Bezdroża Prywatyzacji

„Największe zagrożenie dla wolności człowieka jest wówczas, gdy się go zniewala, mówiąc równocześnie, że czyni się go wolnym.”  –  Jan Paweł II

.

Zamiast wstępu

W 1993 r. było w Polsce 13,4 mln ludzi ubogich. W 1994 r. o ponad 3 mln więcej – 16,6 mln. Jak podała prof. Stanisława Golinowska, dyrektor Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych – blisko 40% rodzin wielodzietnych żyje poniżej poziomu ubóstwa, ponad 85% – poniżej minimum socjalnego. Najbardziej zagrożone ubóstwem są osoby nie mające wykształcenia, rolnicy, członkowie rodzin z bezrobotnymi. Również w 1995 r. poszerzył się obszar biedy; ostatnie doniesienia Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych wskazują na 49% społeczeństwa egzystuje poniżej minimum socjalnego.

Wskaźniki makroekonomiczne podawane przez GUS pną się w górę; na to wskazują uśredniona dane np. dotyczące dochodów, ale wielkiej masie Polaków żyje się jednak coraz gorzej, gdyż faktycznie korzystają z tego tylko nieliczni. W najtrudniejszej sytuacji są rodziny wychowujące dzieci, których zresztą z każdym rokiem rodzi się coraz mniej. Wskaźniki urodzin są tak niskie, że nie zapewnia to już prostej zastępowalności pokoleń, a w I kwartale 1996 roku więcej osób zmarło niż się urodziło. Przy biedzie wielkiej części polskiego społeczeństwa – 10-15% ludności żyje się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Rozwarstwienie dochodowe społeczeństwa jest coraz większe.

 *   *   *

Należy prawidłowo określić przyczyny tragicznego losu wielkiej części Polaków. W potocznym myśleniu wielu osób innych narodowości (czasem również w kraju) źródłem naszych niepowodzeń są polskie cechy narodowe – brak szacunku dla pracy, nieudolność organizacyjna, nieuczciwość, pijaństwo itd. Liberałowie rządzący Polską po 1989 r. bardzo niechętnie przyznają się do własnych win. Twierdzą, że winna jest “komuna”, która – według np. b. premiera J. K. Bieleckiego – wyrządziła Polsce więcej szkód niż okupacja niemiecka w latach 1939-1945. Tego rodzaju oświadczenie złożył J. K. Bielecki na konferencji przywódców europejskich w Davos w 1992 r.

Wiemy co zawdzięczamy “komunie”. Przede wszystkim ograniczoną suwerenność Polski, marnotrawienie pracy Polaków na różne niezwykle kosztowne przedsięwzięcia gospodarcze, podyktowane względami politycznymi, a nie racjonalizmem ekonomicznym. Wśród takich przedsięwzięć należy wymienić przede wszystkim Gierkowskie “przyspieszenie”, duże, ale prowadzone niestarannie tempo rozwoju i modernizacji przemysłu w oparciu o technologie zachodnie, jak również zainicjowanie niekoniecznych, a bardzo kosztownych przedsięwzięć w rolnictwie, nakierowanych wyraźnie na rolnictwo “socjalistyczne” – głównie państwowe. “Komunie” możemy zarzucać również brak wolności i demokratycznych swobód obywatelskich.

Trzeba jednak umieć dostrzec i pozytywy z okresu PRL-u – wielkie dzieło odbudowy kraju przez naród ze zniszczeń wojennych, odbudowę i zagospodarowanie Ziem Odzyskanych, uprzemysłowienie, które zapewniło pracę wielu milionom ludzi. Nawet Gierkowskie “przyspieszenie” miało w swoim zamyśle sens, bo zmierzało do zapewnienia pracy młodym rocznikom wchodzącym w wiek produkcyjny. Zamysł był słuszny, ale wykonanie w wielu miejscach wadliwe. Zaowocowało długami sięgającymi 20 mld dolarów, zaciągniętymi na bardzo niekorzystnych warunkach, uzależniającymi Polskę pod względem ekonomicznym i politycznym od kredytodawców zachodnich.

Zadłużenie zagraniczne sprawia, że obecnie – mimo spłacenia ponad 32 mld USD długów, mimo uzyskania umorzeń w wysokości około 15 mld USD – nadal mamy prawie 40 mld USD długów zagranicznych, co obciąża coraz bardziej coroczne budżety państwa i zapewne obciążać będzie jeszcze kraj przez wiele lat. Dlaczego jednak za długi “komuny” odpowiadać mamy tylko my, a nie ci, którzy zaciągali kredyty bez pytania się o zdanie polskiego społeczeństwa, a przede wszystkim ci, którzy ich udzielali z korzyścią dla siebie, bo na zakup przestarzałych z reguły, technologii. Do takiego krytycznego spojrzenia na siebie zachodni kredytodawcy wcale się nie spieszą. Nie chcą przyjąć do wiadomości, choć powinni, że kredyty, jakich Polsce udzielili już dawno zostały z wielką nadwyżką spłacone.

Za biedę wielu milionów Polaków ogromną odpowiedzialność ponoszą czynniki zewnętrzne. Także za 45 lat Polski Ludowej, której Polacy sobie nie wybierali. Została nam brutalnie narzucona po II wojnie światowej na podstawie jałtańskich porozumień wielkich mocarstw – USA, W. Brytanii i ZSRR, bez pytania się Polaków o zdanie.

Polska ma dużo naturalnych bogactw, dogodne warunki rozwoju społeczno-gospodarczego, duże szanse na zamożność i dobrobyt swoich obywateli. W naszej historii niejednokrotnie przeszkodą okazywało się położenie geopolityczne. Jako jeden z nielicznych krajów europejskich, Polska była obiektem grabieży i napaści ze strony sąsiadów. W wiekach średnich pod względem rozwoju gospodarczego Polska nie ustępowała krajom zachodnim, a nawet przewyższała je postępowością swojej organizacji. Od wojen szwedzkich, które przyniosły Polsce zniszczenia i upadek gospodarczy – w świecie dyplomacji europejskiej torowała sobie drogę myśl rozbioru i gospodarczego podporządkowania Polski. Sprzyjało temu wewnętrzne rozbicie i skłócenie elit politycznych, rzucanie się części możnowładców w objęcia przyszłych zaborców. Gdy inne kraje europejskie rozwijały się – zniewolona Polska była obiektem bezwzględnego ucisku i eksploatacji ze strony zaborców, a jeśli w tym okresie osiągnięto w gospodarce jakiś postęp – to w istocie wbrew zaborcom i przy przeszkodach czynionych z ich strony.

W okresie dwustu lat po rozbiorze między Niemcy, Rosję i Austrię – mieliśmy tylko 20 lat w okresie międzywojennym jako tako suwerennego rozwoju. Wycieńczona i zniszczona do cna Polska, po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. – zdołała do 1939 r. podźwignąć się na tyle, że zachodni ekonomiści mogli już ją zaliczyć do grupy krajów średnio rozwiniętych, takich jak: Japonia, Grecja, Włochy, Węgry czy Portugalia. Ten dorobek po niemal półtorawiekowej niewoli został po raz kolejny unicestwiony w wyniku ataku hord niemieckich i bolszewickich we wrześniu 1939 r.

W latach 1939-1945 znów straciliśmy prawie 40% narodowego majątku (Francja – 1,5%, W. Brytania – 0,8%). Byliśmy najbardziej ograbionym i najbardziej zniszczonym krajem europejskim. Niemal całkowitemu zniszczeniu uległo polskie kolejnictwo, mosty i wiadukty, kopalnie, fabryki, zakłady energetyczne, rolnictwo i leśnictwo, szkoły, placówki kulturalne, domy w miastach i na wsi, transport morski. Najeźdźcy zrabowali zapasy towarów w sklepach i magazynach, zawartość sejfów bankowych. Łączna wartość udokumentowanych szkód i strat poniesionych przez Polskę w latach 1939-1945 wyniosła 258,4 mld zł w cenach z 1 września 1939 r., tzn. 48,8 mld USD, których wartość w 1939 r. była kilkunastokrotnie większa niż obecnie. W przeliczeniu na obecną wartość waluty amerykańskiej straty państwa polskiego w latach II wojny światowej sięgały co najmniej 600-700 mld USD.

Żadnych odszkodowań za straty poniesione przez Polskę w okresie zaborów i za szkody wyrządzone w okresie I wojny światowej, a także w latach okupacji kraju w okresie II wojny światowej – Polska nie otrzymała. Niewielkie odszkodowania od Niemiec, nie pozostające w żadnym stosunku do wyrządzonych nam strat i szkód – były mniejsze od powojennej pomocy żywnościowej dla Polski od Narodów Zjednoczonych (dostawy w ramach pomocy UNRRA miały wartość 471 mln USD).

Niezależnie od olbrzymich strat polskiego państwa w latach II wojny światowej, ogromne straty ponieśli również jego obywatele. Straciliśmy, spośród każdego 1000 mieszkańców – 222 obywateli pomordowanych w obozach masowej zagłady i zabitych w czasie działań wojennych (Jugosławia – 108, Grecja – 70, ZSRR – 40, Czechosłowacja – 15). Ginęli przede wszystkim ludzie młodzi, najbardziej krajowi potrzebni. Z powodu niedożywienia w latach wojny zachorowało na gruźlicę 1140 tys. osób. Wojna przyniosła Polsce pół miliona niezdolnych do pracy inwalidów, setki tysięcy wdów i sierot pozbawionych swoich żywicieli. Ubytek urodzeń wyniósł 1,2 mln. 2,4 mln Polaków wywieziono na przymusowe roboty do Rzeszy, 2,5 mln brutalnie wysiedlono z polskich terenów przyłączonych do Niemiec. Wymordowano kwiat polskiej inteligencji. Prawie przez 6 lat nie funkcjonowały szkoły wyższe i średnie ogólnokształcące.

Straty indywidualne nie zostały wyrównane należnymi odszkodowaniami. Nadal czekają na rozliczenie i uregulowanie. Roszczenia osób poszkodowanych nie ulegają przedawnieniu i są dziedziczone. W styczniu 1990 r., wybitny znawca prawa międzynarodowego prof. Alfons Klafkowski obliczał, że łączne rozmiary roszczeń indywidualnych polskich obywateli od Niemiec wynosiły 537,1 mld DEM lub 284,6 mld USD.

Poza krótkim 20-leciem międzywojennym Polska ma za sobą dwa wieki niewoli i ogromnych ofiar, życia w trudzie i znoju, uporczywej walki o wolność oraz gospodarowania w niekorzystnych warunkach. Odpowiadają za to w zdecydowanej większości czynniki zewnętrzne. Aby znów nie stracić z takim wielkim trudem odzyskanej wolności – z tragicznych doświadczeń przeszłości powinniśmy umieć wyciągać wnioski, podchodząc z ostrożnością i uzasadnioną rezerwą do proponowanych nam dzisiaj programów, rad i tzw. pomocy z Zachodu. Kraje kapitalistyczne niczego nie czynią dla nas bezinteresownie.

Z rezerwą trzeba też podchodzić do różnych tzw. “reformatorów”, pamiętając, że zniewolenie w przeszłości dokonywało się często przy udziale różnych renegatów – agentów i kolaborantów mieniących się Polakami. Dotyczy to m.in. przekształceń własnościowych, które w świetle danych z lat 1990-1995 przybierają coraz bardziej niekorzystny dla Polski obrót, określany niekiedy – nie bez podstaw – jako kolejny rozbiór Polski.

Taki obraz rysuje się na podstawie zwłaszcza danych Najwyższej Izby Kontroli, prezentowanych w jej raportach pokontrolnych oraz sprawozdań samego Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, które to materiały stanowią zasadniczą część podstawy źródłowej poniższego opracowania poszerzoną o wypowiedzi i dane prezentowane na łamach prasy i w debatach Sejmowych.

 

Wbrew społeczeństwu

Liberalny polityk Donald Tusk, mówiąc o Leszku Balcerowiczu – b. wicepremierze w rządach T. Mazowieckiego i J. K. Bieleckiego, a obecnie przewodniczącym Unii Wolności i Januszu Lewandowskim – b. Ministrze Przekształceń Własnościowych i obecnym wiceprzewodniczącym Unii Wolności – stwierdził m.in., że “wielcy politycy to ci, którzy potrafią przeprowadzać swe zamiary wbrew opinii publicznej”. Wypowiedź ta jest klasycznym dowodem pochwalanej arogancji władzy. Ostentacyjny przykład tego w tygodniach poprzedzających referenda uwłaszczeniowe dał także Wiesław Kaczmarek – Minister Przekształceń Własnościowych, który już po zarządzeniu referendum sprzedał koncernom zagranicznym pokaźną część udziałów wielkich nowoczesnych fabryk oponiarskich oraz najlepszych zakładów przemysłu tytoniowego (Kraków i Poznań). Referendum uwłaszczeniowe i jego wyniki dla W. Kaczmarka nie miały żadnego znaczenia. A więc znów mamy ministra, który sprzedaje mienie narodowe, lekceważąc postawę wielkiej części społeczeństwa.

Dotychczasowa działalność prywatyzacyjna prowadzona bez respektowania woli społeczeństwa – jest jaskrawym naruszeniem podmiotowości narodu, a zwłaszcza prawa wszystkich obywateli do ogólnospołecznego mienia, stanowiącego ich wspólną własność.

Autorzy analizujący stosunek polskiego społeczeństwa do przemian własnościowych cytują taką opinię jednego z ankietowanych: “z prywatyzacją rzecz się ma jak niegdyś z kolektywizacją. Prowadzona jest odgórnie, szybko, przymusowo i totalnie”.

Negatywny stosunek społeczeństwa do prywatyzacji był istotnym czynnikiem ograniczającym tempo przekształceń własnościowych. Niechęć potwierdzają badania Najwyższej Izby Kontroli: kierownictwa przedsiębiorstw państwowych, wspierane przez pracowników i związki zawodowe – z reguły opowiadały się za utrzymaniem państwowej własności przedsiębiorstwa i były zdecydowanie przeciwne koncepcjom wyzbycia się przez Skarb Państwa kontroli kapitałowej. Upatrywano w tym zagrożenie dla dalszej egzystencji krajowego potencjału wytwórczego.

…Brak akceptacji ze strony pracowników przedsiębiorstw państwowych zwolnił tempo prywatyzacji oraz powodował wzrost społecznych i budżetowych kosztów przekształceń własnościowych… Społeczne bariery prywatyzacji pogłębiała niechęć pracowników przedsiębiorstw państwowych do sprzedaży tych przedsiębiorstw kapitałowi zagranicznemu.

Przeprowadzony w lipcu 1994 r. przez CBOS (na zlecenie Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, sondaż opinii publicznej wykazał, że 38% respondentów uznało prywatyzację za niekorzystną dla gospodarki. Ponad 22% uważało, że jest ona w takim samym stopniu korzystna, co niekorzystna. Poparło prywatyzację 29% ankietowanych. W porównaniu z lipcem 1993 r. liczba przeciwników prywatyzacji zwiększyła się o 8%, zwolenników wzrosła o 1%, “sceptyków” zmniejszyła się o 7%. Wyniki tych badań to – w ocenie Ministerstwa Przekształceń Własnościowych – dowód na wzrost liczby zwolenników prywatyzacji!

Okazuje się więc, że można mówić, że coś się zwiększa, gdy badania wykazują proces odwrotny, ale to już chyba trzeba zaliczyć do specyfiki tego resortu, który interpretuje rzeczywistość nie według faktów, lecz przede wszystkim według własnych życzeń i dezinformacyjnych intencji.

Należy w tym miejscu przypomnieć autorom raportu o przekształceniach własnościowych w 1994 r., podobny raport za 1992 r., którego autorzy, również powołując się na badania CBOS uskarżali się na narastający krytycyzm społeczny wobec prywatyzacji. W przytoczonych wynikach tego wcześniejszego sondażu CBOS, respondenci wskazywali m.in. na brak jasnego, spójnego programu prywatyzacji, domagali się pierwszeństwa dla załóg do przejęcia prywatyzowanego przedsiębiorstwa, wskazywali na niskie poparcie dla byłych właścicieli oraz wręcz niechęć do kapitału zagranicznego. Ankietowani – za najkorzystniejsze dla gospodarki uznawali udzielenie pomocy w postaci ulg podatkowych, kredytów na wykup przedsiębiorstw i odraczanie płatności spółkom pracowniczym za przejmowane mienie.

Przedstawienie w ministerialnym raporcie za 1992 r. powyższych opinii nie przeszkodziło MPW w ich całkowitym zlekceważeniu, ponieważ – jak pisano w owym raporcie – były irracjonalne, nieprzewidywalne, odzwierciedlające: “szum informacyjny”, niekonsekwencję, brak krytycyzmu, brak wiedzy, ambiwalencję…

Według sondażu przeprowadzonego w 1993 r. przez Ludowy Ośrodek Badania Opinii (LOBO) – 82% respondentów uznało prowadzoną dotychczas prywatyzację za niekorzystną dla nich i za proces zdecydowanie negatywny. Także Najwyższa Izba Kontroli, oceniając stan przekształceń własnościowych w 1993 r. pisze o pojawieniu się silnych społecznych barier wstrzymujących prywatyzację. Jest ewenementem wyjątkowej rangi stwierdzenie, autorów raportu za 1994 r., sygnowanego przez ministra, wysuniętego na ten urząd przez lewicowe ugrupowanie polityczne – wytykanie ówczesnemu premierowi Waldemarowi Pawlakowi hamowania prywatyzacji przy pomocy lewicowej retoryki. Jeśli Waldemar Pawlak uprawia lewicową retorykę, to jaką orientację polityczną reprezentuje rzekomo lewicowy minister Kaczmarek?

Opinia płynąca ze strony tego ministra na temat stosunku Waldemara Pawlaka do prywatyzacji odsłania być może rzeczywiste powody zaciekłych ataków kierowanych pod adresem tego polityka i potwierdza w istocie opinię “Nowej Solidarności”, że głównym tego powodem było stanowisko W. Pawlaka wobec przekształceń własnościowych i związane z nim niezadowolenie zachodnich organizacji finansowych.

Z ostrą krytyką dotychczasowego procesu przekształceń własnościowych występuje także wielu wybitnych polskich ekonomistów, a wśród nich prof. Józef Kaleta, poseł na Sejm RP III kadencji, członek Klubu Parlamentarnego SLD. Autor ten pisał m. in., że: w większości państw zachodnich istnieją liczne, świetnie prosperujące skomercjalizowane przedsiębiorstwa państwowe lub pozostające pod kontrolą państwa. Do takich np. należą: poczta, telekomunikacja, koleje, energetyka, gazownictwo, przemysły: węglowy, lotniczy, stalowy, nuklearny, stoczniowy. Nierzadko przedsiębiorstwa państwowe pracują w krajach zachodnich efektywniej niż prywatne. Ten fakt zasługuje na uwagę – pisze J.Kaleta – gdyż w Polsce dominują tendencje do prywatyzacji najefektywniejszych dziedzin gospodarki, które są podstawą dochodów budżetu państwa. Dąży się do sprywatyzowania przemysłu paliwowego, spirytusowego. Minister Kaczmarek stwierdza, że poszukuje doradców, którzy pomogą mu sprzedać polską miedź, stanowiącą największe bogactwo naturalne Polski, polską chemię i inne przemysły. A przecież były zapewnienia ze strony koalicji rządzącej, że przemysły o strategicznym znaczeniu dla gospodarki pozostaną pod kontrolą państwa, a w programie wyborczym Sojuszu Lewicy Demokratycznej zapisano, że “trzeba zaprzestać prywatyzacji najefektywniejszych przedsiębiorstw państwowych, które dostarczają największych dochodów budżetowi państwa”. Niestety w Sojuszu Lewicy Demokratycznej ton nadaje jej skrzydło skrajnie liberalne, usilnie zmierzające do totalnej destrukcji systemu państwowego, w tym całkowitej prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, wyraźnie lekceważące głosy opinii publicznej i własny program społeczno-gospodarczy, z którym SLD szedł do wyborów parlamentarnych w 1993 r. Rozumny, podyktowany narodowym interesem głos wybitnego ekonomisty z Wrocławia – nie znajduje w Klubie Parlamentarnym SLD widocznego poparcia.

Ten punkt widzenia na rolę i zakres przekształceń własnościowych pokrywa się niemal całkowicie ze stanowiskiem PSL, które w uchwale programowej IV Kongresu w lutym 1995 r. stwierdziło m. in.:

PSL opowiada się za pełnym respektowaniem stanowiska opinii społecznej, dotyczącego przebiegu i kierunków prywatyzacji, za pełną jawnością tego procesu i wyciąganiem wniosków z towarzyszącej mu krytyki. Prywatyzacja nie może być celem samym w sobie. Musi służyć rozwojowi gospodarczemu kraju i poprawie warunków życia szerokich warstw ludności Polski.

Proces prywatyzacji powinien zostać uporządkowany. IV Kongres PSL stoi na stanowisku, że niezbędne jest ustalenie listy przedsiębiorstw, które pozostaną własnością państwa ze względu na kluczowe znaczenie dla gospodarki narodowej, (jak np. przemysłu paliwowo-energetycznego, naftowego, spirytusowego czy tytoniowego), a także dla suwerenności i obronności kraju, (np. zakłady zbrojeniowe, linie kolejowe, lotnicze, telekomunikacyjne i in.). Należy przy tym wykorzystać doświadczenia z okresu międzywojennego, kiedy to poważną część przedsiębiorstw przemysłowych, handlowych i usługowych miały w swoich rękach: państwo, związki samorządu terytorialnego i spółdzielczość. Również w bankowości kluczową rolę powinno odgrywać państwo i spółdzielczość.

Program IV Kongresu PSL w dziedzinie przekształceń własnościowych z wielką konsekwencją usiłuje realizować poseł Bogdan Pęk, który z ramienia PSL przewodniczył sejmowej Komisji Przekształceń Własnościowych. Został, niestety, usunięty z tego stanowiska przy wydatnym udziale wiceprzewodniczącego Klubu Parlamentarnego SLD, obecnego wicemarszałka Sejmu – Marka Borowskiego.

Tak więc, drogi PSL w kwestii prywatyzacji i wpływowego skrajnie liberalnego skrzydła SLD wyraźnie się rozchodzą. Sojusz Lewicy Demokratycznej nie znajduje więc często poparcia ze strony PSL w sprawie zakresu i kierunków prywatyzacji. Działania prywatyzacyjne SLD znajdują natomiast zgodne poparcie grupy parlamentarnej Unii Wolności, czego przykładem może być m. in. ustawa o tzw. Narodowych Funduszach Inwestycyjnych i stosunek do prywatyzacji przemysłu tytoniowego.

Przekształcenia własnościowe w Polsce niepokoją niektórych ekonomistów zachodnich. John Kenneth Galbraith, jeden z najwybitniejszych uczonych amerykańskich stwierdził m. in., że kontynuacja dotychczasowej liberalnej polityki pod dyktando zachodnich doradców doprowadzi do tego, że za 4-5 lat cały polski przemysł znajdzie się w rękach niemieckich i amerykańskich. W podobnym duchu wypowiedział się amerykański laureat Nagrody Nobla, twórca współczesnej teorii monetarystycznej – prof. Milton Friedman. Uważa on, że wyprzedaż przedsiębiorstw państwowych w ręce koncernów zachodnich doprowadzi do stopniowego zaniku konkurencyjności polskiej wytwórczości przemysłowej i zastąpienia jej przez produkty z importu.

Są jednak na Zachodzie wpływowe siły domagające się przyspieszenia procesu prywatyzacji w Polsce i rozszerzenia dostępu koncernów zachodnich do naszej gospodarki. Te siły to przede wszystkim Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który dyktuje Polsce kierunki reform ustalone w tzw. listach intencyjnych. Pisząc o Polsce Frank Hahn z Instytutu Schillera uważa, że niemal ciągły kryzys rządowy pomaga tym, którzy chcą w tym kraju ustanowić żelazną władzę MFW w celu ugruntowania polityki grabieży i piractwa zwanego prywatyzacją. Z tego względu rząd premiera Pawlaka stracił akceptację tej instytucji….

W 1994 r., gdy zakończonymi procesami prywatyzacji objęto 1308 przedsiębiorstw państwowych, a liczba spółek prywatnych zwiększyła się o 6,5 tys., tj. o 20% – sektor prywatny dał 56% PBK, miał – 59,7% ogółu zatrudnionych, 40,9% – wartości brutto środków trwałych, 49% – inwestycji, 47,2% – przychodów ze sprzedaży, 35,5% – eksportu, 2,1% – rentowności (sektor publiczny – 5,5%), 7 zł – zyskowności (sektor publiczny – 21 zł). Mniejszą rentowność i zyskowność sektora prywatnego Ministerstwo Przekształceń Własnościowych wyjaśnia ukrywaniem dochodów i wliczaniem części zysków w koszty. Znaczna część przedsiębiorstw po sprywatyzowaniu drogą kapitałową z udziałem kapitału zagranicznego – miała ujemną (33%) lub zerową (12,5%) stopę rentowności.

Raport MPW podkreśla, że powyższe niekorzystne wskaźniki sektor prywatny osiągnął, choć przejmował z reguły przedsiębiorstwa najlepsze i korzystał ze znacznie mniejszych obciążeń podatkowych w porównaniu z sektorem publicznym.

Podkreślając trudności weryfikacji wiarygodności wskaźników rentowności i efektywności w sektorze prywatnym – autorzy ministerialnego raportu oceniają wyniki tego sektora pozytywnie. Bardzo obszernie również, choć na ogół niekonkretnie i wycinkowo uzasadniają korzystny wpływ prywatyzacji na wzrost gospodarczy, na inwestycje, handel zagraniczny, wpływy do budżetu państwa i bezrobocie. Mówiąc o znaczeniu prywatyzacji dla budżetu – autorzy raportu koncentrują się głównie na dochodach bezpośrednich z prywatyzacji i majątku państwowego. Ogólnie tylko, omawiana jest utrata wpływów budżetu z tytułu zwolnień podatkowych, likwidacji dywidendy i popiwku. Przy omawianiu efektów prywatyzacji, pominięto jej wpływ na poziom cen i na jakość produkcji, a także na rozmiary świadczeń socjalnych w sprywatyzowanych przedsiębiorstwach. Zwraca uwagę bardzo niski udział firm prywatnych w eksporcie. Nie ma, jak się wydaje, dostatecznych podstaw, aby jednoznacznie dać już dzisiaj odpowiedź na pytanie o ekonomiczną i społeczną wyższość przedsiębiorstw prywatnych nad publicznymi, działającymi od lat w znacznie gorszych warunkach.

 

Przyczyny upadku

Przekształcenia własnościowe w Polsce wymusza niejako trudna sytuacja ekonomiczna wielu przedsiębiorstw, której przyczyną było niezwykle wysokie i działające wstecz oprocentowanie kredytów oraz duże obciążenie przedsiębiorstw podatkami i parapodatkami (dywidenda, popiwek). Zadłużenie przedsiębiorstw zostało wywołane sztucznie wywindowanym wysoko oprocentowaniem kredytów, które w 1990 r. wyniosło ponad 600%, a w 1991 r. ponad 120%. Tak wysokie, rujnujące oprocentowanie narzucone przez NBP, powodujące ogromne sztuczne zadłużenie przedsiębiorstw sektora publicznego nie było potrzebne. W połowie 1990 r. prof. Władysław Szymański pisał: przyjęty w grudniu 1989 roku program był zbyt restrykcyjny w stosunku do istniejących wtedy wymogów. Jego realizacja okazała się zdecydowanie ostrzejsza w stosunku do założeń… A więc nie tylko zastosowano zbyt ostre lekarstwo, ale to lekarstwo zdecydowanie przedawkowano.

Niezależnie od ogromnego oprocentowania kredytów, którego charakter bywa oceniany, jako polityczny – co stało się główną przyczyną zadłużenia przedsiębiorstw – dodatkowym instrumentem nacisku był bardzo wysoki poziom podatków i parapodatków, obciążających przedsiębiorstwa państwowe. Obciążenia te w porównaniu w sektorem prywatnym były w przemyśle – 2,3 raza wyższe, w budownictwie – 1,7 raza, w rolnictwie – 3 razy, w leśnictwie – 2,5 raza, w transporcie – 1,5 raza, w handlu – 1,5 raza, w pozostałych działach – 1,8 raza wyższe.

Kolejnym uderzeniem w państwowe zakłady przemysłowe, a także w rolnictwo było otwarcie granic dla całkowicie bezcłowego i bezwarunkowego importu ok. 8000 różnego rodzajów towarów przemysłowych, rolnych i żywnościowych od 1 stycznia 1991 r.. W połączeniu z gwałtownym, znacznym spadkiem dochodów ludności – większość producentów krajowych stanęła w obliczu braku nabywców na wytwarzane towary i produkty.

Dla ułatwienia prywatyzacji i zmniejszenia oporów przeciw niej ze strony załóg i kierownictw przedsiębiorstw – Urząd Antymonopolowy z 290 wielkich przedsiębiorstw utworzył 966 nowych podmiotów gospodarczych. Przedsiębiorstwa małe są zbyt słabe politycznie, aby nie pozwolić się zlikwidować – stwierdził na marginesie tego działania J. Szomburg.

Drastycznie wysokie oprocentowanie kredytów, uciążliwe podatki i parapodatki, niczym nie ograniczona konkurencja ze strony towarów masowo sprowadzanych z krajów zachodnich oraz sztucznie wywołane znaczne zmniejszenie krajowego popytu – doprowadziło do znacznego spadku produkcji. L. Balcerowicz, określając instrumenty destrukcji polskiej gospodarki, które zainicjował w latach 1989-1990 posługiwał się terminami: “twarda stabilizacja”, “twarda liberalizacja”, “twarde otoczenie makroekonomiczne przedsiębiorstw”. Instrumenty te w bardzo licznych przypadkach okazały się zabójcze dla przedsiębiorstw i gospodarstw rolnych. Rzutowały na postawy kierownictw zakładów pracy, a także załóg, przed którymi pojawiła się perspektywa niskich i nieregularnie wypłacanych wynagrodzeń, lęk przed bankructwem i zagrożenie bezrobociem. W latach 1990-1993 w rezultacie “twardych” działań w ramach tzw. planu Balcerowicza traciło pracę codziennie średnio ok. 3000 osób, co odpowiadało likwidacji jednego dużego zakładu przemysłowego.

Klimat zagrożenia, zaniepokojenie losem własnym i przedsiębiorstwa – stanowiły dogodny grunt dla jego prywatyzacji. Potencjalni nabywcy, czy też tzw. “inwestorzy strategiczni” pojawiali się w tych warunkach w roli “zbawców” ratujących zakłady przed bankructwem, a załogi – przed bezrobociem. Krytyczne ekonomiczne położenie przedsiębiorstw było również istotnym czynnikiem obniżającym ich wartość. Zaczęło się nawet pojawiać pojęcie prywatyzacji za symboliczną złotówkę. Tak sprywatyzowano m. in. “Ponar – Żywiec S.A.” (wartość aktywów netto w 1992 r. – 130 mld zł), “Polgraph S.A.” w Nowym Sączu (wartość aktywów netto w 1991 r. – 494 mld zł), “Kostrzyńskie Zakłady Papiernicze S.A.” (wartość według bilansu w 1992 r. – 250,2 mld zł), Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego – “Juwenia” w Cieszynie (wartość w 1992 r. – 14,1 mld zł).

Prywatyzacji towarzyszył pośpiech, podyktowany względami politycznymi, a zapewne również obawą przed utratą wpływów ugrupowań politycznych sprawujących władzę w latach 1990-1993, co w przypadku zmian na scenie politycznej – mogłoby oznaczać zaniechanie lub istotną modyfikację kierunków przekształceń własnościowych w gospodarce narodowej. Starano się sprywatyzować jak najwięcej przed utratą władzy.

Na konferencji w Uniwersytecie Warszawskim 12 VI 1991 r. prof. Tadeusz Kowalik powiedział: Lipton i Sachs byli zdania, że opór społeczeństwa będzie rósł i dlatego zachęcali do prywatyzacji desperackiej. Jeśli teraz jej nie przeprowadzimy, to stracimy szansę na zawsze.

  1. Balcerowicz (Lipton i Sachs byli jego doradcami) podawał inne uzasadnienie dla prywatyzacyjnego pośpiechu.

Mówiąc o potrzebie przyspieszania prywatyzacji L. Balcerowicz podkreślał, że wolne jej tempo (to) niebezpieczeństwo powrotu lub zakorzenienia się wpływów politycznych, które ze swojej natury są na ogół sprzeczne z kryteriami długofalowego rozwoju gospodarczego.

Wypowiadane przez L. Balcerowicza obawy rozpraszał w lipcu 1993 r. Marek Borowski (SLD), stwierdzając, że ugrupowania, które z prywatyzacji robią wyłącznie element przetargu politycznego, nie będą miały większości w przyszłym Sejmie… Będzie można uzyskać pewną większość, która będzie uzgadniała pewne rzeczy w tej dziedzinie, niezależnie od tego, czy znalazłaby się w rządzie, czy poza rządem.

Powyższe oświadczenie wpływowego polityka SLD można traktować jako deklarację efektywnej współpracy tego ugrupowania ze skrajnymi liberałami w opozycji – w sprawie kontynuacji jej działań prywatyzacyjnych, co w istocie rzeczywiście miało i ma miejsce. Tak więc, już przed wyborami parlamentarnymi 1993 r. – powstało coś w rodzaju “koalicji” sił skrajnie liberalnych w SLD i UW, wspierających się wzajemnie w kontynuowaniu przekształceń własnościowych. PSL – ugrupowanie zdecydowanie krytyczne wobec tego procesu – zepchnięte zostało na margines, a jego wpływy dodatkowo ograniczone poprzez wyeliminowanie Bogdana Pęka z funkcji przewodniczącego sejmowej Komisji Przekształceń Własnościowych – przy decydującym udziale właśnie, wspomnianego Marka Borowskiego.

Zaniepokojenie przyspieszonym podupadaniem przedsiębiorstw państwowych oraz zagrożeniem utratą gospodarczej suwerenności Polski, niemal powszechne w społeczeństwie – znalazło m.in. wyraz w stanowisku hierarchii Kościoła. W homilii wygłoszonej na Jasnej Górze w sierpniu 1995 r. Prymas Polski, ks. kardynał Józef Glemp powiedział m.in.: to nie tylko rozlewana krew na Bałkanach i w Czeczenii, ale to zaborczość, która pożąda dobra innych, każą nam być czujnymi. Dzisiaj można poddać w zależność całe kraje innymi sposobami niż podbój militarny. Znamy przykłady z życia gospodarczego, że bogaty, gdy chce kupić jakieś przedsiębiorstwo robi wszystko, aby ono upadło, upadłe bowiem może przejąć za bezcen. Te okrutne prawa zysku przenoszą się na stosunki międzynarodowe i my sami, z naszą miłością do niepodległości możemy się znaleźć w takiej sytuacji, że będziemy prosić: weźcie nas w swoją zależność, a my zrobimy wszystko, aby we wszystkim być podobnym do was.

Dobrą ilustracją wypowiedzi Prymasa jest sytuacja, w jakiej znalazła się załoga Stoczni Gdańskiej, która została postawiona w stan upadłości wskutek nie tak wielkiego przecież zadłużenia. Jest to o tyle zastanawiające, że przemysł stoczniowy przeżywa okres dobrej koniunktury i ma przed sobą wieloletnie pomyślne perspektywy, także w Polsce. Dowodem tego jest Stocznia Szczecińska uzyskująca doskonałe wyniki ekonomiczne.

Czy to aby nie jest właśnie tak, jak mówi Prymas Polski ks. Kardynał Józef Glemp, że ktoś robi wszystko, aby historyczna Stocznia w Gdańsku upadła, aby mógł ją następnie wykupić za bezcen? Wiele spraw na to wskazuje. Stocznię w Gdańsku zadłużono, Bank Handlowy z Warszawy odmawia restrukturyzacji długów, a Minister Przekształceń Własnościowych, W. Kaczmarek straszy stoczniowców likwidacją zakładu, ale zaraz potem dodaje, że są już chętni kupcy z zagranicy do nabycia większościowego pakietu udziałów Stoczni. Sytuacja dokładnie taka, jaką w swojej homilii opisał Prymas J. Glemp.

Na temat Stoczni Gdańskiej wypowiedział się też premier W. Cimoszewicz. Umywając ręce oświadczył, że nie może podjąć żadnych kroków, aby przyjść z pomocą, ponieważ nie jest to sprawa rządu, lecz samego przedsiębiorstwa. Rząd nie może dać Stoczni żadnej dotacji, bo system gospodarczy na to nie pozwala. Bardzo zgrabnie to premier Cimoszewicz wyjaśnił. Zapomniał jednak wspomnieć, że z ogromnych dotacji od państwa korzystają w Polsce firmy zagraniczne, którym rząd sprzedaje fabryki po cenach wielokrotnie niższych od ich wartości, którym umarza bilionowe zadłużenie wobec budżetu, które wreszcie zwalnia na wiele

lat od płacenia wszelkich podatków, lub za które – już po sprywatyzowaniu (np. Fiat Auto Poland) – wykonuje na koszt państwa roboty ekologiczne itp., itd. Dla Stoczni, wpędzonej w sztuczne długi przy pomocy lichwiarskiego oprocentowania kredytów i innych finansowych kruczków – pieniędzy nie ma!

Mają się jednak znaleźć dla przyszłych nabywców Stoczni. Minister W. Kaczmarek już zapowiedział umorzenie im części zadłużenia tego przedsiębiorstwa.

W podobny sposób potraktowały Stocznię banki. Nie ma najmniejszych skrupułów H. Gronkiewicz-Waltz, aby dawać bilionowe dotacje z pieniędzy publicznych prywatnym bankom, którym rzekomo zagraża upadłość. Na znacznie skromniejszy kredyt Stocznia Gdańska nie może liczyć. Czy nie dlatego, że ktoś zaplanował jej upadek pod państwową firmą – tylko po to, aby ten ogromny obiekt kupić za niską cenę? Pełny rachunek następstw finansowanych likwidacji Stoczni Gdańskiej – wykazałby prawdopodobnie, że pomoc ekonomiczna państwa dla Stoczni byłaby tańsza niż jej upadłości.

“Reformy” Balcerowicza, przeprowadzane pod dyktando ośrodków zachodnich – całkowicie ignorowały opinie krajowych środowisk ekonomicznych, a m.in. zdecydowanie krytyczne stanowisko Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, wyrażone w ekspertyzie pt. “Drogi wyjścia z kryzysu”, opracowanej w 1991 r. przez zespół ekspertów pod przewodnictwem prof. Zdzisława Sadowskiego.

Zaniepokojeni następstwami tzw. reform rynkowych w Polsce i w innych krajach są również niektórzy politycy zachodni. Republikanin Robert Dole, uczestniczący w wyścigu do fotela prezydenckiego w USA powiedział, że Ameryka popełniła błąd wywierając tak silną presję poprzez MFW i Bank Światowy w celu narzucenia “terapii szokowej”. W podobnym duchu wypowiedział się doradca prezydenta Clintona do spraw bezpieczeństwa narodowego – Anthony Lake: w kraju, gdzie reformy wolnorynkowe osiągnęły najlepsze rezultaty, tzn. w Polsce, doprowadziły one jednocześnie do sytuacji, w której rezultat niedawnych wyborów może być odczytany, jako zwrot opinii publicznej przeciwko zmianom politycznym i samym reformom rynkowym….

Powyższe opinie uzyskały potwierdzenie w wydarzeniach politycznych nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach Europy środkowej i wschodniej, w tym w Rosji – w postaci sukcesów wyborczych ugrupowań postkomunistycznych, lewicowych i nacjonalistycznych oraz odżywania nastrojów wielkomocarstwowych. “Terapia szokowa” realizowana w Polsce rękami ludzi o rodowodzie PZPR-owskim (należy do nich m.in. L. Balcerowicz) – wyrządziła Polsce ogromne szkody społeczne i gospodarcze, w pewnym sensie rehabilitowała marksistów, sprzyjała w istocie utwierdzaniu się w części polskiego społeczeństwa – poglądu, że obalony w 1989 r. ustrój był lepszy niż kapitalizm, w którym dogmatyzm marksistowski, został jedynie zastąpiony przez niszczący dogmatyzm skrajnego liberalizmu zaaplikowanego Polsce.

 

Pomoc czy penetracja?

W prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych w Polsce dużą rolę odgrywają ośrodki zagraniczne, w tym m.in. Bank Światowy, PHARE, UNIDO i rządy niektórych państw zachodnich, które sfinansowały ok. 70% kosztów tzw. studiów sektorowych, mających – deklaratywnie – na celu wypracowanie najlepszej strategii i projektów prywatyzacji poszczególnych branż. Łącznie w studiach tych uczestniczyło ok. 900 ekspertów, głównie zagranicznych. Koszty tych studiów do końca 1993 r. wyniosły ok. 600 mld zł.

W ocenie NIK, cele postawione przed studiami sektorowymi nie zostały osiągnięte. Opracowania miały dość przypadkowy charakter. Znaczna ich część była odbierana przez zagranicznych sponsorów bez udziału strony polskiej. W niektórych przypadkach wypłacono firmom konsultingowym ostatnie raty należności za wykonane opracowania przed dokonaniem ich merytorycznego i formalnego odbioru.

Strona polska nie sprawdzała wiarygodności i sytuacji finansowej firm konsultingowych przeprowadzających studia sektorowe. 77,3% opracowań sporządzono w języku angielskim. Ich wykorzystanie było niezadowalające. Stopień przygotowania firm doradczych do prowadzenia działań prywatyzacyjnych był niedostateczny. Nie posiadały one rozeznania realiów naszej gospodarki. Nie korzystały w ogóle z dorobku i potencjału polskiej nauki. W wielu przypadkach firmy te oceniały zbyt nisko zdolność konkurencyjną polskiego przemysłu na rynku krajowym i rynkach zagranicznych. Wartość naszych zakładów przemysłowych została w tych opracowaniach wyszacowana zbyt nisko, co rzutowało następnie na warunki sprzedaży udziałów lub akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw.

NIK przytacza przypadki braku ochrony interesów naszego przemysłu ze strony zachodnich firm doradczych, a nawet działania na szkodę interesów państwa.

Projekt restrukturyzacji polskiego przemysłu obronnego, ocenianego wysoko zarówno pod względem technologicznym, jak i technicznym, na zlecenie ówczesnego ministra przemysłu H. Bochniarz opracowywała firma “Proxy”. Uzyskała dzięki temu dostęp do tajnych informacji, choć w międzyczasie większość udziałów w tej firmie posiadali już Niemcy. Dochodzenie w tej sprawie zostało umorzone….

W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach mamy przemysł w części przestarzały, mimo to funkcjonujący z różnych przyczyn, z dobrymi wynikami. Obok tego mamy jednak przemysł nowoczesny. Do takich branż należał przemysł elektroniczny. Prof. Andrzej Zawiślak, minister przemysłu w gabinecie J. K. Bieleckiego na posiedzeniu sejmowej komisji poświęconym polityce przemysłowej dał następującą ocenę polskiej elektronice: zaprosiłem pana inż. Kudelskiego, znanego wynalazcę pracującego w Szwajcarii, słynnego producenta i konstruktora najlepszych na świecie profesjonalnych magnetofonów, które nazwał po polsku NAGRA, od nagrania. Prosiłem, aby zapoznał się z naszym przemysłem elektronicznym. Spodziewałem się, że dowiem się strasznych rzeczy, a on pogratulował mi tego przemysłu, a jak wiadomo jest to przemysł, który u nas aktualnie pada właśnie na skutek istniejącej u nas infrastruktury systemowej i finansowej. Powołaliśmy grupę zadaniową, która przygotowała już memorandum w sprawie błyskawicznej restrukturyzacji i wyprowadzenia na czyste wody przemysłu elektronicznego w Polsce. Sprawa ta jest już zaawansowana.

Warto również odnotować bardzo krytyczną opinię o wartości studiów sektorowych, jaką prof. Andrzej Zawiślak przedstawił na posiedzeniu wspomnianej komisji sejmowej: byłem bardzo rozczarowany materiałami zachodnich ekspertów. Zważywszy jeszcze, że wzięli za to niemałe pieniądze, po prostu wygląda to nieciekawie… materiały w zasadzie tylko polskie dały pewien wsad intelektualny.

Prof. Andrzej Zawiślak, jeden z wybitnych naszych ekonomistów krytycznie mówił wówczas o rujnującej polityce finansowej wobec polskiego przemysłu, krytykował szerokie otwarcie granic na bezcłowy import towarów zachodnich, był zdania, że część przemysłu powinna pozostać w rękach państwa. Wyraził też obawę przed zdominowaniem gospodarki przez obcy kapitał, występował przeciw zabieraniu spod jego kompetencji najlepszych przedsiębiorstw celem ich sprywatyzowania przez Ministerstwo Przekształceń Własnościowych. Prof. A. Zawiślak przedstawił również posłom własne koncepcje prywatyzacji części zakładów przemysłowych i oddanie ich w drodze przetargu w ręce nabywców krajowych – przy zapewnieniu im ułatwień finansowych w regulowaniu należności.

Poglądy prof. A. Zawiślaka sprawiły, że przestał pełnić swoją funkcję ministra przemysłu w rządzie J. K. Bieleckiego, a obecnie dogorywa już nie tylko przemysł elektroniczny, o którym wspomniał wówczas w Sejmie prof. A. Zawiślak, ale także wiele zakładów innych gałęzi polskiego przemysłu. Memorandum w sprawie polskiej elektroniki powędrowało zapewne do premierowskiego kosza. W rezultacie na rynku prawie już nie ma polskiego sprzętu audiowizualnego. Jest natomiast wszędzie sprzęt zagraniczny, znacznie droższy i wcale nie lepszy, jeżeli nie gorszy.

Mimo poważnych zastrzeżeń do działalności zagranicznych firm konsultingowych – w procesie przekształceń własnościowych w Polsce, odgrywały one w poprzednich latach, a również obecnie – rolę decydującą. Prywatyzację w Polsce, tak naprawdę to robią zagraniczne firmy doradcze, a nie Ministerstwo Przekształceń Własnościowych – wyznał na posiedzeniu komisji sejmowej przedstawiciel tego resortu wiceminister Leszek Juchniewicz. W budynku MPW znajdują się podmioty prawne i firmy, o których nie bardzo wiadomo, czym się zajmują – stwierdził.

Podstawy do nieufności wobec zachodnich doradców daje też opinia czołowego amerykańskiego ekonomisty, cytowanego już J. K. Galbraith’a: Chciałbym radzić, abyście z rozwagą podchodzili do rad udzielanych wam przez doradców z krajów zachodnich i USA. O ile wiem z gazet, zaleceń takich udzielają nierzadko ludzie, których ślepa wierność ideologii wolnej inicjatywy oraz przekonanie, że państwo nie powinno odgrywać żadnej roli w życiu gospodarczym, mogłyby doprowadzić do zguby nawet nas, gdybyśmy takich rad słuchali.

…Chcę was ostrzec. Mając do czynienia z Amerykanami powinniście zdawać sobie sprawę z tego, że trafią się wśród nich ludzie, którzy zaczną wam radzić…<<Skoro wprowadzacie kapitalizm, to powinna być giełda papierów wartościowych, wymienialność pieniądza, możliwość takiego czy innego wyzysku, wreszcie pełne oswobodzenie rynku. Są to rady nieodpowiedzialne>>.

Poziom i wartość zagranicznych konsultantów, którzy uzyskali znaczące wpływy w Polsce, m.in. w Ministerstwie Finansów oraz w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych krytycznie oceniają obserwatorzy zagraniczni. Przykładem może być następująca wypowiedź: W 1991 roku otrzymałem listę doradców zagranicznych pracujących w polskim Ministerstwie Finansów. Jestem w stanie naprawdę odróżnić plewy od ziarna. Uderzyło mnie dlaczego tacy ludzie, z których wielu nie miało specjalnych osiągnięć nagle przyjechali do Polski, do tego chorego pacjenta. Gdyby tacy trzecioligowi doradcy byli w Stanach, to tam przynajmniej gospodarkę nie jest łatwo popsuć. Ale tu w Polsce widzę pacjenta na stole operacyjnym – w krytycznym stanie i widzę przy nim człowieka, o którym z góry wiadomo, że nie jest w stanie nic pacjentowi dopomóc. Tutaj zdarza się, że bije się czapkami przed takim doradcą, tytułując go “profesorem”, a okazuje się, że jest magistrem w centrum studiów słowiańskich jednego z uniwersytetów angielskich i to wcale nie najlepszym. A w polskim ministerstwie dowiedziałem się o tym człowieku, że to największy “makroekonomista”.

Odrębną kwestią jest poziom wynagrodzeń zagranicznych doradców działających w Polsce, sięgający 20-25 tys. i więcej USD miesięcznie. Główny doradca Ministra Przekształceń Własnościowych, cudzoziemiec, współtwórca projektu ustawy o Narodowych Funduszach Inwestycyjnych oraz rozporządzeń wykonawczych do tej ustawy otrzymywał wynagrodzenie w wysokości ponad 200 tys. USD rocznie.

Obok bardzo wysokich wynagrodzeń, wypłacanych bez opodatkowania, nie wytrzymujących żadnego porównania z pensjami najwybitniejszych polskich uczonych i specjalistów – pobyt zagranicznych doradców w Polsce pociąga za sobą znaczne wydatki dodatkowe (luksusowe hotele, biura, obsługa sekretarska, koszty dojazdów zagranicę, opłaty telefoniczne i pocztowe w Polsce i zagranicą, usługi poligraficzne i in.).

Firmy doradcze świadczą w Polsce swoje usługi bez żadnego ryzyka i bez żadnej odpowiedzialności. Zawierane z nimi umowy nie wykorzystują doświadczeń krajów zachodnich, gdzie umowy takie z reguły przewidują kary umowne i odszkodowania za błędne doradztwo. W USA – jak twierdzi wspominany wyżej amerykański naukowiec – złe porady można zaskarżyć do sądu i znam przypadki firm doradczych odpowiadających w sądzie za swoje błędy, zagrożonych odszkodowaniami sięgającymi wielu milionów USD.

W prasie zachodniej pojawiły się publikacje sugerujące, że niektóre firmy zagraniczne uczestniczące w procesie prywatyzacji w Polsce są powiązane ze zorganizowaną przestępczością, z “praniem” “brudnych” pieniędzy, w tym pochodzących z handlu narkotykami.

Niektóre zagraniczne firmy doradcze były tak niewiarygodne, o czym wspomina w swoich raportach NIK, że bankrutowały w trakcie swojej działalności na terenie Polski. Kredyty zachodnie udzielane Polsce w okresie minionych kilku lat obwarowane były klauzulą zobowiązującą polski rząd do wykorzystania ich w przeważającej części na opłacenie zagranicznych doradców. Czy kredyty te przysłużyły się dobrze polskiej gospodarce i polskiemu społeczeństwu?

 

Na niekorzyść państwa i pracowników

W 1993 r., w świetle kontroli NIK większość umów zawieranych z tzw. inwestorami strategicznymi była niekorzystna dla Skarbu Państwa. Ta forma prywatyzacji była także niekorzystna dla pracowników zakładów, w których posiadanie wchodzili nowi właściciele. W przypadku udostępniania inwestorom zagranicznym kontrolnych pakietów akcji spółek przeznaczonych do prywatyzacji w ofercie publicznej – nie wprowadzano ich do obrotu publicznego na giełdzie. Pozwalało to na wykupywanie akcji od załóg po cenach dyktowanych przez inwestorów, co przynosiło pracownikom duże straty.

Ceny za sprzedawane pakiety akcji były niskie, a do tego zaangażowanie środków własnych inwestorów było niewielkie. 70% zobowiązań inwestorów miały stanowić przyszłe inwestycje, finansowane w większości zaciąganymi przez nich kredytami lub z zysków. Wskazuje to na ekonomiczną słabość wybieranych do prywatyzacji inwestorów. Były wśród nich firmy finansowo niewiarygodne – z marginesu gospodarczego krajów zachodnich. Podejmujący decyzje sprzedaży kontrolnych pakietów akcji przedsiębiorstw – Minister Przekształceń Własnościowych bezkrytycznie przyjmował opracowania wykonane przez doradców zagranicznych, nie doceniając możliwości sprzedaży tych akcji poprzez Giełdę Papierów Wartościowych.

Najwyższa Izba Kontroli oceniła bardzo krytycznie wartość pracy doradców Ministra Przekształceń Własnościowych. W większości opracowań wykonanych przez nich w latach 1991-1993 doradcy działali na korzyść kupującego, podkreślali słabe strony prywatyzowanych spółek, rysowali “czarne” scenariusze przyszłości przedsiębiorstw, gdyby nie doszło do ich sprywatyzowania. Powyższą ocenę NIK ilustruje przykładami (w nawiasach nazwa firmy doradczej): “Krakchemia” S.A. i “Nowita” S.A. (Proinwest), “Pollena” w Nowym Dworze Maz., Wrocławiu i Raciborzu (Bain and Company), “Famat” Pleszew i “Ponar” Żywiec (Company Assistance Limited; CAL), Kombinat Cementowo-Wapienniczy “Gorażdże”, Cementownia Strzelce Opolskie (International Finance Corporation), jednostki polskiego sektora naftowego (Meison Lazard et Cie). Przy negocjowaniu ceny za akcje pomijano wartość wyszkolonej załogi oraz wartość przejęcia przez nabywcę części rynku.

Mimo, że wyceny były niskie – Minister Przekształceń Własnościowych sprzedawał prywatyzowane zakłady jeszcze znacznie taniej. 480 tys. akcji fabryki dywanów “Novita” w Zielonej Górze oddano za 40,8 mld zł (na dwie raty), za sumę 3-4 razy mniejszą od wyceny przeprowadzonej przez firmę “Proinwest”. Nabywca, występując o kredyt określił wartość fabryki na 290 mld zł, zapowiadając, że po wprowadzeniu akcji na giełdę wartość fabryki wzrośnie do 400 mld zł. Niemiecki koncern Textile Group Hof był skłonny zapłacić nowemu nabywcy 5,5 mln DEM (ok. 66 mld zł) za 120 tys. akcji. NIK nie podaje, czy ta transakcja została zaskarżona do sądu lub przekazana w ręce prokuratury.

Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła duże nieprawidłowości przy wyborze nabywcy i znaczne zaniżenie ceny sprzedaży akcji Browarów Wielkopolskich SA w Poznaniu oraz Fabryki Kotłów “Rafako” SA w Raciborzu. Za przygotowanie niekorzystnej dla Skarbu Państwa prywatyzacji Browarów Wielkopolskich – firma konsultingowa Company Assistance Limited (CAL) otrzymała z budżetu Ministerstwa Przekształceń Własnościowych – 11,5 mld zł.

Stosowanym przez Ministra Przekształceń Własnościowych sposobem na wyeliminowanie konkurencyjnych nabywców były niezwykle krótkie terminy składania ofert, wymagane w ogłoszeniach prasowych. 80% akcji “Polleny” Racibórz SA (po ogłoszeniu z 10-dniowym terminem składania ofert) Minister Przekształceń Własnościowych sprzedał firmie Cussons Group Limited (CGL) za 63 mld zł, podczas gdy zysk netto tej fabryki w 1992 r. wyniósł 18,2 mld zł. Za przeprowadzenie tej transakcji firma konsultingowa “Bain and Company” otrzymała ponad 6,6 mld zł (10,5% wartości transakcji).

W ogłoszeniu o prywatyzacji fabryki “Famat” w Pleszewie Minister Przekształceń Własnościowych wyznaczył 14-dniowy termin składania ofert. Złożyła ją w terminie tylko jedna firma “Art und Form”, a z kilkudniowym opóźnieniem “Metalexport”, największy eksporter wyrobów tej fabryki. Mimo, że ogłoszenie zawierało zastrzeżenie o możliwości zmiany procedury prywatyzacji, gdyby to było korzystne dla sprzedającego – ówczesny Minister Przekształceń Własnościowych – J. Lewandowski podpisał umowę z firmą “Art und Form”, sprzedając 80% akcji tej fabryki za niespełna 1/4 wartości jej aktywów netto (według bilansu).

Okazało się następnie, że firma “Art und Form”, nie jest wcale organizacją składającą się z czterech spółek, o czym pisała w swojej ofercie i w ogóle nie zajmuje się wytwarzaniem silników oraz różnych części dla przemysłu samochodowego wartości w 1993 r. – 35 mln DEM. Firma “Art und Form” okazała się małą spółką z.o.o. o kapitale zakładowym 100 tys. DEM, nie posiada żadnych własnych nieruchomości, zatrudnia 22 osoby i handluje towarami z żelaza, drewna oraz wapnem. Deklarowany obrót roczny tej spółki wynosił 12 mln DEM.

W swojej informacji NIK nie podaje, czy transakcja sprzedaży “Famatu” w Pleszewie spółce “Art und Form” została utrzymana. NIK nie podaje również, czy osoby odpowiedzialne za tą transakcję spotkały jakieś sankcje. Dotyczy to m.in. firmy konsultingowej “Company Assistance Limited” (CAL), która transakcję tę przygotowywała.

Tylko nieliczne transakcje zawierały ceny za akcje prywatyzowanych przedsiębiorstw, których poziom NIK uznała za prawidłowe (“Polifarb” Cieszyn SA oraz Przedsiębiorstwo Przemysłu Mięsnego SA w Sokołowie)

Dr LUDWIK STASZYŃSKI
Na prawach rękopisu @Ludwik Staszynski 1996
Reklamy

2 Komentarze

Filed under Bez kategorii

2 responses to “Bezdroża Prywatyzacji

  1. Kojak

    Marek Borowski ? Falszywe zydowskie nazwisko . To Marek Berman bratanek stalinowskiego oprawcy, zbrodniarza i bandyty kata Polakow JAKUBA BERMANA ! ! !

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s