Niemieckie genocidium atrox w Warszawie 1944. Bezkarni kaci Warszawy.

Zamieszczamy niżej dwa – znamienne i warte zastanowienia – teksty autorstwa p. Bohdana Piętki, jakże inne od jednowymiarowego, właściwie zakłamanego i politycznie szkodliwego przedstawiania Powstania Warszawskiego, zgodnego z heroiczno-straceńczą wizją PiS i politycznym koniunkturalizmem tzw. Instytutu Pamięci Narodowej.

PZ

Niemieckie genocidium atrox w Warszawie 1944.

Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego jest w Polsce okazją do manifestowania powszechnego braku refleksji historycznej. Dla obecnego obozu władzy rocznica ta stanowi pretekst do nakręcania narracji antyrosyjskiej, co znalazło wyraz m.in. w wystąpieniu prezydenta Dudy, o przekazie mediów prorządowych nie wspominając. Nie da się też nie zauważyć, że kult powstania – do niedawna będący punktem ciężkości państwowej polityki historycznej – ustąpił już miejsca kultowi powojennej partyzantki antykomunistycznej, który teraz ma pierwszeństwo w kreowaniu antykomunistycznego i antyrosyjskiego modelu patriotyzmu. Powstańcy warszawscy są już tylko dodatkiem do tzw. żołnierzy wyklętych.

Być może tym należy tłumaczyć coraz bardziej zdumiewające wypowiedzi przedstawicieli establishmentu politycznego, wpisujące się w brak refleksji historycznej. Np. marszałek Sejmu stwierdził, że „Powstanie Warszawskie przyczyniło się do oparcia polskości na wierze katolickiej i ufności wobec Opatrzności Bożej”. Z kolei przewodniczący klubu parlamentarnego PiS uważa, że powstańcy walczyli nie tylko o niepodległość, ale i „za wiarę”. Nie mniej oderwany od rzeczywistości jest obóz kosmopolityczno-liberalny, czemu dała wyraz w wystąpieniu rocznicowym obecna prezydent Warszawy. Wedle niej powstańcy walczyli o demokrację i prawa człowieka i tę walkę musi podejmować od nowa każde pokolenie Polaków, co stanowiło wyraźną aluzję do niedawnych manifestacji ulicznych opozycji liberalnej przeciw reformie sądownictwa.

Oficjalna narracja historyczna na temat powstania przypomina tę, która jest prezentowana w Muzeum Powstania Warszawskiego i która najogólniej sprowadza się do eksponowania bohaterstwa i heroizmu powstańców. Brakuje w niej dwóch elementów: refleksji nad polityczną nieodpowiedzialnością dowództwa Armii Krajowej oraz przypomnienia i podkreślenia faktu, że podczas tłumienia powstania Niemcy dopuścili się aktu ludobójstwa na narodzie polskim. Nie ma w Muzeum Powstania Warszawskiego ekspozycji na temat niemieckiego genocidium atrox na Woli oraz deportacji warszawiaków z obozu przejściowego w Pruszkowie do obozów koncentracyjnych. Jest natomiast czerwona ściana, na której wiszą portrety członków PKWN. To oni mają być winni tragedii Warszawy. Przy takim rozłożeniu akcentów schodzi z pola widzenia odpowiedzialność niemiecka za zagładę stolicy.

Krytyczną analizę łańcucha decyzyjnego w dowództwie AK, który doprowadził do wybuchu powstania, przedstawili m.in. polscy historycy Jan Ciechanowski, Czesław Łuczak i Andrzej Leon Sowa. Dzisiaj warto także przypomnieć opinię historyka niemieckiego. W przetłumaczonej niedawno na język polski pracy o Powstaniu Warszawskim Hanns von Krannhals pisał pół wieku temu: „Z wojskowego punktu widzenia decyzja o wywołaniu powstania dowodzi braku wiedzy o przeciwniku. Nastąpiła ona bez uzgodnienia z Sowietami, niejednokrotnie wpływały na nią błędne raporty – a ponadto – w ostatniej chwili z przyczyn politycznych znalazła się pod presją czasu (było „za późno”). Rozkaz o powstaniu – lecz nie o powstaniu powszechnym – miał zatem na celu, niezależnie od tego, jak gorzko to zabrzmi, nie wyzwolenie ludności Warszawy spod jarzma niemieckiej okupacji, ale uwolnienie Armii Krajowej od nacisku wyznaczonego sobie samej zadania. Było to polityczne samousprawiedliwienie realizowane za pomocą niedostatecznych środków”[1].

Gen. Kazimierz Sosnkowski – naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie – był przeciwny rozpoczynaniu powstania w Warszawie. Dlatego w maju 1944 roku wysłał do Warszawy gen. Leopolda Okulickiego, by ten hamował dowódców AK. To jednak właśnie Okulicki – wbrew stanowisku Sosnkowskiego – doprowadził do wybuchu powstania. Gen. Władysław Anders nazwał wywołanie powstania w Warszawie „zbrodnią” i domagał się postawienia przed sądem wojennym dowództwa AK. Jan Nowak-Jeziorański, który na krótko przed wybuchem powstania dotarł z Londynu do Warszawy, oświadczył szefowi sztabu Komendy Głównej AK, gen. Tadeuszowi Pełczyńskiemu: „Nie orientuję się w całości sytuacji, nie znam waszych przesłanek wojskowych, ale jeżeli sobie wyobrażacie, że powstanie wywoła jakieś wielkie echa na Zachodzie, to muszę panu powiedzieć, że będzie to burza w szklance wody”. Warto o tym przypomnieć dzisiaj, kiedy bezmyślnie są gloryfikowane postacie Bora-Komorowskiego, Okulickiego, Pełczyńskiego, Chruściela.

W centralnym miejscu Muzeum Powstania Warszawskiego znajduje się tzw. dzwon „Montera”, upamiętniający płk. Antoniego Chruściela („Montera”) – dowódcę Okręgu Warszawskiego AK. „Monter”, obok Okulickiego i Pełczyńskiego, ponosi największą odpowiedzialność za wymuszenie na chwiejnym dowódcy AK decyzji o wybuchy powstania. Według płk. Kazimierza Pluty-Czachowskiego, „Monter” doprowadził do wybuchu powstania swoim rozkazem „przygotowania walki” z 27 lipca 1944 roku, a następnie fałszywym meldunkiem o pojawieniu się czołgów sowieckich pod Warszawą. Meldunek ten został negatywnie zweryfikowany przez szefa wywiadu AK, płk. Kazimierza Iranka-Osmeckiego, na dobę przed wybuchem powstania. Jednakże gen. Bór-Komorowski nie chciał już odwołać rozkazu walki. Dzisiaj na piedestał wynosi się tych, którzy przeforsowali decyzję o wybuchu powstania i doprowadzili tym samym do zagłady stolicy, a milczy się o Iranku-Osmeckim, Plucie-Czachowskim i płk. Januszu Bokszczaninie, który ostrzegał, że nieprzygotowana walka zakończy się dramatem[2].

Od lat wielkim nieobecnym kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego jest płk. Jan Mazurkiewicz („Radosław”) – faktyczny dowódca powstania na Woli, Starym Mieście i Czerniakowie, dzięki któremu powstanie w ogóle się utrzymało. Powodem takiego ostracyzmu jest doprowadzenie przez „Radosława” do ujawnienia się większości podziemia poakowskiego w 1945 roku, a następnie przyjęcie po 1956 roku funkcji wiceprezesa Zarządu Głównego ZBoWiD oraz udzielenie poparcia gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu w stanie wojennym poprzez wejście do kierownictwa Frontu Jedności Narodu i PRON. Dla animatorów obecnej polityki historycznej nie ma przy tym znaczenia, że „Radosław” został skazany w okresie stalinowskim na dożywocie i w latach 1949-1956 przebywał w więzieniu oraz, że był jednym z inicjatorów budowy pomnika Bohaterów Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich.

Powstanie w Warszawie nigdy nie powinno wybuchnąć, ale wybuchło i stało się dla III Rzeszy pretekstem do dokonania jednego z największych aktów ludobójstwa podczas drugiej wojny światowej. Gdyby dzisiejsza Polska miała normalną i sensowną politykę historyczną, to rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego byłaby obchodzona nie pod pomnikiem na placu Krasińskich, ale pod Pomnikiem Ofiar Rzezi Woli oraz Pomnikiem Polegli Niepokonani, pod którym zgromadzono 12 ton prochów ludzkich, co odpowiada liczbie 40-50 tys. zamordowanych Polaków. Sformułowanie „rzeź Woli” – identycznie jak w wypadku ludobójstwa ukraińskiego na Polakach, nazywanego „rzezią wołyńską” – jest sformułowaniem nieszczęśliwym i niewłaściwym, zamazującym rzeczywisty charakter tego wydarzenia. To nie była „rzeź”, to było ludobójstwo o charakterze genocidium atrox.

Hitler po wybuchu powstania w Warszawie wydał ustny rozkaz wymordowania wszystkich jej mieszkańców bez względu na płeć i wiek. Rozkaz ten i będące jego następstwem działania eksterminacyjne spełniają znamiona definicji ludobójstwa sformułowanej po wojnie przez Rafała Lemkina i przyjętej przez ONZ w 1948 roku. Definicja ta opisuje ludobójstwo jako zbrodnię przeciw ludzkości, obejmującą celowe wyniszczenie całości lub części narodów, grup etnicznych, rasowych i religijnych, zarówno przez fizyczne zabójstwa, jak i wstrzymanie urodzin, przymusowe odbieranie dzieci lub stworzenie warunków życia obliczonych na fizyczne wyniszczenie.

Zbrodnie popełnione przez niemieckie i kolaboracyjne formacje pacyfikujące powstanie na Woli, Ochocie, Starym Mieście i Czerniakowie miały charakter genocidium atrox – ludobójstwa szczególnie okrutnego, zwyrodniałego. Podczas drugiej wojny światowej popełniono na narodzie polskim dwukrotnie ludobójstwo typu genocidium atrox – podczas banderowskiej czystki etnicznej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943-1944 oraz podczas tłumienia przez Niemców i ich kolaborantów powstania w Warszawie. Wiedza o tym poza Polską jest znikoma, a obecna polityka historyczna – skoncentrowana na antykomunizmie i rusofobii – nie przyczynia się do upowszechniania jej w świecie.

Chociaż dowódca sił pacyfikujących powstanie – Erich von dem Bach-Zelewski – złagodził po kilku dniach ze względów pragmatycznych eksterminacyjny rozkaz Hitlera, nie powstrzymało to przerażającego ludobójstwa niemieckiego na Woli i Ochocie. To co stało się w tych dzielnicach w sierpniu 1944 roku można porównać tylko z masakrą nankińską, czyli ludobójstwem popełnionym przez armię japońską na chińskiej ludności Nankinu w grudniu 1937 i styczniu 1938 roku. Podczas drugiej wojny światowej zagłada Woli i Ochoty nie miały jednak precedensu.

W dniach 5-7 sierpnia 1944 roku na Woli zginęły całe wielopokoleniowe rodziny. Podpalano miotaczami płomieni dom po domu. Tych, którzy nie zginęli w płomieniach i nie zostali rozerwani granatami wrzucanymi do mieszkań i piwnic – rozstrzeliwano w zbiorowych egzekucjach. Rejon ulic Górczewskierj i Moczydła, fabryka „Ursus” przy ulicy Wolskiej 55, fabryka Franaszka przy ulicy Wolskiej 41/55, zajezdnia tramwajowa przy ulicy Młynarskiej 2, park Sowińskiego, plac przed kuźnią przy ulicy Wolskiej 122/124, ogród przy klasztorze karmelitanek przy ulicy Wolskiej 29, fabryka „Bramenco” przy ulicy Wolskiej 60, podwórza domów przy ulicy Wolskiej 120 i Staszica 15, cmentarz prawosławny przy ulicy Wolskiej 138, kościół św. Wawrzyńca przy ulicy Wolskiej 140 A – to najważniejsze miejsca egzekucji tylko w dniu 5 sierpnia 1944 roku. Egzekucji dokonywanych z niezwykłym okrucieństwem, wśród przerażających krzyków ofiar, gdzie na oczach matek rozstrzeliwano dzieci, proszących o litość ludzi brutalnie bito, a zwłoki zamordowanych palono na stosach.

Zbrodnie te były dziełem formacji policyjnej z Kraju Warty pod dowództwem Heinza Reinefartha oraz podporządkowanych mu jednostek: brygady SS Oskara Dirlewnagera (składającej się z batalionu sformowanego spośród niemieckich kryminalistów, tzw. batalionu rosyjskiego i wschodniomuzułmańskiego pułku SS, sformowanego z Azerów i Turkmenów), dwóch batalionów azerbejdżańskich oraz brygady SS-RONA, sformowanej z kolaborantów narodowości wschodniosłowiańskich, a dowodzonej przez rosyjskiego kolaboranta Bronisława Kamińskiego. Wspomnieć też należy o kilku kolaboracyjnych jednostkach kozackich oraz tzw. Ukraińskim Legionie Samoobrony (31. batalionie SD, znanym pod określeniem Legion Wołyński), złożonym z nacjonalistów ukraińskich, który brał udział w tłumieniu powstania na Czerniakowie we wrześniu 1944 roku. Dowódcą tej formacji był Petro Diaczenko, którego w 2015 roku Rada Najwyższa Ukrainy włączyła do panteonu ukraińskich bohaterów narodowych przy dyskretnym milczeniu polskiego MSZ i polskich mediów mainstreamowych. Po kapitulacji Górnego Czerniakowa wziętych do niewoli żołnierzy AK w większości wymordowano, a cywilów deportowano do KL Auschwitz w ostatnim transporcie pruszkowskim. Nie ulega wątpliwości, że w zbrodni tej musiał wziąć też udział Ukraiński Legion Samoobrony.

Największym zwyrodnieniem spośród wymienionych formacji wykazały się jednostki podległe Dirlewangerowi i Kamińskiemu. W czasie egzekucji członkowie tych formacji dopuszczali się wyjątkowych bestialstw, np. zabijając dzieci, w tym niemowlęta, na oczach rodziców albo paląc ludzi żywcem w kamienicach. W prawosławnym sierocińcu przy ulicy Wolskiej 149 dirlewngerowcy wymordowali kilkadziesiąt dzieci. Jeden z nich tak opisał tę zbrodnię: „Wysadziliśmy drzwi, chyba do szkoły. Dzieci stały w holu i na schodach. Dużo dzieci. Rączki w górze. Patrzyliśmy na nie kilka chwil, zanim wpadł Dirlewanger. Kazał zabić. Rozstrzelali je, a potem po nich chodzili i rozbijali główki kolbami. Krew ciekła po schodach”[3]. Ponadto podkomendni Dirlewangera i Kamińskiego dopuścili się tysięcy sadystycznych gwałtów na kobietach, porównywalnych pod względem stopnia zwyrodnienia tylko z tymi, które miały miejsce podczas masakry nankińskiej.

Bandyci od Reinefartha i Dirlewangera nie oszczędzili też wolskich szpitali. W Szpitalu Wolskim przy ulicy Płockiej 26 zamordowali 60 osób z personelu i około 300 pacjentów. Natomiast w szpitalu św. Łazarza zamordowano około 1200 osób. Zbrodni tej dokonali Azerowie i Turkmeni ze 111. azerbejdżańskiego batalionu piechoty Wehrmachtu i II. batalionu „Bergmann”. Personel szpitala, chorzy, ranni i szukający schronienia w szpitalu cywile byli zabijali strzałami w tył głowy, seriami z broni maszynowej i granatami. Ci, którzy nie zginęli od razu spłonęli w podpalonych po egzekucji budynkach szpitala.

Genocidium atrox na Woli pochłonęło w ciągu trzech dni od 40 do 50 tys. ofiar, na Ochocie około 10 tys. ofiar, a podczas egzekucji w tzw. „dzielnicy policyjnej” zamordowano od 5 do 10 tys. ofiar. To mniej więcej tyle ile zginęło od wybuchu bomby atomowej w Nagasaki. O Nagasaki wie jednak cały świat, podczas gdy o zagładzie Warszawy w 1944 roku poza Polską się nie mówi. Gdyby przyjąć szacunkową liczbę 50 tys. zamordowanych w ciągu trzech dni na Woli, okaże się, że średnio co godzinę mordowano 700 osób.

W sierpniu i we wrześniu 1944 roku zginęło ogółem od 150 do 180 tys. cywilnych mieszkańców Warszawy, 600 tys. zostało wypędzonych z miasta, a 55 tys. z nich deportowanych do obozów koncentracyjnych, gdzie przynajmniej połowa też zginęła. Kontynuacją genocidium atrox z Woli i Ochoty była zagłada Starego Miasta, gdzie na przełomie sierpnia i września 1944 roku na skutek ostrzału artyleryjskiego i egzekucji dokonywanych przez dirlewngerowców oraz głodu zginęło co najmniej 30 tys. cywilów. Znaczną ich część stanowili uchodźcy z Woli. Zbrodniarze niemieccy nie oszczędzili też szpitali powstańczych na Starym Mieście, mordując 3 tys. rannych.

Niemcy celowo pacyfikowali Warszawę tak, by spowodować jak największe straty wśród ludności cywilnej. Warszawiacy ginęli od wybuchów bomb lotniczych i pocisków z wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych typu Nebelwerfer, od ostrzału artyleryjskiego i granatów wrzucanych do piwnic, od ognia w podpalanych przez Niemców domach, od kul snajperów, pędzeni jako „żywe tarcze” przed niemieckimi czołgami na powstańcze barykady, czy po prostu z głodu i barku pomocy medycznej. Zbrodnie na cywilach były dokonywane do końca powstania. To była największa masakra cywilów, jaka miała miejsce w okupowanej przez Niemcy Europie. Zbrodnia ludobójstwa, za którą nikt nigdy nie odpowiedział przed żadnym sądem.

W 2008 roku pojawiła się szansa wymierzenia sprawiedliwości żyjącym jeszcze sprawcom warszawskiego genociduim atrox. W archiwach austriackiego Czerwonego Krzyża odnaleziono bowiem nieznane wcześniej dokumenty z danymi 85 dirlewangerowców. Dzięki pracy wolontariuszy z Muzeum Powstania Warszawskiego udało się ustalić, że 10 z nich nadal żyje w Niemczech. Do wytoczenia im procesów jednak nie doszło, ponieważ nie było dobrej woli niemieckich instytucji zajmujących się ściganiem zbrodni nazistowskich.

Rocznica Powstania Warszawskiego powinna być przede wszystkim okazją do przypominania o niemieckim genocidium atrox w stolicy. Nie po to, by budzić negatywne emocje w stosunku do Niemców i nie po to, by licytować się z kimkolwiek polską martyrologią. Życie narodu oraz stosunki z innymi narodami muszą być budowane na prawdzie, której nie można ukrywać ani w wypadku niemieckiego genocidium atrox w Warszawie ani w wypadku ukraińskiego genocidium atrox na Kresach Wschodnich.

Przypominanie prawdy o historii jest konieczne w sytuacji, gdy ukraińska polityka historyczna wprost neguje odpowiedzialność OUN-UPA za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie i sam fakt tego ludobójstwa, a niemiecka polityka historyczna zmierza do przerzucania odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie z Niemiec na Polskę. Tendencje niemieckiej polityki historycznej widać szczególnie dobrze w stanowisku zajętym przez telewizję ZDF wobec wyroku polskiego sądu nakazującego tej telewizji przeproszenie za używanie określenia „polskie obozy zagłady”[4].

Niestety mam wrażenie, że polska polityka historyczna wychodzi naprzeciw oczekiwaniom ukraińskiej i niemieckiej polityce historycznej. Przy okazji dyskusji nad nową podstawą programową nauczania historii wyszło na jaw, że Ministerstwo Edukacji Narodowej chce powielać banderowską propagandę o „konflikcie polsko-ukraińskim” w stosunku do ludobójstwa OUN-UPA na Kresach Wschodnich. W wypowiedzi dla „Naszego Dziennika” rzeczniczka MEN Justyna Sedlak oświadczyła, że zrezygnowano z określenia „ludobójstwo”, ponieważ uznano je za „niewłaściwe”. Ponadto MEN jest także przeciwne „epatowaniu” młodzieży opisami okrucieństw UPA[5]. Widać tutaj, że dla PiS-u priorytetem jest nadal niedrażnienie Ukrainy.

Także narracja odnośnie Powstania Warszawskiego – nie tylko PiS, ale wszystkich formacji postsolidarnościowych – wychodzi naprzeciw oczekiwaniom niemieckiej polityki historycznej. Szokujące obrazy niemieckiego genocidium atrox w Warszawie są usuwane na dalszy plan. Wręcz giną wśród antykomunistycznej i antyrosyjskiej narracji, jaka od ponad ćwierć wieku towarzyszy w Polsce kolejnym rocznicom Powstania Warszawskiego. Samo powstanie i dyskurs wokół niego stały się jeszcze jednym elementem wojny historycznej i ideologicznej z Rosją oraz narzędziem delegitymizacji PRL. Skutkiem takiej narracji, a właściwie prania mózgów młodzieży, są m.in. powtarzające się dewastacje pomnika gen. Zygmunta Berlinga na Saskiej Kępie i żądania jego usunięcia. Co mają oznaczać czerwona farba, symbolizująca krew, na rękach monumentu Berlinga i jego portret na czerwonej „ścianie hańby” w Muzeum Powstania Warszawskiego[6]. Robił przecież co mógł, żeby iść na pomoc powstaniu i za to m.in. zapłacił usunięciem ze stanowiska dowódcy 1. Armii WP. Pomoc ta kosztował życie 2,5 tys. żołnierzy 1. Armii WP.

Czy ta antykomunistyczna i antyrosyjska narracja ma służyć zrzuceniu odpowiedzialności za wywołanie powstania z najważniejszych dowódców AK – dzisiaj bezkrytycznie gloryfikowanych? W tym kontekście zrozumiałe też jest dlaczego główny punkt ciężkości obecnej polityki historycznej odnośnie Powstania Warszawskiego nie spoczywa na niemieckim genocidium atrox w Warszawie. Bo byłoby to przecież równoznaczne z oskarżeniem o nieodpowiedzialne wywołanie powstania generałów Bora-Komorowskiego, Okulickiego, Pełczyńskiego i Chruściela.

[1] H. v. Krannhals, „Powstanie Warszawskie 1944”, Warszawa 2017, s. 140.

[2] W. Kowalski, Ten oficer robił wszystko, by wstrzymać decyzję o wybuchu powstania. „Mówił rzeczy, których nie chcieliśmy słyszeć”, http://www.natemat.pl, 1.08.2016.

[3] K. Jóźwiak, „Miasto rozstrzelane”, http://www.uwazamrze.pl (portal miesięcznika „Uważam Rze”), dostęp 3.08.2017.

[4] M. Kowalewski, ZDF kontratakuje. Nie chce przepraszać za „polskie obozy zagłady”,http://www.tvp.info, 25.07.2017.

[5] ND: Znikające „ludobójstwo” w kontekście Wołynia w projekcie podstawy programowej MEN z historii, http://www.kresy.pl, 2.08.2017.

[6] Pomnik Zygmunta Berlinga znowu pomalowany czerwoną farbą,http://www.warszawa.onet.pl, 4.08.2017.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 8 sierpnia 2017 r.

„Myśl Polska” nr 33-34 (2149/50), 13-20.08.2017, s. 14-15

 

Bezkarni kaci Warszawy.

„Generale Reinefarth, jest pan jedną z najbardziej znienawidzonych postaci w Polsce. Czy wie pan o tym? – Wiem. – Czy zna pan swój przydomek „kat Warszawy”? – Także jest mi znany. A czy panu jest znany fakt, że przewód sądowy w mojej sprawie trwał dwadzieścia lat i zostałem uniewinniony?”

Tak zaczyna się rozmowa polskiego dziennikarza Krzysztofa Kąkolewskiego (1930-2015) z Heinzem Reinefarthem (1903-1979), przeprowadzona w 1973 roku w Westerland na wyspie Sylt. Rozmowa odbyła się w kancelarii mecenasa Reinefartha, byłego burmistrza (w latach 1951-1964) kurortu Westerland oraz byłego SS-Gruppenführera i Generalleutnanta der Waffen-SS.

Podczas tłumienia Powstania Warszawskiego zginęło 150-180 tys. cywili, z których co najmniej 30 proc. stanowią ofiary egzekucji przeprowadzonych przez jednostki SS. Wypędzono z domów 550 tys. warszawiaków, 55 tys. z nich deportowano do obozów koncentracyjnych, gdzie co najmniej połowa zginęła. Na rozkaz Himmlera stolicę wyburzano i palono także po zakończeniu walk. Ilość gruzów pokrywających Warszawę oszacowano w 1945 roku na 20 milionów metrów sześciennych. Za te zbrodnie żaden z ich bezpośrednich sprawców nie poniósł kary.

Heinz Reinefarth w wywiadzie udzielonym Krzysztofowi Kąkolewskiemu nie miał sobie nic do zarzucenia. Jego podkomendni mordowali ludność cywilną? – Kobiety i dzieci też walczyły. Egzekucje na cywilach? – Potępiał je i odwoływał, gdy dochodziły do niego meldunki. Dlaczego osiadł na wyspie Sylt? – Bo po wojnie został mu tylko domek letniskowy w Westreland. Nie wierzył w podaną przez Kąkolewskiego liczbę 35 tys. ofiar zamordowanych na Woli – „bo to nawet technicznie było niemożliwe”. Zwierzył się, że długoletnie śledztwo sądowe było dla niego dużym stresem i dlatego miał zawał. Także jego żona i dzieci głęboko to przeżywały[1]. Należy podkreślić, że do tego śledztwa sądowego, zakończonego umorzeniem, prawdopodobnie by nie doszło, gdyby nie film dokumentalny „Urlop na Sylcie” („Urlaub auf Sylt”), zrealizowany w 1957 roku przez NRD-owską wytwórnię filmową DEFA.

Zaraz po wybuchu powstania Hitler wydał ustny rozkaz zrównania Warszawy z ziemią i wymordowania wszystkich jej mieszkańców. Dlatego doszło do ludobójczych masakr na Woli (5-7 sierpnia 1944 roku) i Ochocie (4-25 sierpnia), które pochłonęły łącznie co najmniej 50-60 tys. ofiar. Po zamordowanych i spalonych mieszkańcach Woli zebrano po wojnie 12 ton popiołów. Zbrodni tych dokonały jednostki SS dowodzone przez SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha i SS-Oberführera Oskara Dirlewangera (1895-1945) oraz kolaboracyjna brygada SS-RONA (Rosyjska Ludowa Armia Wyzwoleńcza), dowodzona przez SS-Brigadeführera Bronisława Kamińskiego (1899-1944). Grupa Bojowa „Reinefarth” tłumiła też powstanie na Starym Mieście, gdzie dokonała masakry szpitali powstańczych (co najmniej 3 tys. ofiar), oraz na Powiślu. Cywili i wziętych do niewoli powstańców formacje SS zabijały do końca powstania.

Reinefarth urodził się w Gnieźnie w ówczesnej pruskiej Prowincji Poznańskiej. Przed pierwszą wojną światową jego rodzina przeniosła się do Cottbus (Chociebuż) na Łużycach. Zdobył wykształcenie prawnicze i pracował jako adwokat i notariusz. Już w 1932 roku wstąpił do NSDAP i SS. Walczył w kampanii wrześniowej, w kampanii francuskiej i na froncie wschodnim. Następnie m.in. kierował aparatem terroru w Kraju Warty jako wyższy dowódca SS i policji. W marcu 1944 roku witał na specjalnej uroczystości w Łodzi milionowego niemieckiego osadnika w Kraju Warty.

Wieczorem 5 sierpnia 1944 roku Reinefarth meldował dowódcy 9. Armii gen. Nikolausowi von Vormannowi, że ma „mniej amunicji niż jeńców”. Nie była to jego jedyna uwaga w tym duchu. Dwa dni potem Reinefarth w rozmowie z oficerem Wehrmachtu wskazał na tłum wypędzonych z domów warszawiaków mówiąc: „To nasz największy problem, rozumie pan? Nie mamy tyle amunicji, żeby ich wszystkich sprzątnąć”[2]. Po stłumieniu powstania otrzymał Krzyż Rycerski z Liśćmi Dębu – trzecią w hierarchii klasę najwyższego odznaczenia wojskowego III Rzeszy. To za te 12 ton popiołów ludzkich, które po wojnie odkopano na Woli.

W 1945 roku poddał się aliantom zachodnim. Przedstawił im się jako bojownik antyfaszystowskiego ruchu oporu, ponieważ tuż przed końcem wojny niemiecki trybunał wojskowy skazał go na karę śmierci za porzucenie obrony twierdzy Kostrzyn. Wszystkie próby ekstradycji Reinefartha do Polski spotykały się za sprzeciwem Amerykanów, dla których pracował jako doradca do spraw radzieckiej strategii wojskowej.

W przeciwieństwie do innych zbrodniarzy nazistowskich, z których wielu wybrało po wojnie karierę biznesową, Reinefarth postawił na politykę. Został działaczem rewizjonistycznej i nacjonalistycznej partii Blok Wszechniemiecki/Związek Wypędzonych z Ojczyzny i Pozbawionych Praw. Z jej ramienia przez 13 lat był burmistrzem Westrelandu, a w latach 1958-1967 także posłem do landatgu Szlezwiku-Holsztyna. Swoją bezkarność zawdzięcza „zimnej wojnie”. Uniknął odpowiedzialności, ponieważ zachodnioniemiecki wymiar sprawiedliwości nie miał woli sformułowania aktu oskarżenia[3].

Takiego happy endu nie było w wypadku dwóch najważniejszych pomocników Reinefartha – Dirlewangera i Kamińskiego. Ale też nie można powiedzieć, że ponieśli odpowiedzialność. Dirlewanger dowodził specjalną jednostką karną, złożoną z kryminalistów. Została ona utworzona w 1940 roku, początkowo jako batalion, następnie przekształcona w brygadę, a pod koniec wojny w dywizję Waffen-SS. Jej działalność to co najmniej 60 tys. ofiar, zamordowanych podczas ekspedycji karnych na Białorusi oraz tłumienia Powstania Warszawskiego i Słowackiego Powstania Narodowego. Według ustaleń polskich śledczych jednostka Dirlewnagera zamordowała w Warszawie około 30 tys. cywilów – na Woli, Starym Mieście, Powiślu i Górnym Czerniakowie.

Dirlewanger został aresztowany na początku czerwca 1945 roku we francuskiej strefie okupacyjnej Niemiec i po kilku dniach zmarł. Według oficjalnego aktu zgonu śmiercią naturalną. Istnieje też wersja, że śmiertelnie pobili go Polacy służący w armii francuskiej. Członków jego formacji nigdy nie ukarano. Śledztwo w sprawie udziału brygady Dirlewangera w zbrodniach podczas Powstania Warszawskiego wszczęła w 1963 roku prokuratura we Flensburgu przy okazji postepowania przygotowawczego przeciw Reinefarthowi. Jednak śledztwo to – identycznie jak w sprawie Reinefartha – nie potrafiło ustalić czyjejkolwiek odpowiedzialności. Raczej nie chciano jej ustalić.

Niebywałe okrucieństwo, połączone z gwałtami i grabieżami, cechowało też kolaboracyjną jednostkę Bronisława Kamińskiego. Jej dowódca – zwany „katem Ochoty” – należał do jednych z najbardziej ponurych postaci wśród kolaborantów III Rzeszy. Jego ojciec był Polakiem, matka Niemką, a sam uważał się za Rosjanina. Od 1941 roku kolaborował z Niemcami, stając na czele tzw. Republiki Łokockiej w obwodzie briańskim. Zorganizował najpierw prohitlerowską milicję, a następnie formację RONA. SS-Obergruppenführer Erich von dem Bach-Zelewski (1899-1972) – dowódca sił pacyfikujących powstanie i kolejny bezkarny kat Warszawy – scharakteryzował Kamińskiego następująco: „Był awanturnikiem politycznym, wygłaszał do swych ludzi mowy propagandowe o wielkiej, faszystowskiej Rosji, której chciał być przywódcą-führerem (…). Pojęcie własności było mu obce, żadnego narodu nie nienawidził tak jak Polaków, których wspominał jedynie obelżywymi słowami”[4].

Po upadku powstania Kamiński został stracony przez Niemców za niesubordynację. Egzekucję dowódcy RONA przypisał sobie jako osobistą zasługę von dem Bach-Zelewski. Twierdził, że był to z jego strony rzekomo gest protestu wobec Himmlera. Uważał też, że ocalił tysiące warszawiaków, ponieważ złagodził eksterminacyjny rozkaz Hitlera. Najpierw 5 sierpnia 1944 roku zakazał zabijania kobiet i dzieci, a 12 sierpnia także mężczyzn-cywilów. Decyzja ta nie była jednak spowodowana względami humanitarnymi, ale pragmatycznymi. Masowe zbrodnie wzmacniały bowiem wolę oporu Polaków, a jednostki SS uczestniczące w mordach i grabieżach nie były w stanie prowadzić skutecznych działań przeciw powstańcom.

Mianowanie von dem Bacha dowódcą wojsk pacyfikujących powstanie nie było przypadkiem. Z ramienia Himmlera odpowiadał on bowiem za walkę z partyzantką w okupowanej Europie. Oprócz Warszawy miał na swoim koncie wiele innych zbrodni. W 1940 roku kierował wysiedlaniem Polaków z Żywiecczyzny i był pomysłodawcą utworzenia KL Auschwitz. Dowodził też akcjami pacyfikacyjnymi i ludobójczymi na okupowanych terenach ZSRR (m.in. zagładą 35 tys. Żydów w Rydze).

Po wojnie władze amerykańskie odmówiły ekstradycji von dem Bacha do Polski lub ZSRR, ponieważ był jednym z głównych świadków w procesie norymberskim. W 1961 roku skazano go w RFN na 4,5 roku więzienia za udział w „nocy długich noży”, a dwa lata później na dożywocie za morderstwo sześciu niemieckich komunistów z 1933 roku. Zbrodni ludobójstwa popełnionych przez niego na okupowanych terenach Polski i ZSRR akt oskarżenia nie objął.

W cieniu głównych katów powstańczej Warszawy pozostaje gen. Wehrmachtu Rainer Stahel (1892-1955). Tuż przed wybuchem powstania objął funkcję komendanta wojskowego Warszawy. Jego kwatera główna w Pałacu Saskim została odcięta przez powstańców 1 sierpnia 1944 roku. Himmler podporządkował go rozkazom von dem Bacha, a po odblokowaniu Pałacu Saskiego Stahel opuścił Warszawę 24 sierpnia. Mimo ograniczonego udział w tłumieniu powstania ponosi on odpowiedzialność za zbrodnie na ludności cywilnej. Z zeznań żołnierzy Wehrmachtu wynika, że Stahel wydał im 3 sierpnia rozkaz zabijania cywilów i palenia domów. Ponadto polecił rozstrzelać 600 polskich więźniów, przetrzymywanych w zakładzie karnym przy ulicy Rakowieckiej. Był też autorem pomysłu, by w walce z powstańcami używać jako „żywe tarcze” ludność cywilną. Stahel zmarł w niewoli radzieckiej i również nigdy nie odpowiedział za swoje zbrodnie. W 2014 roku jego wnuk Christoph Broszies groził Muzeum Powstania Warszawskiego procesem za umieszczenie na ekspozycji informacji, że Stahel był zbrodniarzem wojennym[5].

Najmniej znanym katem Warszawy był Petro Diaczenko (1895-1965) – dowódca Ukraińskiego Legionu Samoobrony (zwanego też Legionem Wołyńskim), formacji kolaboracyjnej złożonej z nacjonalistów ukraińskich. Podczas pierwszej wojny światowej Diaczenko służył w armii rosyjskiej, a następnie w wojsku Ukraińskiej Republiki Ludowej. W okresie międzywojennym był oficerem kontraktowym w Wojsku Polskim, ale już w latach 30. nawiązał współpracę z Abwehrą. Na czele Legionu Wołyńskiego stanął w 1943 roku. Formacja ta została skierowana we wrześniu 1944 roku do tłumienia powstania na Czerniakowie. W dniach 27-30 września 1944 roku podkomendni Diaczenki uczestniczyli w operacji rozbicia Grupy „Kampinos” Armii Krajowej. Na początku 1945 roku Legion Wołyński wcielono do 14. Dywizji Waffen-SS (1. ukraińskiej), czyli dywizji „Galizien”. W marcu 1945 roku Diaczenko został jednym z dowódców sformowanej u boku Niemiec hitlerowskich Ukraińskiej Armii Narodowej (UNA). Po zakończeniu wojny on i jemu podobni kolaboranci ukraińscy nie zostali wydani w ręce ZSRR dzięki interwencji gen. Władysława Andersa, który potwierdził przed władzami alianckimi ich polskie obywatelstwo. Dlatego Diaczenko mógł spokojnie udać się na emigrację do USA.

W lutym 2015 roku Rada Najwyższa Ukrainy włączyła Diaczenkę do panteonu ukraińskich bohaterów narodowych, ustanawiając na szczeblu państwowym obchody 120. rocznicy jego urodzin[6]. Faktu tego dyskretnie nie zauważyły elity polityczne III RP, wspierające bezkrytycznie pomajdanową Ukrainę.

[1] K. Kąkolewski, Co u pana słychać?, Warszawa 1975, s. 84-99.

[2] P. Gursztyn, Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona, Warszawa 2014, s. 178-179; N. Sennerteg, Kat Warszawy, Warszawa 2009, s. 143.

[3] Ph. Marti, Sprawa Reinefartha. Kat powstania warszawskiego czy szacowny obywatel, Warszawa 2016, s. 218-305.

[4] J. Kirchmayer, Powstanie Warszawskie, Warszawa 1964, s. 244.

[5] Wnuk nazisty chce pozwać Muzeum Powstania Warszawskiego, http://www.wprost.pl, 5.11.2014.

[6] B. Piętka, Gloryfikacja ukraińskich zbrodniarzy, „Myśl Polska” nr 15-16 (2029/30), 12-19.04.2015, s. 14-15.

Bohdan Piętka

Oświęcim, 8 sierpnia 2017 r.

„Przegląd”, nr 32 (918), 7-13.08.2017, s. 14-17

 

za:https://bohdanpietka.wordpress.com/

 

Aneks:

http://www.sppw1944.org/index.html?http://www.sppw1944.org/powstanie/wola_rzez.html

Reklamy

24 komentarze

Filed under Polityka

24 responses to “Niemieckie genocidium atrox w Warszawie 1944. Bezkarni kaci Warszawy.

  1. grzanek

    Oho, zaraz się zacznie rytualny skowyt domu Hitlera o fabrykacji i biednym Dreźnie.

    Lubię to

  2. Technika Pieniądz Du...

    Najbardziej jest ciekawa polityka historyczna USA .Oni tam nauczają że jedynie USA pokonało Hitlera i cały świat powinien im być za to wdzięczny a zwłaszcza za demokrację jaką rozszerzają na całym świecie .
    Na pytanie a Stalin i ZSRR ich ofiary? .
    A oni nam tylko troszkę pomogli . Taka jest ich odpowiedz.
    U nas przypuszczalnie będą próbować wpajać Polakom to samo .

    Lubię to

  3. kempes

    prawda o powstaniu a la 1989 i dalej – jest taka jak i ci rzadzacy. po tym okresie. wszystkie partie były złe… ale jesli chodzi o powstanie warszawskie – to akurat tu przoduja 2 siły :pis i kosciół kat. z ipn tez na czele. taka tez jest ich ta niby prawda. koniunkturalna i zakłamana. i nie moze inaczej byc. załozmy ze – solidarnosc ma całkowita racje. w sprawie komuny.(choc tak naprawde to był socjalizm a nie zaden komunizm.) ale.. załozmy. a oni to kim sa? agentura zachodnia. której sie wysługuja. i sa jeszcze bardziej wrecz BEZCZELNI. szczególnie jak bają o wolnej jakoby polsce. a w czym ona wolna? np. prl – nie był wolny bo wg nich wojska zsrr stacjonowały w polsce. a oni co teraz zrobili? sprowadzili wojska usa. i jest „swietnie.”prawda? i pewnie teczki na nich sa na zachodzie. bo niby dlaczego w takim tepie wyprzedawali . przepraszam . uni tylko – prywatyzowali. majatek polski. którego – NIE WYPRACOWALI. TYLKO NARÓD TO ZROBIŁ. ale… kto solidaruchów takiej „logiki ” nauczył. ano pejsaci i kosciółek. przeciez kosciół zawsze zatykał swoje- zbrodnie. i zamiatał pod dywan.GRAJAC PRZYSŁOWIOWEGO – GŁUPA. bo wielu mysli ze sa 2 rozwiazania tylko . czyli -tak .albo – nie. ale jest jeszcze 3 . GRAJ GŁUPA.i to zawsze robił kosciół. przez wieki. a pis- to ich uczniowie. polecam ksiazki – watykan zdemaskowany paula williamsa . oraz deschnera. zwłaszcza : krzyż panski z kosciołem oraz druga . 2 tomowa pt – I ZAPIAŁ KUR. wiele wyjasniaja. o wojtyle tez tam jest. sporo. zatykanie prawdy . milionowych afer. pedofilii . itd. i czy kosciół np. upomina pis – by mówili -prawde? he he. pytanie retoryczne. to zawsze była instytucja zysków i kłamstw. i.. takich tez ma uczniów. albo cwaniaków. albo nieuków . plebs. nic nie chcacy wiedziec. pełniacy role dojnej krowy. wiec? jak tacy moga powiedziec prawde o powstaniu? przeciez.. prawda ta wymagałaby .. zburzenia wszystkiego w co wierza. wszystkiego!!!! trzeba by było powiedziec prawde o wykletych – która jest złozona. a nie czarno-biała. przyznac ze mimo wszystko polska isnieje m.in.dzieki zsrr wtedy. przeciez ak nie było w stanie utrzymac samej warszawy. a co dopiero wyzwolic polski. trzeba by było przyznac sie złamania rozkazów naczelnego wodza. który nie chciał powstania. ujawnic przebieg decyzji o wybuchu powstania. razem z tym co kto mówił. itd. ALE TO Z KOLEI ZBURZYŁO BY WSZYSTKO. pis jest taki sam jak jego nauczyciel wojtyła. (watykan zdemaskowany) . kiedy ujawniono mu skalę afer w banco ambrosiano i role w nim biskupa marcinkusa. to wojtyła – jeszcze mimo to chciał marcinkusa wyróznic. a potem wybuchła afera niejakiego pana :Martina Frankela z Ohio. to było koło 1998r. a kosciół ? to samo .GRAŁ GŁUPA. JAK ZAWSZE. i jego uczniem jest pis. oni maja swoja własna prawde. sekciarska. jedynie słuszna. no. powstanie to było zwyciestwo. wygrali nawet jak przegrali. bo stalina zdemaskowali. oraz itp. brednie. ot takich ludzi szkoda prawdy oczekiwac. odwrocili wszystko tylko. w 2 strone. i tyle. spece od prawdy sie znalezli. raczej prowdy. tys prowdy. ICH PROWDY.

    Polubione przez 1 osoba

    • Technika Pieniądz Du...

      Takie wpisy czyta się z radością .Wypada tylko gorąco podziękować i prosić o więcej .

      Lubię to

      • Technika Pieniądz Du...

        Mam nadzieję że pan Paweł wyjątkowo nie usunie tego obrazka ponieważ jest bardzo pomysłowy i doskonale pasuje jako uzupełnienie do wpisu komentatora Kempes .

        Polubione przez 1 osoba

    • Kojak

      Kosciol to najwiekszy zlodziej i oszust w hIstori ludzkosci ! Wojtyla najwieksza kanalia i kreatura ! Kazdy ksiedz o niczym innym nie mysli jak tylko zdegenerowac dzieci ,kazdy ksiadz to przeciez pedofil ! Bydlo w sutannach zutylizowc a nastanie era powszechnej szczesliwosci takie brednie i komunaly juz byly na szkoleniach w Ludowym Wojsku Polskim w PRL !

      Lubię to

      • Technika Pieniądz Du...

        Szanowny panie spokojnie . Mniej emocji więcej myślenia bo fakty są takie.
        W okresie PRL żadnego katabasa nie zutylizowano a sam Bierut modlił się zawzięcie i chodził na procesji Bożego ciała ( pewnie wierzył w to że można się z katabasami jakoś dogadać ) .
        Następnie Gomułka wprowadził im takie rozwiązania przy których do dziś się trzymają jak pcha włosów i nie chcą zgodzić się aby ich owieczki płaciły podatki na ich luksusowe życie .Czemu to odrzucają ?
        Według danych chyba wiarygodnych może ktoś potwierdzi katabasy od rządu Tuska otrzymywały 1 mld Euro rocznie to ile teraz dostają ? . Dlaczego mam się do tego dopłacać oraz masa innych ludzi ?.
        Ile pieniędzy poszło na ŚOB a ile na spęd młodzieży ?.
        Nikt ich w PRL nie utylizował . Ogłupiali owieczki ile tylko można w Kościółkach plus masowe modlitwy owieczek o rozwalenie złego PRL . Za Gierka był Wojtyła który coś tam pierdzielił o nowym obliczu ziemi .
        Także za tej złej ” komuny ” mieli raj na ziemi . Po 89 roku mają raj do potęgi trzeciej .Także jaka utylizacja .
        Chodzi o proste rozwiązania .Pozbawić katabasów wpływu na rządy i jak chcą się modlić to won do Kościółka zamknąć się tam i się modlić 24 godziny na dobę od poniedziałku do piątku nie próbując ewangelizować innych plus wypowiedzieć konkordat i Polska by odżyła szanowny panie bądż pani .
        Kolejna rzecz .Nikt tu nie napisał że każdy katabas to pedofil sygnalizuje się tylko problem który tam występuje .
        Kilka lat temu niedaleko Lublina złapano księdza pedofila . Długo w areszcie nie siedział zaraz go wypuścili to pojechał na cmentarz do miejscowości w pobliżu Lublina poszedł na grób swoich rodziców i tam się żywcem spalił . Pytanie czy to jest normalne? . Proszę poszukaj w sieci znajdzie pan szczegóły .
        Proszę mi tu pokazać jednego katabasa który dostał surową karę za pedofilię niestety ja nie słyszałem .
        Przykład sprzed kliku lat . Wyższy katabas po imprezie zakrapianej wódeczką przywalił w latarnię i został złapany .
        Doszło do takiego absurdu że on sam proponował prokuratorowi karę jakiej się podda .Skończyło się bodajże na tym że wylądował w jakimś klasztorze a czemu nie w więzieniu .
        Sprawy Paetza nie ma co komentować bo każdy ją zna .
        Także szanowny panie mniej emocji mniej pisania głupot a więcej logicznego myślenia .

        Lubię to

      • Technika Pieniądz Du...

        Dodatkowo warto jeszcze dodać że około 10 % katabasów bawiło się w taką samą zabawę jak Bolek . Problem tylko taki : kto ? jak ? gdzie ? ile brał ? .Tego się nie dowiemy . Wszystkie dokumenty przemielili albo zamietli pod dywan bo w końcu zasada jest zawsze najprostsza z możliwych zero odwagi cywilnej , full tchórzostwa i taki tekst . To wszystko załatwia i jesteś oczyszczony :
        „Jestem… (kawalerem, panną, ojcem, matką itp.).
        Ostatni raz spowiadałem się…
        Rozgrzeszenie otrzymałem… (albo. nie otrzymałem
        Pokutę odprawiłem… (albo: nie odprawiłem).
        Na ostatniej spowiedzi zapomniałem wyznać że…(jeśli zapomniałeś jakiś grzech ciężki)
        Od ostatniej spowiedzi obraziłem Pana następującymi grzechami:”

        Lubię to

  4. paziem

    Merytorycznych komentarzy nigdy nie usuwam 😂

    Lubię to

  5. Technika Pieniądz Du...

    Też nie na temat ale chyba ważne .
    Ostatnio w mediach Michnika czy Szechtera jak kto woli ciągle piszą o tym jaką PIS ma potężną przewagę na konkurentami ( od kiedy robi się dobry pijak żydowskiej konkurencji tego nie wiem ) .
    Jednak nie o tym chcę napisać .
    Ostatnio natchnąłem się na informację u Michnika że PIS już niebawem wprowadza 500 plus dla emerytów czy rencistów .
    Kupili młodych łapówką i skoczyło im niemal do 40% .Teraz kupią dziateczków i kto wie czy nie skoczy poparcie do 50% .
    Nie znam się na ekonomii. Skąd biorą pieniądze nie wiem . Kraj zrujnowany przemysłu nie ma .Wpływy z podatków muszą być na niskim poziomie .
    Także skąd oni te pieniążki wyczarowują nie wiem .
    Wydaję mi się że te 8 letnie rządy PIS skończą się totalną katastrofą a następny premier Petru będzie spazmował bo kraj jest zrujnowany finansowo coś w stylu spazmów Millera po rządach AWS .

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s