Edelman jako antidotum na Dmowskiego…przykład żydowskiej manipulacji

Tak się składa, że na początek roku przypadają daty 80 rocznicy śmierci Romana Dmowskiego, najwybitniejszego polityka polskiego XX wieku, współtwórcy w latach ( 1917-1921) Polski Niepodległej  oraz ponoć 100 rocznicy urodzin Marka Edelmana, rzekomego, legendarnego dowódcy Powstania w Getcie w kwietniu 1943 r. , a następnie lewicowo-żydowskiego opozycjonisty w okresie PRL.

W przypadku M.Edelmana piszę „ponoć”, bo nie ma pewności jaka jest dokładnie data jego urodzin. Wikipedia podaje 1 stycznia 1919 ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Edelman) , GW podaje: 4 stycznia 1919 (” http://lodz.wyborcza.pl/lodz/7,35136,24326543,rok-marka-edelmana-w-lodzi-co-zaplanowano-w-ramach-obchodow.html),  ale można znaleźć i takie zapisy: ” Dokładna data urodzin Marka Edelmana nie jest znana. Przyjęto, że przyszedł na świat 1 stycznia 1922. „( https://www.tvn24.pl/biografia-marka-edelmana,110893,s.html   oraz  https://dzieje.pl/postacie/marek-edelman-1922-2009)

Stosunek władz państwowych, ale także władz lokalnych i zwykłych obywateli  w moim rodzinnym mieście, Łodzi, do wspomnianych dat i osób,  ilustruje powszechny stan moralności politycznej i stan szacunku do zasług wybitnych Polaków. Zarazem jest dokumentacją dokonywanej na naszych oczach manipulacji świadomością polityczną i historyczną Polaków w wykonaniu instytucji władzy państwowej i samorządowej oraz całej medialno- kulturalnej machiny propagandowej zdominowanej przez antypolską, a zarazem pro żydowską narrację.

Można postawić tezę, że 100 rocznica urodzin Marka Edelmana oraz heroizowanie Powstania w Getcie Warszawskim ( przy uznaniu całego tragizmu losów  tamtejszej społeczności żydowskiej)  ma przykryć 80 rocznicę śmierci Romana Dmowskiego oraz 100 lecie owocnych starań lidera obozu Narodowo-Demokratycznego o odzyskanie Niepodległego i Suwerennego bytu przez naród i państwo polskie w roku 1919, na podstawie trwającej od początku roku 1919 Konferencji Paryskiej i postanowień Traktatu Wersalskiego z czerwca 1919 r.

Władze Łodzi ogłosiły bieżący rok 2019, rokiem Marka Edelmana ( sic!) 

A przecież jeśli już szukać powodów do idei przewodnich bieżącego roku, to na pewno nie ma lepszej okazji jak uczczenie i propagowanie 100 rocznicy Traktatu Wersalskiego i uznanie zasług wielkiego architekta odzyskania niepodległości i suwerenności – Romana Dmowskiego!

Jest to jednak na szczeblu władzy państwowej i samorządowej niemożliwe w rządzonej aktualnie przez Żydów Polsce. Jest to jednak obowiązkiem Polaków na szczeblu lokalnych i ogólnokrajowych inicjatyw narodowych i obywatelskich !

PZ

 

Dodatek: 

 

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20060420&id=my11.txt

Nasz Dziennik, Czwartek, 20 kwietnia 2006, Nr 93 (2503)

Prawda o powstaniu w getcie warszawskim
Karły krzyczą, gdy śpią herosi

„Prawie wszystkie napisane dotychczas – a przecież napisano wiele książek i artykułów o powstaniu warszawskich Żydów – to albo perfidna fałszywka tych, którzy szukają własnej sławy w zapomnieniu innych, albo błąd wynikający z niedostatecznej wiedzy i ufnego stosunku do pozostających przy życiu świadków, którzy wysmażyli swoje opowiadania i skrócone wersje, pomniejszające innych, i – rzecz jasna – upiększające ich samych” – pisał Chaim Lazar-Litai w swojej książce „Masada w Warszawie”. Również w Polsce propaganda peerelowska od samego początku fałszowała obraz powstania. Żydowską Organizację Bojową (ŻOB) traktowała jako jedyną liczącą się uczestniczkę powstania, mimo że jej rzeczywisty udział w powstaniu był drugoplanowy. O jej wyeksponowaniu przez pezetpeerowskich historyków zadecydowała komunistyczna, prosowiecka orientacja.
Władze PRL konsekwentnie przemilczały udział w powstaniu ściśle współdziałającego z Armią Krajową Żydowskiego Związku Wojskowego (ŻZW). Jako liczniejszy, lepiej uzbrojony i wyszkolony przez polskich instruktorów ŻZW stawiał długotrwały opór Niemcom (od 19 do 27 kwietnia 1943 r.). Dla porównania – słabo uzbrojeni i nieprzygotowani do walki bojowcy ŻOB byli w stanie bronić się efektywnie jedynie kilkanaście godzin pierwszego dnia powstania.
Formalny upadek komunizmu nie przerwał zmowy milczenia wokół ŻZW. Do dzisiaj nie brakuje zwolenników „historycznego uśmiercenia” prawdy o podstawowym udziale żołnierzy tej formacji w powstaniu. Popyt na to gigantyczne kłamstwo trwa, zmieniło się tylko jego podłoże. Wizja Polski „antysemitów”, forsowana przez filosemitów i żydowski ruch roszczeniowy, nie wytrzymuje porównania z faktami polsko-żydowskiego braterstwa broni. Na tle piętrzących się kłamstw i półprawd na temat powstania w getcie warszawskim warto zwrócić uwagę na dwie żydowskie publikacje: „Prawda o powstaniu w getcie warszawskim” autorstwa żydowskiego publicysty Aleksandra Swiszczewa, która ukazała się na łamach „Shalom New York”[1], oraz „Zmienne oblicze pamięci. Kto obronił Getto Warszawskie?” Moshe Arensa opublikowaną w „The Jerusalem Post”[2] 23 kwietnia 2003 r. – w 60. rocznicę powstania.

Geneza ŻZW
W listopadzie 1939 r. u jednego z oficerów Związku Walki Zbrojnej, kapitana Henryka Iwańskiego ps. „Bystry”, pojawiło się czterech Żydów – oficerów Wojska Polskiego – z porucznikiem Dawidem Mordechajem Apfelbaumem. Zaproponowali Iwańskiemu utworzenie żydowskiej grupy bojowej, która stałaby się częścią polskiego podziemia. Pod koniec grudnia grupa została powołana do życia (liczyła 39 ludzi), złożyła przysięgę i otrzymała nazwę Żydowskiego Związku Wojskowego. Po przysiędze kapitan Iwański wręczył członkom ŻZW 39 pistoletów vis. 30 stycznia 1940 r. informację o powstaniu ŻZW przesłano do generała Sikorskiego. W latach 1940-1942 komórki ŻZW powstały w całej Polsce; najsilniejsze ogniwa istniały w Lublinie, we Lwowie i w Stanisławowie. Trzon organizacji tworzyli członkowie młodzieżowej organizacji „Betar” i dwóch organizacji syjonistycznych.
Głównym celem działalności ŻZW w 1940 r. było przeprawienie przez granicę polsko-węgierską swoich członków, szczególnie oficerów, do polskich dywizji formowanych we Francji i Anglii.

Eksterminacja Żydów i słabość lewicy
Latem 1942 r. Niemcy przystąpili do planowego unicestwienia getta warszawskiego. Tak zwana wielka akcja trwała od 22 lipca do 21 września. Z Warszawy wywieziono do Treblinki i na Majdanek ponad 300 tysięcy warszawskich Żydów. W getcie pozostało ok. 50 tysięcy (według oficjalnej statystyki niemieckiej – 35 tysięcy) osób. Dopiero wówczas członkowie syjonistycznych partii lewicowo-socjalistycznych zdecydowali się stworzyć swoją organizację (razem z Bundem i komunistami). Do tego czasu nie prowadzili żadnej działalności podziemnej. „To my byliśmy prawdziwą władzą w getcie. To my decydowaliśmy, jak mają żyć ludzie, którzy pozostali w getcie. Nazywali nas ‚partią’. Gdy partia coś kazała, było to wykonywane” – wspomina Marek Edelman sowieckie porządki panujące w komunistycznych strukturach[3].
W ŻOB w ciągu całej jej działalności nie było ani jednego oficera Wojska Polskiego.

Przygotowania i organizacja ŻZW
W tym czasie Żydowski Związek Wojskowy działał już dwa i pół roku. Przez cały ten czas konspiratorzy otrzymywali od Armii Krajowej broń i uczyli się jej używać. W tym celu z miasta regularnie przychodził do nich instruktor – kapitan Wojska Polskiego. Ze wspomnień Henryka Iwańskiego, oficera Korpusu Bezpieczeństwa AK odpowiedzialnego za łączność z organizacjami żydowskimi, dowiadujemy się, że latem 1942 r. w ŻZW służyło 320 uzbrojonych żołnierzy. W czasie tzw. wielkiej akcji ukrywali się w bunkrach. Dlatego zginęło spośród nich „tylko” 15-20 ludzi. Dowódca ŻZW, Dawid Apfelbaum, został przez Korpus Bezpieczeństwa uprzedzony o zbliżającej się akcji Niemców. Poinformował o tym przewodniczącego Judenratu Czerniakowa i zalecił stawienie oporu.
W lipcu 1942 r. odbyło się zebranie społeczności getta, na którym byli obecni Czerniakow ze swoim zastępcą Lichtenbaumem. Raport o sytuacji przedstawili Apfelbaum i Iwański. Ich propozycje zostały odrzucone. Dowódcy ŻZW nie zdecydowali się samodzielnie wystąpić przeciwko Niemcom, obawiając się, że pó?niej to właśnie oni zostaliby obwinieni o rozpętanie krwawej rzezi. Co istotne, jak wynika ze wspomnień Iwańskiego, już na samym początku „wielkiej akcji” organizacja była odcięta od swoich składów broni, nie byłaby więc w stanie nic zrobić.
Do pierwszego otwartego wystąpienia przeciw Niemcom doszło dopiero w styczniu 1943 r., kiedy ŻZW liczył już około 500 ludzi. Potwierdza tę liczbę sama struktura organizacji oparta na tzw. piątkach – czterech żołnierzy i dowódca. Trzy piątki tworzyły oddział, cztery oddziały – pluton, cztery plutony – kompanię (240 ludzi). Z początkiem stycznia 1943 r. ŻZW liczył dwie pełne kompanie uzbrojone i wyekwipowane, a także dwie kompanie szkieletowe. Nie miały one żołnierzy ani broni, ale zakładano, że w czasie powstania masy ochotników zapełnią ich szeregi. W kwietniu 1943 r. zadanie to zostało wykonane.
Dysproporcje

w uzbrojeniu ŻZW i ŻOB
Podstawowym dostawcą broni dla ŻZW był Korpus Bezpieczeństwa AK. Od czerwca 1942 r. do początku powstania kwietniowego 1943 r. (tak w historiografii żydowskiej określa się powstanie w getcie warszawskim) Korpus Bezpieczeństwa przekazał dla getta 3 ciężkie karabiny maszynowe, 100 pistoletów, 7 karabinów, 15 automatów i około 750 granatów. Już po rozpoczęciu powstania KB dostarczył jeszcze 4 karabiny maszynowe RKM, 1 lekki karabin maszynowy LKM, 11 automatów FM, 50 pistoletów i 300 granatów. Oprócz tego Henryk Iwański przekazał ŻZW broń w 1941 r. W pierwszej połowie 1942 r. ŻZW uzyskał uzbrojenie również od innych grup Armii Krajowej.
Jeśli wierzyć Markowi Edelmanowi, najlepiej przygotowana do walki była jego macierzysta ŻOB. „My, bundowcy, byliśmy jedyną organizacją polityczną mającą pieniądze. Arbeter Ring, nowojorska organizacja robotnicza, do której należał szef amerykańskich związków zawodowych Dubiński, a także towarzysze Pat i Held, od samego początku przysyłała nam pieniądze. Natomiast syjoniści nie mieli grosza. Ich towarzysze z Palestyny porzucili ich” – tłumaczył Edelman[4]. Dodał, że innym sposobem „zabierania forsy” było „terroryzowanie” „bogatych Żydów”, „przemytników” czy też „żydowskich policjantów”. „Kasę Judenratu ograbiliśmy na setki tysięcy złotych, obrabowaliśmy też i przedsiębiorstwo aprowizacyjne. Posunęliśmy się nawet do porwania. [Marek] Lichtenbaum, przewodniczący Judenratu na Czerniakowie, odmówił nam pieniędzy. Uwięziliśmy więc jego syna. Do Lichtenbauma napisaliśmy, że trzymamy chłopca z nogami zanurzonymi w cebrzyku z lodowatą wodą, tak że na pewno nabawi się choroby. Przyszli z pieniędzmi. Innym razem żydowski policjant, zresztą skurwysyn, nie chciał dać pieniędzy. Musieliśmy pokazać, że jesteśmy twardzi. Przyszliśmy do niego około czwartej, gdy termin ultimatum już upływał. ‚Nie chcesz dać?’ – spytaliśmy i zastrzeliliśmy go. Po tym zdarzeniu wszyscy płacili. W sumie pieniędzy nam nie brakowało”[5].
Tymczasem Aleksander Swiszczew, powołując się na wspomnienia B. Jaworskiego (komunista i dowódca jednej z grup ŻOB), podaje wręcz zatrważający stan uzbrojenia ŻOB. „W styczniu 1943 r. dysponowała ona zaledwie 2 pistoletami i 1 granatem, i to po pięciu miesiącach pracy! 19 kwietnia ŻOB posiadała tylko 70 pistoletów (50 z nich otrzymała od ŻZW, a 10 od polskich komunistów). Ani jednego karabinu maszynowego… Co więcej – ani jednego człowieka, któryby kiedykolwiek w życiu go widział, nie mówiąc już o umiejętności posługiwania się nim. Liczebność ŻOB (według jej oficjalnych danych) wynosiła w momencie powstania 500 ludzi, ale według pó?niejszych wspomnień dowódców ŻOB – tylko 200-300 osób. Tymczasem liczba bojowników ŻZW na początku powstania doszła do 1500 ludzi (wg wspomnień kapitana Zajdlera i niektórych innych oficerów AK). Wpływał na to fakt, że ŻZW przyjmowała do swoich szeregów wszystkich chętnych, nie oglądając się na ich przynależność partyjną. Jedynie kierownictwo pozostało rewizjonistyczne. Wśród dowódców średniego szczebla znajdujemy członka Bundu, członka Arudat-Israel i komunistę. Do ŻZW przyłączały się na autonomicznych zasadach organizacja chasydów z Bracławia i lewicowo-socjalistyczna grupa Ryszarda Walewskiego, której ŻOB nie przyjął jako ‚nie należącej do obozu syjonistycznego’. Komuniści i Bund również nie należeli do obozu syjonistycznego, ale ich z jakichś powodów do ŻOB przyjęto. (…) Dodajmy, że cyfra 1500 bojowników ŻZW nie obejmuje osób przyłączających się już w czasie trwania powstania. Ilu ich było – nikt nie wie”.

Partyjny zaciąg lewicowców
W odróżnieniu od ŻZW ŻOB tworzona była na zasadach czysto partyjnych. Partie wchodzące do tej organizacji formowały własne kompanie. Było ich łącznie 22. Bund miał 4 kompanie, komuniści – 4, pozostałych 15 należało do obozu syjonistycznego. Bezpartyjnych do ŻOB nie przyjmowano. Nie było ich można przyjąć choćby z powodu braku broni. Z tych właśnie powodów liczebność ŻOB nie mogła wzrosnąć w trakcie samego powstania. Problem pogłębiał fakt, że ŻOB pryncypialnie orientowała się na ZSRS i poszukiwała łączności z podziemiem komunistycznym, licząc na jego pomoc. Oczekiwanej pomocy polscy komuniści w żadnym wypadku nie mogli okazać z powodu swojej słabości i małej liczby członków.
ŻZW próbował nawiązać współpracę z ŻOB. Prowadzone były rozmowy o zjednoczeniu, jednak lewicowi syjoniści kontynuowali przedwojenną linię bojkotu „faszystów-rewizjonistów”. Nie bacząc na niepowodzenie prób zjednoczenia, osiągnięto porozumienie o współpracy. Terytorium getta podzielono na dwa okręgi wojskowe.
Każda organizacja odpowiadała za swój okręg. Prócz tego ŻZW przekazał ŻOB część broni: 50 pistoletów i kilkaset granatów, co stanowiło dużą część uzbrojenia ŻOB. „Zaryzykuję stwierdzeniem, że brak jedności odegrał pozytywną rolę. Gdyby powstaniem dowodziły gaduły z ŻOB, a właśnie do tego nieuchronnie doprowadziłoby zjednoczenie – osłabiłoby to tylko opór” – przekonuje Aleksander Swiszczew.

16 godzin żobowców
Autor nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do proporcjonalnie nikłego udziału ŻOB w powstaniu: „Natarcie Niemców na getto rozpoczęło się nad ranem 19 kwietnia 1943 r. Pierwsze uderzenie skierowali na pozycje ŻOB przy ulicach Nalewki i Zamenhofa. Bojownicy ŻOB stawiali opór przez 16 godzin, podpalili jeden czołg i wyeliminowali z walki kilkadziesiąt Niemców, po czym wycofali się. Na tym faktycznie wyczerpuje się udział ŻOB w powstaniu. Przyznać należy, że działały jeszcze rozproszone grupy ŻOB. 20 kwietnia stawiały one jeszcze opór w czasie likwidowania przez Niemców pojedynczych bunkrów. Jednak to, co można nazwać ‚powstaniem w Getcie Warszawskim’ w rzeczywistości trwało od 19 do 27 kwietnia. To nie z ŻOB walczyli Niemcy”.

ŻZW pod polską i żydowską, ŻOB pod czerwoną flagą
Przerwawszy po 16 godzinach obronę ŻOB, Niemcy podeszli do placu Muranowskiego. Właśnie tu zawiązała się jedyna w czasie całego powstania długa walka pozycyjna. Plac był centrum okręgu ŻZW. W domu nr 7 znajdował się sztab główny ŻZW. Właśnie na placu Muranowskim, w domu nr 17, powiewały polska i żydowska flaga (jedyna flaga ŻOB zdobyta przez Niemców po zdobyciu bunkra Anielewicza miała kolor czerwony). Do piwnicy domu nr 7 prowadził tunel, przez który ŻZW przez cały czas otrzymywał z miasta broń i amunicję. Łącznie bojownicy ŻZW wykopali 6 tuneli w różnych częściach getta. Jeden z nich został przez Niemców odkryty jeszcze przed powstaniem. ŻOB nie miała ani jednego tunelu. Właśnie tą drogą w nocy z 18 na 19 kwietnia Józef Lejbski, związany z AK, dostarczył ciężki karabin maszynowy. Zainstalowany na strychu domu nr 17 CKM znacznie wzmocnił siły ŻZW. W walkach 19 kwietnia na placu Muranowskim Niemcy stracili jeszcze jeden czołg i ponad stu ludzi. Zdobyć pozycji ŻZW wówczas nie byli w stanie. Stało się to dopiero 22 kwietnia.
Kierujący pacyfikacją getta brigadenfßhrer SS Juergen von Stroop w więzieniu w rozmowach z Kazimierzem Moczarskim przyznał, że „problem flag miał wielkie znaczenie polityczne i moralne”. Jednoczyły naród wokół prawowitego rządu, „ale szczególnie Polaków i Żydów”. Nawet niemiecki zbrodniarz wiedział, że nie było to możliwe pod czerwoną flagą. Reichsfßhrer Himmler wrzeszczał do telefonu: „Stroop, musisz za wszelką cenę zwalić te dwie flagi!”[6]. Stroop dostał za pacyfikację getta Żelazny Krzyż I klasy…

Bohaterstwo sojuszników
Wydawało się wówczas, że powstanie zostało zdławione, ale 27 kwietnia z pomocą pospieszyły oddziały Armii Krajowej. Oddział majora Henryka Iwańskiego przeszedł przez tunel i rozpoczął walkę z Niemcami. Równocześnie na placu Muranowskim atakowali Niemców żołnierze ŻZW. Oba oddziały się połączyły. Stroop w swoim raporcie skierowanym do Krakowa tak opisał wspólną walkę ŻZW i AK: „Główna żydowska grupa bojowa, w której uczestniczą również polscy bandyci, wycofała się pierwszego albo drugiego dnia do miejsca zwanego placem Muranowskim. Tam została wzmocniona przez znaczną liczbę polskich bandytów. (…) Na dachu betonowego budynku zatknęli oni flagę żydowską i polską, jako znak wojny przeciwko nam”[7].
Części ŻZW Polacy zaproponowali wyjście z getta i przeprawienie się na „stronę aryjską”. Jednak Dawid Apfelbaum odmówił pozostawienia getta, ponieważ nie miał łączności z wieloma grupami ŻZW znajdującymi się w innych miejscach. Wyszła jedynie niewielka część bojowników, 34 osoby, wynosząc wielu rannych. Odprowadzało ich wielu Żydów, którzy nie brali udziału w walkach. Polacy przez kilka godzin osłaniali ich ewakuację, ponosząc duże straty. Major Iwański został ranny, jego syn Roman i brat Edward zginęli. Niemcy stracili ponad stu ludzi i jeden czołg. W walkach 27 kwietnia ciężko ranny został Dawid Apfelbaum, który zmarł następnego dnia. 29 kwietnia pozostali bojownicy ŻZW, którzy do tego czasu stracili wszystkich swoich dowódców, opuścili getto przez tunel muranowski i zostali rozlokowani w lasku michalińskim. Na tym zasadnicze walki się zakończyły. Rozpoczęło się przeczesywanie getta i likwidowanie poszczególnych bunkrów.

Ostatnie dni powstania
Z raportu Stroopa: „Przebieg operacji 29.04.43. (…) Łącznie odkryto 36 bunkrów przeznaczonych do zamieszkania. Z tych i innych miejsc schronienia wyciągnięto 2359 Żydów, wśród nich 106 zginęło w walce (…). Siły: jak wczoraj, strat nie ma. Przebieg operacji 2.05.43. Znaleziono 27 bunkrów (…). Wśród rannych – 4 niemieckich policjantów, 4 polskich policjantów. 6.05.43 (…). Ranny został Unterscharfßhrer SS (…). Łącznie zlikwidowano 47 bunkrów, 2 ludzi z oddziału zaporowego zostało rannych”.
Jak widzimy, w czasie likwidacji bunkrów (łącznie zniszczono ich 631) Niemcy ponieśli pewne straty. Ale te straty (106 Żydów zginęło w walce i ani jeden Niemiec nie został nawet ranny) są zupełnie nieporównywalne ze stratami z pierwszych dni. Ostatecznie powstanie zostało zdławione 5 czerwca, kiedy doszło do ostatniego starcia z Niemcami. Wszystko odbywało się na wspomnianym placu Muranowskim. Tym razem jednak walkę z Niemcami toczyła grupa Żydów ze świata przestępczego, niemająca związku z ŻZW czy ŻOB. W szczytowym momencie operacji poszukiwania i niszczenia bunkrów niewielka grupa bojowników ŻZW przeniknęła do getta ze strony aryjskiej i 5-6 maja wyprowadziła do miasta żydowskich cywilów. Osłaniając ich odwrót, 6 maja prawie wszyscy zginęli.

Ewakuacja ŻOB
Na początku maja kierownictwo ŻOB odkryło przejście przez kanalizację i opuściło getto. Być może uciekliby wcześniej, ale nie znali drogi, gdyż nie mieli własnych tuneli. Opuszczając getto, porzucili rozproszone grupy swoich bojowników znajdujących się w innych miejscach. Ze wspomnień jednego z członków kierownictwa ŻOB wynika, że odmówili przy tym zabrania ze sobą kilku cywilnych i bezpartyjnych Żydów, którzy prosili o pomoc.
Mordechaj Anielewicz odmówił ucieczki. 8 maja jego bunkier został otoczony przez Niemców. Anielewicz zastrzelił się razem ze swoimi bojownikami. Według niektórych, być może mniej wiarygodnych świadectw, Anielewicz zastrzelił się wcześniej, nim bunkier został otoczony przez Niemców.

Przewodził Apfelbaum, nie Anielewicz
„Jak wynika z przytoczonego materiału, podstawowej walki z Niemcami nie prowadzili ‚pacyfiści’ z ŻOB, a ‚militaryści’ z ŻZW. Spośród 1300 zabitych i rannych Niemców ŻOB zabiła ledwie ponad setkę. Zgodnie z tym, prawdziwym dowódcą powstania należy uznać nie Mordechaja Anielewicza, a porucznika Dawida Apfelbauma” [pośmiertnie awansowanego do stopnia majora WP – dop. WM] – uważa Swiszczew.
Cytowany żydowski publicysta zdecydowanie odrzuca oszczercze pomówienia Armii Krajowej o bezczynne przyglądanie się zagładzie getta: „Należy uznać za oszczercze twierdzenia dowódców ŻOB (a wszyscy oni oprócz Anielewicza przeżyli) i polskich komunistów o odmowie przez AK pomocy dla walczących w getcie. Oczywiście, półmilionowa Armia Krajowa mogłaby okazać większą pomoc, ale czy można ją za to winić?”.

Komuniści sprzedali ŻOB
Niezwykle surowo Aleksander Swiszczew przedstawia rolę komunistów i położenie żobowców, którzy im zaufali: „Można zrozumieć zainteresowanie polskich komunistów w obrzucaniu błotem swoich politycznych przeciwników. Zrozumiała jest również obraza działaczy ŻOB. Ale jeśli kogoś można by obwiniać o ‚sprzedanie’ powstania w getcie, to akurat polskich komunistów. Przecież AK okazała dużą pomoc, niechby tylko ‚swoim Żydom’. W tym czasie komuniści ‚swoim Żydom’ przysłali tylko 10 pistoletów. Wystarczyło Anielewiczowi, żeby się zastrzelić…”.
Żydowski publicysta sugeruje wprost, że wydarcie z historii prawdy o walnym udziale przygotowanych do walki żołnierzy ŻZW odziera dzieje żydowskiego ruchu oporu z jego najbardziej chlubnych kart. Dlatego – jak przekonuje – „najwięcej beczek łgarstw rozlanych wokół powstania nie wyrażało się bynajmniej w powiększaniu roli ‚swoich’ i napadaniu na ‚obcych’. Maruderstwo na wojnie to zwykła rzecz. Największą zgrozę wywołuje fakt, że to łgarstwo wykorzystywane jest dla rzucania kalumni na cały naród żydowski. Przecież cały naród żydowski szedł ‚jak owce na rze?’, a oto bohaterowie warszawskiego getta stawili opór!”.

Wołanie o prawdę
W książce „Getto walczy”, opublikowanej niedługo po wojnie, Edelman w ogóle nie wspomina ŻZW. Inny żobowiec, Icchak Cukierman, mówił lekceważąco o tej organizacji. Istnieją jednak świadectwa szeregowych członków ŻZW. Jeszcze w 1946 r. ukazała się niewielka broszura „Prawda o powstaniu w Getcie Warszawskim”. Wydano niektóre wspomnienia członków ŻZW. W latach 60. posiadane materiały zebrano i usystematyzowano w książce Chaima Lazara-Litai pt. „Masada w Warszawie”. Dodajmy jeszcze „Muranowską 7” Lazara, wydaną w 1966 r. Trzy lata wcześniej Dawid Wdowiński wydał w Nowym Jorku książkę „And we are not saved”, w której wydawca przedstawił go jako jednego z przywódców powstania w warszawskim getcie. Warto też wspomnieć książkę Mariana Apfelbauma „Dwa sztandary. Rzecz o powstaniu w getcie warszawskim”, której wartość starała się pomniejszyć Anka Grupińska w „Tygodniku Powszechnym” („Zgubne szukanie (jedynej) prawdy historycznej”, 29.06.2003). Chodziło o niebagatelną „zgubną” prawdę: Apfelbaum przypomniał m.in. rolę AK jako sojuszniczki żydowskich powstańców.

Bezmiar kłamstw czy przeszłości?
Nawet doktor Marek Edelman, jeden z żobowskich uczestników powstania, niegdyś nazywał żołnierzy ŻZW „faszystami”. Przekonywał, że to ŻOB dowodziła powstaniem. Pó?niej w książce-wywiadzie „‚Strażnik’ Marek Edelman opowiada” starał się „zamulić” przeszłość. „Nie to ważne, kto i gdzie strzelał, jak i którędy przeskoczył. Nie chodzi mi o dawanie świadectwa żołnierskiej dzielności” – tłumaczył. Równie Edelman niechętnie odniósł się do faktów w rozmowie z Hanną Krall, gdy przyznał, że w powstaniu walczyło co najwyżej 200-220 bojowców z jego organizacji. „To nie ma znaczenia” – tłumaczył rosyjskiemu Żydowi Michaiłowi Rumerowi-Zarajewowi. „Wszystko jest niczym wobec bezmiaru przeszłości”[9].
Szczególnie prawda wydaje się nieważna dla niektórych żydowskich badaczy.

(Nie)sława żobowców i przedsiębiorstwo holokaust
Próby przypomnienia prawdziwej roli ŻZW podjął się Paweł Szapiro na łamach „Rzeczpospolitej” („Żydowski Związek Wojskowy – biała plama historii”, 5-6.07.2003 oraz tamże: „Historia nieznana. Żydowska Organizacja Bojowa, Żydowski Związek Wojskowy. Krótki kurs zapamiętywania i zapominania”). Szapiro bez ogródek pisze o niegodnej roli żobowskich propagandzistów, którzy na trupie ŻZW zbudowali własną legendę: „Aby dać się zapamiętać, a potem nie dać się zapomnieć, nie wystarczy posługiwać się karabinem, trzeba też imać się bez przerwy broni strategicznej: czcionki (…). Na przykład na wysłanej z kraju ‚liście londyńskiej’, zawierającej imiona żobowców zamordowanych w powstaniu w getcie, wpisano także nazwiska osób niemających z wydarzeniem nic wspólnego, ale bliskich politycznie. Rzekłbym, że dopisującemu pomógł nadmiar pamięci” – pisze Szapiro. Jego zdaniem, żobowcy stanowią jeden z filarów przedsiębiorstwa holokaust. Zderzenie z prawdą o głównym udziale w powstaniu ŻZW, który wspierała AK, z pewnością popsułoby interes ruchom roszczeniowym. Żądać odszkodowania od sojusznika nie wypada, ale od „polskiego antysemity” – dużo łatwiej…
„Sześćdziesiąt lat minęło od czasu wybuchu powstania w getcie warszawskim. Ponieważ przeszło ono do legendy – powinno zostać uwolnione od uprzedzeń politycznych i winno zostać opisane jak najbliżej rzeczywistego przebiegu wydarzeń. To jest dług, który jesteśmy winni bohaterom powstania” – ocenił Moshe Arens w „The Jerusalem Post”, ubolewając nad tym, że polegli żołnierze ŻZW nie mogli napisać swojej historii. Jednak krew bohaterów okradzionych z chwały i pamięci nie przestaje napędzać trybów przemysłu holokaustu. Bezczelność przywódców Światowego Kongresu Żydów, którym potrzebny jest „polski współudział” w powstaniu obozu Auschwitz, jest tego najnowszym przypomnieniem. Są mocne przesłanki, że prawda o polsko-żydowskim braterstwie broni AK – ŻZW nie zostanie uwieczniona we współtworzonym m.in. za polskie pieniądze Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie, jeżeli wyra?nie nie zażąda tego strona polska.
Historyczne „zabójstwo” bohaterów polsko-żydowskiego braterstwa broni zadało głębokie i dotąd niezabli?nione rany pamięci obu narodów. Dopóki w imieniu rzeczywistych bohaterów getta wykrzykują uzurpatorzy ich chwały, domagając się dziesiątek miliardów dolarów tzw. odszkodowania, dopóty obraz Żyda w oczach Polaka – i odwrotnie – będzie wykrzywiony. Nie jest więc możliwa pełna normalizacja stosunków między naszymi narodami bez pamięci o pięknych kartach wspólnej historii i usunięcia wszelkich ognisk jej instrumentalizacji.
Waldemar Moszkowski

[1] Zob. http://www.shalomnewyork.com/authors/schwartz/warshaw.php .
[2] Zob. http://www.freeman.org/monline/may03/arens.htm.
[3] Rudi Assuntino, Wlodek Goldkorn, „Strażnik Marek Edelman opowiada”, Wydawnictwo Znak, 1999.
[4] Tamże, s. 76-77.
[5] Tamże.
[6] Moshe Arens, The Changing Face Of Memory: Who Defended The Warsaw Ghetto?,
The Jerusalem Post, 23.04.2003.
[7] Tamże.
[8] Tamże.
[9] Zob. http://berkovich-zametki.com/Nomer32/Rumer1.htm.
[10] Zob. http://berkovich-zametki.com/Nomer32/Gorelik1.htm .

 

ZMIENIAJĄCA TWARZ PAMIĘCI: 

Kto bronił warszawskiego getta? 

Przez

Dzień Zagłady Moshe Arens , 29 kwietnia 2003 r., Minie 60. rocznica wybuchu rewolty w getcie warszawskim.

Bunt, pierwsze powstanie przeciw Niemcom w czasie II wojny światowej i najbardziej znaczący akt żydowskiego oporu wobec niemieckiej rzezi Żydów w Europie, stał się symbolem bohaterstwa. Była to desperacka bitwa, która zmusiła małą grupę żydowskich bojowników przeciwko potędze armii niemieckiej, walkę o godność człowieka i honor narodu żydowskiego.

Intensywne walki w getcie między żydowskimi bojownikami a oddziałami niemieckimi przy pomocy ukraińskich i łotewskich milicji i polskich policjantów trwały około miesiąca, a żydowscy bojownicy, którzy nadal ukrywali się w podziemnych bunkrach zbudowanych w getcie, kontynuowali walkę o kilka tygodnie później. Dowódcą niemieckiego ataku na getto był SS-Gruppenfuehrer Maj.-Gen. Juergen Stroop. „Deklarował zwycięstwo” nad Żydami wieczorem 16 maja i aby uczcić swoje zwycięstwo, pobudził wielką synagogę na Tomalckim, opuszczoną przez żydowskich wyznawców.

To, co pozostało z getta – po tym, jak Niemcy używali miotaczy ognia do spalenia wielu budynków – było dynamitem, pozostawiając tylko kupę gruzu, gdzie kiedyś mieściło się getto, w którym kiedyś mieściło się ponad pół miliona Żydów.

Bunt nie był jedną z głównych bitew II Wojny Światowej – nie Stalingradem czy alianckim lądowaniem w Normandii.

Ale jest zapamiętany jako jedno z najważniejszych wydarzeń tej wojny. Stało się tak, gdy wojna osiągnęła etap, który Winston Churchill określił jako „koniec początku” – po porażce Montgomery’ego z Rommlem na pustyni zachodniej, po amerykańskim lądowaniu w Afryce Północnej, po kapitulacji feldmarszałka von Paulusa. Stalingrad, podczas gdy alianckie bombowce najeżdżały miasta Niemiec dzień i noc.

Niemiecka maszyna do morderstwa już w tym czasie przeniosła się na wyższy bieg. Komory gazowe Treblinki działały z pełną mocą. Ponad 300 tysięcy warszawskich Żydów wysłano tam z getta warszawskiego latem 1942 r. W „Wielkiej Likwidacji”.

Wieści o kampanii niemieckiej na rzecz eksterminacji Żydów na obszarach pod ich rządami dotarły do Waszyngtonu i Londynu. 1 sierpnia 1942 r., Gdy likwidacja warszawskiego getta była już w toku, Gerhard Riegner, przedstawiciel Światowego Kongresu Żydów w Szwajcarii, dowiedział się od niemieckiego przemysłowca, że Hitler nakazał eksterminację Żydów w Europie, i że mieli być zagazowani. Tydzień później, po uzyskaniu dalszych informacji o otrzymanych informacjach, Riegner zwrócił się do wicekonsula USA z Genewy, by przekazał informację z rabinem Stephenem S. Wisem w Nowym Jorku, szefem Amerykańskiego Kongresu Żydów. Wiadomość dotarła do Wise dopiero pod koniec sierpnia.

8 grudnia 1942 r. Wise, na czele delegacji amerykańskich Żydów spotkał się z prezydentem Franklinem D. Rooseveltem, aby przekazać przed nim niesamowite informacje. Nie po raz pierwszy Roosevelt stanął twarzą w twarz z wiadomościami o tragicznym losie europejskiego żydostwa. Jan Karski, członek polskiego podziemia, pracujący jako kurier polskiego rządu na uchodźstwie w Londynie, odwiedził warszawskie getto w sierpniu 1942 r., Zanim przeszedł do Londynu, a następnie do Waszyngtonu.

W listopadzie 1942 r. Karski poznał Anthony’ego Eden’a, brytyjskiego sekretarza zagranicznego w Londynie, a następnie spotkał się z Rooseveltem w Waszyngtonie. Opisał przerażające okoliczności żydostwa polskiego obu przywódcom, ale reakcja w Londynie i Waszyngtonie była, jeśli nie obojętnością, a potem apatią. Przywódcy sprzymierzeni mieli większe obawy niż przetrwanie narodu żydowskiego.

KIEDY wybuchła bunt w getcie w kwietniu 1943 r., Cała Warszawa była świadoma walk. Wiadomość o buncie została przekazana stolicom sprzymierzonych przez polskie podziemie, ale nie przyszła pomoc żydowskim bojownikom – nie ze Stanów Zjednoczonych, Anglii, ani ze Związku Radzieckiego; nawet znakiem rozpoznania lub potwierdzenia przez aliantów bitwy toczącej się w getcie. Żydowscy bojownicy w warszawskim getcie byli nieznanymi żołnierzami, odizolowanymi od świata. Zaledwie dwa lata później, po zakończeniu wojny, ich waleczna walka otrzymała powszechne uznanie.

Dwie organizacje żydowskich bojowników przygotowywały się do buntu. Najbardziej znane im przez inicjały ich polskich nazwisk były: ZOB (Zydowska Organizacja Bojowa) kierowana przez Mordechaja Anielewicza i ZZW (Zidowski Zwiazek Woskowy) kierowana przez Pawła Frenkla. Między tymi dwiema grupami istniała znacząca rywalizacja, a nawet animozja, a wszystkie próby zjednoczenia się zakończyły niepowodzeniem. Tylko pozory koordynacji między nimi zostały ustalone przed buntem. 

Powstanie ZOB poprzedziło antyfaszystowski blok utworzony przez socjalistyczne syjonistyczne grupy młodzieżowe w getcie w marcu 1943 r. W lipcu 1943 r., Po rozpoczęciu „Wielkiej Likwidacji”, żydowska organizacja bojowa, ZOB, została utworzona przez socjalistyczne syjonistyczne grupy młodzieżowe, Haszomer Hacair i Dror Hehalutz, oraz ogólna młodzieżowa grupa syjonistyczna Akiva. Wkrótce dołączyły do nich inne socjalistyczne syjonistyczne grupy młodzieżowe w getcie, a także antysyjonistyczny socjalistyczny Bund i komuniści.

ZOB został zorganizowany w poszczególne składy, z których każda składała się z bojowników wszystkich należących do tego samego ruchu młodzieżowego. Uważano, że przynależność ideologiczna i znajomość członków wzmocnią zdolność bojową każdej jednostki bojowej. Anielewicz został wybrany na dowódcę, wspieranego przez sztab złożony z przedstawicieli głównych grup konstytucyjnych, których głównymi członkami byli Icchak Cukierman z Hehalutz-Dror i Marek Edelman z Bundu. Według Cukiermana, zastępcy dowódcy ZOB, cały skład broni na początku składał się z jednego rewolweru. ŻOB miał duże trudności w zdobyciu broni potrzebnej do powstania, otrzymując jedynie minimalną pomoc od polskiego podziemia.

O tym, jak trudna jest sytuacja, świadczy list Anielewicza napisany 13 marca 1943 r. Do polskiego podziemnego dowództwa AK: „Czy jesteśmy przygotowani? Materiało, bardzo źle: z 49 przydzielonych nam sztuk tylko 36 jest wykonalnych, i to z powodu braku amunicji. Jest to sytuacja katastrofalna. ” Czwartego dnia powstania napisał do Cukiermana, który w tym czasie był łącznikiem ŻOB poza gettem z polskim podziemiem, że pistolety mają niewielkie znaczenie i że „bardzo potrzebujemy granatów, karabinów, karabinów maszynowych i materiały wybuchowe. ”

ZZW WAS headed by Pawel Frenkel of the Revisionist youth movement Betar; his deputies were David Apfelbaum and Leon Rodal. It was better trained and better equipped. It had been founded almost immediately after the German conquest of western Poland and included a number of men who had served with the Polish Army as officers during the German invasion in September 1939, as well as members of Betar who had received military training in the cells established by the IZL in Poland prior to the war.

Apfelbaum had been a Polish officer and through his acquaintance with Major Henryk Iwanski, who had commanded his regiment during the battles against the invading German army, he had already arranged the first acquisition of arms for ZZW at the end of 1939. Iwanski was a member of the Polish underground Security Corps (KB), which subsequently became a part of the Polish underground Home Army (AK). He and his unit assisted ZZW in the training and acquisition of weapons and ammunition and participated together with ZZW fighters in some of the battles of the revolt.

Frenkel had succeeded in establishing contact with Captain Cezary Ketling, one of the leaders of another Polish underground group, PLAN, which also provided assistance to ZZW. ZZW had succeeded in digging two tunnels under the ghetto walls providing contact with the outside and allowing smuggling of arms into the ghetto.

Thus, when the revolt broke out on April 19, 1943, ZZW was better prepared than ZOB.

Anielewicz, wówczas w wieku 20 lat, był czołowym członkiem Ha-Szomer ha-Cair w Polsce i kontynuował edukację wśród członków jego ruchu pod okupacją niemiecką do czasu objęcia dowództwa ŻOB. Nie miał wcześniejszego szkolenia wojskowego, ale był wyposażony w cechy przywódcze, które uczyniły go oczywistym wyborem do dowodzenia ZOB. Frenkel, również w jego wczesnych latach dwudziestych, był członkiem Betaru w Warszawie przez wiele lat przed wojną i otrzymał szkolenie wojskowe w jednej z komór IZL. Dla obu organizacji wydawało się oczywiste, że przywództwo w tych okolicznościach musi być powierzone młodym bojownikom, a nie starszemu przywództwu politycznemu obecnemu w getcie.

TYLKO ci, którzy są zaznajomieni z bratobójczą animozją, która charakteryzowała związek w latach poprzedzających wojnę, między socjalistycznymi partiami syjonistycznymi a rewizjonistyczną partią syjonistyczną pod przewodnictwem Zeeva Jabotinsky’ego, mogą zacząć rozumieć niezdolność lub niechęć do zjednoczenia dwóch Żydów. organizacje wojskowe w tym rozpaczliwym czasie. Ruchy, które założyły ZOB i jego prekursorową organizację, blok antyfaszystowski, uznały Betar za ruch semi-faszystowski, podczas gdy uważały się za reprezentujące wszystkie partie robotnicze i postępowe ruchy w getcie. 

Socjalistyczne ruchy syjonistyczne, takie jak Haszomer Hacair, Hehalutz-Dror, lewicowy Poalej Syjon i Poalej Syjon, ułatwiły wprowadzenie anty-syjonistycznego Bundu i komunistów w szeregi, niż zjednoczenie z ZZW. Wydaje się, że wszyscy byli zjednoczeni w swojej pogardą dla młodzieży rewizjonistycznej. Edelman, po wojnie, odniósł się do ZZW jako „gangu tragarzy, przemytników i złodziei”. Również Cukierman mówił o nich w sposób nieskomplikowany, twierdząc, że współpracowali z reakcyjnymi organizacjami polskimi. Inicjatywa podjęta przez starszych przywódców rewizjonistów w getcie w celu zjednoczenia dwóch ruchów bojowych została odrzucona przez ŻOB.

PO „Wielkiej likwidacji” w getcie pozostało tylko około 60 000 Żydów. Żyli teraz w trzech niepołączonych sektorach żydowskich, w centralnym sektorze, w którym znajdowały się domy zamieszkałe przez część ocalałej ludności żydowskiej, oraz w dwóch niemieckich warsztatach, w których żydowscy robotnicy-niewolnicy produkowali towary dla niemieckiej machiny wojennej – warsztaty pędzla i Toebbensa. – Fabryki Schultza. W każdym z tych obszarów znajdowały się jednostki bojowe ŻOB i ZZW. Jednostki ZOB w Warsztatach Pędzelkowych dowodził Edelman. Siedziba obu organizacji mieściła się w centralnym sektorze: ZOB kierował Anielewicz na ulicy Mili 39, ZZW na czele z Frenkelem, Apfelbaumem i Rodałem na Muranowskim 7. Byli przygotowani na spotkanie z niemieckim atakiem.

Na polecenie SS Reichsfuehrera Heinricha Himmlera, aby doprowadzić do całkowitej likwidacji getta warszawskiego, SS Obergruppenführer Fryderyk Wilhelm Krueger, wyższy dowódca SS i policji w rządzie generalnym, którego Niemcy utworzyli w okupowanej Polsce, oskarżył SS Oberführer Ferdinand von Sammern -Frankenegg, dowódca SS i policji w dzielnicy warszawskiej, z zadaniem.

Rankiem 19 kwietnia 1943 r. Sammern-Frankenberg doprowadził swe siły do centralnego obszaru getta. Oszołomieni bojowników ŻOB, gdy wchodzili do getta, Niemcy uciekali w panice. Sammern-Frankenbergg został natychmiast usunięty, a następnego dnia SS Gen. Stroop był odpowiedzialny za niemiecki atak na getto.

Dostępna jest tylko skąpa dokumentacja dotycząca walk w ciągu następnych dni i tygodni. Dr Yosef Kermish, ówczesny szef archiwum Yad Vashem, napisał w 1965 roku w swojej przedmowie do zbioru dokumentów o buncie warszawskiego getta: „Co do samej rewolty i faktycznych przygotowań do niej, to żydowskie i polskie źródła Niestety, nie są one wystarczająco adekwatne, jeśli chodzi o rozwój buntu, źródła te opisują tylko uliczne bójki pierwszych dni, które miały miejsce na tym obszarze, a niestety nawet te doniesienia są tylko fragmentaryczne Czego brakuje w żydowskiej i polskiej źródła dotyczące buntu muszą koniecznie być uzupełnione ze źródeł niemieckich, które zostały napisane przez samego wroga.

STROOP BYł archetypowym nazistą – sadystycznym antysemitą, który czerpał radość z polowania na Żydów, których uważał za podludzi. Pozostał niepoprawny aż do swojej egzekucji w Warszawie, po tym, jak został skazany za zbrodnie wojenne. W więzieniu warszawskim na Mokotowie, czekającym na proces, opowiadał swoim współwięźniom o tym, jak udało mu się zlikwidować getto warszawskie. Jeden z nich, Kazimierz Moczarski, Polak oskarżony o działalność przeciwko polskiemu reżimowi komunistycznemu, opowiada w swojej książce Rozmowy z wisielcem, że gdy opisywał, jak dynamitował wielką synagogę na Tłomackiem, jego oczy rozbłysły entuzjazmem.

„Cóż za cudowny widok !, zawołałem Heila Hitlera i nacisnąłem guzik, a wspaniała eksplozja przyniosła płomienie wprost do chmur, kolory były niewiarygodne, niezapomniana alegoria triumfu nad żydostwem, warszawskie getto przestało istnieć. Właśnie dlatego chcieli tego Adolf Hitler i Heinrich Himmler.

Stroop otrzymał pierwszą klasę Żelaznego Krzyża, za stłumienie buntu w warszawskim getcie.

Stroop wysyłał codzienne raporty o akcji w getcie do Kruegera. Raport podsumowujący został napisany przez Stroopa w dniu 16 maja i przeczytany 18 maja w Krakowie przed zbiorem dowódców SS i policji pod przewodnictwem Kruegera. Z tych raportów wynika, że obraz zaczyna się pojawiać w trakcie buntu.

Analizując raporty Stroopa, zwraca się uwagę na następujące stwierdzenie, które pojawia się w jego raporcie: „Główna żydowska grupa bojowa, w której brali udział także polscy bandyci, wycofała się już pierwszego lub drugiego dnia do miejsca zwanego Placem Muranowska. przez znaczną liczbę polskich bandytów, grupa chciała się w każdy możliwy sposób umocnić, aby nie dopuścić do przeniknięcia, a na dachu betonowego budynku podnieśli żydowską flagę i polską flagę, jako sygnał wojny przeciwko nam W tej strzelaninie z bandytami upadła SS Untersturmfuehrere Demke. ” 

Stroop powraca na tę bitwę w rozmowach z Moczarskim w warszawskiej celi więziennej:„Sprawa flagi miała wielkie znaczenie polityczne i moralne, przypominała setki tysięcy sprawy polskiej, podniecała ich i zjednoczyła ludność Generalnego Gubernatorstwa, ale przede wszystkim Żydów i Polaków. Walka dokładnie tak, jak broń szybkostrzelna, jak tysiące takich broni Wszyscy to wiedzieliśmy – Heinrich Himmler, Krueger i Hahn [Obersturmbannführer Ludwig Hahn, dowódca Policji Bezpieczeństwa w Warszawie] Reichsfuehrer [Himmler] ryknął telefon: „Stroop, musisz za wszelką cenę zrzucić te dwie flagi”.

Na Placu Muranowskim i sąsiednich domach przy Muranowskim było widać, że bojownicy ZZW uzbrojeni w karabiny, karabiny maszynowe, karabiny maszynowe i koktajle Mołotowa utworzyli ufortyfikowane pozycje i udało im się utrzymać przewagę wojsk niemieckich przez cały dzień. walcząc w drugim dniu buntu, 20 kwietnia 1943 r. Była to scena powtarzających się zaciekłych bitew pomiędzy ZZW i siłami Stroopa. Potwierdzają to zeznania złożone po wojnie przez wielu ludzi Iwańskiego, którzy brali udział w tych bitwach.

Tutaj ciężkie straty zostały poniesione przez ZZW, tracąc wielu czołowych bojowników. Apfelbaum i Rodal zostali śmiertelnie ranni w walkach, które szalały w dniach 27 i 28 kwietnia. Brat Iwańskiego, Edvard, padł na Placu Muranowskim, jego syn, Roman został śmiertelnie ranny, a sam Iwański został ranny w tych dniach.

Wiele lat później, w 1993 r., Polska kobieta, Alicja Kaczyńska, która mieszkała w czasie wojny na ulicy Muranowskich pod numerem parzystym poza gettem, naprzeciwko siedziby ZZW, opublikowała książkę o wspomnieniach wojennych, At The Gates Of Piekło. W niej przypomina flagi, które ZZW zebrał nad gettem.

„Na dachu naprzeciwko widzieliśmy ludzi, którzy przychodzili i odchodzili, i mogliśmy zobaczyć, że każdy z nich był uzbrojony w jakąś broń.W pewnym momencie byliśmy świadkami wyjątkowego widoku na tym dachu – niebiesko-biała flaga i Podniesiono czerwono-białą flagę, wszyscy wiwatowaliśmy … Spójrz, żydowska flaga! Żydzi zajęli Plac Muranowski, nasze głosy odbijały się echem po schodach, przytulaliśmy się, przytulaliśmy i całowaliśmy. ”

Po wojnie Edelman przesłuchał Stroopa w więzieniu w Mokotowie, pytając go, w którym miejscu, poza Placem Muranowskim, były zacięte walki. Stroop odpowiedział: „Dziś nie mogę powiedzieć z taką samą precyzją, jak powiedziałem o Placu Muranowska, pamiętam też Fabrykę Pędzel, ale nie mogę dokładnie tego stwierdzić”. [ 

Podczas całego buntu toczyły się walki w całym getcie przez bojowników ŻOB i ZZW. Najsilniejsza i prawdopodobnie najważniejsza bitwa powstańcza, trwająca kilka dni, wydaje się być prowadzona przez ZZW w rejonie Placu Muranowska. Jednak historia bohaterskiej walki w warszawskim getcie, mit żydowskiego bohaterstwa, który pochłonął wyobraźnię tak wielu, nie pozostawił wiele miejsca na udział bojowników ZZW w buncie. Być może było to nieuniknione, ponieważ żaden z przywódców podziemia zorganizowanego przez Betar nie przeżył buntu.

Zgodnie z naszą najlepszą wiedzą, po przetrwaniu walk na Placu Muranowskim, Frenkel wraz z kilkoma swoimi towarzyszami popadł w bitwę z wojskami niemieckimi i polską policją 11 maja w Warszawie. Apfelbaum i Rodal nie przetrwali buntu. Większość bojowników ZZW, w tym wszyscy oprócz jednego z jej starszych dowódców, zginęło podczas rewolty. Kalman Mendelson, były oficer Wojska Polskiego i jeden z założycieli ZZW, nigdy w pełni nie doszedł do siebie po ranach odniesionych w walkach na placu Muranowskim iw powstaniu polskim w Warszawie w sierpniu 1944 r. I spędził resztę życia w polskich szpitalach i domach rekonwalescencji.

Historia rewolty sprowadza się do nas przede wszystkim za sprawą dwóch liderów ŻOB, którzy przeżyli bitwę – Cukierman, który był w czasie rewolty ZOB do polskiego podziemia poza gettem, i Edelmanem. W swojej książce The Ghetto Fights, opublikowanej wkrótce po wojnie, Edelman nie wspomina o ZZW w opisie buntu. Cukierman po powrocie do Izraela po wojnie mówił lekceważąco o ZZW, twierdząc, że opuścili getto w trzecim dniu buntu.

Wydaje się, że rozważania polityczne zabarwiły ich raporty o walkach w getcie. Wskazuje na to raport przesłany przez Żydowski Komitet Narodowy w Warszawie do Londyńskiego Przedstawicielstwa Żydów Polskich 24 maja 1944 r., Podpisany przez A. Bermana, Icchaka Cukiermana, Shimona Gottesmana i Yosefa Sak, który zawiera następujący fragment: ” Niech Ruch Robotniczy na całym świecie wie, że organizatorami powstania w getcie warszawskim i jego przywództwem był Ruch Robotniczy Robotników Erec Israel, i że setki bojowników zmagały się i padały zainspirowane tym ideałem, aby ich śmierć była jednym podstaw socjalistycznej przyszłości mas żydowskich w Erec Israel. ” 

Dla ZZW nie było nikogo, kto mógłby przedstawić swoją stronę historii.

Minęło sześćdziesiąt lat od wybuchu rewolty w getcie warszawskim. Gdy stanie się legendą, należy uwolnić się od politycznego uprzedzenia i dostosować go tak, jak to tylko możliwe do faktycznego przebiegu wydarzeń. To dług, który jesteśmy winni bohaterom buntu.

 
 
 
 

4 Komentarze

Filed under Bez kategorii

4 responses to “Edelman jako antidotum na Dmowskiego…przykład żydowskiej manipulacji

  1. nina

    ——— Polska dzisiaj !

    Polubienie

  2. paziem

    @
    Edelmana należałoby dobrze prześwietlić odnośnie jego roli w czasie powstania w gettcie. Wiele lat milczał, aby dopiero w określonej sytuacji politycznej , gdy większość świadków zmarło, zaczął pieć peany na temat bohaterstwa ŻOB i swojego w tym udziału.
    Inni mieli na ten temat odmienne zdanie.

    Krzysztof J. Wojtas 04.01.2019 17:45:18
    @Krzysztof J. Wojtas 17:45:18
    Bartman vel Bartoszewski menda żydowska, „profesorek” od siedmiu boleści. Kolaborant niemiecki i agent żydowski., ksywa L4, był, szwagrem szefa Gestapo w Budapeszcie, także żyda!(To cóś nie tak z tym holocośtam. Żydowska narracja „chistorii”, dzięki otwartym archiwom się sypie, wali jak domek z kart.) pederastą, obozową ciotą esesmanów i Szpilmana vel Cymermana vel Cyrankiewicza, który był „magazynierem” i „księgowym” żydowskiego złota, kosztowności, złotych zębów w obozie. Za tą morderczą wydajną pracę także go ci niedobre Niemce dla podratowania zdrowia, wypoczynku do wód w Szwajcarii wysłali gdy ich rodacy opuszczali KL kominem w postaci sadzy i dymu/ponoć?. Musiał cosik z tego żydowskiego złota uszczknąć dla siebie bo po wojnie żył na bardzo wysokim poziomie z Niną Andrycz, wyższym niż zapewniały pobory „premiera PRL. Coś tak jak ten „pierwszy i ostatni” „powstaniec” z getta, Marek Edelman, który jako odman/policjant Judenratu okradał swych ziomków przed wysłaniem w nieznane a raczej znane, a także zwiał z kasą „ŻOB” po zabiciu swych towarzyszy w kanałach Warszawy. Wylazł z nory po wyzwoleniu przez sowietów Warszawy i ofiarował im swe usługi. Fałszywy lekarz, bo kiedy i gdzie skończył studia mając lat ok. 20. Chyba sowieci dali mu jako sanitariuszowi za którego się podał felczera, coś jak staremu Stolzmanowi, bo po jego studiach na Akademii Medycznej w Poznaniu jakoś śladu nie ma. Za zrabowane ziomkom precjoza, i pieniądze, nabył ten „bochater” dom po wojnie i żył do swego końca. Za życia Bartmanowi vel Bartoszewskiemu wysłałem takie coś: czy pamiętasz tę noc w baraku na pryczy, jak ci esesmani i Cyranek pchali w odbyt zamiast do piczy?, no i o lodach obozowych. Odpowiedzi się nie doczekałem, nawet sprawy o pomówienie, choć na to bardzo liczyłem, by więcej o nim w sądzie mu w tą żydowską mordę agenta gestapo i SS wygarnąć. KOD imienia zwolnienia L4 z niemieckiego KL. Zupełnie jak żyd Martin Bormann zwolniony z niewoli sowieckiej podczas wojny domowej w Rosji w latach 20-tych. Potem jakimś cudem podczas II WŚ Stalin skądś wiedział o ofensywach niemieckich zanim Wehrmacht dostał rozkazy. Potem w kwietniu 1945 Bormann się rozpłynął w powietrzu w obleganym przez sowietów Berlinie…
    nadużycie link skomentuj
    kula Lis 68 04.01.2019 20:09:21
    @Krzysztof J. Wojtas 17:45:18 Boże chroń Polskę i Polaków! przed tymi imigrantami których musimy się pozbyć z kraju bo inaczej
    zniszczą naszą ojczyznę!

    Żydowskie nazwiska „Polskiej elity”, każdy Polak musi to obejrzeć.


    1.Dane tajne kartoteki ludności Polski przy Centralnym Biurze Adresów MSW (nr arch. 1/6526/1 – data archiwizacji 9.07.1984, nr rejestracyjny 14750-99 – data rejestracji Wydz. III- 2, SUSW Warszawa).
    2.Relacje osób znających osobiście wielu spośród wykazanych.

    3.Dane ujawnione przez historyków w ich licznych publikacjach.

    http://www.ivrozbiorpolski.pl/index.p

    http://alexjones.pl/aj/aj-inne/aj-cie

    https://justice4poland.com/2015/03/31

    https://prawdaxlxpl.wordpress.com/201

    „Żydów w polskim rządzie jest tak wielu, że nie zezwala się im na wyjazd do Palestyny, bo nie byłoby ich kim zastąpić. Są wierni władzy komunistycznej, bo broni ich interesów jako mniejszości” tak wynika z odtajnionej części.

    http://alexjones.pl/aj/aj-ekologia-i-
    Ps..Czy Polacy kiedykolwiek się obudzą przecież to Sodoma i Gomorra!

    kula Lis 68 04.01.2019 20:23:04

    za:http://wps.neon24.pl/post/147061,edelman-jako-antidotum-na-dmowskiego-zydowska-manipulacja

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s