Narodowego Polskiego
i Kongresu Polonii Amerykańskiej

Chicago, 12 kwietnia 2001

 

 

    *     *     *

 

 

Zmarł wybitny przywódca Polonii amerykańskiej Prezes Edward J. Moskal

W nocy z 21 na 22 marca 2005 odszedł z tego świata, we śnie, prezes Związku Narodowego Polskiego i Kongresu Polonii Amerykańskiej, który w maju br. ukończyłby 81 lat. Operacja i częściowa amputacja nogi, dokonana latem 2003, niemal przed wyborami na Walnym Sejmie ZNP w Denver, Kolorado zmieniła dramatycznie Jego życie, skazując Go na wózek inwalidzki. Dzielnie walczył ze słabością i przeciwnościami losu do ostatnich miesięcy i tygodni, pełniąc z determinacją wszystkie funkcje i obowiązki, mówiąc tylko, że reszta w ręku Boga. Patrząc wstecz na Jego długie życie i energiczną działalność w organizacjach Polonii, nie ulega kwestii, że potomni wspominać będą Go jako nieprzeciętną, barwną osobowość, szczerze oddanego polskości patriotę i prawdziwego amerykańskiego biznesmena, który pozostawił po sobie imponującą wręcz spuściznę i rozległy, mało powszechnie znany, dorobek.

Edward Moskal urodził się w Chicago (21 maja 1924 r.) jako syn Zofii (Grzyb) oraz Józefa Moskala. Z tym środowiskiem związany był przez całe życie, i z nim też wiązały się niemal wszystkie Jego sukcesy i osiągnięcia. Wyrastał w polonijnej dzielnicy przy parafii św. Jana Kantego, tam uczęszczał do szkół. Kiedy zakończył służbę wojskowa, po II wojnie światowej powrócił do Chicago, by poświęcić dalsze lata pracy karierze w Związku Narodowym Polskim, największej w tym kraju patriotycznej organizacji bratniej pomocy, która miała wybitny udział w odzyskaniu przez Polskę niepodległości po I wojnie światowej, a także zasadniczy udział w powstaniu w trakcie II wojny światowej Kongresu Polonii Amerykańskiej. Przeszedł przez wszystkie szczeble i stanowiska w grupie i gminie związkowej, by w roku 1963 zostać wybranym krajowym dyrektorem ZNP zasiadającym w zarządzie organizacji. W roku 1967 stał się skarbnikiem Związku, a w 1988 r. po śmierci prezesa Alojzego A. Mazewskiego, otrzymał mandat prezesa ZNP (wkrótce też prezesa Kongresu, w 1989 r.).

Czasy Edwarda Moskala, jako lidera głównych organizacji amerykańskiej Polonii, przypadły na epokę wielkich przemian w polityce światowej, a także polskiej. Pierwszą, jakże znamienną jego decyzją było wyjechać do kraju, na „wizję lokalną”, z delegacją działaczy KPA, aby naocznie przekonać się, co oznaczają te zmiany i poznać ekipę rządzącą nową Polską.

Przez pierwsze lata prezes Moskal ogromnie hojnie wspierał wszelkie formy pomocy charytatywnej dla polskich szpitali, domów dziecka, środowisk w największej potrzebie. Jednocześnie gościł w Ameryce prezydenta Lecha Wałęsę, premierów – Tadeusza Mazowieckiego, Jana Olszewskiego, Jerzego Buzka.
Zainwestował w polską gospodarkę, otwarty był na wszystkie propozycje. Bronił tylko, zgodnie z tradycją, odrębnej tożsamości Polonii amerykańskiej. Tak było na I Zjeździe Polonii Świata w Krakowie, podobnie w 10 lat później, w Pułtusku.
Miał autentyczne sukcesy jako włodarz i biznesmen największej organizacji polonijnej w Stanach Zjednoczonych. Kierował bowiem nie tylko Związkiem, ale i jego prasową korporacją Alliance Printers & Publishers (wydającą gazetę „Dziennik Związkowy”, czasopismo „Zgoda” i stworzył nowy periodyk, „Kalejdoskop” – z myślą o młodej Polonii). Rozwinął dalszą korporację, Alliance Communications, władającą dużą stacją radiową WPNA 1490 AM (nadającą polskie programy 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu), osiągając znaczący wpływ i pozycję w emigracyjnych mediach. Postawił na swoim w 1999 r., otwierając pierwszy własny Bank Alliance i wkrótce potem tworząc następny na południu Chicago. Majątek samego Związku wzrósł do prawie 400 milionów dolarów (niemal podwajając się za jego kadencji!).

W kontaktach z krajem stawiał na inicjatywy, które mogą zmienić oblicze Polski i Polaków. Systematycznie słał transporty potrzebnych lekarstw i nowoczesnego sprzętu medycznego do polskich szpitali. Kiedy usłyszał o tragicznie wysokiej śmiertelności polskich noworodków, ułatwił współpracę z amerykańskimi specjalistami, którzy w Poznaniu stworzyli wzorcową klinikę matki i dziecka. Nic dziwnego, że otrzymał doktorathonoris causa od tamtejszej Akademii Medycznej, a w r. 1997 honorowe obywatelstwo Krakowa, podobnie jak w 1992 r. Komandorski Krzyż Zasługi z Gwiazdą w Belwederze od prezydenta RP. Był ogromnym dobroczyńcą Jasnej Góry, wspomagał wielokrotnie sanktuarium MB Częstochowskiej prawie milionowymi sumami ze zbiorek polonijnych, najpierw na odbudowę wałów ochronnych, następnie kaplicy cudownego wizerunku. Został konfratrem jasnogórskim i kawalerem orderu tego zakonu. Prawie dziesięć lat zabrała mu mobilizacja sił dla wywarcia skutecznej presji na Kongres i Senat USA, by wprowadzić nową Polskę do NATO. Raz jeszcze Mu się powiodło!
W środowiskach, które się Go prawdziwie bały, stworzono Mu wizerunek zapalczywego Polonusa, potem wręcz „wojującego antysemity”. W istocie, był programowym przeciwnikiem „poprawności politycznej”, jako obłudy i kłamstwa. Wojował z całym przekonaniem i bez reszty z przeciwnikami, którzy w Jego przekonaniu szkodzili Polsce i zagrażali jej egzystencji.

Przysłowie słusznie mówi, że tak się gra, jak adwersarz na to pozwala. Prezes Moskal nie dbał o pozory ani o formy, bronił Polski, którą kochał, tak jak nie pozwalał naruszać stanu posiadania ani interesów amerykańskiej Polonii. Kosztowało Go to wiele, zwłaszcza w ostatnich latach, kiedy tak żywe pierwotnie związki z nową Polską, a następnie administracją w Waszyngtonie, zostały poważnie nadwerężone i osłabione, głównie w efekcie niespożytych starań, w tym także intryg, jego ideowych adwersarzy.

Polonia amerykańska żegnała Go jako jednego ze swoich największych przywódców, którzy dokonali rzeczy trwałych, choć towarzyszyły mu liczne kontrowersje. Pożegnanie odbyło się zaraz po Świętach Wielkanocnych w Jego kościele św. Jana Kantego, w którym organizował koncerty i wielkie imprezy polonijne, a Jego doczesne szczątki złożone zostały w grobowcu rodzinnym Moskalów, na cmentarzu św. Wojciecha w przedmiejskim Niles. Chylimy czoła przed nieprzeciętnym człowiekiem i zasłużonym działaczem Polonii.

Cześć Jego pamięci!

Wojciech A. Wierzewski, Chicago

 

  *     *     *

 

Sen. Barbara Mikulski [D-MD]:

Mr. President, I honor the life and legacy of Edward J. Moskal.

Edward Moskal was a giant in the Polish-American community. He was President of the Polish American Congress and the Polish National Alliance. These are empowering organizations–rooted in heritage, history and philanthropy. Their members are humanitarians and patriots–dedicated to Polish history and culture, and to strengthening the historic links between America and Poland. Because of Ed Moskal’s leadership, these organizations have flourished.

The Polish American Congress and the Polish National Alliance were created during one of the darkest periods in Polish history. We know that the history of Poland has, at times, been a melancholy one. Every king, kaiser, czar or comrade who ever wanted to have a war in Europe always started by invading Poland. But we know that while Poland was occupied, the heart and soul of the Polish nation has never been occupied.

The Polish American community never abandoned Poland. We supported them during the long, cold years of Soviet domination. And then in 1980, when an obscure electrician in the Gdansk Shipyard jumped over a wall proclaiming the Solidarity movement, he took the Polish people and the whole world with him, to bring down the Iron Curtain. Ed Moskal and the Polish American community played an important role–sending supplies to the strikers and their families and educating the world about what was going on in Poland.

After the fall of the Iron Curtain, I worked with Mr. Moskal for NATO membership for Poland. Mr. Moskal and the Polish American community helped Poland take its rightful place as a member of the family of democratic nations. Poland is now a full, contributing member of NATO. Our Polish allies serve alongside Americans in Afghanistan and in Iraq.

Now, after so many years of foreign domination, Poland has made the difficult transition to democracy and a free market. Poland is now a real democracy with a vibrant market economy, as well as a reliable NATO ally.

And so, today, we in the Polish community mourn the loss of Ed Moskal. We send our thoughts and prayers to his wife, Wanda Sadlik, and to his family.

 

 *      *       *

 

Artykuł z gazety Tylko Polska Nr 16(240)2005 z dnia 20.04.2005 r.

EPITAFIUM DLA EDWARDA MOSKALA

(Wybrane fragmenty)

Zawsze śmierć kogoś ważnego powodowała falę kontrowersji, które sumowały dorobek życia bohatera i starały się raz na zawsze nakreślić swój punkt widzenia dla następnych pokoleń.

Koszer-media nie oszczędziły kopniaków wymierzonych w trupa „antysemity” i z wrodzoną zaciekłością pomiatały Moskalem jak Mojżesz przykazał.

W takich sytuacjach najbardziej aktywne są „Karły”, które wskakują na trumnę, aby sobie dodać wzrostu i wydzierają zdeformowane pyski jak w średniowiecznym cyrku.

(…)

Kim zatem był Moskal? Na pewno był Polakiem i na pewno był Patriotą, mimo że urodzony poza granicami Polski, robił wszystko, co było możliwe, aby Polsce pomagać w pełnym tego słowa znaczeniu. Otoczony kundlami i żydofilami po prezesie Mazewskim (Alojzy Mazewski byt prezesem ZNP do 1988 roku, po jego śmierci tymczasowo funkcję prezesa ZNP przejął Edward Moskal, jako ówczesny skarbnik) Moskal musiał najpierw uporządkować podwórko związkowe, a potem zacząć budować podstawy nowej organizacji, tj. KPA. Kongres Polonii Amerykańskiej po 1989 roku przestał być potrzebny, ponieważ była to instytucja powołana do walki z „komunizmem”. Teoretycznie komunizm upadł i oficjalnie USA uznały Polskę za państwo demokratyczne i wolne od wszelkich obcych wpływów. Moskal jako jeden z pierwszych zauważył, że niewola Polski dopiero się zaczęła, bo rok 1989 był rokiem transformacji żydokomuny na tzw. III RP, czyli żydowskim rozbiorem Polski i że ciągle trwa walka z Hydrą, której odrastają odrąbane głowy.

Pamiętam, jak przygotowywaliśmy się do wizyty pierwszego premiera „wolnej” Polski, Tadeusza Mazowieckiego. Miałem wówczas wyłączność na telewizyjną relację z całego pobytu „Mumii Wolności” w Ameryce. Do dziś mam przed oczami obraz Żydów wpatrzonych w ołtarz kościoła św. Jana Kantego, gdzie Moskal zamówił mszę dla premiera i jego świty, mam wszystkie taśmy z rozmodlonym „premierem” i innymi farbowanymi lisami, których zaczęło przyjeżdżać coraz więcej do Ameryki. Analizowaliśmy zachowanie minister Izabeli Cywińskiej, która na jednym ze spotkań w KPA, dłubiąc w zębie, powiedziała: przywiozłam trochę zamków na sprzedaż…”. Prezydent Lechu zachęcał do robienia interesów w Polsce, bo, jak się wyraził na jednym ze spotkań z Gubernatorem Illinois, interes się robi na głupocie…”. Były też inne wizyty sponsorowane przez „Fundację Batorego”, tj. L. Balcerowicza i innych „ekspertów” od rujnowania gospodarki państwowej.

To wszystko dobitnie wskazywało na ostateczny rozbiór Polski, jednak w państwie zniewolonym przez Dzieci Diabła, jakim jest USA, nie wszystko można mówić bezkarnie. Oczywiście za kulisami było poparcie polityków i osób wpływowych, jednak nikt nie odważył się głośno wyrazić prawdy, żeby nie obudzić Bestii.

Było jeszcze wielu przebierańców, z Krzaklewskim na czele, ale zawsze alternatywą dla jednego Żyda był następny Żyd lub żydofil, nigdy nie pojawił się prawdziwy Polak, którego mógłby z czystym sumieniem poprzeć Moskal.

Z chwilą przejęcia władzy przez Stolzmana, miarka się przebrała, zwłaszcza po wystąpieniu w Izraelu, gdzie „polski prezydent” powiedział: „prawo prawem, ale racja musi być po stronie Żydów”. Chodziło wówczas o tzw. supermarket i inne żądania Żydów. (Dzięki Moskalowi zlikwidowany przez Stolzmana Janusz Marszałek odzyskał to, co stracił i jest dziś prezydentem Oświęcimia – czy o tym pamięta?) To Moskal pokazał palcem grasujące po Polsce bandy uzbrojonych po zęby Żydów (legalnie przebywająca na terenie Polski milicja żydowska „Mosad” za zgodą Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) oraz międzynarodowe mafie protegowane przez różnych skundlonych ministrów. To Moskal napiętnował żydofila Timoszenkę i innych kolaborantów działających na żydowskiej smyczy. To właśnie Edward Moskal miał pretensje, że Stolzman nie odwiedza Polaków, tylko często przyjeżdża do nowojorskich Żydów na różne imprezy, gdzie dostawał instrukcje, jak ograbić Polskę albo jak napisać konstytucję RP tak, aby w punkcie 90. zrzec się suwerenności Polski na korzyść międzynarodowej bandy cwaniaków, podobnie jak przed 1989 rokiem, kiedy jako towarzysz PZPR jeździł do moskiewskich Żydów po wskazówki. Zmienił się kierunek i nazwa, jednak ludzie pozostali ci sami. Moskal to widział i publicznie o tym mówił, co powodowało skręt pejsów u zamaskowanych żydofilów udających Polaków.

Moskal rozpętał prawdziwą wojnę na śmierć i życie (dosłownie i w przenośni), wysyłając list do „prezydenta” z sugestią, że w Polsce Polacy powinni mieć takie samo prawo jak Żydzi. Kwaśniewski natychmiast list Moskala odesłał gońcem do nowojorskiej siedziby Światowego Kongresu Żydów i następnego dnia rozgorzała prawdziwa wojna w koszer-mediach, które równały prezesa KPA z ziemią. O mało nie doszło do usunięcia Moskala raz na zawsze z zajmowanych stanowisk w ZNP i KPA.

Był to najtrudniejszy okres w Jego kadencji, bo otoczony małą grupką wiernych psów musiał stoczyć bitwę z watahą rozwścieczonych kundli i mieszańców, sterowanych przez lokalne media pod patronatem zażydzonego konsulatu oraz całej machiny propagandowej karmionej amerykańskimi srebrnikami. Wówczas być albo nie być liczono dosłownie na minuty, bo żydofilne „prawo” amerykańskie może zniszczyć dosłownie każdego. Różne „autorytety” próbowały wpłynąć na prezesa, ofiarując pomoc w zamian za odwołanie tego, co napisał, jednak Moskal pozostał nieugięty w obronie prawdy.

Już następnego dnia, kiedy żydofile przygotowywały się do likwidacji „prezesa antysemity”, niespodziewanie, dzięki poparciu większości organizacji reprezentujących ponad 10-milionową Polonię Amerykańską, Prezes Moskal nie tylko pozostał na swoim stanowisku, ale znacznie umocnił swoją pozycję, jako prawdziwy Patriota i obrońca polskiej racji stanu. Kolejne wybory były zwykłą formalnością i mimo mocnej opozycji Edward Moskal z łatwością zwyciężał, aż do ostatnich przed śmiercią, kiedy to na wózku inwalidzkim łatwo pokonał bardzo mocnego przeciwnika. Wszystko to dzięki twardej postawie i wyraźnemu nazywaniu rzeczy po imieniu. Na znak protestu szeregi Kongresu Polonii Amerykańskiej opuścili kundle i żydofile, co znacznie oczyściło atmosferę podczas spotkań.

Po śmierci Moskala KPA przestanie istnieć jako polska forteca na Zachodzie (o ile w ogóle się nie rozpadnie), tylko dlatego, że Prezes pozbył się rasowych psów. Pod koniec życia był otoczony wyliniałymi kundlami oraz niekompetentną rodziną, zupełnie jak zakompleksiony dyktator. Nie ustawił następców, co spowoduje, że po nalbliższych wyborach władzę KPA będą stanowić mieszańce i żydofile pod kontrolą zażydzonego konsulatu III RP, a szkoda, bo jest to najpotężniejsza etniczna organizacja na świecie i gdyby była prowadzona przez Polaka z krwi i kości, mogłaby dużo zdziałać na arenie międzynarodowej (przykładem może tu być Gutierez albo Farakan). W obecnych czasach dobrze zorganizowana grupa może zrobić dosłownie wszystko.

Dzisiaj, po latach, gdy nawet żydofile widzą, że Moskal nie był oszołomem, bo głoszona przez niego prawda pomału wychodzi na jaw, trudno jest nie zauważyć, że mimo oficjalnych trendów zmierzających do skundlenia świata, warto zachować własny, narodowy charakter i twardo bronić Ojczyzny swych przodków przed tzw. demokracją za srebrniki.

Przychodzi mi na myśl metafora z „Twardowskiego”, bo wszyscy, którzy współpracowali z Diabłem (według Jezusa, z Żydami), pomału zbliżają się do „Rzymu” i wylądują na Księżycu, natomiast ludzie Honoru przejdą do historii jako Bohaterowie. Dla mnie prezes ZNP i KPA Edward Moskal pozostanie bohaterem, bo nie sztuką jest szczekać jako gołodupiec nie mający nic do stracenia. Moskal był przedstawicielem najważniejszej polskiej organizacji i milionerem, który, broniąc Polski przed Żydami, ryzykował utratę wszystkiego.

Jedno jest pewne, że dzięki Moskalowi Polacy dowiedzieli się prawdy. Jak to wykorzystają, to już jest sprawa pasterzy i owieczek.

EDWARD MOSKAL
POZOSTAWIŁ PO SOBIE
OBRAZ OBROŃCY NARODU
PRZED NIEWIDZIALNYM
WROGIEM, JAKIM JEST ŻYD
PRZEBRANY ZA POLAKA

Edward Maciejczyk Chicago

  *    *    *

Teksty wybrał i przygotował do publikacji na Polish Club Online
Waldemar Glodek

Polish-Club-Online-PCO-logo-2
, 2017.03.21.

za: http://www.polishclub.org/2017/03/21/edward-j-moskal-rocznice-smierci-prezesa-zwiazku-narodowego-polskiego-kongresu-polonii-amerykanskiej/

Advertisements

10 komentarzy

Filed under Bez kategorii

10 responses to “Edward J. Moskal. W rocznicę śmierci prezesa Związku Narodowego Polskiego i Kongresu Polonii Amerykańskiej.

  1. julius

    Ciekawa teoria, jakże istotna dla nas Polaków

    Dlaczego Trump nie uścisnął dłoni Merkel
    But why? Why snub Merkel?
    Ale dlaczego? Dlaczego zrobił afront Merkel?
    Because that’s what Putin would have wanted.
    Bo tak chciałby Putin.
    But they do suggest that, if true, he knows when he’s doing something that he shouldn’t be doing.
    Angela Merkel is right now one of the most powerful leaders in Europe, certainly the head of the European Union and by some estimations, the leader of the Free World—a phrase usually reserved for the American president. In terms of diplomacy, snubbing her is snubbing the most powerful woman in the world, and one of our closest allies. So when Trump refused to shake Merkel’s hand, he was sending a pointed message that America would no longer be playing by the social niceties grounded since May of 1945 with the collapse of Nazi Germany, and the splitting up of West Germany and East Germany by the Berlin Wall.
    …………………………………………….
    The media has thrown around the word, “Kompromat,” in terms of how beholden Trump actually is to the Russian President. This assures Putin of a puppet in the White House, and in terms of world powers, there is only one country with more power and influence, and that is Angela Merkel’s Germany.
    Upewnia to Putina, że w Białym Domu jest marionetka a jeśli chodzi o mocarstwa światowe, jest tylko jeden kraj o większej sile i wpływach i są to Niemcy Angeli Merkel.
    https://www.pastemagazine.com/articles/2017/03/this-is-the-russian-reason-why-trump-refused-to-pl.html

    Lubię

  2. paziem

    Jeśli pieśni dla Edwarda Moskala, to wyłącznie takie:

    Lubię

  3. paziem

    Pamięć o Edwardzie Moskalu nie ma nic wspólnego z ministrem Szyszko.

    Lubię

  4. Moskal: „Był ogromnym dobroczyńcą Jasnej Góry, wspomagał wielokrotnie sanktuarium MB Częstochowskiej prawie milionowymi sumami ze zbiorek polonijnych, najpierw na odbudowę wałów ochronnych, następnie kaplicy cudownego wizerunku. Został konfratrem jasnogórskim i kawalerem orderu tego zakonu. Prawie dziesięć lat zabrała mu mobilizacja sił dla wywarcia skutecznej presji na Kongres i Senat USA, by wprowadzić nową Polskę do NATO. Raz jeszcze Mu się powiodło!”

    (Wojciech Wierzewski o Edwardzie Moskalu.)

    Moskal był „wielki”. Ale wydając milionowe sumy ze zbiórek polonijnych na potrzeby żydowskiej religii w żydowskiej świątyni na Jasnej Górze, był również niemoralny i naiwny. Oczywiście polscy katolicy nigdy nie rozumieli i nigdy nie zrozumieją, że chrześcijaństwo to religia żydowska. Moskal pod tym względem nie rożni się absolutnie od wszystkich chrześcijan, którzy bez względu na wyksztalcenie, są intelektualnie infantylni. Bez wyjątku.

    Moskal był „wielki”. Ale przyczyniając się w bardzo istotny sposób do wprowadzenia Polski do NATO, Moskal przyczynił się też bardzo do zdrady polskiej racji stanu. Nie ma teraz żadnej różnicy z punktu suwerenności Polski między stacjonowaniem wojsk radzieckich na terenie Polski w PRL a stacjonowaniem wojsk amerykańsko-natowskich na terenie III Rzeczypospolitej.

    Ciągle nie mamy „prawdziwie wielkich Polaków”. Ciągle czekamy.

    Liked by 2 people

    • Pełna zgoda Robercie!
      „Wielki” Polak czy wielka katolicka prousraelska kanalia…

      „Nie ma teraz żadnej różnicy z punktu suwerenności Polski między stacjonowaniem wojsk radzieckich na terenie Polski w PRL a stacjonowaniem wojsk amerykańsko-natowskich na terenie III Rzeczypospolitej.”

      Odnośnie tego stwierdzenia mam duże wątpliwości.
      Wojska ZSRR były gwarantem nienaruszalności granicy na Odrze i Nysie. Usraelskie żołdactwo takim gwarantem nie jest. Wojska ZSRR chroniły PRL przed agresją żydo-zachodu, usraelska soldateska może natomiast wykorzystać Polaków jako mięso armatnie w wojnie z Rosją. Ponadto wojska ZSRR w PRL były gwarantem, że majątek narodowy był majątkiem narodowym a nie prywatną własnością koszernych szabrowników. No i za czasów „okupacji sowieckiej” PRL posiadało suwerenny bezdłużny pieniądz kreowany przez władze a nie przez prywatne żydowskie banki kreowany jako dług. Tak więc „okupacja” radziecka nie wykluczała elementów suwerenności PRL w innych dziedzinach. Dzisiejsza III Rzydopospolita nie ma już ani odrobiny suwerenności w żadnej dziedzinie.

      Liked by 2 people

    • paziem

      Sporo w tym prawdy ( a nawet dużo ) panie Robercie. Ale niech pan powie Góralom, że mają nie chodzić z dnia na dzień do kościoła, to uznają pana za szatana, i o Polsce będzie pan mógł mówić do pustych ścian, I dlatego Putin też chodzi do cerkwi. Zatem nim się coś napisze, to trzeba to trochę wyważyć. Taka jest różnica między polityką, a prawdą. Między realizacją celów narodowych, a klepaniem w klawiaturę.

      Porównanie stacjonowania wojsk radzieckich i amerykańskich w Polsce i zrównanie tego, to już jest niestety zupełna dziecinada.

      Lubię

      • Mówi Pan: „Zatem nim się coś napisze, to trzeba to trochę wyważyć. Taka jest różnica między polityką, a prawdą.”

        Hmm … Z tego wynika, Drogi Panie Redaktorze, że woli Pan politykę od prawdy! A mnie interesuje przede wszystkim prawda. Wszystko inne jest albo drugorzędne albo trzeciorzędne. Nigdy nie mam zamiaru „niczego wyważać”, jeśli chodzi o prawdę, która, jak wiemy, jest tylko jedna i jest jedyna rzeczą, która się zawsze liczy w życiu (i w polityce).

        Polityka, jak mawiał słynny amerykański pisarz Henry D. Thoreau, jest “the cigar-smoke of a man”, czyli jak dym z cygara, niewiele warta. Polityka jest również, kontynuuje Thoreau, „superficial and inhuman,” czyli powierzchowna i nieludzka. Oczywiście polityka oparta na prawdzie – a taka, uważam, jest możliwa – jest jak najbardziej ludzka i istotna.

        Pisze Pan również: taka jest różnica „miedzy realizacja celów narodowych a klepaniem w klawiaturę”.

        No wie Pan, może ma Pan rację, ale jak Pan to robi, że kiedy Pan pisze na maszynie (komputerze) to Pan nie klepie w klawiaturę? Mnie się to nigdy nie udało.

        Pisze Pan jeszcze: „Porównanie stacjonowania wojsk radzieckich i amerykańskich w Polsce i zrównanie tego, to już jest niestety zupełna dziecinada”.

        Jeżeli tak, do dlaczego? Łatwo jest napisać (czyli klepać w klawiaturę), że coś jest „dziecinadą”. Nie jest zawsze łatwo udowodnić, że tak jest. Opolczyk, podobnie jak Pan, nie zgadza się z moją opinią na ten temat, ale on – w przeciwieństwie do Pana – zadał sobie trud, żeby swój kontr-argument uzasadnić.

        Pan nie.

        Pozdrawiam.

        Liked by 1 osoba

      • Nazywanie Moskala wielkim czy patriotą tylko dlatego, że ostro demaskował żydowską załganą nagonkę na Polaków w związku z Jedwabnym czy oskarżaniem Polaków o współudział w „holokauście” to pomyłka. To samo robią przeróżne pseudopatriotyczne ogranizacje i przeróżni pseudopatrioci, jak choćby ONR, Wiechowski – admin gnojówki gajowego czy wściekly rusofob, uprawiający kult wyklętych Leszek Żebrowski.
        Patriotyzm to coś znacznie więcej. Moskal prezentował typowy bogoojczyźniany żydo-katolicki prousraelski pseudopatriotyzm.
        https://opolczykpl.wordpress.com/2014/11/26/chory-falszywy-szkodliwy-antypolski-patriotyzm/

        Putin chodził do cerkwi, ale i otwierał meczety. A tego już Moskal nie robił…

        Liked by 1 osoba

      • Fredo

        Ładnie pan pisze panie Robercie Konradzie o tej prawdzie w polityce ale czy pan się trochę jednak nie pociągnął wodzy marzeń . Wydaje mi się że osiągnięcie prawdy w polityce chyba jest mało realne tak mi się wydaje i PAZIEM chyba ma jednak rację chociaż wolałbym aby to pan miał rację .
        Taki facecik jest starszy nazywa się Pastuszka kiedyś się Opolczyka o niego pytałem i dzięki za odpowiedz facet ma przerośnięte ego wali na żydów ile wlezie też myśli że tylko jego prawda zwycięży a tak naprawdę gada na tym youtube sam do siebie bo nikt go nie słucha albo wielu ma go za wariata z żółtymi papierami .
        Opolczyk już ci Robercie odpowiedział w kwestii tych wojsk to po co PAZIU miał ci pisać to samo drugi raz dlatego nic nie napisał .

        Liked by 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s