Czy jakoś to będzie w polskiej bankowości komercyjnej?

„Armageddon”, „kryzys”, „załamanie systemu”. To tylko kilka z cytatów krajowych mediów dot. wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) ws. kredytu frankowego państwa Dziubaków, który poznamy już 3 października. Czy jest się czego bać? Choć w najczarniejszym scenariuszu, przychylnym frankowiczom, możemy spodziewać się w Polsce wszystkiego – od paniki do pełnowymiarowego krachu gospodarczego, droga do rozwiązania tej sytuacji wciąż jest otwarta, a strach może mieć jedynie wielkie oczy.

  • W czwartek (3 października) TSUE wyda wyrok dot. kredytów indeksowanych do franka szwajcarskiego
  • Orzeczenie przychylne frankowiczom może zmieść z systemu kilkadziesiąt miliardów złotych
  • Najczarniejszy scenariusz, jaki maluje prof. Witold Orłowski, skutkowałby paniką bankową i krachem w gospodarce. Na rozwiązanie tej sytuacji wciąż jednak nie jest za późno

Nikt nie wie, co wydarzy się w czwartek 3 października o godz. 9:30. Jedno jest pewne. Wyrok europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z siedzibą w Luksemburgu, choć jeszcze nie zapadł, już nieźle namieszał na polskim rynku. Złoty znajduje się na minimach, jakich nie obserwowaliśmy od początku tego roku (szczególnie względem dolara, który kosztuje już ponad 4 zł), a na giełdzie takie banki jak Millennium, czy Getin raz po raz zalewają się czerwienią, co uderza w cały sektor bankowy nad Wisłą.

– Na początku sierpnia tego roku inwestorzy po raz pierwszy, na poważnie zaczęli podchodzić do ryzyka związanego z pozwami klientów bankowych posiadających kredyty denominowane we frankach szwajcarskich. Od tego czasu kapitalizacja polskich banków notowanych na giełdzie i narażonych na to ryzyko zmalała o około 25 mld zł – wyjaśnia Ryszard Miodoński, szef rynku akcji w Noble Funds TFI.

Frankowiczów jest w Polsce ok. 470 tys., a suma ich kredytów opiewa na ok. 125 mld zł. Do tej pory około 1 na 10 wyroków sądowych był dla nich korzystny. Resztę wygrywały banki. Teraz karta w rękach kredytobiorców może się odwrócić. I choć byłoby to zwycięstwo sprawiedliwości, o którą frankowicze walczą od lat, efekty takiego rozwiązania wzbudzają strach wśród wszystkich uczestników sektora bankowego, także pozostałych klientów frankowych banków ze względu na możliwy wzrost opłat i oprocentowania.

Wyrok TSUE ws. frankowiczów. Możliwe konsekwencje dla Polski

„Jakoś to będzie”, „samo się rozwiąże”, „to delikatna sprawa; nie ma co jej ruszać” – tak można by streścić działania polityków w ciągu ostatnich lat dot. frankowiczów, frankowych banków i problemów obu tych grup. Państwo dało ciała, a obecnie po tych wszystkich latach kunktatorstwo kolejnych rządów się po prostu na nas mści. To byłaby najkrótsza odpowiedź na pytanie, dlaczego właśnie teraz ma nas na nowo obchodzić kwestia kredytów walutowych w Polsce.

Temat więc wraca jak bumerang, a punkt, który odpalił lont niepokojów i trosk bankowców, minęliśmy już kilka miesięcy temu. Bowiem sprawa frankowiczów nabrała tempa w maju tego roku. Wtedy to rzecznik Trybunału Sprawiedliwości stwierdził, że kredyt indeksowany do franka państwa Dziubaków może być zamieniony na złotowy z pozostawieniem frankowej stopy procentowej (LIBOR), która jest obecnie ujemna ( w przeciwieństwie do WIBOR-u, według którego naliczane są kredyty w złotym).

Takie rozwiązanie tej kwestii jest arcyprzychylne frankowiczom, gdyż oznacza, że są oni pozbawieni ryzyka walutowego, a do tego mają jeszcze bardzo atrakcyjne oprocentowanie.

Już po kilku dniach od tego majowego wydarzenia wśród bankowych prawników podniosło się larum, gdyż wiadomo, że za takie prezenty się słono płaci. W tym przypadku płacącym byłby sektor bankowy.

Podkreślmy w tym miejscu, że rzecznik TSUE mówił o kredytach indeksowanych, czyli jednym z trzech „rodzajów” kredytów walutowych na polskim rynku. Kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego (CHF) oznacza, że helwecka waluta jest w nim traktowana jako przelicznik kolejnych rat kredytu (a wartość kredytu w umowie określona jest jako konkretna kwota w złotych). Pozostałe dwa rodzaje to:

  • kredyty denominowane we franku, czyli w umowie widnieje frank szwajcarski, ale raty spłacane są w złotym po kursie CHF;
  • prawdziwe kredyty frankowe (w umowie są franki i klient spłaca raty w CHF).

To właśnie tego pierwszego rodzaju kredyt czeka na osąd przez Trybunał.

Konsekwencje dla sektora bankowego

Można się w tym wszystkim pogubić, ale tak naprawdę sprawa jest dość prosta. Jeśli wyrok TSUE będzie tożsamy z opinią rzecznika, czeka nas czas burzy i nieprzewidzianych konsekwencji. Wszystko przez to, że po pierwsze takie brzmienie orzeczenia będzie zachęcało kolejnych kredytobiorców do pójścia do sądu. Po drugie, wyrok może być pewnym drogowskazem dla krajowych sędziów, co skutkowałoby wysypem wygranych wyroków przez frankowiczów.

– Według szacunków różnych instytucji finansowych realne koszty dla sektora będące konsekwencją wyroku TSUE mogą wynieść od 25 do nawet 120 mld zł. Oczywiście większa z kwot dotyczy skrajnie pesymistycznego scenariusza – bardzo mało prawdopodobnego. Mniejsza z nich wydaje się być jednak najmniejszym możliwym wymiarem „kary” dla sektora – tłumaczy Ryszard Miodoński.

Sam Związek Banków Polskich obciążenie dla całej branży wyliczył na ok. 60 mld zł. – Według naszych symulacji skumulowane koszty zmiany kredytu walutowego na PLN ze stawką LIBOR, mogą sięgnąć 58,1 mld zł, w tym 51 mld zł pochłonie proces obniżenia sald kredytów, straty z tytułu obniżenia przyszłych spłat wyniosą 4,6 mld zł, zmiana struktury finansowania – 2 mld zł, zaś koszty operacyjne związane z obsługą klientów w związku z przekształceniem kredytów – 0,5 mld zł – wylicza dla Business Insider Polska Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes ZBP.

– Wyrok TSUE może się okazać ryzykowny z punktu widzenia polskiego sektora bankowego, jeżeli będzie spójny z wcześniejszą opinią rzecznika TSUE. Zgodnie z tym stanowiskiem uznanie za niedozwoloną klauzuli indeksacyjnej może skutkować przekształceniem kredytu indeksowanego do franka szwajcarskiego w kredyt w złotych oprocentowany tak, jak kredyt frankowy lub nawet stwierdzeniem nieważności kredytu indeksowanego do franka, jeżeli sądy krajowe uznają to za stosowne – komentuje z kolei Bartłomiej Chyłek, dyrektor zespołu analiz NN Investment Partners TFI.

Według niego można przypuszczać, że sądy nie będą się zgadzać na tę drugą opcjębowiem polskie Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego stwierdziło, że unieważnienie kredytu byłoby niekorzystne z punktu widzenia konsumentów, z kolei „absurdalnym” byłoby odmówienie kredytobiorcom możliwości zamiany obecnego zobowiązania na kredyt złotowy oprocentowany jak kredyt frankowy.

– Taka zamiana może się okazać potężnym obciążeniem dla banków, które mają w aktywach istotny udział kredytów indeksowanych do franka – podsumowuje Chyłek.

Podobną opinię przedstawia Ryszard Miodoński z Noble Funds TFI:

Wielkość kosztów, jakie faktycznie będzie musiał ponieść sektor oraz ich rozłożenie w czasie zależy od kilku czynników. Przede wszystkim od finalnego werdyktu TSUE. Nie bez znaczenia będzie także liczba klientów banków, którzy po tego typu werdykcie zdecydują się złożyć pozew przeciwko bankom.

Wreszcie kluczowe będzie również podejście audytorów. W negatywnym scenariuszu, gdyby koszt dla sektora wyniósł np. wspomniane 60 mld zł i nie byłby rozłożony w czasie, spowodowałoby to zahamowanie akcji kredytowej banków przez co na pewno przełożyłoby się to negatywnie na polską gospodarkę, a co za tym idzie także na naszą walutę.

Czarny scenariusz dla Polski?

Niekorzystnego rozwiązania obawia się również m.in. ekonomista prof. Witold Orłowski. Choć jego optymalnym scenariuszem jest wyrok Trybunału, który ani za bardzo nie uderza w banki, ani za bardzo w samych frankowiczów, w rozmowie z nami przedstawia najczarniejszą możliwą opcję wyjścia z tego sporu. Jego zdaniem byłaby ona „prawdziwym dramatem” dla nadwiślańskiej gospodarki.

– W razie orzeczenia TSUE nie po myśli branży, a później podobnych wyroków polskich sądów mogłoby dojść do bardzo poważnych konsekwencji. To najczarniejszy scenariusz, który rzeczywiście groziłby prawdziwym zawałem w sektorze bankowym. Musimy pamiętać, że kredyty frankowe są mniej więcej skupione w zasadniczo czterech bankach. PKO BP z obciążeniem frankami jakoś by sobie poradzi, mBank też wylizałby się z ran. Z największymi problemami byłyby Getin i Millennium – mówi prof. Witold Orłowski.

W jego opinii upadek jednego z nich mógłby doprowadzić w prostej linii do zamarcia pożyczek międzybankowych, a stamtąd jest już o krok od paniki bankowej, czyli masowego wypłacania pieniędzy z depozytów, co mogłyby uderzyć nawet w zdrową część sektora.

– I wtedy te niewinnie wyglądające kwoty kilkudziesięciu miliardów złotych strat banków przerodziłyby się w pełnowymiarowy kryzys. Oczywiście do gry musiałby wejść Narodowy Bank Polski czy KNF i dokapitalizować bank, co w konsekwencji skutkowałoby albo nacjonalizacją, albo tak jak w modelu skandynawskim, zakupem część akcji, a później jej odsprzedażą – przekonuje ekonomista. Jego zdaniem w przypadku wygranej PiS bardziej prawdopodobna byłaby nacjonalizacja.

To jednak nie koniec hiobowych wieści. W długim horyzoncie straty banków na jednych kredytach musiałyby zostać skompensowane zyskami na innych miejscach, co uderzyłoby we wszystkich klientów banków w postaci wyższego oprocentowania i opłat bankowych. Zmniejszona akcja kredytowa z kolei ścięłaby nasz wzrost gospodarczy.

 Jedna decyzja, tysiące groźnych konsekwencji – podsumowuje prof. Orłowski.

Rozwiązanie po dobroci

Dantejskie sceny z rynku finansowego nie są jednak bazowym scenariuszem rynku. Osoby, z którymi rozmawialiśmy, sugerują, że problem choć wywołuje sporo niepewności, może rozejść się po kościach.

Piotr Święcik z Biura Doradztwa i Funduszy Inwestycyjnych Citi Handlowy oblicza, że wyceny banków o największych portfelach kredytów frankowych zniżkują w trzecim kwartale o 20-30 proc., co mówi nam, że negatywna decyzja TSUE jest już zdyskontowana przez rynek.

– Tym samym negatywne orzeczenie Trybunału może nie wywołać dużych turbulencji. Nie oznacza to jednak, że w długim terminie konsekwencje dla gospodarki i branży bankowej nie będą odczuwalne. Warto jednak zauważyć że będzie to proces mocno rozłożony w czasie, ponadto obecne estymacje kosztów po stronie banków są bardzo orientacyjne, a ostateczne wartości zależeć będą od wielu różnych czynników – mówi nam Święcik.

Także i ekonomiści Santander Bank Polska nie biją na alarm, a raczej zalecają spokój. Zwracają oni uwagę na trzy kwestie w tej sprawie:

  • Werdykt TSUE nie spowoduje automatycznych i nagłych decyzji po stronie krajowych banków, czy sądów. Jeśli będzie dla banków niekorzystny (osobną kwestią jest to, co oznacza „niekorzystny”), może m.in. spowodować zwiększoną falę pozwów cywilnych ze strony klientów i ewentualnie zwiększony odsetek wyroków polskich sądów orzekających na korzyść klientów. To będzie jednak proces rozciągnięty w czasie.
  • Sam wyrok będzie zapewne długi i skomplikowany, pełna ocena jego potencjalnych implikacji może zająć sporo czasu.
  • Tuż po ogłoszeniu wyroku nadal trudno będzie dokładnie ocenić skalę możliwych przyszłych obciążeń dla banków, m.in. dlatego, że niewiadomą pozostanie skala pozwów, reakcje poszczególnych banków oraz reakcje organów nadzorczych. 

Co więcej, nawet po niekorzystnym wyroku, Sejm mógłby na szybko uchwalić ustawę, która wymazywałaby najbardziej kosztowne założenia dla banków, w ten sposób ratując nieco cały system. Droga do rozwiązania najbardziej pilnych kłopotów nie byłaby więc jeszcze całkowicie zamknięta.

Spraw frankowych przybywa

Jednym z niewiadomych, a zarazem najbardziej kluczowych wątków w całej tej rozgrywce jest chęć wstępowania klientów banków na drogę sądową. W tej materii ścierają się dwa aspekty. Z jednej strony niska świadomość prawna Polaków może zniechęcać do podjęcia takiego wysiłku. Z drugiej jednak zmasowana akcja marketingowa kancelarii prawnych, które wyczują łatwy żer, pchnęłaby wiele osób do spróbowania swoich sił na wokandzie.

Na tę chwilę sytuacja jest dość dynamiczna. W rozmowie z nami Związek Banków Polskich przyznaje, że pozwów sądowych ws. kredytów frankowych przybywa, choć ogółem jest ich bardzo niewiele – ok. 2 proc. wszystkich kiedykolwiek udzielonych kredytów frankowych.

Tę opinię podzielał też Bartłomiej Krupa, prezes Votum, spółki zajmującej się pomocą prawną właścicielom hipotek, głównie frankowych. Votum reprezentuje ponad 8,2 tys. frankowiczów na różnych etapach postępowania, w tym ponad 1,6 tys. w procesach sądowych – i liczba ta stale wzrasta.

– Widzimy rosnącą sprzedaż w segmencie dochodzenia roszczeń z tytułu umów bankowych i liczymy, że pod koniec 2019 roku będzie zawierał miesięcznie ponad tysiąc takich umów, czyli dwa razy więcej niż w I połowie 2019 roku – mówił na początku września prezes Krupa, dodając:

W pierwszym półroczu byliśmy w okolicy 500 spraw miesięcznie. Widzimy zwiększone zainteresowanie tymi sprawami – nadchodzący wyrok TSUE, ale też stanowisko wyrażone w opracowaniu Sądu Najwyższego determinuje klientów do tego, by szybciej podejmować decyzje i „uwierzyć” w ten projekt.

Państwo zawiodło

Na koniec wróćmy do już podjętego wątku – roli państwa w całym zamieszaniu. Prof. Witold Orłowski w tym kontekście nie szczędzi politykom gorzkich słów.

– Państwo polskie miało co najmniej 10 lat i 4 lata od skokowego umocnienia się franka, aby coś z frankowiczami zrobić. Dla sądów ważne bowiem będzie, czy ten problem był jakkolwiek zaadresowany przez prawo. Otóż nie był i nadal nie jest – złości się ekonomista.

Przypomnijmy, że w lipcu 2019 r. prezydent Andrzej Duda podpisał nowelę o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, którzy zaciągnęli kredyt mieszkaniowy, jednak zmiany były połowiczne i nie usatysfakcjonowały poszkodowanych frankowiczów.

Dlaczego według niego jest to tak ważne? – Ponieważ Trybunał Unii Europejskiej powinien przy wyroku uwzględniać również interes całej gospodarki, ogółu społeczeństwa oraz wziąć pod uwagę wątek, jakie reperkusje może mieć negatywne orzeczenie w tej sprawie. Jeśli jednak rządy nie podjęły żadnego wysiłku, aby tę sprawę uprzątnąć, sąd może wziąć pod uwagę jedynie dobro samego kredytobiorcy, pomijając aspekt ogólnosystemowy. To byłoby niezwykle niebezpieczne, a jedynym winnym takiego stanu rzeczy byłaby nasza klasa polityczna. Trybunał ma pełne prawo powiedzieć: skoro państwo polskie nie poczuwało się do obowiązku rozwiązania prawnego kredytów walutowych, to my nie mamy żadnego powodu, żeby uwzględniać interes ogólnospołeczny – tłumaczy.

– Państwo po prostu zawiodło, a my teraz czekamy na to orzeczenie jak na szafot. Tak nie powinno być – kończy prof. Orłowski.

autor: Damian Szymański

za: https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/wyrok-tsue-ws-frankowiczow-mozliwe-konsekwencje-dla-polski/n84ycdn

 

Dodatek:

 

Opinie na temat skutków rozstrzygnięcia korzystnego dla klientów są podzielone.

Premier Mateusz Morawiecki (ex-prezes BZ WBK, czyli obecnie Santandera, w czasach, kiedy bank udzielał kredytów we franku) uważa, że nie zachwieje to branżą.

Banki silne kapitałowo raczej nie połamią sobie zębów na kredytach we frankach, jednak inne banki mogą nie podołać – uważa Tomasz Matras, zastępca dyrektora inwestycyjnego ds. akcji w Generali Investments TFI .

To będzie katastrofa – grzmią natomiast sami bankierzy, którzy podliczyli skutki wyroku na 60 mld zł.

za: https://www.pb.pl/3-pazdziernika-wyrok-tsue-ws-kredytow-frankowych-dgp-970919

 

Ponad 100 tys. osób wygrało w Chorwacji proces z bankami w sprawie kredytów we frankach

https://serwisy.gazetaprawna.pl/finanse-osobiste/artykuly/1430496,kredyty-frankowe-bank-chorwacja.html

14 Komentarzy

Filed under Bez kategorii

14 responses to “Czy jakoś to będzie w polskiej bankowości komercyjnej?

  1. nina

    ——– dodajmy do powyższego – CLU problemów Świata , wynikających z !!
    https://kochanezdrowie.blogspot.com/2019/09/benjamin-fulford-30-wrzesnia-2019_30.html

    Polubienie

  2. Larry Peterson

    Tytułowe pytanie z głównego wpisu jest całkiem sensowne – odpowiedź jest prosta:
    to zależy od tego czy ludek nad Wisłą kupi tę całą propagandę.

    Wszystko o czym napiszę jest jawne i powszechnie dostępne, dlatego nie będę tego udowadniał.

    Czym jest kredyt?

    Banki muszą mieć tzw. rezerwę – oficjalnie 10%, nieoficjalnie 1% i mniej.
    Z tego wynika, że nie mają pieniędzy na pożyczanie, a mimo to udzielają kredytów.
    Czyli „pożyczają” na procent, coś czego nie mają.

    Jak to jest możliwe? – podam wyjaśnienie dla średnio inteligentnych/myślących.

    Ten sam 1000 zł, pożyczają 1000 razy w tym samym czasie.

    Jak to jest możliwe?

    Banki tworzą system naczyń połączonych – co wypłynie z jednego, natychmiast wraca do innego (albo nawet do tego samego), gotowe do następnej „pożyczki”.

    Większość, o ile nie wszystkie kredyty są bezgotówkowe – oznacza to, że „udzielenie kredytu” jest czysto umowne – fikcyjne; ale odsetki są konkretne i realne!

    Tak więc banksterzy zbierają pieniądze z odsetek, za nic, albo inaczej mówiąc: z niczego; taka zupa z gwoździa (o ile jeszcze ktoś wie co to oznacza).

    A teraz wnioski dla mniej inteligentnych:

    Te 60 miliardów nie jest dosłowną stratą dla banków – banki nie muszą ich wyłożyć ze „swoich” pieniędzy – banki po prostu tyle nie „zarobią”, czyli nie okradną klientów na taka kwotę, która jak ktoś wyliczył jest czteroletnim „zarobkiem” banków( tylko z frankowiczów),

    ale dotyczy to tylko „zysków” z oszustwa frankowego, a banki mają przecież zyski również z innych oszustw; bo jak inaczej można nazwać „pożyczanie” na procent, czegoś czego się nie ma.

    Bardziej „uczciwe” byłoby sprzedawanie ziemi na marsie.

    Oczywiście, może ktoś podnieść raban, że kredyty to nie pożyczki, jeżeli nie pożyczki, to nie trzeba oddawać – to chyba jasne.

    Podsumowując :

    Cały rwetes jest tylko o to, że przez cztery lata banki nie będą mogły zdzierać skóry z frankowiczów;

    przy kursie franka 2:4, oznacza, że frankowicze muszą spłacać dwa razy kwotę kredytu + odsetki;
    czyli ich dom byłby trzy razy droższy od ceny jego zakupu.

    Jakby coś było nie jasne proszę pytać, chętnie odpowiem.

    Polubienie

  3. paziem

    Nie wiem ile razy trzeba powtarzać prośby o nie zamieszczanie komentarzy nie dotyczących wątku tematycznego. Czy średnio inteligentny człowiek nie może tego zrozumieć i z uporem maniaka wkleja wszystko co znajdzie w internecie?!. Nasz portal nie jest tablicą ogłoszeń, ścianą płaczu, ani biurem rzeczy zagubionych.

    Redakcja
    WPS

    Polubienie

  4. Ponad 10 tys. samobójstw wśród „frankowiczów”

    Polubienie

    • Roman

      Panie Dariuszu czy ja dobrze rozumiem pan broni frankowiczów na jakiej podstawie.Nie słyszał pan że pazerny i chciwy traci zawsze dziesięć razy.
      Wie pan dlaczego tak jest.
      Bo wielu z tych ludzi nic nie wie ani o ekonomii , finansach itp dlatego nawet im do głowy nie przyszło że może się stać z tym frankiem to co się stało .Niestety u nas w szkołach otyłe katabasy uczą o gadających węzach , rajach facetach chodzących po wodzie zamiast uczyć te dzieciaki o giełdzie i rynkach walutowych , surowcach itp.
      Podsumowanie .Na koniec takie są kwiatki jak ci frankowicze.

      Polubienie

  5. Larry Peterson

    Każdy odsłania część tzw. prawdy, dlatego można iść dalej, ale nigdy nie dojdziemy do tego kto za tym stoi.
    Jak to starał się wytłumaczyć zjadaczom hamburgerów, pewien demaskator:
    jak masz problem z zimnym burgerem do wołasz kierownika,
    jak kierownik nie załatwi sprawy, to idziesz do managera głównego,
    jak i on cię nie zadowoli, to idziesz wyżej, ale choćbyś doszedł do prezydenta, to nigdy, przenigdy nie dotrzesz do właściciela.

    P. Usiądek, niezwykle spięty i czegoś wystraszony odsłania jeszcze głębsze kulisy zarządzania światem, ale na proste pytanie:
    kto miał tyle kasy, żeby zadłużyć cały świat, nie odpowiada.

    Dochód świata, tzw. PKB, wynosi 85 bln baksów, a zadłużenie całego świata już dawno przekroczyło 650 bln baksów.

    Powstaje proste pytanie: kto miał kasę 7 i pół razy większą od PKB świata???

    Odpowiedź jest prosta: NIKT – To całe ZADŁUŻENIE jest jednym wielkim oszustwem.

    NIE MA ŻADNEGO ZADŁUŻENIA!!!!!!!!!

    ale tego, P. Usiądek już za bardzo bał się powiedzieć!

    Polubienie

  6. gospodarz

    Wczoraj czytałem że w sądach jest około 25 tys spraw. Nie znów taki armagedon to nie 470 tys.

    Polubienie

  7. Również jestem ciekaw jak to się dobije na polskiej bankowości…

    Polubienie

  8. Re: Artykul…
    Pytanie: Jak szybko powstaje „kredyt finansowy???”…
    – kilka sekund —

    A jak szybko mozna zlikwidowac cale ZADLUZENIE (nota bene fikcyjne)???…

    Alez oczywiscie, ze w kilka sekund…

    Wiec jakiz jest problem???

    Problem jest w spolecznej swiadomosci o ktorej wspominal W.Ford (ten od samochodow), ktory powiedzial: „Gdyby 5% bylo ludzi, ktorzy wiedzieliby jak funkcjonuje lichwiarski system finansowy, to nastepnego dnia przed wschodem Slonca rozpoczelaby sie (krwawa) rewolucja…”…

    Zycze Wszystkim dobrego samopoczucia…

    ===========================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

    Polubienie

  9. paziem

    Profesor W.Katasonow ocenia rosyjski Bank Centralny oraz sytuację na światowych rynkach złota

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.